Ten serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na ich zapis lub odczyt wg ustawień przeglądarki.


artykułach i komentarzach w komentarzach

Losowe zdjęcie

Modlitwa Inna Niż Wszystkie
Apokalipsa i jej jeźdźcy. Rozważania

Zbliża się koniec 2012r. który to czas może wzbudzać rozmaite energie, wspomnienia. Pozwalam sobie na publikację hipotetycznej rozmowy z Bogiem, jaka mogła by się odbyć z tej okazji.

Pyt. Boże, dawco wszystkiego mamy kilka pytań.
Bóg. Słucham.
Pyt. Mamy wspólnie z grupą pytanie odnośnie rzeczy, które się dzieją obecnie w świecie dusz oraz poza nim, na Ziemi.
Bóg. Sprecyzuj.
Pyt. Ostatnio zaobserwowaliśmy wiele symptomów jakie się pojawiły. Czy możemy uzyskać informacje czemu mają służyć?
Bóg. Temu co nieuniknione. To co życzą sobie nieświadomie Dusze oraz sami ludzie, to się spełni wkrótce.
Pyt. Dobrze Boże a czy możesz powiedzieć, czy to będzie apokalipsa? Na bazie ostatnich wydarzeń- pojawianie się jeźdźców oraz emisariuszy domniemamy, że to właśnie zbliża się apokalipsa.
Bóg. Wola mas zmierza ku temu.
Pyt. A jednak na poważnie się to dzieje.
Bóg. Jeśli Dusze oraz sami ludzie zmienią swoje zachowanie i będą chcieli poddać się mojej woli, będą już wdrażane kolejne wersje planu zmian.
Pyt. Jednego- alternatywnego planu Boże?
Bóg. Nie. Wiele różnych planów.
Pyt. Boże a możesz powiedzieć jakie są alternatywy?
Bóg. Póki co nie mogę udzielić tej informacji.
Pyt. Dobrze- a więc Boże, co nam oferujesz na dzień dzisiejszy?
Bóg. A czego chcecie naprawdę?
Pyt. Szczęścia. Tylko...Jak je uzyskać...?
Ja nie pamiętam pierwotnego znaczenia tego słowa. Tak jest to kwestią dobranej definicji...Coś co da Boże nam szczęście- przynajmniej przez chwilę.
Bóg. A jeźdźcy wam nie dają? Chcieliście masowych cierpień, bólu....
Pyt. Boże...Hmmm...Mieliśmy nadzieję...
Bóg. Nadzieję Właśnie- na co? Że co będzie po apokalipsie?
Pyt. Koniec, uwolnienie.
Bóg. Czym jest dla was koniec? Szczęściem? Czy w doświadczonym KOŃCU odnajdujecie szczęście?
Pyt. Zgubiłem tok myślenia Boże.
Bóg. Oczywiście, że tak. Spowodowane jest tym, że nie chcecie słuchać, ani widzieć tego co ja mówię do was. Obciążenia i wasze własne blokady, resocjalizacja- odpychacie to od siebie licząc, że wszystko wam ujdzie na sucho. Sądzicie, że Apokalipsa poprawi wasz byt i sami nieustannie dążycie do niej. Ale nie tędy droga.
Pyt. Czy mógłbyś powiedzieć Boże co możemy więc zrobić?
Bóg. Mogę. Macie tę wiedzę od dawna. Szukajcie drogi Mnie pytając. Znajdziecie instrukcje. Wy wiecie co powinniście zrobić.
Pyt. Powiedziałeś Boże, że mamy poprawiać swój byt...
Bóg. A jednak pamiętają coś.
Pyt. Co nieco.
Bóg. Nie będę was do niczego zmuszał- pokazuję drogę...A obranie jej lub nie, spowoduje konsekwencje. Tylko bądźcie pewni- Apokalipsa nic nie rozwiąże. Bo co będzie po niej? Dodatkowo- jeźdźcy Apokalipsy nie przyjmą waszych darów- tak to nie działa. Poza tym dary daje się, gdy chce ubłagać się bóstwo a oni nimi nie są.
Co darami chcieliście osiągnąć...Łagodniejszą śmierć?
Pyt. Wiemy Boże, że dary dla jeźdźców Apokalipsy nie podziałają.


Dodano : 06-09-2012 Przez: s_majda Przeczytano: 444 razy
Komentowanie możliwe jest dla osób zalogowanych.
  • Małgorzata Krata 23-03-2019 13:16:06

    Śniło mi się, że pojechałam niedaleko od domu. Zostawiłam samochód i dalej szłam pieszo. Nagle rozpętało się coś strasznego: huki, ziemia zaczęła się zapadać, ogniem zionęło (nie wiem z jakiego źródło) za moimi plecami. Zaczęłam uciekać co sił w nogach. Podmuch wybuchu/płomieni niósł jakieś pyły-ja uciekałam, żeby ta chmura spalenizny i ognia nie dogoniła mnie. Chwilami przedzierałam się przez warstwy, gdzie nie miałam czym oddychać. Liczyłam się z tym, że zaraz mogę zginąć. Ale uciekłam, udało się. Obejrzałam się za siebie-były wielkie pogorzeliska, setki ciał stworzeń jedno na drugim a w ziemi wyrwy, jeszcze tlące się płomienie i coś jak płynąca lawa. Dalej było spokojnie, trawa, las, wszystko normalnie. Jacyś ludzie normalnie szli.  Chciałam wrócić do domu pieszo. Poszłam przez las ukradkiem za tymi ludźmi w kierunku jakiejś cywilizacji. I tak szłam długo-było ciemno. Kiedy miałam już świadomość, że jestem blisko domu to zobaczyłam, że droga jest zupełnie odcięta przez te wydarzenia. Wszystko gdzie nie spojrzałam zawalone, zgliszcza, spalenizna, trupy, katastrofa i chyba ciecz płynąca jak lawa. Pomyślałam, że to koniec-nie mam szans żeby się przez to przedrzeć. Wyciągnęłam telefon, żeby zadzwonić do męża. Bardzo martwiłam się o niego i dzieci co się z nimi stało. Odebrała moja mama (nie wiem jakim cudem jak wybrałam numer do męża) i opowiadam jej co się stało.  Mama mówi, że u nich to samo się wydarzyło, że domy pozawalane, w ziemi wyrwy "Prawdziwa Apokalipsa"-mówi. Dowiedziałam się, że mąż gdzieś zabrał dzieci i pojechali. Cieszyłam się, że słyszałam mamę, że mąż i córki też przeżyli, ale nie wiedziałam jak ich odnaleźć. W momencie jak mama powiedziała, że to Apokalipsa nadeszła obudziłam się w środku nocy. Uświadomiłam sobie, że to tylko sen, że nic się nie stało i pomyślałam: "Boże jak dobrze, że żyję w tak spokojnych czasach”. To mógł być też jakiś wybuch wulkanu we śnie. A ja nie rozumiałam, że wulkan i myślałam, że to już koniec świata, podobnie jak moja mama ze snu.