Ateizm dziedziczy religię, z której wyrósł
Jestem KATOLICKĄ ateistką. Jestem nią W INNY, SPECYFICZNY SPOSÓB niż np. ateista prawosławny czy buddyjski. U samooszukujących się, ” rzekomych” ateistów- pozostaje w myśleniu rdzeń schematu logicznego jego wyjściowej religii. Nie są w stanie tego u siebie zauważyć. Ciągle, nagminnie to udowadniam w tym podobnych grupach. Obawiam się, że właśnie formułuję prawo.
Uwagi; Sławomir Majda
Pani Ewo dziękuję za tę definicję, ona jest głęboka i bardzo mądra. Różnice i podobieństwa są pomiędzy różnymi zdawałoby się sprzecznymi religiami. Na przykład homoseksualizm i dewiacje niejawne w kościele katolickim są dopuszczane w buddyzmie. Wyjście choćby z tego klimatu, na który wpływają homoseksualiści jako nauczyciele religii, może być bardzo podobne w buddyzmie i chrześcijaństwie. Buddyzm to kult, jak mi to buddyści wyjaśniają, osoby Sidharty, z uwagi na to że był mistrzem psychologii. Dla tego modlą się do niego. Jezus został żywym bogiem, bo mu to było wygodne. Każda z tych religii niesie inne przekonania u nazwijmy to parafian i wielbicieli. Z katolicyzmu i z innych religii wychodzi się inaczej, w tak zwany ateizm. Inny przykład to Chrześcijaństwo, które skasowało II przykazanie Dekalogu, zakazujące bałwochwalstwa, co jest nie do pomyślenia w Judaizmie.
Interesującą obserwacją jest twierdzenie, że człowiek opuszczający religię nie opuszcza jej całkowicie. Przestaje wierzyć w Boga, bogów, objawienie lub życie po śmierci, lecz zachowuje sposób myślenia wykształcony przez kulturę religijną, w której dorastał. W takim ujęciu ateizm nie byłby jednorodnym zjawiskiem, lecz zbiorem różnych odmian niewiary, które nadal noszą ślady swoich religijnych korzeni.
Można wtedy mówić o „katolickim ateiście”, „prawosławnym ateiście”, „żydowskim ateiście”, „buddyjskim ateiście” czy „muzułmańskim ateiście”. Nie chodzi tu o wiarę religijną, lecz o głęboko zakorzenione schematy interpretowania rzeczywistości. Człowiek może odrzucić teologię, ale nadal porządkować świat według kategorii, które otrzymał od swojej pierwotnej tradycji.
Katolicki ateista może nie wierzyć w Boga, ale nadal myśleć kategoriami winy, przebaczenia, grzechu, odkupienia, poświęcenia, cierpienia mającego sens lub moralnego obowiązku wobec słabszych. Nawet jeśli odrzuca język religijny, jego psychologiczna struktura interpretacyjna może pozostać katolicka.
Prawosławny ateista może zachować większą skłonność do myślenia wspólnotowego, symbolicznego, mistycznego lub liturgicznego. Może odrzucać Boga, lecz nadal postrzegać świat bardziej jako tajemnicę niż jako mechanizm. Nawet jego niewiara może być nacechowana wrażliwością odziedziczoną po prawosławiu.
Żydowski ateista może nadal patrzeć na rzeczywistość poprzez pryzmat tradycji, prawa, dyskusji, interpretacji tekstów i pamięci historycznej. Może nie uznawać boskiego pochodzenia Tory, lecz zachować sposób argumentowania i rozumowania rozwijany przez pokolenia judaizmu.
Buddyjski ateista może odrzucać elementy metafizyczne, a jednocześnie nadal postrzegać życie przez pryzmat cierpienia, przywiązania, praktyki umysłu, samodoskonalenia i pracy nad świadomością. Może żyć w transach cierpienia. Jego ateizm będzie miał inny smak niż ateizm człowieka wychowanego w tradycji chrześcijańskiej. Złożone tu ślubowania Amitaby lub Buddy medycyny nigdy nie przestaną być aktywne.
W tym sensie ateizm może przypominać język ojczysty. Człowiek może nauczyć się wielu innych języków, ale pewne struktury myślenia pozostają związane z pierwszym językiem, którym nauczył się opisywać świat. Religia może pełnić podobną funkcję. Nawet po jej odrzuceniu pozostają głęboko zakodowane wzorce interpretacyjne.
Hipoteza ta staje się szczególnie interesująca wtedy, gdy człowiek uważa się za całkowicie wolnego od wpływu religii. Możliwe bowiem, że najtrudniejsze do zauważenia są właśnie te elementy światopoglądu, które zostały przejęte bardzo wcześnie i stały się przezroczyste. Nie są już postrzegane jako poglądy, lecz jako oczywistości.
Z tego punktu widzenia wielu ateistów mogłoby nieświadomie zachowywać rdzeń logiczny swojej pierwotnej religii. Nie chodzi o zachowanie dogmatów, lecz o zachowanie sposobu rozumowania. Katolik może przestać wierzyć w Boga, lecz nadal myśleć w kategoriach moralnych charakterystycznych dla katolicyzmu. Były buddysta może przestać wierzyć w karmę, ale nadal interpretować życie przez pryzmat psychologicznej pracy nad świadomością. Były marksista może odrzucić marksizm, a mimo to nadal dzielić świat na grupy uciskające i uciskane.
Można więc postawić hipotezę, że człowiek rzadziej porzuca swoją religię całkowicie, niż mu się wydaje. Częściej wymienia jej treść niż strukturę. Zmienia odpowiedzi, ale zachowuje sposób zadawania pytań. Odrzuca święte księgi, lecz pozostawia sobie logikę ich odczytywania. Przestaje wierzyć w Boga, ale niekoniecznie przestaje myśleć przy pomocy narzędzi, które religia przez lata budowała w jego psychice.
Jeżeli taka obserwacja jest trafna, to ateizm nie stanowiłby przeciwieństwa religii, lecz jedną z możliwych form jej dalszego istnienia. Nie jako wiary, lecz jako ukrytej struktury interpretowania świata. Wówczas określenie „katolicka ateistka” nie byłoby paradoksem, lecz opisem osoby, która odrzuciła katolicką teologię, zachowując jednocześnie znaczną część katolickiego sposobu rozumienia rzeczywistości.
Jednocześnie warto zauważyć, że jest to hipoteza filozoficzna i psychologiczna, a nie ustalone prawo. Można znaleźć liczne przykłady osób, które rzeczywiście zachowują wiele cech swojej pierwotnej tradycji, ale również takie, które w ciągu życia przechodzą przez wiele systemów przekonań i tworzą zupełnie nowe sposoby interpretacji świata. Być może więc bardziej niż o nieuchronnym prawie należałoby mówić o silnej tendencji: religie często pozostawiają ślady znacznie głębsze niż sama deklarowana wiara lub niewiara.
Opublikowano: 04/06/2026
Autor: Sławomir Majda
Kateogrie: Religie, kapłani, sekty, bałwochwalstwo, ślubowania.


Komentarze