Dziecko chodzące głośno na piętach – intencje
Opracowali: Sławomir Majda, Małgorzata Krata, Adam Żak. Identyczny, powtarzający się fragment, stanowiący rdzeń idei, brzmi następująco: ,,bycia dzieckiem i dorosłym, walącym piętami w podłoże, uderzając stopami o ziemię, podłogę, bruk, schody lub korytarz, aby głośno zaznaczyć swoją obecność, ciężar, złość, napięcie, siłę lub prawo do zajmowania miejsca w domu, rodzinie i świecie, chodząc tak, jakby każdy krok miał być słyszalny, twardy, ciężki, nie do pominięcia, nie do zignorowania i nie do uciszenia, kiedy ciało mówi za nie: – jestem tutaj, zobaczcie mnie, usłyszcie mnie, nie przechodźcie obok mnie obojętnie; odpowiednio funkcjonowania w schemacie, w którym dziecko nie potrafi lub nie może wyrazić słowami swojego protestu, gniewu, bezradności, napięcia albo potrzeby bycia zauważonym, więc uderza piętami w ziemię, jakby ziemia miała przyjąć to, czego dorośli nie słyszą, nie widzą lub nie rozumieją, przeżywając swój chód jako sposób rozładowywania ciężaru emocji, których dziecko nie potrafi uporządkować w sobie, wypowiedzieć ani oddać w inny sposób; odpowiednio oddawania Bogu wszelkich zapisów dziecięcego walenia piętami w podłoże zamiast spokojnego bycia usłyszanymi, zauważonymi i przyjętym i;odpowiednio bycia dzieckiem noszącym w ciele wzorzec żołnierza, marszu, komendy, buta bijącego o bruk, twardego kroku, dyscypliny, rozkazu i podporządkowania, jakby ciało nie szło naturalnie, lecz maszerowało przez życie w rytmie napięcia, przymusu, powinności albo niewidzialnego rozkazu, kiedy stopy dziecka nie przetaczają się miękko po ziemi, lecz uderzają, nabijają rytm, wymuszają kontakt i niosą w sobie pamięć twardości, walki, gotowości, oporu lub rodowego ciężaru; odpowiednio przeżywania świata jako miejsca, przez które nie idzie się spokojnie, lecz przechodzi jak przez plac marszowy, kiedy trzeba być twardym, słyszalnym i gotowym na reakcję; odpowiednio noszenia w sobie wzorców dzieci, które zamiast lekkości, zabawy i swobodnego ruchu przejmują rytm dorosłej powagi, wojskowości, przymusu, rozkazu, gniewu lub nieustannego przygotowania do starcia; odpowiednio oddawania Bogu przekonania, że dziecko i dorosły musi maszerować przez życie jak żołnierz, aby przetrwać, zostać zauważonymi lub poczuć własną siłę”.
Zapytałem czatu GPT o ten temat. Na podstawie podanych informacji, możliwe stało się napisanie tematycznych intencji z punktu widzenia dziecka, a osobno z punktu widzenia rodziców.
Mnie nasuwa się obraz żołnierza bijącego butami o bruk jako jeden z głównych wzorców. To nie jest „lekkość i czujność” jak przy chodzeniu na palcach, tylko raczej uderzenie, dociążenie, zaznaczanie obecności, rytm rozkazu, twardość, marsz, wymuszanie kontaktu z ziemią.
Najpierw jednak rozdzieliłbym rzecz fizyczną od psychologicznej: jeśli dziecko stale „wali piętami”, chodzi ciężko, asymetrycznie, potyka się, ma ból, napięcia albo sztywność, warto sprawdzić ciało: stopy, stawy skokowe, kolana, biodra, napięcie mięśniowe, czucie głębokie i koordynację. U dzieci wzorce chodu mogą wiązać się z napięciem mięśniowo-ścięgnistym, neurologią, sensoryką i sposobem przetwarzania bodźców; AAOS opisuje np. przy chodzeniu na palcach znaczenie łydek, ścięgien Achillesa, neurologii i obserwacji całego chodu dziecka. Badania nad dziećmi z trudnościami przetwarzania sensorycznego pokazują też, że sensoryka może wpływać na kontrolę równowagi, nacisk stopy i lokomocję.
Psychologicznie „walenie piętami” widziałbym jako przeciwieństwo chodzenia na palcach.
Tam było: nie chcę zostawić śladu, muszę być lekki, cichy, gotowy do ucieczki.
Tutaj może być: muszę zaznaczyć, że jestem; muszę wejść ciężko; muszę uderzyć ziemię; muszę poczuć, że podłoże odpowiada; muszę wymusić kontakt ze światem.
Możliwe wzorce:
1. Wzorzec żołnierza, marszu, rozkazu i dyscypliny
Dziecko lub dorosły chodzi tak, jakby ciało niosło pamięć marszu: pięta, rytm, uderzenie, twardość, posłuszeństwo, komenda. Nie ma miękkiego przetaczania stopy, tylko „krok ma być słyszalny” jak u maszerującego po bruku wojska. Symbolicznie: idę jak ktoś, kto ma rozkaz, kto musi przebić się przez przestrzeń, kto nie idzie, lecz maszeruje.
2. Wzorzec zaznaczania obecności
Takie dziecko może ciałem mówić: zauważcie mnie. Pięta uderza o podłoże jak pieczęć. To może być reakcja dziecka pomijanego, niedosłyszanego emocjonalnie, zbyt długo „niewidzialnego”. Nie prosi subtelnie o uwagę, tylko ciało zaczyna ją wymuszać.
3. Wzorzec ciężaru zamiast lekkości
Chodzenie na palcach unika ciężaru. Walenie piętami może przeciwnie — wnosić za dużo ciężaru. Jakby dziecko nie umiało rozłożyć napięcia, tylko zrzucało je w ziemię. Psychologicznie: mam w sobie ciężar, którego nie umiem inaczej oddać.
4. Wzorzec złości i protestu
Uderzanie piętami może być cichą agresją ciała. Nie zawsze świadomą. Dziecko może nie powiedzieć „jestem zły”, ale stopa mówi to za nie. Pięta bije w podłogę jak komunikat: nie zgadzam się, jestem napięty, nie chcę być grzeczny, coś we mnie stawia opór.
5. Wzorzec „twardego wejścia w świat”
To może być dziecko, które nie ufa miękkości. Nie idzie płynnie, tylko twardo. Nie dotyka świata, lecz w niego uderza. Symbolicznie: świat jest twardy, więc ja też muszę być twardy.
6. Potrzeba bodźca płynącego z receptorów w mięśniach, stawach i ścięgnach.
Niektóre dzieci potrzebują silniejszego czucia głębokiego: nacisku, uderzenia, dociążenia, mocnego kontaktu z podłożem. Wtedy „walenie piętami” może być sposobem samoregulacji układu nerwowego: dziecko przez mocny nacisk czuje swoje ciało, granice, ciężar i położenie w przestrzeni. W literaturze o przetwarzaniu sensorycznym opisuje się m.in. trudności modulacji bodźców, poszukiwanie bodźców, trudności w utrzymaniu stabilnej postawy ciała i planowanie ruchu jako elementy mogące wpływać na zachowania ruchowe dzieci.
7. Wzorzec niskiej subtelności ruchu
Czasem za tym stoi nie agresja, lecz brak czucia różnicy między ruchem miękkim a twardym. Dziecko nie „wie ciałem”, jak postawić stopę łagodniej. Nie ma wyregulowanego hamowania, amortyzacji, płynnego przejścia pięta–śródstopie–palce. Psychologicznie można to widzieć jako brak wyczucia granicy: albo nic, albo za mocno.
8. Wzorzec władzy i dominacji przestrzeni
U dorosłych ciężkie chodzenie piętami bywa sygnałem: wchodzę i zajmuję przestrzeń. To może przypominać wojskowego, strażnika, autorytet ojca, człowieka od rozkazów, karmę władcy. Taki chód bywa komunikatem siły: ja tu jestem ciężki, realny, nie do przesunięcia.
9. Wzorzec przenoszenia napięcia z góry ciała do ziemi
Jeśli w dziecku jest dużo napięcia w głowie, barkach, brzuchu albo emocjach, ciało może je rozładowywać przez stopy. Pięta staje się młotkiem. Zamiast płaczu, słów, ruchu spontanicznego pojawia się uderzanie o podłoże.
10. Wzorzec „nie będę chodził cicho”
Przy dzieciach, którym stale kazano uważać, być grzecznym, nie przeszkadzać, nie biegać, nie hałasować, może pojawić się odwrotna reakcja: będę słyszalny. To nie musi być świadomy bunt, raczej ciało odzyskuje prawo do obecności przez hałas.
Najkrócej ująłbym to tak:
chodzenie na palcach — dziecko nie chce albo nie może w pełni opaść w życie;
walenie piętami — dziecko zbyt mocno zrzuca siebie w życie, jakby potrzebowało uderzeniem potwierdzić własne istnienie, ciężar, złość, siłę albo kontakt z ziemią.
Za tym stoją wzorce: żołnierza, marszu, buta o bruk, ciężaru rodu, wchodzenia z butami w przestrzeń, wymuszania uwagi, bicia ziemi zamiast wypowiedzenia emocji, oraz samoregulacji przez twardy, a bywa i bolesny kontakt z materią.
Zorganizowane uwalnianie się od ciężarów – linki do tekstów, informacje o nagraniach, praca z intencjami, technika smyczkowa > Link.
Kwestie techniczne dotyczące idei i konstrukcji zdań podczas pracy z intencjami.
Sztuka. „800 intencji oczyszczających” Link . „Schemat jednozdaniowy dla intencji”. Link . Film „Ukłon po wykonaniu intencji”. Link .
Słowo „–nie” dodane do jakiegoś słowa podczas pracy z intencjami oznacza, że warto wyrazić je również w jego przeciwstawieniu, a nawet znaleźć i wypowiedzieć na głos wszelkie synonimy, które przychodzą na myśl wraz z ich przeciwieństwami. Na przykład — mówiąc: być biednym, być chorym , dobrze jest powiedzieć to również z jego przeciwieństwem: być biednym, być chorym, nie być biednym, nie być chorym. Pozwala to na możliwie najszersze rozciągnięcie danego wzorca, dotykając różnych aspektów, w tym jego przeciwieństwa. Warto również wiedzieć, że dusze często myślą lub twierdzą, że nie mają takich przeciwstawnych wzorców — na przykład, że nie są bałwochwalcami w danym przypadku (w danym słowie). Inny przykład:
dusza kobiety zaprzecza, że kiedykolwiek była złą matką. Dlatego dodanie tutaj formy przeczącej — nie być złą matką — może pozwolić jej zrozumieć stan, w jakim się znajduje.
Bycie złą matką, —nie być złą matką — „—Och, absolutnie nie, nigdy w życiu! To z pewnością nie są moje wzorce. To, co robię, jest moją prywatną sprawą”. [—Dusza bardzo często tak o sobie mówi i myśli.
1. Naszego a przez nas cudzego z wszelkich przyczyn, wszelkimi sposobami m.in. bycia dzieckiem i dorosłym, walącym piętami w podłoże, uderzając stopami o ziemię, podłogę, bruk, schody lub korytarz, aby głośno zaznaczyć swoją obecność, ciężar, złość, napięcie, siłę lub prawo do zajmowania miejsca w domu, rodzinie i świecie, chodząc tak, jakby każdy krok miał być słyszalny, twardy, ciężki, nie do pominięcia, nie do zignorowania i nie do uciszenia, kiedy ciało mówi za nie: – jestem tutaj, zobaczcie mnie, usłyszcie mnie, nie przechodźcie obok mnie obojętnie; odpowiednio funkcjonowania w schemacie, w którym dziecko nie potrafi lub nie może wyrazić słowami swojego protestu, gniewu, bezradności, napięcia albo potrzeby bycia zauważonym, więc uderza piętami w ziemię, jakby ziemia miała przyjąć to, czego dorośli nie słyszą, nie widzą lub nie rozumieją, przeżywając swój chód jako sposób rozładowywania ciężaru emocji, których dziecko nie potrafi uporządkować w sobie, wypowiedzieć ani oddać w inny sposób; odpowiednio oddawania Bogu wszelkich zapisów dziecięcego walenia piętami w podłoże zamiast spokojnego bycia usłyszanymi, zauważonymi i przyjętym i;odpowiednio bycia dzieckiem noszącym w ciele wzorzec żołnierza, marszu, komendy, buta bijącego o bruk, twardego kroku, dyscypliny, rozkazu i podporządkowania, jakby ciało nie szło naturalnie, lecz maszerowało przez życie w rytmie napięcia, przymusu, powinności albo niewidzialnego rozkazu, kiedy stopy dziecka nie przetaczają się miękko po ziemi, lecz uderzają, nabijają rytm, wymuszają kontakt i niosą w sobie pamięć twardości, walki, gotowości, oporu lub rodowego ciężaru; odpowiednio przeżywania świata jako miejsca, przez które nie idzie się spokojnie, lecz przechodzi jak przez plac marszowy, kiedy trzeba być twardym, słyszalnym i gotowym na reakcję; odpowiednio noszenia w sobie wzorców dzieci, które zamiast lekkości, zabawy i swobodnego ruchu przejmują rytm dorosłej powagi, wojskowości, przymusu, rozkazu, gniewu lub nieustannego przygotowania do starcia; odpowiednio oddawania Bogu przekonania, że dziecko i dorosły musi maszerować przez życie jak żołnierz, aby przetrwać, zostać zauważonymi lub poczuć własną siłę i nie tylko, a to wszystko w zależności i odpowiednio w niezależności od m.in. woli, wytycznych, opinii, działań, zaufania, poleceń, postanowień, podpowiedzi, inspiracji, łask, szczodrości i odpowiednio ich braku ze strony samego Boga oraz naszego a przez nas cudzego doświadczania tego wszelkich skutków
2. oraz naszego a przez nas cudzego z wszelkich przyczyn, wszelkimi sposobami m.in. bycia dzieckiem i dorosłym, walącym piętami w podłoże, uderzając stopami o ziemię, podłogę, bruk, schody lub korytarz, aby głośno zaznaczyć swoją obecność, ciężar, złość, napięcie, siłę lub prawo do zajmowania miejsca w domu, rodzinie i świecie, chodząc tak, jakby każdy krok miał być słyszalny, twardy, ciężki, nie do pominięcia, nie do zignorowania i nie do uciszenia, kiedy ciało mówi za nie: – jestem tutaj, zobaczcie mnie, usłyszcie mnie, nie przechodźcie obok mnie obojętnie; odpowiednio funkcjonowania w schemacie, w którym dziecko nie potrafi lub nie może wyrazić słowami swojego protestu, gniewu, bezradności, napięcia albo potrzeby bycia zauważonym, więc uderza piętami w ziemię, jakby ziemia miała przyjąć to, czego dorośli nie słyszą, nie widzą lub nie rozumieją, przeżywając swój chód jako sposób rozładowywania ciężaru emocji, których dziecko nie potrafi uporządkować w sobie, wypowiedzieć ani oddać w inny sposób; odpowiednio oddawania Bogu wszelkich zapisów dziecięcego walenia piętami w podłoże zamiast spokojnego bycia usłyszanymi, zauważonymi i przyjętym i;odpowiednio bycia dzieckiem noszącym w ciele wzorzec żołnierza, marszu, komendy, buta bijącego o bruk, twardego kroku, dyscypliny, rozkazu i podporządkowania, jakby ciało nie szło naturalnie, lecz maszerowało przez życie w rytmie napięcia, przymusu, powinności albo niewidzialnego rozkazu, kiedy stopy dziecka nie przetaczają się miękko po ziemi, lecz uderzają, nabijają rytm, wymuszają kontakt i niosą w sobie pamięć twardości, walki, gotowości, oporu lub rodowego ciężaru; odpowiednio przeżywania świata jako miejsca, przez które nie idzie się spokojnie, lecz przechodzi jak przez plac marszowy, kiedy trzeba być twardym, słyszalnym i gotowym na reakcję; odpowiednio noszenia w sobie wzorców dzieci, które zamiast lekkości, zabawy i swobodnego ruchu przejmują rytm dorosłej powagi, wojskowości, przymusu, rozkazu, gniewu lub nieustannego przygotowania do starcia; odpowiednio oddawania Bogu przekonania, że dziecko i dorosły musi maszerować przez życie jak żołnierz, aby przetrwać, zostać zauważonymi lub poczuć własną siłę i nie tylko, a to wszystko w zależności i odpowiednio w niezależności od m.in. woli, wytycznych, opinii, działań, poleceń, postanowień, podpowiedzi, inspiracji, łask, szczodrości i odpowiednio ich braku ze strony wszelkich płci ludzi, Dusz, istot, bytów, tworów, zwierząt, roślin, kosmitów i nie tylko oraz naszego a przez nas cudzego doświadczania tego wszelkich skutków
3. oraz naszego a przez nas cudzego z wszelkich przyczyn, wszelkimi sposobami m.in. bycia dzieckiem i dorosłym, walącym piętami w podłoże, uderzając stopami o ziemię, podłogę, bruk, schody lub korytarz, aby głośno zaznaczyć swoją obecność, ciężar, złość, napięcie, siłę lub prawo do zajmowania miejsca w domu, rodzinie i świecie, chodząc tak, jakby każdy krok miał być słyszalny, twardy, ciężki, nie do pominięcia, nie do zignorowania i nie do uciszenia, kiedy ciało mówi za nie: – jestem tutaj, zobaczcie mnie, usłyszcie mnie, nie przechodźcie obok mnie obojętnie; odpowiednio funkcjonowania w schemacie, w którym dziecko nie potrafi lub nie może wyrazić słowami swojego protestu, gniewu, bezradności, napięcia albo potrzeby bycia zauważonym, więc uderza piętami w ziemię, jakby ziemia miała przyjąć to, czego dorośli nie słyszą, nie widzą lub nie rozumieją, przeżywając swój chód jako sposób rozładowywania ciężaru emocji, których dziecko nie potrafi uporządkować w sobie, wypowiedzieć ani oddać w inny sposób; odpowiednio oddawania Bogu wszelkich zapisów dziecięcego walenia piętami w podłoże zamiast spokojnego bycia usłyszanymi, zauważonymi i przyjętym i;odpowiednio bycia dzieckiem noszącym w ciele wzorzec żołnierza, marszu, komendy, buta bijącego o bruk, twardego kroku, dyscypliny, rozkazu i podporządkowania, jakby ciało nie szło naturalnie, lecz maszerowało przez życie w rytmie napięcia, przymusu, powinności albo niewidzialnego rozkazu, kiedy stopy dziecka nie przetaczają się miękko po ziemi, lecz uderzają, nabijają rytm, wymuszają kontakt i niosą w sobie pamięć twardości, walki, gotowości, oporu lub rodowego ciężaru; odpowiednio przeżywania świata jako miejsca, przez które nie idzie się spokojnie, lecz przechodzi jak przez plac marszowy, kiedy trzeba być twardym, słyszalnym i gotowym na reakcję; odpowiednio noszenia w sobie wzorców dzieci, które zamiast lekkości, zabawy i swobodnego ruchu przejmują rytm dorosłej powagi, wojskowości, przymusu, rozkazu, gniewu lub nieustannego przygotowania do starcia; odpowiednio oddawania Bogu przekonania, że dziecko i dorosły musi maszerować przez życie jak żołnierz, aby przetrwać, zostać zauważonymi lub poczuć własną siłę i nie tylko, a to wszystko w zależności i odpowiednio w niezależności od m.in. woli, wytycznych, opinii, działań, poleceń, postanowień, podpowiedzi, inspiracji, łask, szczodrości i odpowiednio ich braku ze strony m.in. wszelkiego rodzaju, znaczenia, gatunku, płci i form istnienia m.in. aktywnych i nieaktywnych bóstw, bogiń, boskich matek, boskich ojców, boskich synów, boskich córek, boskich rodzin, Goauldów, koleżków Boga, bogów, półbogów, Asurów, Świętych, guru, mistrzów, nauczycieli, Mesjaszy, aniołów, a w tym astralnych m.in. Archaniołów, cherubinów, serafinów, astrali, władców, zarządców, właściciel i twórców światów astralnych i drzew Dusz, proroków oraz środowisk działających samodzielnie lub poprzez pośredników i nie tylko oraz naszego a przez nas cudzego doświadczania tego wszelkich skutków
4. oraz naszego a przez nas cudzego z wszelkich przyczyn, wszelkimi sposobami m.in. bycia dzieckiem i dorosłym, walącym piętami w podłoże, uderzając stopami o ziemię, podłogę, bruk, schody lub korytarz, aby głośno zaznaczyć swoją obecność, ciężar, złość, napięcie, siłę lub prawo do zajmowania miejsca w domu, rodzinie i świecie, chodząc tak, jakby każdy krok miał być słyszalny, twardy, ciężki, nie do pominięcia, nie do zignorowania i nie do uciszenia, kiedy ciało mówi za nie: – jestem tutaj, zobaczcie mnie, usłyszcie mnie, nie przechodźcie obok mnie obojętnie; odpowiednio funkcjonowania w schemacie, w którym dziecko nie potrafi lub nie może wyrazić słowami swojego protestu, gniewu, bezradności, napięcia albo potrzeby bycia zauważonym, więc uderza piętami w ziemię, jakby ziemia miała przyjąć to, czego dorośli nie słyszą, nie widzą lub nie rozumieją, przeżywając swój chód jako sposób rozładowywania ciężaru emocji, których dziecko nie potrafi uporządkować w sobie, wypowiedzieć ani oddać w inny sposób; odpowiednio oddawania Bogu wszelkich zapisów dziecięcego walenia piętami w podłoże zamiast spokojnego bycia usłyszanymi, zauważonymi i przyjętym i;odpowiednio bycia dzieckiem noszącym w ciele wzorzec żołnierza, marszu, komendy, buta bijącego o bruk, twardego kroku, dyscypliny, rozkazu i podporządkowania, jakby ciało nie szło naturalnie, lecz maszerowało przez życie w rytmie napięcia, przymusu, powinności albo niewidzialnego rozkazu, kiedy stopy dziecka nie przetaczają się miękko po ziemi, lecz uderzają, nabijają rytm, wymuszają kontakt i niosą w sobie pamięć twardości, walki, gotowości, oporu lub rodowego ciężaru; odpowiednio przeżywania świata jako miejsca, przez które nie idzie się spokojnie, lecz przechodzi jak przez plac marszowy, kiedy trzeba być twardym, słyszalnym i gotowym na reakcję; odpowiednio noszenia w sobie wzorców dzieci, które zamiast lekkości, zabawy i swobodnego ruchu przejmują rytm dorosłej powagi, wojskowości, przymusu, rozkazu, gniewu lub nieustannego przygotowania do starcia; odpowiednio oddawania Bogu przekonania, że dziecko i dorosły musi maszerować przez życie jak żołnierz, aby przetrwać, zostać zauważonymi lub poczuć własną siłę i nie tylko, a to wszystko w zależności i odpowiednio w niezależności od m.in. woli, wytycznych, opinii, działań, poleceń, postanowień, podpowiedzi, inspiracji, łask, szczodrości i odpowiednio ich braku ze strony m.in. fizycznych i astralnych węży, robaków, drapieżników, wirusów, szkodników, grzybów, pleśni, owadów, drobnoustrojów, bakterii, mikroorganizmów i makroorganizmów, jaszczurów, pasożytów, symbiontów, lokatorów naszej i cudzej energetyki oraz ze strony m.in. wszelkich duchów, demonów, strzyg, istot opętujących, mitycznych stworzeń, mitycznych istot i nie tylko oraz naszego a przez nas cudzego doświadczania tego wszelkich skutków
5. oraz naszego a przez nas cudzego z wszelkich przyczyn, wszelkimi sposobami m.in. bycia dzieckiem i dorosłym, walącym piętami w podłoże, uderzając stopami o ziemię, podłogę, bruk, schody lub korytarz, aby głośno zaznaczyć swoją obecność, ciężar, złość, napięcie, siłę lub prawo do zajmowania miejsca w domu, rodzinie i świecie, chodząc tak, jakby każdy krok miał być słyszalny, twardy, ciężki, nie do pominięcia, nie do zignorowania i nie do uciszenia, kiedy ciało mówi za nie: – jestem tutaj, zobaczcie mnie, usłyszcie mnie, nie przechodźcie obok mnie obojętnie; odpowiednio funkcjonowania w schemacie, w którym dziecko nie potrafi lub nie może wyrazić słowami swojego protestu, gniewu, bezradności, napięcia albo potrzeby bycia zauważonym, więc uderza piętami w ziemię, jakby ziemia miała przyjąć to, czego dorośli nie słyszą, nie widzą lub nie rozumieją, przeżywając swój chód jako sposób rozładowywania ciężaru emocji, których dziecko nie potrafi uporządkować w sobie, wypowiedzieć ani oddać w inny sposób; odpowiednio oddawania Bogu wszelkich zapisów dziecięcego walenia piętami w podłoże zamiast spokojnego bycia usłyszanymi, zauważonymi i przyjętym i;odpowiednio bycia dzieckiem noszącym w ciele wzorzec żołnierza, marszu, komendy, buta bijącego o bruk, twardego kroku, dyscypliny, rozkazu i podporządkowania, jakby ciało nie szło naturalnie, lecz maszerowało przez życie w rytmie napięcia, przymusu, powinności albo niewidzialnego rozkazu, kiedy stopy dziecka nie przetaczają się miękko po ziemi, lecz uderzają, nabijają rytm, wymuszają kontakt i niosą w sobie pamięć twardości, walki, gotowości, oporu lub rodowego ciężaru; odpowiednio przeżywania świata jako miejsca, przez które nie idzie się spokojnie, lecz przechodzi jak przez plac marszowy, kiedy trzeba być twardym, słyszalnym i gotowym na reakcję; odpowiednio noszenia w sobie wzorców dzieci, które zamiast lekkości, zabawy i swobodnego ruchu przejmują rytm dorosłej powagi, wojskowości, przymusu, rozkazu, gniewu lub nieustannego przygotowania do starcia; odpowiednio oddawania Bogu przekonania, że dziecko i dorosły musi maszerować przez życie jak żołnierz, aby przetrwać, zostać zauważonymi lub poczuć własną siłę i nie tylko, a to wszystko w zależności i odpowiednio w niezależności od m.in. woli, wytycznych, opinii, działań, poleceń, postanowień, podpowiedzi, inspiracji, łask, szczodrości i odpowiednio ich braku ze strony m.in. naszych i cudzych wszelkiego rodzaju cudotwórców, uzdrowicieli, znachorów, bioenergoterapeutów, lekarzy ciała i Duszy, od cudownych boskich uzdrowień, od właścicieli, zarządców, fanatyków i struktur różnych praktyk inicjacyjnych m.in. religijnych, parareligijnych oraz takich jak Reiki, od wiedźm, magów, szamanów, wizjonerów, wyroczni, od znaków na niebie i ziemi, od czarownic, czarowników, od magii, od żywiołów, joginów, tantryków, i nie tylko oraz naszego a przez nas cudzego doświadczania tego wszelkich skutków
6. oraz naszego a przez nas cudzego z wszelkich przyczyn, wszelkimi sposobami m.in. bycia dzieckiem i dorosłym, walącym piętami w podłoże, uderzając stopami o ziemię, podłogę, bruk, schody lub korytarz, aby głośno zaznaczyć swoją obecność, ciężar, złość, napięcie, siłę lub prawo do zajmowania miejsca w domu, rodzinie i świecie, chodząc tak, jakby każdy krok miał być słyszalny, twardy, ciężki, nie do pominięcia, nie do zignorowania i nie do uciszenia, kiedy ciało mówi za nie: – jestem tutaj, zobaczcie mnie, usłyszcie mnie, nie przechodźcie obok mnie obojętnie; odpowiednio funkcjonowania w schemacie, w którym dziecko nie potrafi lub nie może wyrazić słowami swojego protestu, gniewu, bezradności, napięcia albo potrzeby bycia zauważonym, więc uderza piętami w ziemię, jakby ziemia miała przyjąć to, czego dorośli nie słyszą, nie widzą lub nie rozumieją, przeżywając swój chód jako sposób rozładowywania ciężaru emocji, których dziecko nie potrafi uporządkować w sobie, wypowiedzieć ani oddać w inny sposób; odpowiednio oddawania Bogu wszelkich zapisów dziecięcego walenia piętami w podłoże zamiast spokojnego bycia usłyszanymi, zauważonymi i przyjętym i;odpowiednio bycia dzieckiem noszącym w ciele wzorzec żołnierza, marszu, komendy, buta bijącego o bruk, twardego kroku, dyscypliny, rozkazu i podporządkowania, jakby ciało nie szło naturalnie, lecz maszerowało przez życie w rytmie napięcia, przymusu, powinności albo niewidzialnego rozkazu, kiedy stopy dziecka nie przetaczają się miękko po ziemi, lecz uderzają, nabijają rytm, wymuszają kontakt i niosą w sobie pamięć twardości, walki, gotowości, oporu lub rodowego ciężaru; odpowiednio przeżywania świata jako miejsca, przez które nie idzie się spokojnie, lecz przechodzi jak przez plac marszowy, kiedy trzeba być twardym, słyszalnym i gotowym na reakcję; odpowiednio noszenia w sobie wzorców dzieci, które zamiast lekkości, zabawy i swobodnego ruchu przejmują rytm dorosłej powagi, wojskowości, przymusu, rozkazu, gniewu lub nieustannego przygotowania do starcia; odpowiednio oddawania Bogu przekonania, że dziecko i dorosły musi maszerować przez życie jak żołnierz, aby przetrwać, zostać zauważonymi lub poczuć własną siłę i nie tylko, a to wszystko w zależności i odpowiednio w niezależności od m.in. woli, wytycznych, opinii, działań, poleceń, postanowień, podpowiedzi, inspiracji, łask, szczodrości i odpowiednio ich braku ze strony m.in. wszelkich ustanawiających kryteria czystości, winy, zasługi i gotowości, a w tym oświeconych, oświecających, wybielających i odpowiednio zaczerniających siebie i innych m.in. ludzi, Dusz, istot, części naszej i cudzej Duszy i istoty, od tych dążących do nirwany, do zbawienia, wyzwolenia, odkupienia osiągających je, od wielbicieli i twórców wszelkich kompresji astralnych, wszelkich niebios, piekieł, rajów, czyśćców, światów astralnych i nie tylko oraz naszego a przez nas cudzego doświadczania tego wszelkich skutków
7. oraz naszego a przez nas cudzego z wszelkich przyczyn, wszelkimi sposobami m.in. bycia dzieckiem i dorosłym, walącym piętami w podłoże, uderzając stopami o ziemię, podłogę, bruk, schody lub korytarz, aby głośno zaznaczyć swoją obecność, ciężar, złość, napięcie, siłę lub prawo do zajmowania miejsca w domu, rodzinie i świecie, chodząc tak, jakby każdy krok miał być słyszalny, twardy, ciężki, nie do pominięcia, nie do zignorowania i nie do uciszenia, kiedy ciało mówi za nie: – jestem tutaj, zobaczcie mnie, usłyszcie mnie, nie przechodźcie obok mnie obojętnie; odpowiednio funkcjonowania w schemacie, w którym dziecko nie potrafi lub nie może wyrazić słowami swojego protestu, gniewu, bezradności, napięcia albo potrzeby bycia zauważonym, więc uderza piętami w ziemię, jakby ziemia miała przyjąć to, czego dorośli nie słyszą, nie widzą lub nie rozumieją, przeżywając swój chód jako sposób rozładowywania ciężaru emocji, których dziecko nie potrafi uporządkować w sobie, wypowiedzieć ani oddać w inny sposób; odpowiednio oddawania Bogu wszelkich zapisów dziecięcego walenia piętami w podłoże zamiast spokojnego bycia usłyszanymi, zauważonymi i przyjętym i;odpowiednio bycia dzieckiem noszącym w ciele wzorzec żołnierza, marszu, komendy, buta bijącego o bruk, twardego kroku, dyscypliny, rozkazu i podporządkowania, jakby ciało nie szło naturalnie, lecz maszerowało przez życie w rytmie napięcia, przymusu, powinności albo niewidzialnego rozkazu, kiedy stopy dziecka nie przetaczają się miękko po ziemi, lecz uderzają, nabijają rytm, wymuszają kontakt i niosą w sobie pamięć twardości, walki, gotowości, oporu lub rodowego ciężaru; odpowiednio przeżywania świata jako miejsca, przez które nie idzie się spokojnie, lecz przechodzi jak przez plac marszowy, kiedy trzeba być twardym, słyszalnym i gotowym na reakcję; odpowiednio noszenia w sobie wzorców dzieci, które zamiast lekkości, zabawy i swobodnego ruchu przejmują rytm dorosłej powagi, wojskowości, przymusu, rozkazu, gniewu lub nieustannego przygotowania do starcia; odpowiednio oddawania Bogu przekonania, że dziecko i dorosły musi maszerować przez życie jak żołnierz, aby przetrwać, zostać zauważonymi lub poczuć własną siłę i nie tylko, a to wszystko w zależności i odpowiednio w niezależności od m.in. woli, wytycznych, opinii, działań, poleceń, postanowień, podpowiedzi, inspiracji, łask, szczodrości i odpowiednio ich braku ze strony m.in. wszelkich ateistów, agnostyków, heretyków, wyznawców bahaizmu, religii plemiennych, wielobustwa, animizmu, totemizmu, taoizmu, shintō, sikhizmu, dżinizmu, ahinsa, ayyavazhi, wyznawców Wicca, wyznawców buddyzmu, druidyzmu, voodoo, theravady, mahajany, chan, zen, sŏn, amidyzmu, Szkoły Czystej Krainy, tendai, shingon, buddyzmu tybetańskiego, ningma, kagju, sakja, dzionangu, gelug, Bon i nie tylko oraz od ich kapłanów, twórców, wyznawców, promotorów i nie tylko oraz naszego a przez nas cudzego doświadczania tego wszelkich skutków
8. oraz naszego a przez nas cudzego z wszelkich przyczyn, wszelkimi sposobami m.in. bycia dzieckiem i dorosłym, walącym piętami w podłoże, uderzając stopami o ziemię, podłogę, bruk, schody lub korytarz, aby głośno zaznaczyć swoją obecność, ciężar, złość, napięcie, siłę lub prawo do zajmowania miejsca w domu, rodzinie i świecie, chodząc tak, jakby każdy krok miał być słyszalny, twardy, ciężki, nie do pominięcia, nie do zignorowania i nie do uciszenia, kiedy ciało mówi za nie: – jestem tutaj, zobaczcie mnie, usłyszcie mnie, nie przechodźcie obok mnie obojętnie; odpowiednio funkcjonowania w schemacie, w którym dziecko nie potrafi lub nie może wyrazić słowami swojego protestu, gniewu, bezradności, napięcia albo potrzeby bycia zauważonym, więc uderza piętami w ziemię, jakby ziemia miała przyjąć to, czego dorośli nie słyszą, nie widzą lub nie rozumieją, przeżywając swój chód jako sposób rozładowywania ciężaru emocji, których dziecko nie potrafi uporządkować w sobie, wypowiedzieć ani oddać w inny sposób; odpowiednio oddawania Bogu wszelkich zapisów dziecięcego walenia piętami w podłoże zamiast spokojnego bycia usłyszanymi, zauważonymi i przyjętym i;odpowiednio bycia dzieckiem noszącym w ciele wzorzec żołnierza, marszu, komendy, buta bijącego o bruk, twardego kroku, dyscypliny, rozkazu i podporządkowania, jakby ciało nie szło naturalnie, lecz maszerowało przez życie w rytmie napięcia, przymusu, powinności albo niewidzialnego rozkazu, kiedy stopy dziecka nie przetaczają się miękko po ziemi, lecz uderzają, nabijają rytm, wymuszają kontakt i niosą w sobie pamięć twardości, walki, gotowości, oporu lub rodowego ciężaru; odpowiednio przeżywania świata jako miejsca, przez które nie idzie się spokojnie, lecz przechodzi jak przez plac marszowy, kiedy trzeba być twardym, słyszalnym i gotowym na reakcję; odpowiednio noszenia w sobie wzorców dzieci, które zamiast lekkości, zabawy i swobodnego ruchu przejmują rytm dorosłej powagi, wojskowości, przymusu, rozkazu, gniewu lub nieustannego przygotowania do starcia; odpowiednio oddawania Bogu przekonania, że dziecko i dorosły musi maszerować przez życie jak żołnierz, aby przetrwać, zostać zauważonymi lub poczuć własną siłę i nie tylko, a to wszystko w zależności i odpowiednio w niezależności od m.in. woli, wytycznych, opinii, działań, poleceń, postanowień, podpowiedzi, inspiracji, łask, szczodrości i odpowiednio ich braku ze strony m.in. Jezusa, Apostołów, ojców kościoła, Wszystkich Świętych, Ojcze Nasz, Ducha Świętego, jak również m.in. wyznawców, twórców, kapłanów i zarządców wszelkich sekt chrześcijańskich m.in. starokatolicyzmu, kościołów utrechckich, kościołów narodowych, mariawityzmu, katolicyzmu, wschodniego katolicyzmu, grekokatolicyzmu, kościoła rzymskokatolickiego, sedewakantyzmu, konklawizmu, palmariznizmu, lefebrystów, anglikanizmu, prawosławia, od kościołów bizantyjskich, cerkwi prawosławnych, staroobrzędowców, popowców, bezpopowców, skopców, starokalendarzowców, kościołów orientalnych, koptów, Syryjczyków, kościołów asyryjskich, adwentystów, milleryzmu, anabaptyzmu, wyznawców arianizmu, baptyzmu, braci morawskich, braci polymuckich, husytyzmu, kalwinizmu, kongregacjonizmu, prezbiterianizmu, kwakrów, luteranizmu, monnonityzmu, metodyzmu, pentekostalizmu, salwacjonizmu, unitarianizmu, waldensów, amiszów, restoracjoizmu, ruchu babackiego, Świadków Jehowy, Zrzeszenia Wolnych Badaczy Pisma Świętego, Świętych Ruchów Misyjnych, wyznawców unitaryzmu, mormonów, Kościołów Jezusa Chrystusa w Dniach ostatnich, Społeczności Chrystusa, afrochrześcijaństwa jak aladury, harrizmu, kimbangizmu, lumby i nie tylko oraz naszego a przez nas cudzego doświadczania tego wszelkich skutków
9. oraz naszego a przez nas cudzego z wszelkich przyczyn, wszelkimi sposobami m.in. bycia dzieckiem i dorosłym, walącym piętami w podłoże, uderzając stopami o ziemię, podłogę, bruk, schody lub korytarz, aby głośno zaznaczyć swoją obecność, ciężar, złość, napięcie, siłę lub prawo do zajmowania miejsca w domu, rodzinie i świecie, chodząc tak, jakby każdy krok miał być słyszalny, twardy, ciężki, nie do pominięcia, nie do zignorowania i nie do uciszenia, kiedy ciało mówi za nie: – jestem tutaj, zobaczcie mnie, usłyszcie mnie, nie przechodźcie obok mnie obojętnie; odpowiednio funkcjonowania w schemacie, w którym dziecko nie potrafi lub nie może wyrazić słowami swojego protestu, gniewu, bezradności, napięcia albo potrzeby bycia zauważonym, więc uderza piętami w ziemię, jakby ziemia miała przyjąć to, czego dorośli nie słyszą, nie widzą lub nie rozumieją, przeżywając swój chód jako sposób rozładowywania ciężaru emocji, których dziecko nie potrafi uporządkować w sobie, wypowiedzieć ani oddać w inny sposób; odpowiednio oddawania Bogu wszelkich zapisów dziecięcego walenia piętami w podłoże zamiast spokojnego bycia usłyszanymi, zauważonymi i przyjętym i;odpowiednio bycia dzieckiem noszącym w ciele wzorzec żołnierza, marszu, komendy, buta bijącego o bruk, twardego kroku, dyscypliny, rozkazu i podporządkowania, jakby ciało nie szło naturalnie, lecz maszerowało przez życie w rytmie napięcia, przymusu, powinności albo niewidzialnego rozkazu, kiedy stopy dziecka nie przetaczają się miękko po ziemi, lecz uderzają, nabijają rytm, wymuszają kontakt i niosą w sobie pamięć twardości, walki, gotowości, oporu lub rodowego ciężaru; odpowiednio przeżywania świata jako miejsca, przez które nie idzie się spokojnie, lecz przechodzi jak przez plac marszowy, kiedy trzeba być twardym, słyszalnym i gotowym na reakcję; odpowiednio noszenia w sobie wzorców dzieci, które zamiast lekkości, zabawy i swobodnego ruchu przejmują rytm dorosłej powagi, wojskowości, przymusu, rozkazu, gniewu lub nieustannego przygotowania do starcia; odpowiednio oddawania Bogu przekonania, że dziecko i dorosły musi maszerować przez życie jak żołnierz, aby przetrwać, zostać zauważonymi lub poczuć własną siłę i nie tylko, a to wszystko w zależności i odpowiednio w niezależności od m.in. woli, wytycznych, opinii, działań, poleceń, postanowień, podpowiedzi, inspiracji, łask, szczodrości i odpowiednio ich braku ze strony m.in. wyznawców, twórców, kapłanów i zarządców m.in. kosmologi, praktyk ascetycznych, koncepcji czystości i skażenia, zniewolenia a w tym m.in. dżinizmu, digambarów, sthankawasi, śwetambarów, gnostyków, wyznawców manicheizmu, mandeizmu, ze strony wszelkich odłamów i sekt m.in. wiszniuzmu, krysznaizmu, śiwaizmu, lingajatów, śaktyzmu, mazdaizmu, religii perskich, mazdakizmu, mitraizmu i nie tylko oraz naszego a przez nas cudzego doświadczania tego wszelkich skutków
10. oraz naszego a przez nas cudzego z wszelkich przyczyn, wszelkimi sposobami m.in. bycia dzieckiem i dorosłym, walącym piętami w podłoże, uderzając stopami o ziemię, podłogę, bruk, schody lub korytarz, aby głośno zaznaczyć swoją obecność, ciężar, złość, napięcie, siłę lub prawo do zajmowania miejsca w domu, rodzinie i świecie, chodząc tak, jakby każdy krok miał być słyszalny, twardy, ciężki, nie do pominięcia, nie do zignorowania i nie do uciszenia, kiedy ciało mówi za nie: – jestem tutaj, zobaczcie mnie, usłyszcie mnie, nie przechodźcie obok mnie obojętnie; odpowiednio funkcjonowania w schemacie, w którym dziecko nie potrafi lub nie może wyrazić słowami swojego protestu, gniewu, bezradności, napięcia albo potrzeby bycia zauważonym, więc uderza piętami w ziemię, jakby ziemia miała przyjąć to, czego dorośli nie słyszą, nie widzą lub nie rozumieją, przeżywając swój chód jako sposób rozładowywania ciężaru emocji, których dziecko nie potrafi uporządkować w sobie, wypowiedzieć ani oddać w inny sposób; odpowiednio oddawania Bogu wszelkich zapisów dziecięcego walenia piętami w podłoże zamiast spokojnego bycia usłyszanymi, zauważonymi i przyjętym i;odpowiednio bycia dzieckiem noszącym w ciele wzorzec żołnierza, marszu, komendy, buta bijącego o bruk, twardego kroku, dyscypliny, rozkazu i podporządkowania, jakby ciało nie szło naturalnie, lecz maszerowało przez życie w rytmie napięcia, przymusu, powinności albo niewidzialnego rozkazu, kiedy stopy dziecka nie przetaczają się miękko po ziemi, lecz uderzają, nabijają rytm, wymuszają kontakt i niosą w sobie pamięć twardości, walki, gotowości, oporu lub rodowego ciężaru; odpowiednio przeżywania świata jako miejsca, przez które nie idzie się spokojnie, lecz przechodzi jak przez plac marszowy, kiedy trzeba być twardym, słyszalnym i gotowym na reakcję; odpowiednio noszenia w sobie wzorców dzieci, które zamiast lekkości, zabawy i swobodnego ruchu przejmują rytm dorosłej powagi, wojskowości, przymusu, rozkazu, gniewu lub nieustannego przygotowania do starcia; odpowiednio oddawania Bogu przekonania, że dziecko i dorosły musi maszerować przez życie jak żołnierz, aby przetrwać, zostać zauważonymi lub poczuć własną siłę i nie tylko, a to wszystko w zależności i odpowiednio w niezależności od m.in. woli, wytycznych, opinii, działań, poleceń, postanowień, podpowiedzi, inspiracji, łask, szczodrości i odpowiednio ich braku ze strony wyznawców, twórców, kapłanów i zarządców świata Islamu m.in. alawitów, alewitów, charydżytów, sunnitów, szyitów, immaitów, ismalitów, zajdytów, wyznawców sufizmu, Ahmadiyya, czarnego islamu, Maurów, Narodu islamu, drudyzmu, ahl-e-hakk, zikrytów, skrypturalizmu, koranizmu, jezydyzmu i nie tylko oraz naszego a przez nas cudzego doświadczania tego wszelkich skutków
11. oraz naszego a przez nas cudzego z wszelkich przyczyn, wszelkimi sposobami m.in. bycia dzieckiem i dorosłym, walącym piętami w podłoże, uderzając stopami o ziemię, podłogę, bruk, schody lub korytarz, aby głośno zaznaczyć swoją obecność, ciężar, złość, napięcie, siłę lub prawo do zajmowania miejsca w domu, rodzinie i świecie, chodząc tak, jakby każdy krok miał być słyszalny, twardy, ciężki, nie do pominięcia, nie do zignorowania i nie do uciszenia, kiedy ciało mówi za nie: – jestem tutaj, zobaczcie mnie, usłyszcie mnie, nie przechodźcie obok mnie obojętnie; odpowiednio funkcjonowania w schemacie, w którym dziecko nie potrafi lub nie może wyrazić słowami swojego protestu, gniewu, bezradności, napięcia albo potrzeby bycia zauważonym, więc uderza piętami w ziemię, jakby ziemia miała przyjąć to, czego dorośli nie słyszą, nie widzą lub nie rozumieją, przeżywając swój chód jako sposób rozładowywania ciężaru emocji, których dziecko nie potrafi uporządkować w sobie, wypowiedzieć ani oddać w inny sposób; odpowiednio oddawania Bogu wszelkich zapisów dziecięcego walenia piętami w podłoże zamiast spokojnego bycia usłyszanymi, zauważonymi i przyjętym i;odpowiednio bycia dzieckiem noszącym w ciele wzorzec żołnierza, marszu, komendy, buta bijącego o bruk, twardego kroku, dyscypliny, rozkazu i podporządkowania, jakby ciało nie szło naturalnie, lecz maszerowało przez życie w rytmie napięcia, przymusu, powinności albo niewidzialnego rozkazu, kiedy stopy dziecka nie przetaczają się miękko po ziemi, lecz uderzają, nabijają rytm, wymuszają kontakt i niosą w sobie pamięć twardości, walki, gotowości, oporu lub rodowego ciężaru; odpowiednio przeżywania świata jako miejsca, przez które nie idzie się spokojnie, lecz przechodzi jak przez plac marszowy, kiedy trzeba być twardym, słyszalnym i gotowym na reakcję; odpowiednio noszenia w sobie wzorców dzieci, które zamiast lekkości, zabawy i swobodnego ruchu przejmują rytm dorosłej powagi, wojskowości, przymusu, rozkazu, gniewu lub nieustannego przygotowania do starcia; odpowiednio oddawania Bogu przekonania, że dziecko i dorosły musi maszerować przez życie jak żołnierz, aby przetrwać, zostać zauważonymi lub poczuć własną siłę i nie tylko, a to wszystko w zależności i odpowiednio w niezależności od m.in. woli, wytycznych, opinii, działań, poleceń, postanowień, podpowiedzi, inspiracji, łask, szczodrości i odpowiednio ich braku ze strony m.in. promotorów, twórców, kapłanów i wyznawców wszelkich sekt i frakcji judaizmu: m.in. felaszów zwanych czarnymi żydami, judaizmu mesjanistycznego a w tym chasydzkiego, judaizmu konserwatywnego, ortodoksyjnego, postępowego, rekonstrukcjonistycznego, karaimizmu, mozaizmu, samarytanizmu i nie tylko oraz naszego a przez nas cudzego doświadczania tego wszelkich skutków
12. oraz naszego a przez nas cudzego z wszelkich przyczyn, wszelkimi sposobami m.in. bycia dzieckiem i dorosłym, walącym piętami w podłoże, uderzając stopami o ziemię, podłogę, bruk, schody lub korytarz, aby głośno zaznaczyć swoją obecność, ciężar, złość, napięcie, siłę lub prawo do zajmowania miejsca w domu, rodzinie i świecie, chodząc tak, jakby każdy krok miał być słyszalny, twardy, ciężki, nie do pominięcia, nie do zignorowania i nie do uciszenia, kiedy ciało mówi za nie: – jestem tutaj, zobaczcie mnie, usłyszcie mnie, nie przechodźcie obok mnie obojętnie; odpowiednio funkcjonowania w schemacie, w którym dziecko nie potrafi lub nie może wyrazić słowami swojego protestu, gniewu, bezradności, napięcia albo potrzeby bycia zauważonym, więc uderza piętami w ziemię, jakby ziemia miała przyjąć to, czego dorośli nie słyszą, nie widzą lub nie rozumieją, przeżywając swój chód jako sposób rozładowywania ciężaru emocji, których dziecko nie potrafi uporządkować w sobie, wypowiedzieć ani oddać w inny sposób; odpowiednio oddawania Bogu wszelkich zapisów dziecięcego walenia piętami w podłoże zamiast spokojnego bycia usłyszanymi, zauważonymi i przyjętym i;odpowiednio bycia dzieckiem noszącym w ciele wzorzec żołnierza, marszu, komendy, buta bijącego o bruk, twardego kroku, dyscypliny, rozkazu i podporządkowania, jakby ciało nie szło naturalnie, lecz maszerowało przez życie w rytmie napięcia, przymusu, powinności albo niewidzialnego rozkazu, kiedy stopy dziecka nie przetaczają się miękko po ziemi, lecz uderzają, nabijają rytm, wymuszają kontakt i niosą w sobie pamięć twardości, walki, gotowości, oporu lub rodowego ciężaru; odpowiednio przeżywania świata jako miejsca, przez które nie idzie się spokojnie, lecz przechodzi jak przez plac marszowy, kiedy trzeba być twardym, słyszalnym i gotowym na reakcję; odpowiednio noszenia w sobie wzorców dzieci, które zamiast lekkości, zabawy i swobodnego ruchu przejmują rytm dorosłej powagi, wojskowości, przymusu, rozkazu, gniewu lub nieustannego przygotowania do starcia; odpowiednio oddawania Bogu przekonania, że dziecko i dorosły musi maszerować przez życie jak żołnierz, aby przetrwać, zostać zauważonymi lub poczuć własną siłę i nie tylko, a to wszystko w zależności i odpowiednio w niezależności od m.in. woli, wytycznych, opinii, działań, poleceń, postanowień, podpowiedzi, inspiracji, łask, szczodrości i odpowiednio ich braku ze strony m.in. twórców, organizatorów, zarządców i wyznawców tzw. nowych ruchów religijnych, duchowych i parareligijnych, charyzmatycznych jak m.in. babizmu, bahaizmu, czeondoizmu, kaodaizmu, szejkersów, Kultów cargo, Falun Gong, Modekngei, New Age, Realizm, Rastafari, Scjentologi, Metody Quan Yin, Wicca, „Jam Jest”, Asatriuzmu, Hellenizmu, Słowanowierstwa, Inteligentnej Jogi Międzynarodowej, Medytacji Transcendentalnej, Misji Boskiego Światła, Międzynarodowego Towarzystwa Świadomości Kryszny, Neo-Sannyasmu (Osho), Radha Soami, Sathya Sai Baby, Swaminaryan Faith, Harrizmu, konfucjanizmu, santerii, sikhizmu, shinto, taoizmu, zaratusztrianizmu i nie tylko oraz naszego a przez nas cudzego doświadczania tego wszelkich skutków
13 oraz naszego a przez nas cudzego z wszelkich przyczyn, wszelkimi sposobami m.in. bycia dzieckiem i dorosłym, walącym piętami w podłoże, uderzając stopami o ziemię, podłogę, bruk, schody lub korytarz, aby głośno zaznaczyć swoją obecność, ciężar, złość, napięcie, siłę lub prawo do zajmowania miejsca w domu, rodzinie i świecie, chodząc tak, jakby każdy krok miał być słyszalny, twardy, ciężki, nie do pominięcia, nie do zignorowania i nie do uciszenia, kiedy ciało mówi za nie: – jestem tutaj, zobaczcie mnie, usłyszcie mnie, nie przechodźcie obok mnie obojętnie; odpowiednio funkcjonowania w schemacie, w którym dziecko nie potrafi lub nie może wyrazić słowami swojego protestu, gniewu, bezradności, napięcia albo potrzeby bycia zauważonym, więc uderza piętami w ziemię, jakby ziemia miała przyjąć to, czego dorośli nie słyszą, nie widzą lub nie rozumieją, przeżywając swój chód jako sposób rozładowywania ciężaru emocji, których dziecko nie potrafi uporządkować w sobie, wypowiedzieć ani oddać w inny sposób; odpowiednio oddawania Bogu wszelkich zapisów dziecięcego walenia piętami w podłoże zamiast spokojnego bycia usłyszanymi, zauważonymi i przyjętym i;odpowiednio bycia dzieckiem noszącym w ciele wzorzec żołnierza, marszu, komendy, buta bijącego o bruk, twardego kroku, dyscypliny, rozkazu i podporządkowania, jakby ciało nie szło naturalnie, lecz maszerowało przez życie w rytmie napięcia, przymusu, powinności albo niewidzialnego rozkazu, kiedy stopy dziecka nie przetaczają się miękko po ziemi, lecz uderzają, nabijają rytm, wymuszają kontakt i niosą w sobie pamięć twardości, walki, gotowości, oporu lub rodowego ciężaru; odpowiednio przeżywania świata jako miejsca, przez które nie idzie się spokojnie, lecz przechodzi jak przez plac marszowy, kiedy trzeba być twardym, słyszalnym i gotowym na reakcję; odpowiednio noszenia w sobie wzorców dzieci, które zamiast lekkości, zabawy i swobodnego ruchu przejmują rytm dorosłej powagi, wojskowości, przymusu, rozkazu, gniewu lub nieustannego przygotowania do starcia; odpowiednio oddawania Bogu przekonania, że dziecko i dorosły musi maszerować przez życie jak żołnierz, aby przetrwać, zostać zauważonymi lub poczuć własną siłę i nie tylko, a to wszystko w zależności i odpowiednio w niezależności od m.in. woli, wytycznych, opinii, działań, poleceń, postanowień, podpowiedzi, inspiracji, łask, szczodrości i odpowiednio ich braku ze strony promotorów, twórców, kapłanów, zarządców i wyznawców wszelkich m.in. wierzeń, religii, sekt i frakcji oraz mieszkańców Superkontynentów, kontynentów oraz prehistorycznych, pierwotnych i mitycznych krain takich jak m.in., jak Pangea, Gondwana, Atlantyda, Lemuria, Mu, Gobi, religii rodzimych Afryki, Australii, Oceanii, Azji, Europy, obu Ameryk i innych miejsc na Ziemi, i nie tylko oraz naszego a przez nas cudzego doświadczania tego wszelkich skutków
14. oraz naszego a przez nas cudzego z wszelkich przyczyn, wszelkimi sposobami m.in. bycia dzieckiem i dorosłym, walącym piętami w podłoże, uderzając stopami o ziemię, podłogę, bruk, schody lub korytarz, aby głośno zaznaczyć swoją obecność, ciężar, złość, napięcie, siłę lub prawo do zajmowania miejsca w domu, rodzinie i świecie, chodząc tak, jakby każdy krok miał być słyszalny, twardy, ciężki, nie do pominięcia, nie do zignorowania i nie do uciszenia, kiedy ciało mówi za nie: – jestem tutaj, zobaczcie mnie, usłyszcie mnie, nie przechodźcie obok mnie obojętnie; odpowiednio funkcjonowania w schemacie, w którym dziecko nie potrafi lub nie może wyrazić słowami swojego protestu, gniewu, bezradności, napięcia albo potrzeby bycia zauważonym, więc uderza piętami w ziemię, jakby ziemia miała przyjąć to, czego dorośli nie słyszą, nie widzą lub nie rozumieją, przeżywając swój chód jako sposób rozładowywania ciężaru emocji, których dziecko nie potrafi uporządkować w sobie, wypowiedzieć ani oddać w inny sposób; odpowiednio oddawania Bogu wszelkich zapisów dziecięcego walenia piętami w podłoże zamiast spokojnego bycia usłyszanymi, zauważonymi i przyjętym i;odpowiednio bycia dzieckiem noszącym w ciele wzorzec żołnierza, marszu, komendy, buta bijącego o bruk, twardego kroku, dyscypliny, rozkazu i podporządkowania, jakby ciało nie szło naturalnie, lecz maszerowało przez życie w rytmie napięcia, przymusu, powinności albo niewidzialnego rozkazu, kiedy stopy dziecka nie przetaczają się miękko po ziemi, lecz uderzają, nabijają rytm, wymuszają kontakt i niosą w sobie pamięć twardości, walki, gotowości, oporu lub rodowego ciężaru; odpowiednio przeżywania świata jako miejsca, przez które nie idzie się spokojnie, lecz przechodzi jak przez plac marszowy, kiedy trzeba być twardym, słyszalnym i gotowym na reakcję; odpowiednio noszenia w sobie wzorców dzieci, które zamiast lekkości, zabawy i swobodnego ruchu przejmują rytm dorosłej powagi, wojskowości, przymusu, rozkazu, gniewu lub nieustannego przygotowania do starcia; odpowiednio oddawania Bogu przekonania, że dziecko i dorosły musi maszerować przez życie jak żołnierz, aby przetrwać, zostać zauważonymi lub poczuć własną siłę i nie tylko, a to wszystko w zależności i odpowiednio w niezależności od m.in. woli, wytycznych, opinii, działań, poleceń, postanowień, podpowiedzi, inspiracji, łask, szczodrości i odpowiednio ich braku ze strony m.in. wszelkiego rodzaju m.in. tyranów, despotów, socjopatów, katów, terrorystów, szantażystów, sędziów, prawników, prokuratorów, oskarżycieli, panów, władców, zwierzchników, przełożonych, pracodawców, współpracowników, klientów, płatników, manipulatorów, hipnotyzerów, królów, książąt, dworów, doradców, posłańców, notariuszy, sekretarzy, struktur władzy państwowej, religijnej, administracyjnej oraz ze strony wszelkich twórców, promotorów rozmaitych destrukcyjnych wynalazków i praktyk a w tym takich jak wszczepienne substancje, wirusy, pasożyty, bio-roboty, artefakty, jak gry i zabawy takie jak Jumanji, Kamienie Nieskończoności, Pierścienie władzy, Gry o Tron i nie tylko oraz naszego a przez nas cudzego doświadczania tego wszelkich skutków
15. oraz naszego a przez nas cudzego z wszelkich przyczyn, wszelkimi sposobami m.in. bycia dzieckiem i dorosłym, walącym piętami w podłoże, uderzając stopami o ziemię, podłogę, bruk, schody lub korytarz, aby głośno zaznaczyć swoją obecność, ciężar, złość, napięcie, siłę lub prawo do zajmowania miejsca w domu, rodzinie i świecie, chodząc tak, jakby każdy krok miał być słyszalny, twardy, ciężki, nie do pominięcia, nie do zignorowania i nie do uciszenia, kiedy ciało mówi za nie: – jestem tutaj, zobaczcie mnie, usłyszcie mnie, nie przechodźcie obok mnie obojętnie; odpowiednio funkcjonowania w schemacie, w którym dziecko nie potrafi lub nie może wyrazić słowami swojego protestu, gniewu, bezradności, napięcia albo potrzeby bycia zauważonym, więc uderza piętami w ziemię, jakby ziemia miała przyjąć to, czego dorośli nie słyszą, nie widzą lub nie rozumieją, przeżywając swój chód jako sposób rozładowywania ciężaru emocji, których dziecko nie potrafi uporządkować w sobie, wypowiedzieć ani oddać w inny sposób; odpowiednio oddawania Bogu wszelkich zapisów dziecięcego walenia piętami w podłoże zamiast spokojnego bycia usłyszanymi, zauważonymi i przyjętym i;odpowiednio bycia dzieckiem noszącym w ciele wzorzec żołnierza, marszu, komendy, buta bijącego o bruk, twardego kroku, dyscypliny, rozkazu i podporządkowania, jakby ciało nie szło naturalnie, lecz maszerowało przez życie w rytmie napięcia, przymusu, powinności albo niewidzialnego rozkazu, kiedy stopy dziecka nie przetaczają się miękko po ziemi, lecz uderzają, nabijają rytm, wymuszają kontakt i niosą w sobie pamięć twardości, walki, gotowości, oporu lub rodowego ciężaru; odpowiednio przeżywania świata jako miejsca, przez które nie idzie się spokojnie, lecz przechodzi jak przez plac marszowy, kiedy trzeba być twardym, słyszalnym i gotowym na reakcję; odpowiednio noszenia w sobie wzorców dzieci, które zamiast lekkości, zabawy i swobodnego ruchu przejmują rytm dorosłej powagi, wojskowości, przymusu, rozkazu, gniewu lub nieustannego przygotowania do starcia; odpowiednio oddawania Bogu przekonania, że dziecko i dorosły musi maszerować przez życie jak żołnierz, aby przetrwać, zostać zauważonymi lub poczuć własną siłę i nie tylko, a to wszystko w zależności i odpowiednio w niezależności od m.in. woli, wytycznych, opinii, działań, poleceń, postanowień, podpowiedzi, inspiracji, łask, szczodrości i odpowiednio ich braku ze strony wszelkiego rodzaju cywilizacji m.in. węglowych, krzemowych, kryształowych, energetycznych, materialnych oraz
m.in. wszelkich planet, konstelacji, kosmosu, gwiazd, księżyców, komet, asteroid, galaktyk, pyłu kosmicznego, czarnych dziur, słońc, ciał niebieskich od ich ruchów, położenia, oddziaływań m.in. grawitacyjnych, energetycznych, promieniotwórczych i symbolicznych oraz ich wszelkich m.in. właścicieli, zarządców, twórców, najemców, użytkowników i nie tylko oraz naszego a przez nas cudzego doświadczania tego wszelkich skutków
16. oraz naszego a przez nas cudzego z wszelkich przyczyn, wszelkimi sposobami m.in. bycia dzieckiem i dorosłym, walącym piętami w podłoże, uderzając stopami o ziemię, podłogę, bruk, schody lub korytarz, aby głośno zaznaczyć swoją obecność, ciężar, złość, napięcie, siłę lub prawo do zajmowania miejsca w domu, rodzinie i świecie, chodząc tak, jakby każdy krok miał być słyszalny, twardy, ciężki, nie do pominięcia, nie do zignorowania i nie do uciszenia, kiedy ciało mówi za nie: – jestem tutaj, zobaczcie mnie, usłyszcie mnie, nie przechodźcie obok mnie obojętnie; odpowiednio funkcjonowania w schemacie, w którym dziecko nie potrafi lub nie może wyrazić słowami swojego protestu, gniewu, bezradności, napięcia albo potrzeby bycia zauważonym, więc uderza piętami w ziemię, jakby ziemia miała przyjąć to, czego dorośli nie słyszą, nie widzą lub nie rozumieją, przeżywając swój chód jako sposób rozładowywania ciężaru emocji, których dziecko nie potrafi uporządkować w sobie, wypowiedzieć ani oddać w inny sposób; odpowiednio oddawania Bogu wszelkich zapisów dziecięcego walenia piętami w podłoże zamiast spokojnego bycia usłyszanymi, zauważonymi i przyjętym i;odpowiednio bycia dzieckiem noszącym w ciele wzorzec żołnierza, marszu, komendy, buta bijącego o bruk, twardego kroku, dyscypliny, rozkazu i podporządkowania, jakby ciało nie szło naturalnie, lecz maszerowało przez życie w rytmie napięcia, przymusu, powinności albo niewidzialnego rozkazu, kiedy stopy dziecka nie przetaczają się miękko po ziemi, lecz uderzają, nabijają rytm, wymuszają kontakt i niosą w sobie pamięć twardości, walki, gotowości, oporu lub rodowego ciężaru; odpowiednio przeżywania świata jako miejsca, przez które nie idzie się spokojnie, lecz przechodzi jak przez plac marszowy, kiedy trzeba być twardym, słyszalnym i gotowym na reakcję; odpowiednio noszenia w sobie wzorców dzieci, które zamiast lekkości, zabawy i swobodnego ruchu przejmują rytm dorosłej powagi, wojskowości, przymusu, rozkazu, gniewu lub nieustannego przygotowania do starcia; odpowiednio oddawania Bogu przekonania, że dziecko i dorosły musi maszerować przez życie jak żołnierz, aby przetrwać, zostać zauważonymi lub poczuć własną siłę i nie tylko, a to wszystko w zależności i odpowiednio w niezależności od m.in. woli, wytycznych, opinii, działań, poleceń, postanowień, podpowiedzi, inspiracji, łask, szczodrości i odpowiednio ich braku ze strony wszelkiego rodzaju, wielkości, znaczenia naszych i cudzych m.in. amuletów, talizmanów, strojów, artefaktów, gadżetów, przedmiotów oraz instrumentów plazmowych, muzycznych, magicznych i niemagicznych, od pierścieni, pieczęci, różdżek, eliksirów, ziół, dymów, kadzideł, pieśni, mantr, Świętych tekstów, roślin, zwierząt, metod wróżbiarskich, obrzędów, zabobonów, od komunii Świętych, od ofiar składanych komuś/czemuś, dewocjonaliów, obrazów, figur, rzeźb, malowideł, stanów odurzenia, sakramentów, narkotyków, słodyczy, uzależnień, alkoholi, ekstaz duchowych i fizycznych, szamanizmu, mistycyzmu, wszelkich utopii, ucieczki od rzeczywistości lub podporządkowania się obietnicom spełnienia, zbawienia, mocy lub doskonałości i nie tylko oraz m.in. ich wszelkiego rodzaju twórców, promotorów, właścicieli, użytkowników, beneficjentów, i nie tylko oraz naszego a przez nas cudzego doświadczania tego wszelkich skutków
17. oraz naszego a przez nas cudzego z wszelkich przyczyn, wszelkimi sposobami m.in. bycia dzieckiem i dorosłym, walącym piętami w podłoże, uderzając stopami o ziemię, podłogę, bruk, schody lub korytarz, aby głośno zaznaczyć swoją obecność, ciężar, złość, napięcie, siłę lub prawo do zajmowania miejsca w domu, rodzinie i świecie, chodząc tak, jakby każdy krok miał być słyszalny, twardy, ciężki, nie do pominięcia, nie do zignorowania i nie do uciszenia, kiedy ciało mówi za nie: – jestem tutaj, zobaczcie mnie, usłyszcie mnie, nie przechodźcie obok mnie obojętnie; odpowiednio funkcjonowania w schemacie, w którym dziecko nie potrafi lub nie może wyrazić słowami swojego protestu, gniewu, bezradności, napięcia albo potrzeby bycia zauważonym, więc uderza piętami w ziemię, jakby ziemia miała przyjąć to, czego dorośli nie słyszą, nie widzą lub nie rozumieją, przeżywając swój chód jako sposób rozładowywania ciężaru emocji, których dziecko nie potrafi uporządkować w sobie, wypowiedzieć ani oddać w inny sposób; odpowiednio oddawania Bogu wszelkich zapisów dziecięcego walenia piętami w podłoże zamiast spokojnego bycia usłyszanymi, zauważonymi i przyjętym i;odpowiednio bycia dzieckiem noszącym w ciele wzorzec żołnierza, marszu, komendy, buta bijącego o bruk, twardego kroku, dyscypliny, rozkazu i podporządkowania, jakby ciało nie szło naturalnie, lecz maszerowało przez życie w rytmie napięcia, przymusu, powinności albo niewidzialnego rozkazu, kiedy stopy dziecka nie przetaczają się miękko po ziemi, lecz uderzają, nabijają rytm, wymuszają kontakt i niosą w sobie pamięć twardości, walki, gotowości, oporu lub rodowego ciężaru; odpowiednio przeżywania świata jako miejsca, przez które nie idzie się spokojnie, lecz przechodzi jak przez plac marszowy, kiedy trzeba być twardym, słyszalnym i gotowym na reakcję; odpowiednio noszenia w sobie wzorców dzieci, które zamiast lekkości, zabawy i swobodnego ruchu przejmują rytm dorosłej powagi, wojskowości, przymusu, rozkazu, gniewu lub nieustannego przygotowania do starcia; odpowiednio oddawania Bogu przekonania, że dziecko i dorosły musi maszerować przez życie jak żołnierz, aby przetrwać, zostać zauważonymi lub poczuć własną siłę i nie tylko, a to wszystko w zależności i odpowiednio w niezależności od m.in. woli, wytycznych, opinii, działań, poleceń, postanowień, podpowiedzi, inspiracji, łask, szczodrości i odpowiednio ich braku ze strony wszelkiego rodzaju, wielkości, znaczenia m.in. wszelkich form i przyczyn zniewoleń, uwięzi, uwikłań jak m.in. sieci, lin, kajdan, smyczy, obroży, karcerów, więzień, klatek, haków, dybów, ośmiorniczek, piramid, protomolekuły, struktur działających jawnie lub skrycie, tymczasowo lub trwale, punktowo lub systemowo, ich odpowiedników, zamienników i nie tylko oraz ich wszystkich m.in. entuzjastów, twórców, promotorów, beneficjentów, ofiar, strażników, świadków i wyznawców i nie tylko oraz naszego a przez nas cudzego doświadczania tego wszelkich skutków
18. oraz naszego a przez nas cudzego z wszelkich przyczyn, wszelkimi sposobami m.in. bycia dzieckiem i dorosłym, walącym piętami w podłoże, uderzając stopami o ziemię, podłogę, bruk, schody lub korytarz, aby głośno zaznaczyć swoją obecność, ciężar, złość, napięcie, siłę lub prawo do zajmowania miejsca w domu, rodzinie i świecie, chodząc tak, jakby każdy krok miał być słyszalny, twardy, ciężki, nie do pominięcia, nie do zignorowania i nie do uciszenia, kiedy ciało mówi za nie: – jestem tutaj, zobaczcie mnie, usłyszcie mnie, nie przechodźcie obok mnie obojętnie; odpowiednio funkcjonowania w schemacie, w którym dziecko nie potrafi lub nie może wyrazić słowami swojego protestu, gniewu, bezradności, napięcia albo potrzeby bycia zauważonym, więc uderza piętami w ziemię, jakby ziemia miała przyjąć to, czego dorośli nie słyszą, nie widzą lub nie rozumieją, przeżywając swój chód jako sposób rozładowywania ciężaru emocji, których dziecko nie potrafi uporządkować w sobie, wypowiedzieć ani oddać w inny sposób; odpowiednio oddawania Bogu wszelkich zapisów dziecięcego walenia piętami w podłoże zamiast spokojnego bycia usłyszanymi, zauważonymi i przyjętym i;odpowiednio bycia dzieckiem noszącym w ciele wzorzec żołnierza, marszu, komendy, buta bijącego o bruk, twardego kroku, dyscypliny, rozkazu i podporządkowania, jakby ciało nie szło naturalnie, lecz maszerowało przez życie w rytmie napięcia, przymusu, powinności albo niewidzialnego rozkazu, kiedy stopy dziecka nie przetaczają się miękko po ziemi, lecz uderzają, nabijają rytm, wymuszają kontakt i niosą w sobie pamięć twardości, walki, gotowości, oporu lub rodowego ciężaru; odpowiednio przeżywania świata jako miejsca, przez które nie idzie się spokojnie, lecz przechodzi jak przez plac marszowy, kiedy trzeba być twardym, słyszalnym i gotowym na reakcję; odpowiednio noszenia w sobie wzorców dzieci, które zamiast lekkości, zabawy i swobodnego ruchu przejmują rytm dorosłej powagi, wojskowości, przymusu, rozkazu, gniewu lub nieustannego przygotowania do starcia; odpowiednio oddawania Bogu przekonania, że dziecko i dorosły musi maszerować przez życie jak żołnierz, aby przetrwać, zostać zauważonymi lub poczuć własną siłę i nie tylko, a to wszystko w zależności i odpowiednio w niezależności od m.in. woli, wytycznych, opinii, działań, poleceń, postanowień, podpowiedzi, inspiracji, łask, szczodrości i odpowiednio ich braku ze strony wszelkiego rodzaju, wielkości m.in. obrzędów, kultów, nominacji, namaszczeń, pozwoleń, wytycznych, umów, przysiąg, przyrzeczeń, kontraktów, nakazów, zakazów, cyrografów, misji, ślubowań, paktów, aktów, porozumień, traktatów, innych form formalnego lub symbolicznego wiązania woli – funkcjonujących poprzez nadawanie mocy zobowiązującej danemu słowu, gestowi lub aktowi, przez sankcjonowanie posłuszeństwa i nieposłuszeństwa, regulowanie dostępu, statusu i odpowiedzialności, utrwalanie zależności poprzez obietnicę, groźbę, nagrodę lub karę oraz normalizowania podporządkowania jako prawa, obowiązku, misji lub przeznaczenia i nie tylko oraz tego wszelkich m.in. twórców, promotorów, beneficjentów, kapłanów, strażników, ofiar, świadków i wyznawców i nie tylko oraz naszego a przez nas cudzego doświadczania tego wszelkich skutków
19. oraz naszego a przez nas cudzego z wszelkich przyczyn, wszelkimi sposobami m.in. bycia dzieckiem i dorosłym, walącym piętami w podłoże, uderzając stopami o ziemię, podłogę, bruk, schody lub korytarz, aby głośno zaznaczyć swoją obecność, ciężar, złość, napięcie, siłę lub prawo do zajmowania miejsca w domu, rodzinie i świecie, chodząc tak, jakby każdy krok miał być słyszalny, twardy, ciężki, nie do pominięcia, nie do zignorowania i nie do uciszenia, kiedy ciało mówi za nie: – jestem tutaj, zobaczcie mnie, usłyszcie mnie, nie przechodźcie obok mnie obojętnie; odpowiednio funkcjonowania w schemacie, w którym dziecko nie potrafi lub nie może wyrazić słowami swojego protestu, gniewu, bezradności, napięcia albo potrzeby bycia zauważonym, więc uderza piętami w ziemię, jakby ziemia miała przyjąć to, czego dorośli nie słyszą, nie widzą lub nie rozumieją, przeżywając swój chód jako sposób rozładowywania ciężaru emocji, których dziecko nie potrafi uporządkować w sobie, wypowiedzieć ani oddać w inny sposób; odpowiednio oddawania Bogu wszelkich zapisów dziecięcego walenia piętami w podłoże zamiast spokojnego bycia usłyszanymi, zauważonymi i przyjętym i;odpowiednio bycia dzieckiem noszącym w ciele wzorzec żołnierza, marszu, komendy, buta bijącego o bruk, twardego kroku, dyscypliny, rozkazu i podporządkowania, jakby ciało nie szło naturalnie, lecz maszerowało przez życie w rytmie napięcia, przymusu, powinności albo niewidzialnego rozkazu, kiedy stopy dziecka nie przetaczają się miękko po ziemi, lecz uderzają, nabijają rytm, wymuszają kontakt i niosą w sobie pamięć twardości, walki, gotowości, oporu lub rodowego ciężaru; odpowiednio przeżywania świata jako miejsca, przez które nie idzie się spokojnie, lecz przechodzi jak przez plac marszowy, kiedy trzeba być twardym, słyszalnym i gotowym na reakcję; odpowiednio noszenia w sobie wzorców dzieci, które zamiast lekkości, zabawy i swobodnego ruchu przejmują rytm dorosłej powagi, wojskowości, przymusu, rozkazu, gniewu lub nieustannego przygotowania do starcia; odpowiednio oddawania Bogu przekonania, że dziecko i dorosły musi maszerować przez życie jak żołnierz, aby przetrwać, zostać zauważonymi lub poczuć własną siłę i nie tylko, a to wszystko w zależności i odpowiednio w niezależności od m.in. woli, wytycznych, opinii, działań, poleceń, postanowień, podpowiedzi, inspiracji, łask, szczodrości i odpowiednio ich braku ze strony naszych i cudzych, a w tym również licencjonowanych m.in. strażników, weryfikatorów, windykatorów, mediatorów, komorników, pośredników, świadków, twórców, założycieli, ochroniarzy, przedstawicieli opozycji, cenzorów, promotorów, beneficjentów, ofiar naszych i cudzych działań, zamiarów, przejawień i nie tylko oraz naszego a przez nas cudzego doświadczania tego wszelkich skutków
20. oraz naszego a przez nas cudzego z wszelkich przyczyn, wszelkimi sposobami m.in. bycia dzieckiem i dorosłym, walącym piętami w podłoże, uderzając stopami o ziemię, podłogę, bruk, schody lub korytarz, aby głośno zaznaczyć swoją obecność, ciężar, złość, napięcie, siłę lub prawo do zajmowania miejsca w domu, rodzinie i świecie, chodząc tak, jakby każdy krok miał być słyszalny, twardy, ciężki, nie do pominięcia, nie do zignorowania i nie do uciszenia, kiedy ciało mówi za nie: – jestem tutaj, zobaczcie mnie, usłyszcie mnie, nie przechodźcie obok mnie obojętnie; odpowiednio funkcjonowania w schemacie, w którym dziecko nie potrafi lub nie może wyrazić słowami swojego protestu, gniewu, bezradności, napięcia albo potrzeby bycia zauważonym, więc uderza piętami w ziemię, jakby ziemia miała przyjąć to, czego dorośli nie słyszą, nie widzą lub nie rozumieją, przeżywając swój chód jako sposób rozładowywania ciężaru emocji, których dziecko nie potrafi uporządkować w sobie, wypowiedzieć ani oddać w inny sposób; odpowiednio oddawania Bogu wszelkich zapisów dziecięcego walenia piętami w podłoże zamiast spokojnego bycia usłyszanymi, zauważonymi i przyjętym i;odpowiednio bycia dzieckiem noszącym w ciele wzorzec żołnierza, marszu, komendy, buta bijącego o bruk, twardego kroku, dyscypliny, rozkazu i podporządkowania, jakby ciało nie szło naturalnie, lecz maszerowało przez życie w rytmie napięcia, przymusu, powinności albo niewidzialnego rozkazu, kiedy stopy dziecka nie przetaczają się miękko po ziemi, lecz uderzają, nabijają rytm, wymuszają kontakt i niosą w sobie pamięć twardości, walki, gotowości, oporu lub rodowego ciężaru; odpowiednio przeżywania świata jako miejsca, przez które nie idzie się spokojnie, lecz przechodzi jak przez plac marszowy, kiedy trzeba być twardym, słyszalnym i gotowym na reakcję; odpowiednio noszenia w sobie wzorców dzieci, które zamiast lekkości, zabawy i swobodnego ruchu przejmują rytm dorosłej powagi, wojskowości, przymusu, rozkazu, gniewu lub nieustannego przygotowania do starcia; odpowiednio oddawania Bogu przekonania, że dziecko i dorosły musi maszerować przez życie jak żołnierz, aby przetrwać, zostać zauważonymi lub poczuć własną siłę i nie tylko, a to wszystko w zależności i odpowiednio w niezależności od m.in. woli, wytycznych, opinii, działań, poleceń, postanowień, podpowiedzi, inspiracji, łask, szczodrości i odpowiednio ich braku ze strony m.in. wszelkiego rodzaju, wielkości, znaczenia, płci, rasy, gatunku m.in. rodziców, wychowawców, wychowanków, nauczycieli, małżonków, kochanków, dzieci, rodzeństwa, sióstr, braci, cioć, wujków, kuzynów, całych rodów, rodzin, społeczności, warstw społecznych, dziadków, babć, krewnych i niespokrewnionych, od osób tej samej lub odmiennej płci oraz ze strony naszych i cudzych m.in. elementów budowy fizycznej i energetycznej, narządów, tkanek, komórek, atomów, przetworników, układów i zespołów biologicznych, fizycznych, chemicznych, energetycznych, zegarowych, cyfrowych, ich mechanizmów działania, sprzężeń zwrotnych i stanów granicznych, wszelkich programów sterujących nimi na wszystkich poziomach, przestrzeniach, płaszczyznach, elementach i nie tylko oraz naszego a przez nas cudzego doświadczania tego wszelkich skutków
21. oraz naszego a przez nas cudzego z wszelkich przyczyn, wszelkimi sposobami m.in. bycia dzieckiem i dorosłym, walącym piętami w podłoże, uderzając stopami o ziemię, podłogę, bruk, schody lub korytarz, aby głośno zaznaczyć swoją obecność, ciężar, złość, napięcie, siłę lub prawo do zajmowania miejsca w domu, rodzinie i świecie, chodząc tak, jakby każdy krok miał być słyszalny, twardy, ciężki, nie do pominięcia, nie do zignorowania i nie do uciszenia, kiedy ciało mówi za nie: – jestem tutaj, zobaczcie mnie, usłyszcie mnie, nie przechodźcie obok mnie obojętnie; odpowiednio funkcjonowania w schemacie, w którym dziecko nie potrafi lub nie może wyrazić słowami swojego protestu, gniewu, bezradności, napięcia albo potrzeby bycia zauważonym, więc uderza piętami w ziemię, jakby ziemia miała przyjąć to, czego dorośli nie słyszą, nie widzą lub nie rozumieją, przeżywając swój chód jako sposób rozładowywania ciężaru emocji, których dziecko nie potrafi uporządkować w sobie, wypowiedzieć ani oddać w inny sposób; odpowiednio oddawania Bogu wszelkich zapisów dziecięcego walenia piętami w podłoże zamiast spokojnego bycia usłyszanymi, zauważonymi i przyjętym i;odpowiednio bycia dzieckiem noszącym w ciele wzorzec żołnierza, marszu, komendy, buta bijącego o bruk, twardego kroku, dyscypliny, rozkazu i podporządkowania, jakby ciało nie szło naturalnie, lecz maszerowało przez życie w rytmie napięcia, przymusu, powinności albo niewidzialnego rozkazu, kiedy stopy dziecka nie przetaczają się miękko po ziemi, lecz uderzają, nabijają rytm, wymuszają kontakt i niosą w sobie pamięć twardości, walki, gotowości, oporu lub rodowego ciężaru; odpowiednio przeżywania świata jako miejsca, przez które nie idzie się spokojnie, lecz przechodzi jak przez plac marszowy, kiedy trzeba być twardym, słyszalnym i gotowym na reakcję; odpowiednio noszenia w sobie wzorców dzieci, które zamiast lekkości, zabawy i swobodnego ruchu przejmują rytm dorosłej powagi, wojskowości, przymusu, rozkazu, gniewu lub nieustannego przygotowania do starcia; odpowiednio oddawania Bogu przekonania, że dziecko i dorosły musi maszerować przez życie jak żołnierz, aby przetrwać, zostać zauważonymi lub poczuć własną siłę i nie tylko, a to wszystko w zależności i odpowiednio w niezależności od m.in. woli, wytycznych, opinii, działań, poleceń, postanowień, przekonań, podpowiedzi, inspiracji, łask, szczodrości i odpowiednio ich braku ze strony wszelkiego rodzaju, znaczenia, rangi, poziomu, płci m.in. stowarzyszeń, bractw, wspólnot, komun, szkół, związków, organizacji, struktur zbiorowych a w tym m.in. administracyjnych, wojskowych, cywilnych, świeckich, medycznych, finansowych, religijnych, mesjanistycznych, duchowych, gospodarczych, publicznych, politycznych, przestępczych, wywiadowczych, seksualnych, narkomańskich, pijackich, państwowych, globalnych, kosmicznych, wielowymiarowych, czasoprzestrzennych i nie tylko oraz naszego a przez nas cudzego doświadczania tego wszelkich skutków
22. oraz naszego a przez nas cudzego z wszelkich przyczyn, wszelkimi sposobami m.in. bycia dzieckiem i dorosłym, walącym piętami w podłoże, uderzając stopami o ziemię, podłogę, bruk, schody lub korytarz, aby głośno zaznaczyć swoją obecność, ciężar, złość, napięcie, siłę lub prawo do zajmowania miejsca w domu, rodzinie i świecie, chodząc tak, jakby każdy krok miał być słyszalny, twardy, ciężki, nie do pominięcia, nie do zignorowania i nie do uciszenia, kiedy ciało mówi za nie: – jestem tutaj, zobaczcie mnie, usłyszcie mnie, nie przechodźcie obok mnie obojętnie; odpowiednio funkcjonowania w schemacie, w którym dziecko nie potrafi lub nie może wyrazić słowami swojego protestu, gniewu, bezradności, napięcia albo potrzeby bycia zauważonym, więc uderza piętami w ziemię, jakby ziemia miała przyjąć to, czego dorośli nie słyszą, nie widzą lub nie rozumieją, przeżywając swój chód jako sposób rozładowywania ciężaru emocji, których dziecko nie potrafi uporządkować w sobie, wypowiedzieć ani oddać w inny sposób; odpowiednio oddawania Bogu wszelkich zapisów dziecięcego walenia piętami w podłoże zamiast spokojnego bycia usłyszanymi, zauważonymi i przyjętym i;odpowiednio bycia dzieckiem noszącym w ciele wzorzec żołnierza, marszu, komendy, buta bijącego o bruk, twardego kroku, dyscypliny, rozkazu i podporządkowania, jakby ciało nie szło naturalnie, lecz maszerowało przez życie w rytmie napięcia, przymusu, powinności albo niewidzialnego rozkazu, kiedy stopy dziecka nie przetaczają się miękko po ziemi, lecz uderzają, nabijają rytm, wymuszają kontakt i niosą w sobie pamięć twardości, walki, gotowości, oporu lub rodowego ciężaru; odpowiednio przeżywania świata jako miejsca, przez które nie idzie się spokojnie, lecz przechodzi jak przez plac marszowy, kiedy trzeba być twardym, słyszalnym i gotowym na reakcję; odpowiednio noszenia w sobie wzorców dzieci, które zamiast lekkości, zabawy i swobodnego ruchu przejmują rytm dorosłej powagi, wojskowości, przymusu, rozkazu, gniewu lub nieustannego przygotowania do starcia; odpowiednio oddawania Bogu przekonania, że dziecko i dorosły musi maszerować przez życie jak żołnierz, aby przetrwać, zostać zauważonymi lub poczuć własną siłę i nie tylko, a to wszystko w zależności i odpowiednio w niezależności od m.in. woli, wytycznych, opinii, działań, poleceń, postanowień, podpowiedzi, inspiracji, łask, szczodrości i odpowiednio ich braku ze strony m.in. pogody, przyrody, żywiołów, pory dnia i nocy, pory roku, daty, kalendarzy. astrologii, astronomii, numerologii, meteorologii, temperatury otoczenia, ciśnienia, częstotliwości, fal, cykli, kolorów, dźwięków, rytmów, wibracji, wilgotności, wysokości Słońca na niebie, od czynnika czasu i nie tylko oraz naszego a przez nas cudzego doświadczania tego wszelkich skutków
23. oraz naszego a przez nas cudzego z wszelkich przyczyn, wszelkimi sposobami m.in. bycia dzieckiem i dorosłym, walącym piętami w podłoże, uderzając stopami o ziemię, podłogę, bruk, schody lub korytarz, aby głośno zaznaczyć swoją obecność, ciężar, złość, napięcie, siłę lub prawo do zajmowania miejsca w domu, rodzinie i świecie, chodząc tak, jakby każdy krok miał być słyszalny, twardy, ciężki, nie do pominięcia, nie do zignorowania i nie do uciszenia, kiedy ciało mówi za nie: – jestem tutaj, zobaczcie mnie, usłyszcie mnie, nie przechodźcie obok mnie obojętnie; odpowiednio funkcjonowania w schemacie, w którym dziecko nie potrafi lub nie może wyrazić słowami swojego protestu, gniewu, bezradności, napięcia albo potrzeby bycia zauważonym, więc uderza piętami w ziemię, jakby ziemia miała przyjąć to, czego dorośli nie słyszą, nie widzą lub nie rozumieją, przeżywając swój chód jako sposób rozładowywania ciężaru emocji, których dziecko nie potrafi uporządkować w sobie, wypowiedzieć ani oddać w inny sposób; odpowiednio oddawania Bogu wszelkich zapisów dziecięcego walenia piętami w podłoże zamiast spokojnego bycia usłyszanymi, zauważonymi i przyjętym i;odpowiednio bycia dzieckiem noszącym w ciele wzorzec żołnierza, marszu, komendy, buta bijącego o bruk, twardego kroku, dyscypliny, rozkazu i podporządkowania, jakby ciało nie szło naturalnie, lecz maszerowało przez życie w rytmie napięcia, przymusu, powinności albo niewidzialnego rozkazu, kiedy stopy dziecka nie przetaczają się miękko po ziemi, lecz uderzają, nabijają rytm, wymuszają kontakt i niosą w sobie pamięć twardości, walki, gotowości, oporu lub rodowego ciężaru; odpowiednio przeżywania świata jako miejsca, przez które nie idzie się spokojnie, lecz przechodzi jak przez plac marszowy, kiedy trzeba być twardym, słyszalnym i gotowym na reakcję; odpowiednio noszenia w sobie wzorców dzieci, które zamiast lekkości, zabawy i swobodnego ruchu przejmują rytm dorosłej powagi, wojskowości, przymusu, rozkazu, gniewu lub nieustannego przygotowania do starcia; odpowiednio oddawania Bogu przekonania, że dziecko i dorosły musi maszerować przez życie jak żołnierz, aby przetrwać, zostać zauważonymi lub poczuć własną siłę i nie tylko, a to wszystko w zależności i odpowiednio w niezależności od m.in. woli, wytycznych, opinii, działań, poleceń, postanowień, podpowiedzi, inspiracji, łask, szczodrości i odpowiednio ich braku ze strony m.in. naszych i cudzych kodowań, od myślokształtów, blokad, obciążeń, wzorców, punktów widzenia, sposobów rozumienia, od uwikłań, krzyży i węzłów karmicznych, od karmicznych postaci, relacji, schematów, od zmów milczenia, od cykli planetarnych, od koła karmy, od koła fortuny, od figur geometrycznych płaskich, przestrzennych, od anomalii, od lustrzanych odbić, od losu, przypadku, kumulacji, od loterii, statystyki, sprzężeń zwrotnych, od szczęścia, pecha, klątw, uroków, liter, słów, znaków, symboli, cyfr, liczb, alfabetów, mandal, tatuaży, od efektów potwierdzenia, od magazynów obciążeń i wzorców, od wyznaczników, ozdobników, czipów, urazów, kalectw, chorób, od pustki, próżni, nicości w umyśle i życiu oraz od ich wytwórców, promotorów, ofiar, beneficjentów i nie tylko oraz naszego a przez nas cudzego doświadczania tego wszelkich skutków
24. oraz naszego a przez nas cudzego z wszelkich przyczyn, wszelkimi sposobami m.in. bycia dzieckiem i dorosłym, walącym piętami w podłoże, uderzając stopami o ziemię, podłogę, bruk, schody lub korytarz, aby głośno zaznaczyć swoją obecność, ciężar, złość, napięcie, siłę lub prawo do zajmowania miejsca w domu, rodzinie i świecie, chodząc tak, jakby każdy krok miał być słyszalny, twardy, ciężki, nie do pominięcia, nie do zignorowania i nie do uciszenia, kiedy ciało mówi za nie: – jestem tutaj, zobaczcie mnie, usłyszcie mnie, nie przechodźcie obok mnie obojętnie; odpowiednio funkcjonowania w schemacie, w którym dziecko nie potrafi lub nie może wyrazić słowami swojego protestu, gniewu, bezradności, napięcia albo potrzeby bycia zauważonym, więc uderza piętami w ziemię, jakby ziemia miała przyjąć to, czego dorośli nie słyszą, nie widzą lub nie rozumieją, przeżywając swój chód jako sposób rozładowywania ciężaru emocji, których dziecko nie potrafi uporządkować w sobie, wypowiedzieć ani oddać w inny sposób; odpowiednio oddawania Bogu wszelkich zapisów dziecięcego walenia piętami w podłoże zamiast spokojnego bycia usłyszanymi, zauważonymi i przyjętym i;odpowiednio bycia dzieckiem noszącym w ciele wzorzec żołnierza, marszu, komendy, buta bijącego o bruk, twardego kroku, dyscypliny, rozkazu i podporządkowania, jakby ciało nie szło naturalnie, lecz maszerowało przez życie w rytmie napięcia, przymusu, powinności albo niewidzialnego rozkazu, kiedy stopy dziecka nie przetaczają się miękko po ziemi, lecz uderzają, nabijają rytm, wymuszają kontakt i niosą w sobie pamięć twardości, walki, gotowości, oporu lub rodowego ciężaru; odpowiednio przeżywania świata jako miejsca, przez które nie idzie się spokojnie, lecz przechodzi jak przez plac marszowy, kiedy trzeba być twardym, słyszalnym i gotowym na reakcję; odpowiednio noszenia w sobie wzorców dzieci, które zamiast lekkości, zabawy i swobodnego ruchu przejmują rytm dorosłej powagi, wojskowości, przymusu, rozkazu, gniewu lub nieustannego przygotowania do starcia; odpowiednio oddawania Bogu przekonania, że dziecko i dorosły musi maszerować przez życie jak żołnierz, aby przetrwać, zostać zauważonymi lub poczuć własną siłę i nie tylko, a to wszystko poprzez normalizację roli człowieka i Duszy jako obiektu kultu w zależności i odpowiednio w niezależności od m.in. woli, wytycznych, opinii, działań, poleceń, postanowień, podpowiedzi, inspiracji, łask, szczodrości, zamysłów i odpowiednio ich braku ze strony m.in. naszych a przez nas cudzych wszelkich bałwochwalczych postaci, czynów, intencji, zamysłów, wzorców, nawyków oraz ze strony tych, co modlą się do nas jak do bogów, do bóstw, do istot nie z tego świata, do mistrzów, Świętych, do oświeconych, do istot astralnych; oraz ze strony traktujących nas, lub innych jako pośredników do Boga, pośredników do wszelkich bóstw, bogiń; oraz ze strony czczących nas, wychwalających nas, wielbiących nas; oraz ze strony tych, którzy modlą się za nas do bóstw, bogiń, kosmitów w naszym imieniu, w naszych sprawach, dla dobra naszego i odpowiednio ze strony tych, którzy w modlitwach nam złorzeczą, rzucają klątwy i uroki, którzy chcą się mścić na wszelkie sposoby i nie tylko oraz naszego a przez nas cudzego doświadczania tego wszelkich skutków
25. oraz naszego a przez nas cudzego z wszelkich przyczyn, wszelkimi sposobami m.in. bycia dzieckiem i dorosłym, walącym piętami w podłoże, uderzając stopami o ziemię, podłogę, bruk, schody lub korytarz, aby głośno zaznaczyć swoją obecność, ciężar, złość, napięcie, siłę lub prawo do zajmowania miejsca w domu, rodzinie i świecie, chodząc tak, jakby każdy krok miał być słyszalny, twardy, ciężki, nie do pominięcia, nie do zignorowania i nie do uciszenia, kiedy ciało mówi za nie: – jestem tutaj, zobaczcie mnie, usłyszcie mnie, nie przechodźcie obok mnie obojętnie; odpowiednio funkcjonowania w schemacie, w którym dziecko nie potrafi lub nie może wyrazić słowami swojego protestu, gniewu, bezradności, napięcia albo potrzeby bycia zauważonym, więc uderza piętami w ziemię, jakby ziemia miała przyjąć to, czego dorośli nie słyszą, nie widzą lub nie rozumieją, przeżywając swój chód jako sposób rozładowywania ciężaru emocji, których dziecko nie potrafi uporządkować w sobie, wypowiedzieć ani oddać w inny sposób; odpowiednio oddawania Bogu wszelkich zapisów dziecięcego walenia piętami w podłoże zamiast spokojnego bycia usłyszanymi, zauważonymi i przyjętym i;odpowiednio bycia dzieckiem noszącym w ciele wzorzec żołnierza, marszu, komendy, buta bijącego o bruk, twardego kroku, dyscypliny, rozkazu i podporządkowania, jakby ciało nie szło naturalnie, lecz maszerowało przez życie w rytmie napięcia, przymusu, powinności albo niewidzialnego rozkazu, kiedy stopy dziecka nie przetaczają się miękko po ziemi, lecz uderzają, nabijają rytm, wymuszają kontakt i niosą w sobie pamięć twardości, walki, gotowości, oporu lub rodowego ciężaru; odpowiednio przeżywania świata jako miejsca, przez które nie idzie się spokojnie, lecz przechodzi jak przez plac marszowy, kiedy trzeba być twardym, słyszalnym i gotowym na reakcję; odpowiednio noszenia w sobie wzorców dzieci, które zamiast lekkości, zabawy i swobodnego ruchu przejmują rytm dorosłej powagi, wojskowości, przymusu, rozkazu, gniewu lub nieustannego przygotowania do starcia; odpowiednio oddawania Bogu przekonania, że dziecko i dorosły musi maszerować przez życie jak żołnierz, aby przetrwać, zostać zauważonymi lub poczuć własną siłę i nie tylko, a to wszystko w zależności i odpowiednio w niezależności od m.in. woli, wytycznych, opinii, działań, poleceń, postanowień, podpowiedzi, inspiracji, łask, szczodrości i odpowiednio ich braku ze strony wszelkich m.in. odmian, stowarzyszeń, grup, kręgów, nurtów ideologicznych, rytualnych i operacyjnych m.in. demonicznych, satanistycznych, lucyferańskich, wojennych, wojskowych, magicznych, czarno-magicznych, tantrycznych, czarno-tantrycznych, biało-astralnych, grup płomieni, Ścieżki Lewej Ręki oraz od m.in. szoku bojowego, od pogromów, zamętu, od czarnych słońc, nekromantów, istot mroku, istot ciemności, sił zła, demonów, władców piekieł, diabłów stróżów, kainitów, Szatana, Lucyfera, Belzebuba, Kali, strzyg, istot i Dusz jakie upadły, istot rogatych, krnąbrnych, kłamliwych, agresywnych, napełnionych pychą, egoizmem, i nie tylko oraz naszego a przez nas cudzego doświadczania tego wszelkich skutków
26. oraz naszego a przez nas cudzego z wszelkich przyczyn, wszelkimi sposobami m.in. bycia dzieckiem i dorosłym, walącym piętami w podłoże, uderzając stopami o ziemię, podłogę, bruk, schody lub korytarz, aby głośno zaznaczyć swoją obecność, ciężar, złość, napięcie, siłę lub prawo do zajmowania miejsca w domu, rodzinie i świecie, chodząc tak, jakby każdy krok miał być słyszalny, twardy, ciężki, nie do pominięcia, nie do zignorowania i nie do uciszenia, kiedy ciało mówi za nie: – jestem tutaj, zobaczcie mnie, usłyszcie mnie, nie przechodźcie obok mnie obojętnie; odpowiednio funkcjonowania w schemacie, w którym dziecko nie potrafi lub nie może wyrazić słowami swojego protestu, gniewu, bezradności, napięcia albo potrzeby bycia zauważonym, więc uderza piętami w ziemię, jakby ziemia miała przyjąć to, czego dorośli nie słyszą, nie widzą lub nie rozumieją, przeżywając swój chód jako sposób rozładowywania ciężaru emocji, których dziecko nie potrafi uporządkować w sobie, wypowiedzieć ani oddać w inny sposób; odpowiednio oddawania Bogu wszelkich zapisów dziecięcego walenia piętami w podłoże zamiast spokojnego bycia usłyszanymi, zauważonymi i przyjętym i;odpowiednio bycia dzieckiem noszącym w ciele wzorzec żołnierza, marszu, komendy, buta bijącego o bruk, twardego kroku, dyscypliny, rozkazu i podporządkowania, jakby ciało nie szło naturalnie, lecz maszerowało przez życie w rytmie napięcia, przymusu, powinności albo niewidzialnego rozkazu, kiedy stopy dziecka nie przetaczają się miękko po ziemi, lecz uderzają, nabijają rytm, wymuszają kontakt i niosą w sobie pamięć twardości, walki, gotowości, oporu lub rodowego ciężaru; odpowiednio przeżywania świata jako miejsca, przez które nie idzie się spokojnie, lecz przechodzi jak przez plac marszowy, kiedy trzeba być twardym, słyszalnym i gotowym na reakcję; odpowiednio noszenia w sobie wzorców dzieci, które zamiast lekkości, zabawy i swobodnego ruchu przejmują rytm dorosłej powagi, wojskowości, przymusu, rozkazu, gniewu lub nieustannego przygotowania do starcia; odpowiednio oddawania Bogu przekonania, że dziecko i dorosły musi maszerować przez życie jak żołnierz, aby przetrwać, zostać zauważonymi lub poczuć własną siłę i nie tylko, a to wszystko w zależności i odpowiednio w niezależności od m.in. woli, wytycznych, opinii, działań, poleceń, postanowień, podpowiedzi, inspiracji, łask, szczodrości i odpowiednio ich braku ze strony wszelkiego rodzaju, wielkości, rasy, znaczenia i płci uwarunkowań związanych z seksualnością, popędem, rolą i zachowaniem, a w tym m.in. seksoholików, lesbijek, gejów, transwestytów, gwałcicieli, sadomasochistów, celibantów, eunuchów, burdelmam, alfonsów, prostytutek, dewiantów, zboczeńców, pedofilów, zoofilów, koprofilów, koprofagów, kazirodców, panseksualistów, cykli hormonalnych, od chowu wsobnego i nie tylko oraz naszego a przez nas cudzego doświadczania tego wszelkich skutków
27. oraz naszego a przez nas cudzego z wszelkich przyczyn, wszelkimi sposobami m.in. bycia dzieckiem i dorosłym, walącym piętami w podłoże, uderzając stopami o ziemię, podłogę, bruk, schody lub korytarz, aby głośno zaznaczyć swoją obecność, ciężar, złość, napięcie, siłę lub prawo do zajmowania miejsca w domu, rodzinie i świecie, chodząc tak, jakby każdy krok miał być słyszalny, twardy, ciężki, nie do pominięcia, nie do zignorowania i nie do uciszenia, kiedy ciało mówi za nie: – jestem tutaj, zobaczcie mnie, usłyszcie mnie, nie przechodźcie obok mnie obojętnie; odpowiednio funkcjonowania w schemacie, w którym dziecko nie potrafi lub nie może wyrazić słowami swojego protestu, gniewu, bezradności, napięcia albo potrzeby bycia zauważonym, więc uderza piętami w ziemię, jakby ziemia miała przyjąć to, czego dorośli nie słyszą, nie widzą lub nie rozumieją, przeżywając swój chód jako sposób rozładowywania ciężaru emocji, których dziecko nie potrafi uporządkować w sobie, wypowiedzieć ani oddać w inny sposób; odpowiednio oddawania Bogu wszelkich zapisów dziecięcego walenia piętami w podłoże zamiast spokojnego bycia usłyszanymi, zauważonymi i przyjętym i;odpowiednio bycia dzieckiem noszącym w ciele wzorzec żołnierza, marszu, komendy, buta bijącego o bruk, twardego kroku, dyscypliny, rozkazu i podporządkowania, jakby ciało nie szło naturalnie, lecz maszerowało przez życie w rytmie napięcia, przymusu, powinności albo niewidzialnego rozkazu, kiedy stopy dziecka nie przetaczają się miękko po ziemi, lecz uderzają, nabijają rytm, wymuszają kontakt i niosą w sobie pamięć twardości, walki, gotowości, oporu lub rodowego ciężaru; odpowiednio przeżywania świata jako miejsca, przez które nie idzie się spokojnie, lecz przechodzi jak przez plac marszowy, kiedy trzeba być twardym, słyszalnym i gotowym na reakcję; odpowiednio noszenia w sobie wzorców dzieci, które zamiast lekkości, zabawy i swobodnego ruchu przejmują rytm dorosłej powagi, wojskowości, przymusu, rozkazu, gniewu lub nieustannego przygotowania do starcia; odpowiednio oddawania Bogu przekonania, że dziecko i dorosły musi maszerować przez życie jak żołnierz, aby przetrwać, zostać zauważonymi lub poczuć własną siłę i nie tylko, a to wszystko z powodu m.in. naszych i cudzych działań związanych z Końcem Świata, w okresie 2012 roku, z innymi Końcami Świata z poszukiwaniem Boga i sensu ostatecznego, z Apokalipsami, Armagedonami, z końcami cywilizacji, epok, porządków, z działaniami naszymi i Boga w obszarze kosmicznego jaja i w trakcie kolejnych Eonów, z tworzeniem lub z blokowaniem działań nadzwyczajnych, a także poprzez cykliczne resetowanie znaczeń, odpowiedzialności i tożsamości w obliczu oczekiwanego lub odraczającego się kresu, nowego początku lub ponownych narodzin i nie tylko oraz naszego a przez nas cudzego doświadczania tego wszelkich skutków
28. oraz naszego a przez nas cudzego z wszelkich przyczyn, wszelkimi sposobami m.in. bycia dzieckiem i dorosłym, walącym piętami w podłoże, uderzając stopami o ziemię, podłogę, bruk, schody lub korytarz, aby głośno zaznaczyć swoją obecność, ciężar, złość, napięcie, siłę lub prawo do zajmowania miejsca w domu, rodzinie i świecie, chodząc tak, jakby każdy krok miał być słyszalny, twardy, ciężki, nie do pominięcia, nie do zignorowania i nie do uciszenia, kiedy ciało mówi za nie: – jestem tutaj, zobaczcie mnie, usłyszcie mnie, nie przechodźcie obok mnie obojętnie; odpowiednio funkcjonowania w schemacie, w którym dziecko nie potrafi lub nie może wyrazić słowami swojego protestu, gniewu, bezradności, napięcia albo potrzeby bycia zauważonym, więc uderza piętami w ziemię, jakby ziemia miała przyjąć to, czego dorośli nie słyszą, nie widzą lub nie rozumieją, przeżywając swój chód jako sposób rozładowywania ciężaru emocji, których dziecko nie potrafi uporządkować w sobie, wypowiedzieć ani oddać w inny sposób; odpowiednio oddawania Bogu wszelkich zapisów dziecięcego walenia piętami w podłoże zamiast spokojnego bycia usłyszanymi, zauważonymi i przyjętym i;odpowiednio bycia dzieckiem noszącym w ciele wzorzec żołnierza, marszu, komendy, buta bijącego o bruk, twardego kroku, dyscypliny, rozkazu i podporządkowania, jakby ciało nie szło naturalnie, lecz maszerowało przez życie w rytmie napięcia, przymusu, powinności albo niewidzialnego rozkazu, kiedy stopy dziecka nie przetaczają się miękko po ziemi, lecz uderzają, nabijają rytm, wymuszają kontakt i niosą w sobie pamięć twardości, walki, gotowości, oporu lub rodowego ciężaru; odpowiednio przeżywania świata jako miejsca, przez które nie idzie się spokojnie, lecz przechodzi jak przez plac marszowy, kiedy trzeba być twardym, słyszalnym i gotowym na reakcję; odpowiednio noszenia w sobie wzorców dzieci, które zamiast lekkości, zabawy i swobodnego ruchu przejmują rytm dorosłej powagi, wojskowości, przymusu, rozkazu, gniewu lub nieustannego przygotowania do starcia; odpowiednio oddawania Bogu przekonania, że dziecko i dorosły musi maszerować przez życie jak żołnierz, aby przetrwać, zostać zauważonymi lub poczuć własną siłę i nie tylko, a to wszystko w zależności i odpowiednio w niezależności od m.in. woli, wytycznych, opinii, działań, poleceń, postanowień, podpowiedzi, inspiracji, łask, szczodrości i odpowiednio ich braku ze strony m.in. naszej Duszy, całej naszej istoty i nie tylko oraz od bycia zdrowymi, lub chorymi fizycznie, energetycznie, stabilnymi lub rozchwianymi lub chorymi psychicznie-umysłowo, chorymi uleczalnie, lub przewlekle, lub nieuleczalnie oraz od bycia osobami kalekimi, osobami z urazami, osobami niedomagającymi, chorymi bezpośrednio lub posiadającymi objawy lub skutki karmiczne, skutki wsobne m.in. rozmaitych chorób, dolegliwości, ułomności, od obciążeń genetycznych, epigenetycznych, środowiskowych i nie tylko oraz naszego a przez nas cudzego doświadczania tego wszelkich skutków
Opublikowano: 15/07/2026
Autor: Sławomir Majda
Kateogrie: Psychologia - bycie sobą


Komentarze