Rodzice dzieci chorych na raka, białaczkę – intencje
Dotarło do mnie kilka osób z dziećmi chorymi na raka lub tak już umarłymi. Każdy z tych przypadków dotyczył osób uwikłanych w karmę III Rzeszy. Dusze tych wszystkich dzieci inkarnowały wcześniej jako Żydzi w okresie Zagłady. Rodzice zaś jako sprawcy. Zdaję sobie sprawę, że w Polsce żyje wiele milionów osób z karmą SS, Gestapo, Wermachtu. Dzieci jednak umierają na choroby nowotworowe również poza Polską. Trzeba rozumieć, że okrucieństwo wojenne dzieje się nawet dziś np. na Ukrainie i w Rosji. Strefę Gazy zamieszkałą w 2025r przez karmicznych Żydów zniszczyło państwo Izrael, zamieszkały przez karmicznych Niemców. Podobnych odniesień do karmicznych przyczyn jest znacznie więcej. Niewielu z nas dowiedziało się, jakie były przyczyny wojennych pogromów narodu Israela. Również niewielu ustaliło, dlaczego Ukraińska rakieta spadła na terenie Polski w Przewodowie z przyczyn karmicznych.
Istnieją doświadczenia, wobec których ludzka psychika nie ma wystarczających narzędzi. Śmierć dziecka – szczególnie długotrwała, bolesna, nowotworowa — należy do tych doświadczeń. Nie dlatego, że jest „trudna”, lecz dlatego, że narusza fundamentalne założenie istnienia: że niewinność powinna być chroniona, a życie młode — uprzywilejowane.
Gdy to założenie pęka, umysł nie pyta już „dlaczego?”, lecz „jak to jest możliwe?”. I właśnie w tej szczelinie pojawiają się narracje karmiczne, inkarnacyjne, historyczne. Niewiele osób bez wysiłku jakim jest przebaczenie sobie, dotrze do prawdy w tych kwestiach. Dusze dzieci i rodziców pamiętają jednak przyczyny i zwykle dobrze rozumieją skutki.
,,Rdzeń poniższego tekstu” osadzony jest w wielu warstwach, dla doprecyzowania znaczeń. Jedno pojęcie opisywane jest tu na:
◦ poziomie ciała
◦ psychiki
◦ relacji
◦ karmy / inkarnacji
◦ Boga
◦ licznych religii i sekt.
Opracowali: Sławomir Majda, Małgorzata Krata, Ela. Identyczny, powtarzający się fragment, stanowiący rdzeń idei, brzmi następująco: ,,bycia tymi, którzy w obliczu choroby raka u własnego dziecka, zostają brutalnie skonfrontowani z doświadczeniem absolutnej bezradności – takiej, w której nie działa medycyna, miłość, ani wysiłek, ani poświęcenie, ani „dobre intencje”; odpowiednio zderzania się z cierpieniem dziecka – istoty niewinnej, co uruchamia w psychice pytania, których wcześniej nie było jak postawić, ani wypowiedzieć – pytania o sens życia, śmierci, sprawiedliwości i granic odpowiedzialności; odpowiednio aktywowania się w rodzicach głębokiego, często nieuświadomionego poczucia winy egzystencjalnej – nie dlatego, że coś zrobili, lecz dlatego, że nie są w stanie ochronić, ani nie wiedzą co jeszcze mogli uczynić; odpowiednio przeżywania choroby dziecka jako oskarżenia wobec siebie: „jeśli dziecko cierpi, to znaczy, że świat jest okrutny, albo ja jestem niewystarczający”, albo ,,że moja wina jest bezsporna, choć dla mnie jeszcze ukryta; odpowiednio uruchamiania się zbiorowych, rodzinnych, a zwłaszcza karmicznych obrazów i wspomnień przemocy, śmierci, wojny, systemowego niszczenia życia – nie tylko jako konkretnej winy, lecz jako cienia ludzkości, z którym rodzic nigdy wcześniej nie musiał stanąć twarzą w twarz; odpowiednio rzucania tego cienia historii na siebie lub na los dziecka, kiedy psychika nie ma innego miejsca, w którym mogłaby pomieścić ogrom bólu, absurdu i niesprawiedliwości; odpowiednio próbowania nadać sens temu, jedynie poprzez narracje karmiczne, duchowe, historyczne, oraz rozpoznania nieuświadomionego konfliktu pomiędzy miłością do dziecka a przerażeniem wobec jego cierpienia i śmierci, które rodzą wewnętrzne rozszczepienie: „nie chcę na to patrzeć” i jednocześnie „muszę na to patrzeć”; odpowiednio doświadczania, że dziecko, a zwłaszcza jego Dusza, swoją chorobą nie tylko „naucza” i „rozlicza”, ale też obnaża granice ludzkiej kontroli, sprawczości i narracji o sensie obecnych i dawno minionych działań; oraz nierozpoznania, że dziecko nie musi, ale może nieść kamiczną winę lub przekaz, a rodzic styka się z własnym cieniem i karmą Duszy, z lękiem przed śmiercią, z własną opowieścią o przemocy świata; odpowiednio oddawania Bogu dawcy wszelkiego życia projekcji winy, sensu i rozliczeń, które zostały nałożone na dziecko i na rodziców w potrzebie zrozumienia, aby śmierć – jeśli przychodzi – nie była obciążona niezrozumiałym znaczeniem oraz stawania przed Bogiem z pytaniem o przyczyny, o to co i dlaczego zaistniało jako pierwotna przyczyna uwikłań, na przestrzeni wszystkich wymiarów, pokoleń, czasów”.
Zorganizowane uwalnianie się od ciężarów – linki do tekstów, informacje o nagraniach, praca z intencjami, technika smyczkowa > Link.
Kwestie techniczne dotyczące idei i konstrukcji zdań podczas pracy z intencjami.
Sztuka. „800 intencji oczyszczających” Link . „Schemat jednozdaniowy dla intencji”. Link . Film „Ukłon po wykonaniu intencji”. Link .
Słowo „–nie” dodane do jakiegoś słowa podczas pracy z intencjami oznacza, że warto wyrazić je również w jego przeciwstawieniu, a nawet znaleźć i wypowiedzieć na głos wszelkie synonimy, które przychodzą na myśl wraz z ich przeciwieństwami. Na przykład — mówiąc: być biednym, być chorym , dobrze jest powiedzieć to również z jego przeciwieństwem: być biednym, być chorym, nie być biednym, nie być chorym. Pozwala to na możliwie najszersze rozciągnięcie danego wzorca, dotykając różnych aspektów, w tym jego przeciwieństwa. Warto również wiedzieć, że dusze często myślą lub twierdzą, że nie mają takich przeciwstawnych wzorców — na przykład, że nie są bałwochwalcami w danym przypadku (w danym słowie). Inny przykład:
dusza kobiety zaprzecza, że kiedykolwiek była złą matką. Dlatego dodanie tutaj formy przeczącej — nie być złą matką — może pozwolić jej zrozumieć stan, w jakim się znajduje.
Bycie złą matką, —nie być złą matką — „—Och, absolutnie nie, nigdy w życiu! To z pewnością nie są moje wzorce. To, co robię, jest moją prywatną sprawą”. [—Dusza bardzo często tak o sobie mówi i myśli.
1. Naszego a przez nas cudzego z wszelkich przyczyn, wszelkimi sposobami m.in. bycia tymi, którzy w obliczu choroby raka u własnego dziecka, zostają brutalnie skonfrontowani z doświadczeniem absolutnej bezradności – takiej, w której nie działa medycyna, miłość, ani wysiłek, ani poświęcenie, ani „dobre intencje”; odpowiednio zderzania się z cierpieniem dziecka – istoty niewinnej, co uruchamia w psychice pytania, których wcześniej nie było jak postawić, ani wypowiedzieć – pytania o sens życia, śmierci, sprawiedliwości i granic odpowiedzialności; odpowiednio aktywowania się w rodzicach głębokiego, często nieuświadomionego poczucia winy egzystencjalnej – nie dlatego, że coś zrobili, lecz dlatego, że nie są w stanie ochronić, ani nie wiedzą co jeszcze mogli uczynić; odpowiednio przeżywania choroby dziecka jako oskarżenia wobec siebie: „jeśli dziecko cierpi, to znaczy, że świat jest okrutny, albo ja jestem niewystarczający”, albo ,,że moja wina jest bezsporna, choć dla mnie jeszcze ukryta; odpowiednio uruchamiania się zbiorowych, rodzinnych, a zwłaszcza karmicznych obrazów i wspomnień przemocy, śmierci, wojny, systemowego niszczenia życia – nie tylko jako konkretnej winy, lecz jako cienia ludzkości, z którym rodzic nigdy wcześniej nie musiał stanąć twarzą w twarz; odpowiednio rzucania tego cienia historii na siebie lub na los dziecka, kiedy psychika nie ma innego miejsca, w którym mogłaby pomieścić ogrom bólu, absurdu i niesprawiedliwości; odpowiednio próbowania nadać sens temu, jedynie poprzez narracje karmiczne, duchowe, historyczne, oraz rozpoznania nieuświadomionego konfliktu pomiędzy miłością do dziecka a przerażeniem wobec jego cierpienia i śmierci, które rodzą wewnętrzne rozszczepienie: „nie chcę na to patrzeć” i jednocześnie „muszę na to patrzeć”; odpowiednio doświadczania, że dziecko, a zwłaszcza jego Dusza, swoją chorobą nie tylko „naucza” i „rozlicza”, ale też obnaża granice ludzkiej kontroli, sprawczości i narracji o sensie obecnych i dawno minionych działań; oraz nierozpoznania, że dziecko nie musi, ale może nieść kamiczną winę lub przekaz, a rodzic styka się z własnym cieniem i karmą Duszy, z lękiem przed śmiercią, z własną opowieścią o przemocy świata; odpowiednio oddawania Bogu dawcy wszelkiego życia projekcji winy, sensu i rozliczeń, które zostały nałożone na dziecko i na rodziców w potrzebie zrozumienia, aby śmierć – jeśli przychodzi – nie była obciążona niezrozumiałym znaczeniem oraz stawania przed Bogiem z pytaniem o przyczyny, o to co i dlaczego zaistniało jako pierwotna przyczyna uwikłań, na przestrzeni wszystkich wymiarów, pokoleń, czasów i nie tylko, a to wszystko w zależności i odpowiednio w niezależności od m.in. woli, wytycznych, opinii, działań, zaufania, poleceń, postanowień, podpowiedzi, inspiracji, łask, szczodrości i odpowiednio ich braku ze strony samego Boga oraz naszego a przez nas cudzego doświadczania tego wszelkich skutków
2. oraz naszego a przez nas cudzego z wszelkich przyczyn, wszelkimi sposobami m.in. bycia tymi, którzy w obliczu choroby raka u własnego dziecka, zostają brutalnie skonfrontowani z doświadczeniem absolutnej bezradności – takiej, w której nie działa medycyna, miłość, ani wysiłek, ani poświęcenie, ani „dobre intencje”; odpowiednio zderzania się z cierpieniem dziecka – istoty niewinnej, co uruchamia w psychice pytania, których wcześniej nie było jak postawić, ani wypowiedzieć – pytania o sens życia, śmierci, sprawiedliwości i granic odpowiedzialności; odpowiednio aktywowania się w rodzicach głębokiego, często nieuświadomionego poczucia winy egzystencjalnej – nie dlatego, że coś zrobili, lecz dlatego, że nie są w stanie ochronić, ani nie wiedzą co jeszcze mogli uczynić; odpowiednio przeżywania choroby dziecka jako oskarżenia wobec siebie: „jeśli dziecko cierpi, to znaczy, że świat jest okrutny, albo ja jestem niewystarczający”, albo ,,że moja wina jest bezsporna, choć dla mnie jeszcze ukryta; odpowiednio uruchamiania się zbiorowych, rodzinnych, a zwłaszcza karmicznych obrazów i wspomnień przemocy, śmierci, wojny, systemowego niszczenia życia – nie tylko jako konkretnej winy, lecz jako cienia ludzkości, z którym rodzic nigdy wcześniej nie musiał stanąć twarzą w twarz; odpowiednio rzucania tego cienia historii na siebie lub na los dziecka, kiedy psychika nie ma innego miejsca, w którym mogłaby pomieścić ogrom bólu, absurdu i niesprawiedliwości; odpowiednio próbowania nadać sens temu, jedynie poprzez narracje karmiczne, duchowe, historyczne, oraz rozpoznania nieuświadomionego konfliktu pomiędzy miłością do dziecka a przerażeniem wobec jego cierpienia i śmierci, które rodzą wewnętrzne rozszczepienie: „nie chcę na to patrzeć” i jednocześnie „muszę na to patrzeć”; odpowiednio doświadczania, że dziecko, a zwłaszcza jego Dusza, swoją chorobą nie tylko „naucza” i „rozlicza”, ale też obnaża granice ludzkiej kontroli, sprawczości i narracji o sensie obecnych i dawno minionych działań; oraz nierozpoznania, że dziecko nie musi, ale może nieść kamiczną winę lub przekaz, a rodzic styka się z własnym cieniem i karmą Duszy, z lękiem przed śmiercią, z własną opowieścią o przemocy świata; odpowiednio oddawania Bogu dawcy wszelkiego życia projekcji winy, sensu i rozliczeń, które zostały nałożone na dziecko i na rodziców w potrzebie zrozumienia, aby śmierć – jeśli przychodzi – nie była obciążona niezrozumiałym znaczeniem oraz stawania przed Bogiem z pytaniem o przyczyny, o to co i dlaczego zaistniało jako pierwotna przyczyna uwikłań, na przestrzeni wszystkich wymiarów, pokoleń, czasów i nie tylko, a to wszystko w zależności i odpowiednio w niezależności od m.in. woli, wytycznych, opinii, działań, poleceń, postanowień, podpowiedzi, inspiracji, łask, szczodrości i odpowiednio ich braku ze strony wszelkich płci ludzi, Dusz, istot, bytów, tworów, zwierząt, roślin, kosmitów i nie tylko oraz naszego a przez nas cudzego doświadczania tego wszelkich skutków
3. oraz naszego a przez nas cudzego z wszelkich przyczyn, wszelkimi sposobami m.in. bycia tymi, którzy w obliczu choroby raka u własnego dziecka, zostają brutalnie skonfrontowani z doświadczeniem absolutnej bezradności – takiej, w której nie działa medycyna, miłość, ani wysiłek, ani poświęcenie, ani „dobre intencje”; odpowiednio zderzania się z cierpieniem dziecka – istoty niewinnej, co uruchamia w psychice pytania, których wcześniej nie było jak postawić, ani wypowiedzieć – pytania o sens życia, śmierci, sprawiedliwości i granic odpowiedzialności; odpowiednio aktywowania się w rodzicach głębokiego, często nieuświadomionego poczucia winy egzystencjalnej – nie dlatego, że coś zrobili, lecz dlatego, że nie są w stanie ochronić, ani nie wiedzą co jeszcze mogli uczynić; odpowiednio przeżywania choroby dziecka jako oskarżenia wobec siebie: „jeśli dziecko cierpi, to znaczy, że świat jest okrutny, albo ja jestem niewystarczający”, albo ,,że moja wina jest bezsporna, choć dla mnie jeszcze ukryta; odpowiednio uruchamiania się zbiorowych, rodzinnych, a zwłaszcza karmicznych obrazów i wspomnień przemocy, śmierci, wojny, systemowego niszczenia życia – nie tylko jako konkretnej winy, lecz jako cienia ludzkości, z którym rodzic nigdy wcześniej nie musiał stanąć twarzą w twarz; odpowiednio rzucania tego cienia historii na siebie lub na los dziecka, kiedy psychika nie ma innego miejsca, w którym mogłaby pomieścić ogrom bólu, absurdu i niesprawiedliwości; odpowiednio próbowania nadać sens temu, jedynie poprzez narracje karmiczne, duchowe, historyczne, oraz rozpoznania nieuświadomionego konfliktu pomiędzy miłością do dziecka a przerażeniem wobec jego cierpienia i śmierci, które rodzą wewnętrzne rozszczepienie: „nie chcę na to patrzeć” i jednocześnie „muszę na to patrzeć”; odpowiednio doświadczania, że dziecko, a zwłaszcza jego Dusza, swoją chorobą nie tylko „naucza” i „rozlicza”, ale też obnaża granice ludzkiej kontroli, sprawczości i narracji o sensie obecnych i dawno minionych działań; oraz nierozpoznania, że dziecko nie musi, ale może nieść kamiczną winę lub przekaz, a rodzic styka się z własnym cieniem i karmą Duszy, z lękiem przed śmiercią, z własną opowieścią o przemocy świata; odpowiednio oddawania Bogu dawcy wszelkiego życia projekcji winy, sensu i rozliczeń, które zostały nałożone na dziecko i na rodziców w potrzebie zrozumienia, aby śmierć – jeśli przychodzi – nie była obciążona niezrozumiałym znaczeniem oraz stawania przed Bogiem z pytaniem o przyczyny, o to co i dlaczego zaistniało jako pierwotna przyczyna uwikłań, na przestrzeni wszystkich wymiarów, pokoleń, czasów i nie tylko, a to wszystko w zależności i odpowiednio w niezależności od m.in. woli, wytycznych, opinii, działań, poleceń, postanowień, podpowiedzi, inspiracji, łask, szczodrości i odpowiednio ich braku ze strony m.in. wszelkiego rodzaju, znaczenia, gatunku, płci m.in. dawnych i nowych, aktywnych i nieaktywnych wszelkich bóstw, bogiń, boskich matek, boskich ojców, boskich synów, boskich córek, boskich rodzin, Goauldów, koleżków Boga, bogów, półbogów, Asurów, Świętych, guru, mistrzów, nauczycieli, Mesjaszy, aniołów, a w tym astralnych m.in. Archaniołów, cherubinów, serafinów, astrali, władców, zarządców, właściciel i twórców światów astralnych i drzew dusz, proroków i nie tylko oraz naszego a przez nas cudzego doświadczania tego wszelkich skutków
4. oraz naszego a przez nas cudzego z wszelkich przyczyn, wszelkimi sposobami m.in. bycia tymi, którzy w obliczu choroby raka u własnego dziecka, zostają brutalnie skonfrontowani z doświadczeniem absolutnej bezradności – takiej, w której nie działa medycyna, miłość, ani wysiłek, ani poświęcenie, ani „dobre intencje”; odpowiednio zderzania się z cierpieniem dziecka – istoty niewinnej, co uruchamia w psychice pytania, których wcześniej nie było jak postawić, ani wypowiedzieć – pytania o sens życia, śmierci, sprawiedliwości i granic odpowiedzialności; odpowiednio aktywowania się w rodzicach głębokiego, często nieuświadomionego poczucia winy egzystencjalnej – nie dlatego, że coś zrobili, lecz dlatego, że nie są w stanie ochronić, ani nie wiedzą co jeszcze mogli uczynić; odpowiednio przeżywania choroby dziecka jako oskarżenia wobec siebie: „jeśli dziecko cierpi, to znaczy, że świat jest okrutny, albo ja jestem niewystarczający”, albo ,,że moja wina jest bezsporna, choć dla mnie jeszcze ukryta; odpowiednio uruchamiania się zbiorowych, rodzinnych, a zwłaszcza karmicznych obrazów i wspomnień przemocy, śmierci, wojny, systemowego niszczenia życia – nie tylko jako konkretnej winy, lecz jako cienia ludzkości, z którym rodzic nigdy wcześniej nie musiał stanąć twarzą w twarz; odpowiednio rzucania tego cienia historii na siebie lub na los dziecka, kiedy psychika nie ma innego miejsca, w którym mogłaby pomieścić ogrom bólu, absurdu i niesprawiedliwości; odpowiednio próbowania nadać sens temu, jedynie poprzez narracje karmiczne, duchowe, historyczne, oraz rozpoznania nieuświadomionego konfliktu pomiędzy miłością do dziecka a przerażeniem wobec jego cierpienia i śmierci, które rodzą wewnętrzne rozszczepienie: „nie chcę na to patrzeć” i jednocześnie „muszę na to patrzeć”; odpowiednio doświadczania, że dziecko, a zwłaszcza jego Dusza, swoją chorobą nie tylko „naucza” i „rozlicza”, ale też obnaża granice ludzkiej kontroli, sprawczości i narracji o sensie obecnych i dawno minionych działań; oraz nierozpoznania, że dziecko nie musi, ale może nieść kamiczną winę lub przekaz, a rodzic styka się z własnym cieniem i karmą Duszy, z lękiem przed śmiercią, z własną opowieścią o przemocy świata; odpowiednio oddawania Bogu dawcy wszelkiego życia projekcji winy, sensu i rozliczeń, które zostały nałożone na dziecko i na rodziców w potrzebie zrozumienia, aby śmierć – jeśli przychodzi – nie była obciążona niezrozumiałym znaczeniem oraz stawania przed Bogiem z pytaniem o przyczyny, o to co i dlaczego zaistniało jako pierwotna przyczyna uwikłań, na przestrzeni wszystkich wymiarów, pokoleń, czasów i nie tylko, a to wszystko w zależności i odpowiednio w niezależności od m.in. woli, wytycznych, opinii, działań, poleceń, postanowień, podpowiedzi, inspiracji, łask, szczodrości i odpowiednio ich braku ze strony m.in. fizycznych i astralnych węży, robaków, drapieżników, wirusów, szkodników, grzybów, pleśni, owadów, drobnoustrojów, bakterii, mikroorganizmów i makroorganizmów, jaszczurów, istot, bytów, tworów, pasożytów, symbiontów, lokatorów naszej i cudzej energetyki oraz ze strony m.in. wszelkich duchów, demonów, strzyg, duchów przodków, istot opętujących, mitycznych stworzeń, mitycznych istot i nie tylko oraz naszego a przez nas cudzego doświadczania tego wszelkich skutków
5. oraz naszego a przez nas cudzego z wszelkich przyczyn, wszelkimi sposobami m.in. bycia tymi, którzy w obliczu choroby raka u własnego dziecka, zostają brutalnie skonfrontowani z doświadczeniem absolutnej bezradności – takiej, w której nie działa medycyna, miłość, ani wysiłek, ani poświęcenie, ani „dobre intencje”; odpowiednio zderzania się z cierpieniem dziecka – istoty niewinnej, co uruchamia w psychice pytania, których wcześniej nie było jak postawić, ani wypowiedzieć – pytania o sens życia, śmierci, sprawiedliwości i granic odpowiedzialności; odpowiednio aktywowania się w rodzicach głębokiego, często nieuświadomionego poczucia winy egzystencjalnej – nie dlatego, że coś zrobili, lecz dlatego, że nie są w stanie ochronić, ani nie wiedzą co jeszcze mogli uczynić; odpowiednio przeżywania choroby dziecka jako oskarżenia wobec siebie: „jeśli dziecko cierpi, to znaczy, że świat jest okrutny, albo ja jestem niewystarczający”, albo ,,że moja wina jest bezsporna, choć dla mnie jeszcze ukryta; odpowiednio uruchamiania się zbiorowych, rodzinnych, a zwłaszcza karmicznych obrazów i wspomnień przemocy, śmierci, wojny, systemowego niszczenia życia – nie tylko jako konkretnej winy, lecz jako cienia ludzkości, z którym rodzic nigdy wcześniej nie musiał stanąć twarzą w twarz; odpowiednio rzucania tego cienia historii na siebie lub na los dziecka, kiedy psychika nie ma innego miejsca, w którym mogłaby pomieścić ogrom bólu, absurdu i niesprawiedliwości; odpowiednio próbowania nadać sens temu, jedynie poprzez narracje karmiczne, duchowe, historyczne, oraz rozpoznania nieuświadomionego konfliktu pomiędzy miłością do dziecka a przerażeniem wobec jego cierpienia i śmierci, które rodzą wewnętrzne rozszczepienie: „nie chcę na to patrzeć” i jednocześnie „muszę na to patrzeć”; odpowiednio doświadczania, że dziecko, a zwłaszcza jego Dusza, swoją chorobą nie tylko „naucza” i „rozlicza”, ale też obnaża granice ludzkiej kontroli, sprawczości i narracji o sensie obecnych i dawno minionych działań; oraz nierozpoznania, że dziecko nie musi, ale może nieść kamiczną winę lub przekaz, a rodzic styka się z własnym cieniem i karmą Duszy, z lękiem przed śmiercią, z własną opowieścią o przemocy świata; odpowiednio oddawania Bogu dawcy wszelkiego życia projekcji winy, sensu i rozliczeń, które zostały nałożone na dziecko i na rodziców w potrzebie zrozumienia, aby śmierć – jeśli przychodzi – nie była obciążona niezrozumiałym znaczeniem oraz stawania przed Bogiem z pytaniem o przyczyny, o to co i dlaczego zaistniało jako pierwotna przyczyna uwikłań, na przestrzeni wszystkich wymiarów, pokoleń, czasów i nie tylko, a to wszystko w zależności i odpowiednio w niezależności od m.in. woli, wytycznych, opinii, działań, poleceń, postanowień, podpowiedzi, inspiracji, łask, szczodrości i odpowiednio ich braku ze strony m.in. naszych i cudzych wszelkiego rodzaju cudotwórców, uzdrowicieli, znachorów, bioenergoterapeutów, lekarzy ciała i Duszy, od cudownych boskich uzdrowień, od właścicieli, zarządców i struktur różnych praktyk inicjacyjnych m.in. religijnych oraz Reiki, od wiedźm, magów, szamanów, wizjonerów, wyroczni, od znaków na niebie i ziemi, od czarownic, czarowników, od magii, od żywiołów, joginów, tantryków, i nie tylko oraz naszego a przez nas cudzego doświadczania tego wszelkich skutków
6. oraz naszego a przez nas cudzego z wszelkich przyczyn, wszelkimi sposobami m.in. bycia tymi, którzy w obliczu choroby raka u własnego dziecka, zostają brutalnie skonfrontowani z doświadczeniem absolutnej bezradności – takiej, w której nie działa medycyna, miłość, ani wysiłek, ani poświęcenie, ani „dobre intencje”; odpowiednio zderzania się z cierpieniem dziecka – istoty niewinnej, co uruchamia w psychice pytania, których wcześniej nie było jak postawić, ani wypowiedzieć – pytania o sens życia, śmierci, sprawiedliwości i granic odpowiedzialności; odpowiednio aktywowania się w rodzicach głębokiego, często nieuświadomionego poczucia winy egzystencjalnej – nie dlatego, że coś zrobili, lecz dlatego, że nie są w stanie ochronić, ani nie wiedzą co jeszcze mogli uczynić; odpowiednio przeżywania choroby dziecka jako oskarżenia wobec siebie: „jeśli dziecko cierpi, to znaczy, że świat jest okrutny, albo ja jestem niewystarczający”, albo ,,że moja wina jest bezsporna, choć dla mnie jeszcze ukryta; odpowiednio uruchamiania się zbiorowych, rodzinnych, a zwłaszcza karmicznych obrazów i wspomnień przemocy, śmierci, wojny, systemowego niszczenia życia – nie tylko jako konkretnej winy, lecz jako cienia ludzkości, z którym rodzic nigdy wcześniej nie musiał stanąć twarzą w twarz; odpowiednio rzucania tego cienia historii na siebie lub na los dziecka, kiedy psychika nie ma innego miejsca, w którym mogłaby pomieścić ogrom bólu, absurdu i niesprawiedliwości; odpowiednio próbowania nadać sens temu, jedynie poprzez narracje karmiczne, duchowe, historyczne, oraz rozpoznania nieuświadomionego konfliktu pomiędzy miłością do dziecka a przerażeniem wobec jego cierpienia i śmierci, które rodzą wewnętrzne rozszczepienie: „nie chcę na to patrzeć” i jednocześnie „muszę na to patrzeć”; odpowiednio doświadczania, że dziecko, a zwłaszcza jego Dusza, swoją chorobą nie tylko „naucza” i „rozlicza”, ale też obnaża granice ludzkiej kontroli, sprawczości i narracji o sensie obecnych i dawno minionych działań; oraz nierozpoznania, że dziecko nie musi, ale może nieść kamiczną winę lub przekaz, a rodzic styka się z własnym cieniem i karmą Duszy, z lękiem przed śmiercią, z własną opowieścią o przemocy świata; odpowiednio oddawania Bogu dawcy wszelkiego życia projekcji winy, sensu i rozliczeń, które zostały nałożone na dziecko i na rodziców w potrzebie zrozumienia, aby śmierć – jeśli przychodzi – nie była obciążona niezrozumiałym znaczeniem oraz stawania przed Bogiem z pytaniem o przyczyny, o to co i dlaczego zaistniało jako pierwotna przyczyna uwikłań, na przestrzeni wszystkich wymiarów, pokoleń, czasów i nie tylko, a to wszystko w zależności i odpowiednio w niezależności od m.in. woli, wytycznych, opinii, działań, poleceń, postanowień, podpowiedzi, inspiracji, łask, szczodrości i odpowiednio ich braku ze strony m.in. wszelkich oświeconych, oświecających, wybielających i odpowiednio zaczerniających siebie i innych m.in. ludzi, Dusz, istot, części naszej i cudzej Duszy i istoty, od tych dążących do nirwany, do zbawienia, wyzwolenia, odkupienia osiągających je, od wielbicieli i twórców wszelkich kompresji astralnych, wszelkich niebios, piekieł, rajów, czyśćców, światów astralnych i nie tylko oraz naszego a przez nas cudzego doświadczania tego wszelkich skutków
7. oraz naszego a przez nas cudzego z wszelkich przyczyn, wszelkimi sposobami m.in. bycia tymi, którzy w obliczu choroby raka u własnego dziecka, zostają brutalnie skonfrontowani z doświadczeniem absolutnej bezradności – takiej, w której nie działa medycyna, miłość, ani wysiłek, ani poświęcenie, ani „dobre intencje”; odpowiednio zderzania się z cierpieniem dziecka – istoty niewinnej, co uruchamia w psychice pytania, których wcześniej nie było jak postawić, ani wypowiedzieć – pytania o sens życia, śmierci, sprawiedliwości i granic odpowiedzialności; odpowiednio aktywowania się w rodzicach głębokiego, często nieuświadomionego poczucia winy egzystencjalnej – nie dlatego, że coś zrobili, lecz dlatego, że nie są w stanie ochronić, ani nie wiedzą co jeszcze mogli uczynić; odpowiednio przeżywania choroby dziecka jako oskarżenia wobec siebie: „jeśli dziecko cierpi, to znaczy, że świat jest okrutny, albo ja jestem niewystarczający”, albo ,,że moja wina jest bezsporna, choć dla mnie jeszcze ukryta; odpowiednio uruchamiania się zbiorowych, rodzinnych, a zwłaszcza karmicznych obrazów i wspomnień przemocy, śmierci, wojny, systemowego niszczenia życia – nie tylko jako konkretnej winy, lecz jako cienia ludzkości, z którym rodzic nigdy wcześniej nie musiał stanąć twarzą w twarz; odpowiednio rzucania tego cienia historii na siebie lub na los dziecka, kiedy psychika nie ma innego miejsca, w którym mogłaby pomieścić ogrom bólu, absurdu i niesprawiedliwości; odpowiednio próbowania nadać sens temu, jedynie poprzez narracje karmiczne, duchowe, historyczne, oraz rozpoznania nieuświadomionego konfliktu pomiędzy miłością do dziecka a przerażeniem wobec jego cierpienia i śmierci, które rodzą wewnętrzne rozszczepienie: „nie chcę na to patrzeć” i jednocześnie „muszę na to patrzeć”; odpowiednio doświadczania, że dziecko, a zwłaszcza jego Dusza, swoją chorobą nie tylko „naucza” i „rozlicza”, ale też obnaża granice ludzkiej kontroli, sprawczości i narracji o sensie obecnych i dawno minionych działań; oraz nierozpoznania, że dziecko nie musi, ale może nieść kamiczną winę lub przekaz, a rodzic styka się z własnym cieniem i karmą Duszy, z lękiem przed śmiercią, z własną opowieścią o przemocy świata; odpowiednio oddawania Bogu dawcy wszelkiego życia projekcji winy, sensu i rozliczeń, które zostały nałożone na dziecko i na rodziców w potrzebie zrozumienia, aby śmierć – jeśli przychodzi – nie była obciążona niezrozumiałym znaczeniem oraz stawania przed Bogiem z pytaniem o przyczyny, o to co i dlaczego zaistniało jako pierwotna przyczyna uwikłań, na przestrzeni wszystkich wymiarów, pokoleń, czasów i nie tylko, a to wszystko w zależności i odpowiednio w niezależności od m.in. woli, wytycznych, opinii, działań, poleceń, postanowień, podpowiedzi, inspiracji, łask, szczodrości i odpowiednio ich braku ze strony m.in. wszelkich ateistów, agnostyków, heretyków, wyznawców bahaizmu, religii plemiennych, wielobustwa, animizmu, totemizmu, taoizmu, shinto, sikhizmu, dżinizmu, ahinsa, ayyavazhi, wyznawców Wicca, wyznawców buddyzmu, druidyzmu, voodoo, theravady, mahajany, chan, zen, son, amidyzmu, Szkoły Czystej Krainy, tendai, shingon, buddyzmu tybetańskiego, ningma, kagju, sakja, dzionangu, gelug, Bon i nie tylko oraz od ich kapłanów, twórców, wyznawców, promotorów i nie tylko oraz naszego a przez nas cudzego doświadczania tego wszelkich skutków
8. oraz naszego a przez nas cudzego z wszelkich przyczyn, wszelkimi sposobami m.in. bycia tymi, którzy w obliczu choroby raka u własnego dziecka, zostają brutalnie skonfrontowani z doświadczeniem absolutnej bezradności – takiej, w której nie działa medycyna, miłość, ani wysiłek, ani poświęcenie, ani „dobre intencje”; odpowiednio zderzania się z cierpieniem dziecka – istoty niewinnej, co uruchamia w psychice pytania, których wcześniej nie było jak postawić, ani wypowiedzieć – pytania o sens życia, śmierci, sprawiedliwości i granic odpowiedzialności; odpowiednio aktywowania się w rodzicach głębokiego, często nieuświadomionego poczucia winy egzystencjalnej – nie dlatego, że coś zrobili, lecz dlatego, że nie są w stanie ochronić, ani nie wiedzą co jeszcze mogli uczynić; odpowiednio przeżywania choroby dziecka jako oskarżenia wobec siebie: „jeśli dziecko cierpi, to znaczy, że świat jest okrutny, albo ja jestem niewystarczający”, albo ,,że moja wina jest bezsporna, choć dla mnie jeszcze ukryta; odpowiednio uruchamiania się zbiorowych, rodzinnych, a zwłaszcza karmicznych obrazów i wspomnień przemocy, śmierci, wojny, systemowego niszczenia życia – nie tylko jako konkretnej winy, lecz jako cienia ludzkości, z którym rodzic nigdy wcześniej nie musiał stanąć twarzą w twarz; odpowiednio rzucania tego cienia historii na siebie lub na los dziecka, kiedy psychika nie ma innego miejsca, w którym mogłaby pomieścić ogrom bólu, absurdu i niesprawiedliwości; odpowiednio próbowania nadać sens temu, jedynie poprzez narracje karmiczne, duchowe, historyczne, oraz rozpoznania nieuświadomionego konfliktu pomiędzy miłością do dziecka a przerażeniem wobec jego cierpienia i śmierci, które rodzą wewnętrzne rozszczepienie: „nie chcę na to patrzeć” i jednocześnie „muszę na to patrzeć”; odpowiednio doświadczania, że dziecko, a zwłaszcza jego Dusza, swoją chorobą nie tylko „naucza” i „rozlicza”, ale też obnaża granice ludzkiej kontroli, sprawczości i narracji o sensie obecnych i dawno minionych działań; oraz nierozpoznania, że dziecko nie musi, ale może nieść kamiczną winę lub przekaz, a rodzic styka się z własnym cieniem i karmą Duszy, z lękiem przed śmiercią, z własną opowieścią o przemocy świata; odpowiednio oddawania Bogu dawcy wszelkiego życia projekcji winy, sensu i rozliczeń, które zostały nałożone na dziecko i na rodziców w potrzebie zrozumienia, aby śmierć – jeśli przychodzi – nie była obciążona niezrozumiałym znaczeniem oraz stawania przed Bogiem z pytaniem o przyczyny, o to co i dlaczego zaistniało jako pierwotna przyczyna uwikłań, na przestrzeni wszystkich wymiarów, pokoleń, czasów i nie tylko, a to wszystko w zależności i odpowiednio w niezależności od m.in. woli, wytycznych, opinii, działań, poleceń, postanowień, podpowiedzi, inspiracji, łask, szczodrości i odpowiednio ich braku ze strony m.in. Jezusa, Apostołów, ojców kościoła, Wszystkich Świętych, Ojcze Nasz, Ducha Świętego, jak również m.in. wyznawców, twórców, kapłanów i zarządców wszelkich sekt chrześcijańskich m.in. starokatolicyzmu, kościołów utrechckich, kościołów narodowych, mariawityzmu, katolicyzmu, wschodniego katolicyzmu, grekokatolicyzmu, kościoła rzymskokatolickiego, sedewakantyzmu, konklawizmu, palmariznizmu, lefebrystów, anglikanizmu, prawosławia, od kościołów bizantyjskich, cerkwi prawosławnych, staroobrzędowców, popowców, bezpopowców, skopców, starokalendarzowców, kościołów orientalnych, koptów, Syryjczyków, kościołów asyryjskich, adwentystów, milleryzmu, anabaptyzmu, wyznawców arianizmu, baptyzmu, braci morawskich, braci polymuckich, husytyzmu, kalwinizmu, kongregacjonizmu, prezbiterianizmu, kwakrów, luteranizmu, monnonityzmu, metodyzmu, pentekostalizmu, salwacjonizmu, unitarianizmu, waldensów, amiszów, restoracjoizmu, ruchu babackiego, Świadków Jehowy, Zrzeszenia Wolnych Badaczy Pisma Świętego, Świętych Ruchów Misyjnych, wyznawców unitaryzmu, mormonów, Kościołów Jezusa Chrystusa w Dniach ostatnich, Społeczności Chrystusa, afrochrześcijaństwa jak aladury, harrizmu, kimbangizmu, lumby i nie tylko oraz naszego a przez nas cudzego doświadczania tego wszelkich skutków
9. oraz naszego a przez nas cudzego z wszelkich przyczyn, wszelkimi sposobami m.in. bycia tymi, którzy w obliczu choroby raka u własnego dziecka, zostają brutalnie skonfrontowani z doświadczeniem absolutnej bezradności – takiej, w której nie działa medycyna, miłość, ani wysiłek, ani poświęcenie, ani „dobre intencje”; odpowiednio zderzania się z cierpieniem dziecka – istoty niewinnej, co uruchamia w psychice pytania, których wcześniej nie było jak postawić, ani wypowiedzieć – pytania o sens życia, śmierci, sprawiedliwości i granic odpowiedzialności; odpowiednio aktywowania się w rodzicach głębokiego, często nieuświadomionego poczucia winy egzystencjalnej – nie dlatego, że coś zrobili, lecz dlatego, że nie są w stanie ochronić, ani nie wiedzą co jeszcze mogli uczynić; odpowiednio przeżywania choroby dziecka jako oskarżenia wobec siebie: „jeśli dziecko cierpi, to znaczy, że świat jest okrutny, albo ja jestem niewystarczający”, albo ,,że moja wina jest bezsporna, choć dla mnie jeszcze ukryta; odpowiednio uruchamiania się zbiorowych, rodzinnych, a zwłaszcza karmicznych obrazów i wspomnień przemocy, śmierci, wojny, systemowego niszczenia życia – nie tylko jako konkretnej winy, lecz jako cienia ludzkości, z którym rodzic nigdy wcześniej nie musiał stanąć twarzą w twarz; odpowiednio rzucania tego cienia historii na siebie lub na los dziecka, kiedy psychika nie ma innego miejsca, w którym mogłaby pomieścić ogrom bólu, absurdu i niesprawiedliwości; odpowiednio próbowania nadać sens temu, jedynie poprzez narracje karmiczne, duchowe, historyczne, oraz rozpoznania nieuświadomionego konfliktu pomiędzy miłością do dziecka a przerażeniem wobec jego cierpienia i śmierci, które rodzą wewnętrzne rozszczepienie: „nie chcę na to patrzeć” i jednocześnie „muszę na to patrzeć”; odpowiednio doświadczania, że dziecko, a zwłaszcza jego Dusza, swoją chorobą nie tylko „naucza” i „rozlicza”, ale też obnaża granice ludzkiej kontroli, sprawczości i narracji o sensie obecnych i dawno minionych działań; oraz nierozpoznania, że dziecko nie musi, ale może nieść kamiczną winę lub przekaz, a rodzic styka się z własnym cieniem i karmą Duszy, z lękiem przed śmiercią, z własną opowieścią o przemocy świata; odpowiednio oddawania Bogu dawcy wszelkiego życia projekcji winy, sensu i rozliczeń, które zostały nałożone na dziecko i na rodziców w potrzebie zrozumienia, aby śmierć – jeśli przychodzi – nie była obciążona niezrozumiałym znaczeniem oraz stawania przed Bogiem z pytaniem o przyczyny, o to co i dlaczego zaistniało jako pierwotna przyczyna uwikłań, na przestrzeni wszystkich wymiarów, pokoleń, czasów i nie tylko, a to wszystko w zależności i odpowiednio w niezależności od m.in. woli, wytycznych, opinii, działań, poleceń, postanowień, podpowiedzi, inspiracji, łask, szczodrości i odpowiednio ich braku ze strony m.in. wyznawców, twórców, kapłanów i zarządców m.in. dżinizmu, digambarów, sthankawasi, śwetambarów, gnostyków, wyznawców manicheizmu, mandeizmu, ze strony wszelkich odłamów i sekt Wisznu, wiszniuzmu, krysznaizmu, śiwaizmu, lingajatów, śaktyzmu, mazdaizmu, religii perskich, mazdakizmu, mitraizmu i nie tylko oraz naszego a przez nas cudzego doświadczania tego wszelkich skutków
10. oraz naszego a przez nas cudzego z wszelkich przyczyn, wszelkimi sposobami m.in. bycia tymi, którzy w obliczu choroby raka u własnego dziecka, zostają brutalnie skonfrontowani z doświadczeniem absolutnej bezradności – takiej, w której nie działa medycyna, miłość, ani wysiłek, ani poświęcenie, ani „dobre intencje”; odpowiednio zderzania się z cierpieniem dziecka – istoty niewinnej, co uruchamia w psychice pytania, których wcześniej nie było jak postawić, ani wypowiedzieć – pytania o sens życia, śmierci, sprawiedliwości i granic odpowiedzialności; odpowiednio aktywowania się w rodzicach głębokiego, często nieuświadomionego poczucia winy egzystencjalnej – nie dlatego, że coś zrobili, lecz dlatego, że nie są w stanie ochronić, ani nie wiedzą co jeszcze mogli uczynić; odpowiednio przeżywania choroby dziecka jako oskarżenia wobec siebie: „jeśli dziecko cierpi, to znaczy, że świat jest okrutny, albo ja jestem niewystarczający”, albo ,,że moja wina jest bezsporna, choć dla mnie jeszcze ukryta; odpowiednio uruchamiania się zbiorowych, rodzinnych, a zwłaszcza karmicznych obrazów i wspomnień przemocy, śmierci, wojny, systemowego niszczenia życia – nie tylko jako konkretnej winy, lecz jako cienia ludzkości, z którym rodzic nigdy wcześniej nie musiał stanąć twarzą w twarz; odpowiednio rzucania tego cienia historii na siebie lub na los dziecka, kiedy psychika nie ma innego miejsca, w którym mogłaby pomieścić ogrom bólu, absurdu i niesprawiedliwości; odpowiednio próbowania nadać sens temu, jedynie poprzez narracje karmiczne, duchowe, historyczne, oraz rozpoznania nieuświadomionego konfliktu pomiędzy miłością do dziecka a przerażeniem wobec jego cierpienia i śmierci, które rodzą wewnętrzne rozszczepienie: „nie chcę na to patrzeć” i jednocześnie „muszę na to patrzeć”; odpowiednio doświadczania, że dziecko, a zwłaszcza jego Dusza, swoją chorobą nie tylko „naucza” i „rozlicza”, ale też obnaża granice ludzkiej kontroli, sprawczości i narracji o sensie obecnych i dawno minionych działań; oraz nierozpoznania, że dziecko nie musi, ale może nieść kamiczną winę lub przekaz, a rodzic styka się z własnym cieniem i karmą Duszy, z lękiem przed śmiercią, z własną opowieścią o przemocy świata; odpowiednio oddawania Bogu dawcy wszelkiego życia projekcji winy, sensu i rozliczeń, które zostały nałożone na dziecko i na rodziców w potrzebie zrozumienia, aby śmierć – jeśli przychodzi – nie była obciążona niezrozumiałym znaczeniem oraz stawania przed Bogiem z pytaniem o przyczyny, o to co i dlaczego zaistniało jako pierwotna przyczyna uwikłań, na przestrzeni wszystkich wymiarów, pokoleń, czasów i nie tylko, a to wszystko w zależności i odpowiednio w niezależności od m.in. woli, wytycznych, opinii, działań, poleceń, postanowień, podpowiedzi, inspiracji, łask, szczodrości i odpowiednio ich braku ze strony wyznawców, twórców, kapłanów i zarządców świata Islamu m.in. alawitów, alewitów, charydżytów, sunnitów, szyitów, immaitów, ismalitów, zajdytów, wyznawców sufizmu, Ahmadiyya, czarnego islamu, Maurów, Narodu islamu, drudyzmu, ahl-e-hakk, zikrytów, skrypturalizmu, koranizmu, jezydyzmu i nie tylko oraz naszego a przez nas cudzego doświadczania tego wszelkich skutków
11. oraz naszego a przez nas cudzego z wszelkich przyczyn, wszelkimi sposobami m.in. bycia tymi, którzy w obliczu choroby raka u własnego dziecka, zostają brutalnie skonfrontowani z doświadczeniem absolutnej bezradności – takiej, w której nie działa medycyna, miłość, ani wysiłek, ani poświęcenie, ani „dobre intencje”; odpowiednio zderzania się z cierpieniem dziecka – istoty niewinnej, co uruchamia w psychice pytania, których wcześniej nie było jak postawić, ani wypowiedzieć – pytania o sens życia, śmierci, sprawiedliwości i granic odpowiedzialności; odpowiednio aktywowania się w rodzicach głębokiego, często nieuświadomionego poczucia winy egzystencjalnej – nie dlatego, że coś zrobili, lecz dlatego, że nie są w stanie ochronić, ani nie wiedzą co jeszcze mogli uczynić; odpowiednio przeżywania choroby dziecka jako oskarżenia wobec siebie: „jeśli dziecko cierpi, to znaczy, że świat jest okrutny, albo ja jestem niewystarczający”, albo ,,że moja wina jest bezsporna, choć dla mnie jeszcze ukryta; odpowiednio uruchamiania się zbiorowych, rodzinnych, a zwłaszcza karmicznych obrazów i wspomnień przemocy, śmierci, wojny, systemowego niszczenia życia – nie tylko jako konkretnej winy, lecz jako cienia ludzkości, z którym rodzic nigdy wcześniej nie musiał stanąć twarzą w twarz; odpowiednio rzucania tego cienia historii na siebie lub na los dziecka, kiedy psychika nie ma innego miejsca, w którym mogłaby pomieścić ogrom bólu, absurdu i niesprawiedliwości; odpowiednio próbowania nadać sens temu, jedynie poprzez narracje karmiczne, duchowe, historyczne, oraz rozpoznania nieuświadomionego konfliktu pomiędzy miłością do dziecka a przerażeniem wobec jego cierpienia i śmierci, które rodzą wewnętrzne rozszczepienie: „nie chcę na to patrzeć” i jednocześnie „muszę na to patrzeć”; odpowiednio doświadczania, że dziecko, a zwłaszcza jego Dusza, swoją chorobą nie tylko „naucza” i „rozlicza”, ale też obnaża granice ludzkiej kontroli, sprawczości i narracji o sensie obecnych i dawno minionych działań; oraz nierozpoznania, że dziecko nie musi, ale może nieść kamiczną winę lub przekaz, a rodzic styka się z własnym cieniem i karmą Duszy, z lękiem przed śmiercią, z własną opowieścią o przemocy świata; odpowiednio oddawania Bogu dawcy wszelkiego życia projekcji winy, sensu i rozliczeń, które zostały nałożone na dziecko i na rodziców w potrzebie zrozumienia, aby śmierć – jeśli przychodzi – nie była obciążona niezrozumiałym znaczeniem oraz stawania przed Bogiem z pytaniem o przyczyny, o to co i dlaczego zaistniało jako pierwotna przyczyna uwikłań, na przestrzeni wszystkich wymiarów, pokoleń, czasów i nie tylko, a to wszystko w zależności i odpowiednio w niezależności od m.in. woli, wytycznych, opinii, działań, poleceń, postanowień, podpowiedzi, inspiracji, łask, szczodrości i odpowiednio ich braku ze strony m.in. promotorów, twórców, kapłanów i wyznawców wszelkich sekt i frakcji judaizmu: m.in. felaszów zwanych czarnymi żydami, judaizmu mesjanistycznego a w tym chasydzkiego, judaizmu konserwatywnego, ortodoksyjnego, postępowego, rekonstrukcjonistycznego, karaimizmu, mozaizmu, samarytanizmu i nie tylko oraz naszego a przez nas cudzego doświadczania tego wszelkich skutków
12. oraz naszego a przez nas cudzego z wszelkich przyczyn, wszelkimi sposobami m.in. bycia tymi, którzy w obliczu choroby raka u własnego dziecka, zostają brutalnie skonfrontowani z doświadczeniem absolutnej bezradności – takiej, w której nie działa medycyna, miłość, ani wysiłek, ani poświęcenie, ani „dobre intencje”; odpowiednio zderzania się z cierpieniem dziecka – istoty niewinnej, co uruchamia w psychice pytania, których wcześniej nie było jak postawić, ani wypowiedzieć – pytania o sens życia, śmierci, sprawiedliwości i granic odpowiedzialności; odpowiednio aktywowania się w rodzicach głębokiego, często nieuświadomionego poczucia winy egzystencjalnej – nie dlatego, że coś zrobili, lecz dlatego, że nie są w stanie ochronić, ani nie wiedzą co jeszcze mogli uczynić; odpowiednio przeżywania choroby dziecka jako oskarżenia wobec siebie: „jeśli dziecko cierpi, to znaczy, że świat jest okrutny, albo ja jestem niewystarczający”, albo ,,że moja wina jest bezsporna, choć dla mnie jeszcze ukryta; odpowiednio uruchamiania się zbiorowych, rodzinnych, a zwłaszcza karmicznych obrazów i wspomnień przemocy, śmierci, wojny, systemowego niszczenia życia – nie tylko jako konkretnej winy, lecz jako cienia ludzkości, z którym rodzic nigdy wcześniej nie musiał stanąć twarzą w twarz; odpowiednio rzucania tego cienia historii na siebie lub na los dziecka, kiedy psychika nie ma innego miejsca, w którym mogłaby pomieścić ogrom bólu, absurdu i niesprawiedliwości; odpowiednio próbowania nadać sens temu, jedynie poprzez narracje karmiczne, duchowe, historyczne, oraz rozpoznania nieuświadomionego konfliktu pomiędzy miłością do dziecka a przerażeniem wobec jego cierpienia i śmierci, które rodzą wewnętrzne rozszczepienie: „nie chcę na to patrzeć” i jednocześnie „muszę na to patrzeć”; odpowiednio doświadczania, że dziecko, a zwłaszcza jego Dusza, swoją chorobą nie tylko „naucza” i „rozlicza”, ale też obnaża granice ludzkiej kontroli, sprawczości i narracji o sensie obecnych i dawno minionych działań; oraz nierozpoznania, że dziecko nie musi, ale może nieść kamiczną winę lub przekaz, a rodzic styka się z własnym cieniem i karmą Duszy, z lękiem przed śmiercią, z własną opowieścią o przemocy świata; odpowiednio oddawania Bogu dawcy wszelkiego życia projekcji winy, sensu i rozliczeń, które zostały nałożone na dziecko i na rodziców w potrzebie zrozumienia, aby śmierć – jeśli przychodzi – nie była obciążona niezrozumiałym znaczeniem oraz stawania przed Bogiem z pytaniem o przyczyny, o to co i dlaczego zaistniało jako pierwotna przyczyna uwikłań, na przestrzeni wszystkich wymiarów, pokoleń, czasów i nie tylko, a to wszystko w zależności i odpowiednio w niezależności od m.in. woli, wytycznych, opinii, działań, poleceń, postanowień, podpowiedzi, inspiracji, łask, szczodrości i odpowiednio ich braku ze strony m.in. twórców, organizatorów, zarządców i wyznawców tzw. nowych ruchów religijnych jak babizmu, bahaizmu, czeondoizmu, kaodaizmu, szejkersów, Kultów cargo, Falun Gong, Modekngei, New Age, Realizm, Rastafari, Scjentologi, Metody Quan Yin, Wicca, „Jam Jest”, Asatriuzmu, Hellenizmu, Słowanowierstwa, Inteligentnej Jogi Międzynarodowej, Medytacji Transcendentalnej, Misji Boskiego Światła, Międzynarodowego Towarzystwa Świadomości Kryszny, Neo-Sannyasmu (Osho), Radha Soami, Sathya Sai Baby, Swaminaryan Faith, Harrizmu, konfucjanizmu, santerii, sikhizmu, shinto, taoizmu, zaratusztrianizmu i nie tylko oraz naszego a przez nas cudzego doświadczania tego wszelkich skutków
13 oraz naszego a przez nas cudzego z wszelkich przyczyn, wszelkimi sposobami m.in. bycia tymi, którzy w obliczu choroby raka u własnego dziecka, zostają brutalnie skonfrontowani z doświadczeniem absolutnej bezradności – takiej, w której nie działa medycyna, miłość, ani wysiłek, ani poświęcenie, ani „dobre intencje”; odpowiednio zderzania się z cierpieniem dziecka – istoty niewinnej, co uruchamia w psychice pytania, których wcześniej nie było jak postawić, ani wypowiedzieć – pytania o sens życia, śmierci, sprawiedliwości i granic odpowiedzialności; odpowiednio aktywowania się w rodzicach głębokiego, często nieuświadomionego poczucia winy egzystencjalnej – nie dlatego, że coś zrobili, lecz dlatego, że nie są w stanie ochronić, ani nie wiedzą co jeszcze mogli uczynić; odpowiednio przeżywania choroby dziecka jako oskarżenia wobec siebie: „jeśli dziecko cierpi, to znaczy, że świat jest okrutny, albo ja jestem niewystarczający”, albo ,,że moja wina jest bezsporna, choć dla mnie jeszcze ukryta; odpowiednio uruchamiania się zbiorowych, rodzinnych, a zwłaszcza karmicznych obrazów i wspomnień przemocy, śmierci, wojny, systemowego niszczenia życia – nie tylko jako konkretnej winy, lecz jako cienia ludzkości, z którym rodzic nigdy wcześniej nie musiał stanąć twarzą w twarz; odpowiednio rzucania tego cienia historii na siebie lub na los dziecka, kiedy psychika nie ma innego miejsca, w którym mogłaby pomieścić ogrom bólu, absurdu i niesprawiedliwości; odpowiednio próbowania nadać sens temu, jedynie poprzez narracje karmiczne, duchowe, historyczne, oraz rozpoznania nieuświadomionego konfliktu pomiędzy miłością do dziecka a przerażeniem wobec jego cierpienia i śmierci, które rodzą wewnętrzne rozszczepienie: „nie chcę na to patrzeć” i jednocześnie „muszę na to patrzeć”; odpowiednio doświadczania, że dziecko, a zwłaszcza jego Dusza, swoją chorobą nie tylko „naucza” i „rozlicza”, ale też obnaża granice ludzkiej kontroli, sprawczości i narracji o sensie obecnych i dawno minionych działań; oraz nierozpoznania, że dziecko nie musi, ale może nieść kamiczną winę lub przekaz, a rodzic styka się z własnym cieniem i karmą Duszy, z lękiem przed śmiercią, z własną opowieścią o przemocy świata; odpowiednio oddawania Bogu dawcy wszelkiego życia projekcji winy, sensu i rozliczeń, które zostały nałożone na dziecko i na rodziców w potrzebie zrozumienia, aby śmierć – jeśli przychodzi – nie była obciążona niezrozumiałym znaczeniem oraz stawania przed Bogiem z pytaniem o przyczyny, o to co i dlaczego zaistniało jako pierwotna przyczyna uwikłań, na przestrzeni wszystkich wymiarów, pokoleń, czasów i nie tylko, a to wszystko w zależności i odpowiednio w niezależności od m.in. woli, wytycznych, opinii, działań, poleceń, postanowień, podpowiedzi, inspiracji, łask, szczodrości i odpowiednio ich braku ze strony promotorów, twórców, kapłanów i wyznawców wszelkich sekt i frakcji m.in. religii oraz mieszkańców Superkontynentów, kontynentów oraz prehistorycznych krain takich jak m.in., jak Pangea, Gondwana, Atlantyda, Lemuria, Mu, Gobi, religii rodzimych Afryki, Australii, Oceanii, Azji, Europy, obu Ameryk i innych miejsc na Ziemi, i nie tylko oraz naszego a przez nas cudzego doświadczania tego wszelkich skutków
14. oraz naszego a przez nas cudzego z wszelkich przyczyn, wszelkimi sposobami m.in. bycia tymi, którzy w obliczu choroby raka u własnego dziecka, zostają brutalnie skonfrontowani z doświadczeniem absolutnej bezradności – takiej, w której nie działa medycyna, miłość, ani wysiłek, ani poświęcenie, ani „dobre intencje”; odpowiednio zderzania się z cierpieniem dziecka – istoty niewinnej, co uruchamia w psychice pytania, których wcześniej nie było jak postawić, ani wypowiedzieć – pytania o sens życia, śmierci, sprawiedliwości i granic odpowiedzialności; odpowiednio aktywowania się w rodzicach głębokiego, często nieuświadomionego poczucia winy egzystencjalnej – nie dlatego, że coś zrobili, lecz dlatego, że nie są w stanie ochronić, ani nie wiedzą co jeszcze mogli uczynić; odpowiednio przeżywania choroby dziecka jako oskarżenia wobec siebie: „jeśli dziecko cierpi, to znaczy, że świat jest okrutny, albo ja jestem niewystarczający”, albo ,,że moja wina jest bezsporna, choć dla mnie jeszcze ukryta; odpowiednio uruchamiania się zbiorowych, rodzinnych, a zwłaszcza karmicznych obrazów i wspomnień przemocy, śmierci, wojny, systemowego niszczenia życia – nie tylko jako konkretnej winy, lecz jako cienia ludzkości, z którym rodzic nigdy wcześniej nie musiał stanąć twarzą w twarz; odpowiednio rzucania tego cienia historii na siebie lub na los dziecka, kiedy psychika nie ma innego miejsca, w którym mogłaby pomieścić ogrom bólu, absurdu i niesprawiedliwości; odpowiednio próbowania nadać sens temu, jedynie poprzez narracje karmiczne, duchowe, historyczne, oraz rozpoznania nieuświadomionego konfliktu pomiędzy miłością do dziecka a przerażeniem wobec jego cierpienia i śmierci, które rodzą wewnętrzne rozszczepienie: „nie chcę na to patrzeć” i jednocześnie „muszę na to patrzeć”; odpowiednio doświadczania, że dziecko, a zwłaszcza jego Dusza, swoją chorobą nie tylko „naucza” i „rozlicza”, ale też obnaża granice ludzkiej kontroli, sprawczości i narracji o sensie obecnych i dawno minionych działań; oraz nierozpoznania, że dziecko nie musi, ale może nieść kamiczną winę lub przekaz, a rodzic styka się z własnym cieniem i karmą Duszy, z lękiem przed śmiercią, z własną opowieścią o przemocy świata; odpowiednio oddawania Bogu dawcy wszelkiego życia projekcji winy, sensu i rozliczeń, które zostały nałożone na dziecko i na rodziców w potrzebie zrozumienia, aby śmierć – jeśli przychodzi – nie była obciążona niezrozumiałym znaczeniem oraz stawania przed Bogiem z pytaniem o przyczyny, o to co i dlaczego zaistniało jako pierwotna przyczyna uwikłań, na przestrzeni wszystkich wymiarów, pokoleń, czasów i nie tylko, a to wszystko w zależności i odpowiednio w niezależności od m.in. woli, wytycznych, opinii, działań, poleceń, postanowień, podpowiedzi, inspiracji, łask, szczodrości i odpowiednio ich braku ze strony m.in. wszelkiego rodzaju m.in. tyranów, despotów, socjopatów, katów, terrorystów, szantażystów, sędziów, prawników, prokuratorów, oskarżycieli, panów, władców, zwierzchników, przełożonych, pracodawców, współpracowników, klientów, płatników, manipulatorów, hipnotyzerów, królów, książąt, dworów, doradców, posłańców, notariuszy, sekretarzy, władzy państwowej, religijnej, oraz ze strony wszelkich twórców, promotorów rozmaitych destrukcyjnych wynalazków i praktyk a w tym takich jak wszczepienne substancje, wirusy, pasożyty, bio-roboty, artefakty, jak gry i zabawy takie jak Jumanji, Kamienie Nieskończoności, Pierścienie władzy i nie tylko oraz naszego a przez nas cudzego doświadczania tego wszelkich skutków
15. oraz naszego a przez nas cudzego z wszelkich przyczyn, wszelkimi sposobami m.in. bycia tymi, którzy w obliczu choroby raka u własnego dziecka, zostają brutalnie skonfrontowani z doświadczeniem absolutnej bezradności – takiej, w której nie działa medycyna, miłość, ani wysiłek, ani poświęcenie, ani „dobre intencje”; odpowiednio zderzania się z cierpieniem dziecka – istoty niewinnej, co uruchamia w psychice pytania, których wcześniej nie było jak postawić, ani wypowiedzieć – pytania o sens życia, śmierci, sprawiedliwości i granic odpowiedzialności; odpowiednio aktywowania się w rodzicach głębokiego, często nieuświadomionego poczucia winy egzystencjalnej – nie dlatego, że coś zrobili, lecz dlatego, że nie są w stanie ochronić, ani nie wiedzą co jeszcze mogli uczynić; odpowiednio przeżywania choroby dziecka jako oskarżenia wobec siebie: „jeśli dziecko cierpi, to znaczy, że świat jest okrutny, albo ja jestem niewystarczający”, albo ,,że moja wina jest bezsporna, choć dla mnie jeszcze ukryta; odpowiednio uruchamiania się zbiorowych, rodzinnych, a zwłaszcza karmicznych obrazów i wspomnień przemocy, śmierci, wojny, systemowego niszczenia życia – nie tylko jako konkretnej winy, lecz jako cienia ludzkości, z którym rodzic nigdy wcześniej nie musiał stanąć twarzą w twarz; odpowiednio rzucania tego cienia historii na siebie lub na los dziecka, kiedy psychika nie ma innego miejsca, w którym mogłaby pomieścić ogrom bólu, absurdu i niesprawiedliwości; odpowiednio próbowania nadać sens temu, jedynie poprzez narracje karmiczne, duchowe, historyczne, oraz rozpoznania nieuświadomionego konfliktu pomiędzy miłością do dziecka a przerażeniem wobec jego cierpienia i śmierci, które rodzą wewnętrzne rozszczepienie: „nie chcę na to patrzeć” i jednocześnie „muszę na to patrzeć”; odpowiednio doświadczania, że dziecko, a zwłaszcza jego Dusza, swoją chorobą nie tylko „naucza” i „rozlicza”, ale też obnaża granice ludzkiej kontroli, sprawczości i narracji o sensie obecnych i dawno minionych działań; oraz nierozpoznania, że dziecko nie musi, ale może nieść kamiczną winę lub przekaz, a rodzic styka się z własnym cieniem i karmą Duszy, z lękiem przed śmiercią, z własną opowieścią o przemocy świata; odpowiednio oddawania Bogu dawcy wszelkiego życia projekcji winy, sensu i rozliczeń, które zostały nałożone na dziecko i na rodziców w potrzebie zrozumienia, aby śmierć – jeśli przychodzi – nie była obciążona niezrozumiałym znaczeniem oraz stawania przed Bogiem z pytaniem o przyczyny, o to co i dlaczego zaistniało jako pierwotna przyczyna uwikłań, na przestrzeni wszystkich wymiarów, pokoleń, czasów i nie tylko, a to wszystko w zależności i odpowiednio w niezależności od m.in. woli, wytycznych, opinii, działań, poleceń, postanowień, podpowiedzi, inspiracji, łask, szczodrości i odpowiednio ich braku ze strony m.in. wszelkich planet, konstelacji, kosmosu, gwiazd, księżyców, komet, asteroid, galaktyk, pyłu kosmicznego, czarnych dziur, słońc, ciał niebieskich od ich ruchów, położenia, oddziaływań oraz ich wszelkich m.in. właścicieli, zarządców, twórców, najemców, użytkowników i nie tylko oraz naszego a przez nas cudzego doświadczania tego wszelkich skutków
16. oraz naszego a przez nas cudzego z wszelkich przyczyn, wszelkimi sposobami m.in. bycia tymi, którzy w obliczu choroby raka u własnego dziecka, zostają brutalnie skonfrontowani z doświadczeniem absolutnej bezradności – takiej, w której nie działa medycyna, miłość, ani wysiłek, ani poświęcenie, ani „dobre intencje”; odpowiednio zderzania się z cierpieniem dziecka – istoty niewinnej, co uruchamia w psychice pytania, których wcześniej nie było jak postawić, ani wypowiedzieć – pytania o sens życia, śmierci, sprawiedliwości i granic odpowiedzialności; odpowiednio aktywowania się w rodzicach głębokiego, często nieuświadomionego poczucia winy egzystencjalnej – nie dlatego, że coś zrobili, lecz dlatego, że nie są w stanie ochronić, ani nie wiedzą co jeszcze mogli uczynić; odpowiednio przeżywania choroby dziecka jako oskarżenia wobec siebie: „jeśli dziecko cierpi, to znaczy, że świat jest okrutny, albo ja jestem niewystarczający”, albo ,,że moja wina jest bezsporna, choć dla mnie jeszcze ukryta; odpowiednio uruchamiania się zbiorowych, rodzinnych, a zwłaszcza karmicznych obrazów i wspomnień przemocy, śmierci, wojny, systemowego niszczenia życia – nie tylko jako konkretnej winy, lecz jako cienia ludzkości, z którym rodzic nigdy wcześniej nie musiał stanąć twarzą w twarz; odpowiednio rzucania tego cienia historii na siebie lub na los dziecka, kiedy psychika nie ma innego miejsca, w którym mogłaby pomieścić ogrom bólu, absurdu i niesprawiedliwości; odpowiednio próbowania nadać sens temu, jedynie poprzez narracje karmiczne, duchowe, historyczne, oraz rozpoznania nieuświadomionego konfliktu pomiędzy miłością do dziecka a przerażeniem wobec jego cierpienia i śmierci, które rodzą wewnętrzne rozszczepienie: „nie chcę na to patrzeć” i jednocześnie „muszę na to patrzeć”; odpowiednio doświadczania, że dziecko, a zwłaszcza jego Dusza, swoją chorobą nie tylko „naucza” i „rozlicza”, ale też obnaża granice ludzkiej kontroli, sprawczości i narracji o sensie obecnych i dawno minionych działań; oraz nierozpoznania, że dziecko nie musi, ale może nieść kamiczną winę lub przekaz, a rodzic styka się z własnym cieniem i karmą Duszy, z lękiem przed śmiercią, z własną opowieścią o przemocy świata; odpowiednio oddawania Bogu dawcy wszelkiego życia projekcji winy, sensu i rozliczeń, które zostały nałożone na dziecko i na rodziców w potrzebie zrozumienia, aby śmierć – jeśli przychodzi – nie była obciążona niezrozumiałym znaczeniem oraz stawania przed Bogiem z pytaniem o przyczyny, o to co i dlaczego zaistniało jako pierwotna przyczyna uwikłań, na przestrzeni wszystkich wymiarów, pokoleń, czasów i nie tylko, a to wszystko w zależności i odpowiednio w niezależności od m.in. woli, wytycznych, opinii, działań, poleceń, postanowień, podpowiedzi, inspiracji, łask, szczodrości i odpowiednio ich braku ze strony wszelkiego rodzaju, wielkości, znaczenia naszych i cudzych m.in. amuletów, talizmanów, strojów, artefaktów, gadżetów, przedmiotów oraz instrumentów plazmowych, muzycznych, magicznych i niemagicznych, od pierścieni, pieczęci, różdżek, eliksirów, ziół, dymów, kadzideł, pieśni, mantr, Świętych tekstów, roślin, zwierząt, metod wróżbiarskich, obrzędów, zabobonów, od komunii Świętych, od ofiar składanych komuś/czemuś, dewocjonaliów, obrazów, figur, rzeźb, malowideł, sakramentów, narkotyków, alkoholi, ekstaz duchowych i fizycznych, szamanizmu, mistycyzmu, wszelkich utopii i nie tylko oraz m.in. ich wszelkiego rodzaju twórców, promotorów, właścicieli, użytkowników, beneficjentów, i nie tylko oraz naszego a przez nas cudzego doświadczania tego wszelkich skutków
17. oraz naszego a przez nas cudzego z wszelkich przyczyn, wszelkimi sposobami m.in. bycia tymi, którzy w obliczu choroby raka u własnego dziecka, zostają brutalnie skonfrontowani z doświadczeniem absolutnej bezradności – takiej, w której nie działa medycyna, miłość, ani wysiłek, ani poświęcenie, ani „dobre intencje”; odpowiednio zderzania się z cierpieniem dziecka – istoty niewinnej, co uruchamia w psychice pytania, których wcześniej nie było jak postawić, ani wypowiedzieć – pytania o sens życia, śmierci, sprawiedliwości i granic odpowiedzialności; odpowiednio aktywowania się w rodzicach głębokiego, często nieuświadomionego poczucia winy egzystencjalnej – nie dlatego, że coś zrobili, lecz dlatego, że nie są w stanie ochronić, ani nie wiedzą co jeszcze mogli uczynić; odpowiednio przeżywania choroby dziecka jako oskarżenia wobec siebie: „jeśli dziecko cierpi, to znaczy, że świat jest okrutny, albo ja jestem niewystarczający”, albo ,,że moja wina jest bezsporna, choć dla mnie jeszcze ukryta; odpowiednio uruchamiania się zbiorowych, rodzinnych, a zwłaszcza karmicznych obrazów i wspomnień przemocy, śmierci, wojny, systemowego niszczenia życia – nie tylko jako konkretnej winy, lecz jako cienia ludzkości, z którym rodzic nigdy wcześniej nie musiał stanąć twarzą w twarz; odpowiednio rzucania tego cienia historii na siebie lub na los dziecka, kiedy psychika nie ma innego miejsca, w którym mogłaby pomieścić ogrom bólu, absurdu i niesprawiedliwości; odpowiednio próbowania nadać sens temu, jedynie poprzez narracje karmiczne, duchowe, historyczne, oraz rozpoznania nieuświadomionego konfliktu pomiędzy miłością do dziecka a przerażeniem wobec jego cierpienia i śmierci, które rodzą wewnętrzne rozszczepienie: „nie chcę na to patrzeć” i jednocześnie „muszę na to patrzeć”; odpowiednio doświadczania, że dziecko, a zwłaszcza jego Dusza, swoją chorobą nie tylko „naucza” i „rozlicza”, ale też obnaża granice ludzkiej kontroli, sprawczości i narracji o sensie obecnych i dawno minionych działań; oraz nierozpoznania, że dziecko nie musi, ale może nieść kamiczną winę lub przekaz, a rodzic styka się z własnym cieniem i karmą Duszy, z lękiem przed śmiercią, z własną opowieścią o przemocy świata; odpowiednio oddawania Bogu dawcy wszelkiego życia projekcji winy, sensu i rozliczeń, które zostały nałożone na dziecko i na rodziców w potrzebie zrozumienia, aby śmierć – jeśli przychodzi – nie była obciążona niezrozumiałym znaczeniem oraz stawania przed Bogiem z pytaniem o przyczyny, o to co i dlaczego zaistniało jako pierwotna przyczyna uwikłań, na przestrzeni wszystkich wymiarów, pokoleń, czasów i nie tylko, a to wszystko w zależności i odpowiednio w niezależności od m.in. woli, wytycznych, opinii, działań, poleceń, postanowień, podpowiedzi, inspiracji, łask, szczodrości i odpowiednio ich braku ze strony wszelkiego rodzaju, wielkości, znaczenia m.in. wszelkich form i przyczyn zniewoleń, uwięzi, uwikłań jak m.in. sieci, lin, kajdan, smyczy, obroży, karcerów, więzień, klatek, haków, dybów, ośmiorniczek, piramid, protomolekuły ich odpowiedników, zamienników i nie tylko oraz ich wszystkich m.in. entuzjastów, twórców, promotorów, beneficjentów, ofiar, strażników, świadków i wyznawców i nie tylko oraz naszego a przez nas cudzego doświadczania tego wszelkich skutków
18. oraz naszego a przez nas cudzego z wszelkich przyczyn, wszelkimi sposobami m.in. bycia tymi, którzy w obliczu choroby raka u własnego dziecka, zostają brutalnie skonfrontowani z doświadczeniem absolutnej bezradności – takiej, w której nie działa medycyna, miłość, ani wysiłek, ani poświęcenie, ani „dobre intencje”; odpowiednio zderzania się z cierpieniem dziecka – istoty niewinnej, co uruchamia w psychice pytania, których wcześniej nie było jak postawić, ani wypowiedzieć – pytania o sens życia, śmierci, sprawiedliwości i granic odpowiedzialności; odpowiednio aktywowania się w rodzicach głębokiego, często nieuświadomionego poczucia winy egzystencjalnej – nie dlatego, że coś zrobili, lecz dlatego, że nie są w stanie ochronić, ani nie wiedzą co jeszcze mogli uczynić; odpowiednio przeżywania choroby dziecka jako oskarżenia wobec siebie: „jeśli dziecko cierpi, to znaczy, że świat jest okrutny, albo ja jestem niewystarczający”, albo ,,że moja wina jest bezsporna, choć dla mnie jeszcze ukryta; odpowiednio uruchamiania się zbiorowych, rodzinnych, a zwłaszcza karmicznych obrazów i wspomnień przemocy, śmierci, wojny, systemowego niszczenia życia – nie tylko jako konkretnej winy, lecz jako cienia ludzkości, z którym rodzic nigdy wcześniej nie musiał stanąć twarzą w twarz; odpowiednio rzucania tego cienia historii na siebie lub na los dziecka, kiedy psychika nie ma innego miejsca, w którym mogłaby pomieścić ogrom bólu, absurdu i niesprawiedliwości; odpowiednio próbowania nadać sens temu, jedynie poprzez narracje karmiczne, duchowe, historyczne, oraz rozpoznania nieuświadomionego konfliktu pomiędzy miłością do dziecka a przerażeniem wobec jego cierpienia i śmierci, które rodzą wewnętrzne rozszczepienie: „nie chcę na to patrzeć” i jednocześnie „muszę na to patrzeć”; odpowiednio doświadczania, że dziecko, a zwłaszcza jego Dusza, swoją chorobą nie tylko „naucza” i „rozlicza”, ale też obnaża granice ludzkiej kontroli, sprawczości i narracji o sensie obecnych i dawno minionych działań; oraz nierozpoznania, że dziecko nie musi, ale może nieść kamiczną winę lub przekaz, a rodzic styka się z własnym cieniem i karmą Duszy, z lękiem przed śmiercią, z własną opowieścią o przemocy świata; odpowiednio oddawania Bogu dawcy wszelkiego życia projekcji winy, sensu i rozliczeń, które zostały nałożone na dziecko i na rodziców w potrzebie zrozumienia, aby śmierć – jeśli przychodzi – nie była obciążona niezrozumiałym znaczeniem oraz stawania przed Bogiem z pytaniem o przyczyny, o to co i dlaczego zaistniało jako pierwotna przyczyna uwikłań, na przestrzeni wszystkich wymiarów, pokoleń, czasów i nie tylko, a to wszystko w zależności i odpowiednio w niezależności od m.in. woli, wytycznych, opinii, działań, poleceń, postanowień, podpowiedzi, inspiracji, łask, szczodrości i odpowiednio ich braku ze strony wszelkiego rodzaju, wielkości m.in. obrzędów, kultów, nominacji, namaszczeń, pozwoleń, wytycznych, umów, przysiąg, przyrzeczeń, kontraktów, nakazów, zakazów, cyrografów, misji, ślubowań, paktów, aktów, porozumień, traktatów i nie tylko oraz ich wszelkich m.in. twórców, promotorów, beneficjentów, kapłanów, strażników, ofiar, świadków i wyznawców i nie tylko oraz naszego a przez nas cudzego doświadczania tego wszelkich skutków
19. oraz naszego a przez nas cudzego z wszelkich przyczyn, wszelkimi sposobami m.in. bycia tymi, którzy w obliczu choroby raka u własnego dziecka, zostają brutalnie skonfrontowani z doświadczeniem absolutnej bezradności – takiej, w której nie działa medycyna, miłość, ani wysiłek, ani poświęcenie, ani „dobre intencje”; odpowiednio zderzania się z cierpieniem dziecka – istoty niewinnej, co uruchamia w psychice pytania, których wcześniej nie było jak postawić, ani wypowiedzieć – pytania o sens życia, śmierci, sprawiedliwości i granic odpowiedzialności; odpowiednio aktywowania się w rodzicach głębokiego, często nieuświadomionego poczucia winy egzystencjalnej – nie dlatego, że coś zrobili, lecz dlatego, że nie są w stanie ochronić, ani nie wiedzą co jeszcze mogli uczynić; odpowiednio przeżywania choroby dziecka jako oskarżenia wobec siebie: „jeśli dziecko cierpi, to znaczy, że świat jest okrutny, albo ja jestem niewystarczający”, albo ,,że moja wina jest bezsporna, choć dla mnie jeszcze ukryta; odpowiednio uruchamiania się zbiorowych, rodzinnych, a zwłaszcza karmicznych obrazów i wspomnień przemocy, śmierci, wojny, systemowego niszczenia życia – nie tylko jako konkretnej winy, lecz jako cienia ludzkości, z którym rodzic nigdy wcześniej nie musiał stanąć twarzą w twarz; odpowiednio rzucania tego cienia historii na siebie lub na los dziecka, kiedy psychika nie ma innego miejsca, w którym mogłaby pomieścić ogrom bólu, absurdu i niesprawiedliwości; odpowiednio próbowania nadać sens temu, jedynie poprzez narracje karmiczne, duchowe, historyczne, oraz rozpoznania nieuświadomionego konfliktu pomiędzy miłością do dziecka a przerażeniem wobec jego cierpienia i śmierci, które rodzą wewnętrzne rozszczepienie: „nie chcę na to patrzeć” i jednocześnie „muszę na to patrzeć”; odpowiednio doświadczania, że dziecko, a zwłaszcza jego Dusza, swoją chorobą nie tylko „naucza” i „rozlicza”, ale też obnaża granice ludzkiej kontroli, sprawczości i narracji o sensie obecnych i dawno minionych działań; oraz nierozpoznania, że dziecko nie musi, ale może nieść kamiczną winę lub przekaz, a rodzic styka się z własnym cieniem i karmą Duszy, z lękiem przed śmiercią, z własną opowieścią o przemocy świata; odpowiednio oddawania Bogu dawcy wszelkiego życia projekcji winy, sensu i rozliczeń, które zostały nałożone na dziecko i na rodziców w potrzebie zrozumienia, aby śmierć – jeśli przychodzi – nie była obciążona niezrozumiałym znaczeniem oraz stawania przed Bogiem z pytaniem o przyczyny, o to co i dlaczego zaistniało jako pierwotna przyczyna uwikłań, na przestrzeni wszystkich wymiarów, pokoleń, czasów i nie tylko, a to wszystko w zależności i odpowiednio w niezależności od m.in. woli, wytycznych, opinii, działań, poleceń, postanowień, podpowiedzi, inspiracji, łask, szczodrości i odpowiednio ich braku ze strony naszych i cudzych, a w tym również licencjonowanych m.in. strażników, weryfikatorów, windykatorów, komorników, pośredników, świadków, twórców, założycieli, ochroniarzy, opozycji, cenzorów, promotorów, beneficjentów, ofiar naszych i cudzych działań, zamiarów, przejawień i nie tylko oraz naszego a przez nas cudzego doświadczania tego wszelkich skutków
20. oraz naszego a przez nas cudzego z wszelkich przyczyn, wszelkimi sposobami m.in. bycia tymi, którzy w obliczu choroby raka u własnego dziecka, zostają brutalnie skonfrontowani z doświadczeniem absolutnej bezradności – takiej, w której nie działa medycyna, miłość, ani wysiłek, ani poświęcenie, ani „dobre intencje”; odpowiednio zderzania się z cierpieniem dziecka – istoty niewinnej, co uruchamia w psychice pytania, których wcześniej nie było jak postawić, ani wypowiedzieć – pytania o sens życia, śmierci, sprawiedliwości i granic odpowiedzialności; odpowiednio aktywowania się w rodzicach głębokiego, często nieuświadomionego poczucia winy egzystencjalnej – nie dlatego, że coś zrobili, lecz dlatego, że nie są w stanie ochronić, ani nie wiedzą co jeszcze mogli uczynić; odpowiednio przeżywania choroby dziecka jako oskarżenia wobec siebie: „jeśli dziecko cierpi, to znaczy, że świat jest okrutny, albo ja jestem niewystarczający”, albo ,,że moja wina jest bezsporna, choć dla mnie jeszcze ukryta; odpowiednio uruchamiania się zbiorowych, rodzinnych, a zwłaszcza karmicznych obrazów i wspomnień przemocy, śmierci, wojny, systemowego niszczenia życia – nie tylko jako konkretnej winy, lecz jako cienia ludzkości, z którym rodzic nigdy wcześniej nie musiał stanąć twarzą w twarz; odpowiednio rzucania tego cienia historii na siebie lub na los dziecka, kiedy psychika nie ma innego miejsca, w którym mogłaby pomieścić ogrom bólu, absurdu i niesprawiedliwości; odpowiednio próbowania nadać sens temu, jedynie poprzez narracje karmiczne, duchowe, historyczne, oraz rozpoznania nieuświadomionego konfliktu pomiędzy miłością do dziecka a przerażeniem wobec jego cierpienia i śmierci, które rodzą wewnętrzne rozszczepienie: „nie chcę na to patrzeć” i jednocześnie „muszę na to patrzeć”; odpowiednio doświadczania, że dziecko, a zwłaszcza jego Dusza, swoją chorobą nie tylko „naucza” i „rozlicza”, ale też obnaża granice ludzkiej kontroli, sprawczości i narracji o sensie obecnych i dawno minionych działań; oraz nierozpoznania, że dziecko nie musi, ale może nieść kamiczną winę lub przekaz, a rodzic styka się z własnym cieniem i karmą Duszy, z lękiem przed śmiercią, z własną opowieścią o przemocy świata; odpowiednio oddawania Bogu dawcy wszelkiego życia projekcji winy, sensu i rozliczeń, które zostały nałożone na dziecko i na rodziców w potrzebie zrozumienia, aby śmierć – jeśli przychodzi – nie była obciążona niezrozumiałym znaczeniem oraz stawania przed Bogiem z pytaniem o przyczyny, o to co i dlaczego zaistniało jako pierwotna przyczyna uwikłań, na przestrzeni wszystkich wymiarów, pokoleń, czasów i nie tylko, a to wszystko w zależności i odpowiednio w niezależności od m.in. woli, wytycznych, opinii, działań, poleceń, postanowień, podpowiedzi, inspiracji, łask, szczodrości i odpowiednio ich braku ze strony m.in. wszelkiego rodzaju, wielkości, znaczenia, płci, rasy, gatunku m.in. rodziców, wychowawców, wychowanków, nauczycieli, małżonków, kochanków, dzieci, rodzeństwa, sióstr, braci, cioć, wujków, kuzynów, całych rodów, rodzin, społeczności, warstw społecznych, dziadków, babć, krewnych i niespokrewnionych, od osób tej samej lub odmiennej płci oraz ze strony naszych i cudzych m.in. elementów budowy fizycznej i energetycznej, narządów, tkanek, komórek, atomów, przetworników, układów i zespołów biologicznych, fizycznych, chemicznych, energetycznych, zegarowych, cyfrowych, ich mechanizmów działania, i wszelkich programów sterujących nimi na wszystkich poziomach, przestrzeniach, płaszczyznach, elementach i nie tylko oraz naszego a przez nas cudzego doświadczania tego wszelkich skutków
21. oraz naszego a przez nas cudzego z wszelkich przyczyn, wszelkimi sposobami m.in. bycia tymi, którzy w obliczu choroby raka u własnego dziecka, zostają brutalnie skonfrontowani z doświadczeniem absolutnej bezradności – takiej, w której nie działa medycyna, miłość, ani wysiłek, ani poświęcenie, ani „dobre intencje”; odpowiednio zderzania się z cierpieniem dziecka – istoty niewinnej, co uruchamia w psychice pytania, których wcześniej nie było jak postawić, ani wypowiedzieć – pytania o sens życia, śmierci, sprawiedliwości i granic odpowiedzialności; odpowiednio aktywowania się w rodzicach głębokiego, często nieuświadomionego poczucia winy egzystencjalnej – nie dlatego, że coś zrobili, lecz dlatego, że nie są w stanie ochronić, ani nie wiedzą co jeszcze mogli uczynić; odpowiednio przeżywania choroby dziecka jako oskarżenia wobec siebie: „jeśli dziecko cierpi, to znaczy, że świat jest okrutny, albo ja jestem niewystarczający”, albo ,,że moja wina jest bezsporna, choć dla mnie jeszcze ukryta; odpowiednio uruchamiania się zbiorowych, rodzinnych, a zwłaszcza karmicznych obrazów i wspomnień przemocy, śmierci, wojny, systemowego niszczenia życia – nie tylko jako konkretnej winy, lecz jako cienia ludzkości, z którym rodzic nigdy wcześniej nie musiał stanąć twarzą w twarz; odpowiednio rzucania tego cienia historii na siebie lub na los dziecka, kiedy psychika nie ma innego miejsca, w którym mogłaby pomieścić ogrom bólu, absurdu i niesprawiedliwości; odpowiednio próbowania nadać sens temu, jedynie poprzez narracje karmiczne, duchowe, historyczne, oraz rozpoznania nieuświadomionego konfliktu pomiędzy miłością do dziecka a przerażeniem wobec jego cierpienia i śmierci, które rodzą wewnętrzne rozszczepienie: „nie chcę na to patrzeć” i jednocześnie „muszę na to patrzeć”; odpowiednio doświadczania, że dziecko, a zwłaszcza jego Dusza, swoją chorobą nie tylko „naucza” i „rozlicza”, ale też obnaża granice ludzkiej kontroli, sprawczości i narracji o sensie obecnych i dawno minionych działań; oraz nierozpoznania, że dziecko nie musi, ale może nieść kamiczną winę lub przekaz, a rodzic styka się z własnym cieniem i karmą Duszy, z lękiem przed śmiercią, z własną opowieścią o przemocy świata; odpowiednio oddawania Bogu dawcy wszelkiego życia projekcji winy, sensu i rozliczeń, które zostały nałożone na dziecko i na rodziców w potrzebie zrozumienia, aby śmierć – jeśli przychodzi – nie była obciążona niezrozumiałym znaczeniem oraz stawania przed Bogiem z pytaniem o przyczyny, o to co i dlaczego zaistniało jako pierwotna przyczyna uwikłań, na przestrzeni wszystkich wymiarów, pokoleń, czasów i nie tylko, a to wszystko w zależności i odpowiednio w niezależności od m.in. woli, wytycznych, opinii, działań, poleceń, postanowień, podpowiedzi, inspiracji, łask, szczodrości i odpowiednio ich braku ze strony wszelkiego rodzaju, znaczenia, rangi, poziomu, płci m.in. stowarzyszeń, bractw, wspólnot, komun, szkół, związków, organizacji a w tym m.in. administracyjnych, wojskowych, cywilnych, świeckich, medycznych, finansowych, religijnych, mesjanistycznych, duchowych, gospodarczych, publicznych, politycznych, przestępczych, wywiadowczych, seksualnych, narkomańskich, pijackich, państwowych, globalnych, kosmicznych, wielowymiarowych, czasoprzestrzennych i nie tylko oraz naszego a przez nas cudzego doświadczania tego wszelkich skutków
22. oraz naszego a przez nas cudzego z wszelkich przyczyn, wszelkimi sposobami m.in. bycia tymi, którzy w obliczu choroby raka u własnego dziecka, zostają brutalnie skonfrontowani z doświadczeniem absolutnej bezradności – takiej, w której nie działa medycyna, miłość, ani wysiłek, ani poświęcenie, ani „dobre intencje”; odpowiednio zderzania się z cierpieniem dziecka – istoty niewinnej, co uruchamia w psychice pytania, których wcześniej nie było jak postawić, ani wypowiedzieć – pytania o sens życia, śmierci, sprawiedliwości i granic odpowiedzialności; odpowiednio aktywowania się w rodzicach głębokiego, często nieuświadomionego poczucia winy egzystencjalnej – nie dlatego, że coś zrobili, lecz dlatego, że nie są w stanie ochronić, ani nie wiedzą co jeszcze mogli uczynić; odpowiednio przeżywania choroby dziecka jako oskarżenia wobec siebie: „jeśli dziecko cierpi, to znaczy, że świat jest okrutny, albo ja jestem niewystarczający”, albo ,,że moja wina jest bezsporna, choć dla mnie jeszcze ukryta; odpowiednio uruchamiania się zbiorowych, rodzinnych, a zwłaszcza karmicznych obrazów i wspomnień przemocy, śmierci, wojny, systemowego niszczenia życia – nie tylko jako konkretnej winy, lecz jako cienia ludzkości, z którym rodzic nigdy wcześniej nie musiał stanąć twarzą w twarz; odpowiednio rzucania tego cienia historii na siebie lub na los dziecka, kiedy psychika nie ma innego miejsca, w którym mogłaby pomieścić ogrom bólu, absurdu i niesprawiedliwości; odpowiednio próbowania nadać sens temu, jedynie poprzez narracje karmiczne, duchowe, historyczne, oraz rozpoznania nieuświadomionego konfliktu pomiędzy miłością do dziecka a przerażeniem wobec jego cierpienia i śmierci, które rodzą wewnętrzne rozszczepienie: „nie chcę na to patrzeć” i jednocześnie „muszę na to patrzeć”; odpowiednio doświadczania, że dziecko, a zwłaszcza jego Dusza, swoją chorobą nie tylko „naucza” i „rozlicza”, ale też obnaża granice ludzkiej kontroli, sprawczości i narracji o sensie obecnych i dawno minionych działań; oraz nierozpoznania, że dziecko nie musi, ale może nieść kamiczną winę lub przekaz, a rodzic styka się z własnym cieniem i karmą Duszy, z lękiem przed śmiercią, z własną opowieścią o przemocy świata; odpowiednio oddawania Bogu dawcy wszelkiego życia projekcji winy, sensu i rozliczeń, które zostały nałożone na dziecko i na rodziców w potrzebie zrozumienia, aby śmierć – jeśli przychodzi – nie była obciążona niezrozumiałym znaczeniem oraz stawania przed Bogiem z pytaniem o przyczyny, o to co i dlaczego zaistniało jako pierwotna przyczyna uwikłań, na przestrzeni wszystkich wymiarów, pokoleń, czasów i nie tylko, a to wszystko w zależności i odpowiednio w niezależności od m.in. woli, wytycznych, opinii, działań, poleceń, postanowień, podpowiedzi, inspiracji, łask, szczodrości i odpowiednio ich braku ze strony m.in. pogody, przyrody, żywiołów, pory dnia, nocy, pory roku, daty, astrologii, astronomii, numerologii, meteorologii, temperatury otoczenia, ciśnienia, częstotliwości, kolorów, dźwięków, rytmów, wibracji, wilgotności, wysokości Słońca na niebie, od czynnika czasu i nie tylko oraz naszego a przez nas cudzego doświadczania tego wszelkich skutków
23. oraz naszego a przez nas cudzego z wszelkich przyczyn, wszelkimi sposobami m.in. bycia tymi, którzy w obliczu choroby raka u własnego dziecka, zostają brutalnie skonfrontowani z doświadczeniem absolutnej bezradności – takiej, w której nie działa medycyna, miłość, ani wysiłek, ani poświęcenie, ani „dobre intencje”; odpowiednio zderzania się z cierpieniem dziecka – istoty niewinnej, co uruchamia w psychice pytania, których wcześniej nie było jak postawić, ani wypowiedzieć – pytania o sens życia, śmierci, sprawiedliwości i granic odpowiedzialności; odpowiednio aktywowania się w rodzicach głębokiego, często nieuświadomionego poczucia winy egzystencjalnej – nie dlatego, że coś zrobili, lecz dlatego, że nie są w stanie ochronić, ani nie wiedzą co jeszcze mogli uczynić; odpowiednio przeżywania choroby dziecka jako oskarżenia wobec siebie: „jeśli dziecko cierpi, to znaczy, że świat jest okrutny, albo ja jestem niewystarczający”, albo ,,że moja wina jest bezsporna, choć dla mnie jeszcze ukryta; odpowiednio uruchamiania się zbiorowych, rodzinnych, a zwłaszcza karmicznych obrazów i wspomnień przemocy, śmierci, wojny, systemowego niszczenia życia – nie tylko jako konkretnej winy, lecz jako cienia ludzkości, z którym rodzic nigdy wcześniej nie musiał stanąć twarzą w twarz; odpowiednio rzucania tego cienia historii na siebie lub na los dziecka, kiedy psychika nie ma innego miejsca, w którym mogłaby pomieścić ogrom bólu, absurdu i niesprawiedliwości; odpowiednio próbowania nadać sens temu, jedynie poprzez narracje karmiczne, duchowe, historyczne, oraz rozpoznania nieuświadomionego konfliktu pomiędzy miłością do dziecka a przerażeniem wobec jego cierpienia i śmierci, które rodzą wewnętrzne rozszczepienie: „nie chcę na to patrzeć” i jednocześnie „muszę na to patrzeć”; odpowiednio doświadczania, że dziecko, a zwłaszcza jego Dusza, swoją chorobą nie tylko „naucza” i „rozlicza”, ale też obnaża granice ludzkiej kontroli, sprawczości i narracji o sensie obecnych i dawno minionych działań; oraz nierozpoznania, że dziecko nie musi, ale może nieść kamiczną winę lub przekaz, a rodzic styka się z własnym cieniem i karmą Duszy, z lękiem przed śmiercią, z własną opowieścią o przemocy świata; odpowiednio oddawania Bogu dawcy wszelkiego życia projekcji winy, sensu i rozliczeń, które zostały nałożone na dziecko i na rodziców w potrzebie zrozumienia, aby śmierć – jeśli przychodzi – nie była obciążona niezrozumiałym znaczeniem oraz stawania przed Bogiem z pytaniem o przyczyny, o to co i dlaczego zaistniało jako pierwotna przyczyna uwikłań, na przestrzeni wszystkich wymiarów, pokoleń, czasów i nie tylko, a to wszystko w zależności i odpowiednio w niezależności od m.in. woli, wytycznych, opinii, działań, poleceń, postanowień, podpowiedzi, inspiracji, łask, szczodrości i odpowiednio ich braku ze strony m.in. naszych i cudzych kodowań, od myślokształtów, blokad, obciążeń, wzorców, punktów widzenia, sposobów rozumienia, od uwikłań, krzyży i węzłów karmicznych, od karmicznych postaci, karmicznych relacji, schematów karmicznych, od zmów milczenia, od cykli planetarnych, od koła karmy, od koła fortuny, od figur geometrycznych płaskich, przestrzennych, od anomalii, od lustrzanych odbić, od losu, przypadku, loterii, szczęścia i odpowiednio od pecha, klątw, uroków, liter, słów, znaków, symboli, cyfr, liczb, alfabetów, mandal, tatuaży, od efektów potwierdzenia, od magazynów obciążeń i wzorców, od wyznaczników, ozdobników, czipów, urazów, kalectw, chorób, od pustki, próżni, nicości w umyśle i życiu oraz od ich wytwórców, promotorów, ofiar i beneficjentów i nie tylko oraz naszego a przez nas cudzego doświadczania tego wszelkich skutków
24. oraz naszego a przez nas cudzego z wszelkich przyczyn, wszelkimi sposobami m.in. bycia tymi, którzy w obliczu choroby raka u własnego dziecka, zostają brutalnie skonfrontowani z doświadczeniem absolutnej bezradności – takiej, w której nie działa medycyna, miłość, ani wysiłek, ani poświęcenie, ani „dobre intencje”; odpowiednio zderzania się z cierpieniem dziecka – istoty niewinnej, co uruchamia w psychice pytania, których wcześniej nie było jak postawić, ani wypowiedzieć – pytania o sens życia, śmierci, sprawiedliwości i granic odpowiedzialności; odpowiednio aktywowania się w rodzicach głębokiego, często nieuświadomionego poczucia winy egzystencjalnej – nie dlatego, że coś zrobili, lecz dlatego, że nie są w stanie ochronić, ani nie wiedzą co jeszcze mogli uczynić; odpowiednio przeżywania choroby dziecka jako oskarżenia wobec siebie: „jeśli dziecko cierpi, to znaczy, że świat jest okrutny, albo ja jestem niewystarczający”, albo ,,że moja wina jest bezsporna, choć dla mnie jeszcze ukryta; odpowiednio uruchamiania się zbiorowych, rodzinnych, a zwłaszcza karmicznych obrazów i wspomnień przemocy, śmierci, wojny, systemowego niszczenia życia – nie tylko jako konkretnej winy, lecz jako cienia ludzkości, z którym rodzic nigdy wcześniej nie musiał stanąć twarzą w twarz; odpowiednio rzucania tego cienia historii na siebie lub na los dziecka, kiedy psychika nie ma innego miejsca, w którym mogłaby pomieścić ogrom bólu, absurdu i niesprawiedliwości; odpowiednio próbowania nadać sens temu, jedynie poprzez narracje karmiczne, duchowe, historyczne, oraz rozpoznania nieuświadomionego konfliktu pomiędzy miłością do dziecka a przerażeniem wobec jego cierpienia i śmierci, które rodzą wewnętrzne rozszczepienie: „nie chcę na to patrzeć” i jednocześnie „muszę na to patrzeć”; odpowiednio doświadczania, że dziecko, a zwłaszcza jego Dusza, swoją chorobą nie tylko „naucza” i „rozlicza”, ale też obnaża granice ludzkiej kontroli, sprawczości i narracji o sensie obecnych i dawno minionych działań; oraz nierozpoznania, że dziecko nie musi, ale może nieść kamiczną winę lub przekaz, a rodzic styka się z własnym cieniem i karmą Duszy, z lękiem przed śmiercią, z własną opowieścią o przemocy świata; odpowiednio oddawania Bogu dawcy wszelkiego życia projekcji winy, sensu i rozliczeń, które zostały nałożone na dziecko i na rodziców w potrzebie zrozumienia, aby śmierć – jeśli przychodzi – nie była obciążona niezrozumiałym znaczeniem oraz stawania przed Bogiem z pytaniem o przyczyny, o to co i dlaczego zaistniało jako pierwotna przyczyna uwikłań, na przestrzeni wszystkich wymiarów, pokoleń, czasów i nie tylko, a to wszystko w zależności i odpowiednio w niezależności od m.in. woli, wytycznych, opinii, działań, poleceń, postanowień, podpowiedzi, inspiracji, łask, szczodrości i odpowiednio ich braku ze strony m.in. naszych a przez nas cudzych wszelkich bałwochwalczych postaci, czynów, intencji, zamysłów, wzorców, nawyków oraz ze strony tych, co modlą się do nas jak do bogów, do bóstw, do mistrzów, Świętych, do oświeconych, do istot astralnych; oraz ze strony traktujących nas, lub innych jako pośredników do Boga, pośredników do wszelkich bóstw, bogiń; oraz ze strony czczących nas, wychwalających nas, wielbiących nas; oraz ze strony tych, którzy modlą się za nas do bóstw, bogiń, kosmitów w naszym imieniu, w naszych sprawach, dla dobra naszego i odpowiednio ze strony tych, którzy w modlitwach nam złorzeczą, rzucają klątwy i uroki, którzy chcą się mścić na wszelkie sposoby i nie tylko oraz naszego a przez nas cudzego doświadczania tego wszelkich skutków
25. oraz naszego a przez nas cudzego z wszelkich przyczyn, wszelkimi sposobami m.in. bycia tymi, którzy w obliczu choroby raka u własnego dziecka, zostają brutalnie skonfrontowani z doświadczeniem absolutnej bezradności – takiej, w której nie działa medycyna, miłość, ani wysiłek, ani poświęcenie, ani „dobre intencje”; odpowiednio zderzania się z cierpieniem dziecka – istoty niewinnej, co uruchamia w psychice pytania, których wcześniej nie było jak postawić, ani wypowiedzieć – pytania o sens życia, śmierci, sprawiedliwości i granic odpowiedzialności; odpowiednio aktywowania się w rodzicach głębokiego, często nieuświadomionego poczucia winy egzystencjalnej – nie dlatego, że coś zrobili, lecz dlatego, że nie są w stanie ochronić, ani nie wiedzą co jeszcze mogli uczynić; odpowiednio przeżywania choroby dziecka jako oskarżenia wobec siebie: „jeśli dziecko cierpi, to znaczy, że świat jest okrutny, albo ja jestem niewystarczający”, albo ,,że moja wina jest bezsporna, choć dla mnie jeszcze ukryta; odpowiednio uruchamiania się zbiorowych, rodzinnych, a zwłaszcza karmicznych obrazów i wspomnień przemocy, śmierci, wojny, systemowego niszczenia życia – nie tylko jako konkretnej winy, lecz jako cienia ludzkości, z którym rodzic nigdy wcześniej nie musiał stanąć twarzą w twarz; odpowiednio rzucania tego cienia historii na siebie lub na los dziecka, kiedy psychika nie ma innego miejsca, w którym mogłaby pomieścić ogrom bólu, absurdu i niesprawiedliwości; odpowiednio próbowania nadać sens temu, jedynie poprzez narracje karmiczne, duchowe, historyczne, oraz rozpoznania nieuświadomionego konfliktu pomiędzy miłością do dziecka a przerażeniem wobec jego cierpienia i śmierci, które rodzą wewnętrzne rozszczepienie: „nie chcę na to patrzeć” i jednocześnie „muszę na to patrzeć”; odpowiednio doświadczania, że dziecko, a zwłaszcza jego Dusza, swoją chorobą nie tylko „naucza” i „rozlicza”, ale też obnaża granice ludzkiej kontroli, sprawczości i narracji o sensie obecnych i dawno minionych działań; oraz nierozpoznania, że dziecko nie musi, ale może nieść kamiczną winę lub przekaz, a rodzic styka się z własnym cieniem i karmą Duszy, z lękiem przed śmiercią, z własną opowieścią o przemocy świata; odpowiednio oddawania Bogu dawcy wszelkiego życia projekcji winy, sensu i rozliczeń, które zostały nałożone na dziecko i na rodziców w potrzebie zrozumienia, aby śmierć – jeśli przychodzi – nie była obciążona niezrozumiałym znaczeniem oraz stawania przed Bogiem z pytaniem o przyczyny, o to co i dlaczego zaistniało jako pierwotna przyczyna uwikłań, na przestrzeni wszystkich wymiarów, pokoleń, czasów i nie tylko, a to wszystko w zależności i odpowiednio w niezależności od m.in. woli, wytycznych, opinii, działań, poleceń, postanowień, podpowiedzi, inspiracji, łask, szczodrości i odpowiednio ich braku ze strony wszelkich m.in. odmian, stowarzyszeń, grup i kręgów m.in. demonicznych, satanistycznych, lucyferańskich, wojennych, wojskowych, magicznych, czarno-magicznych, tantrycznych, czarno-tantrycznych, biało-astralnych, grup płomieni, Ścieżki Lewej Ręki oraz m.in. szoku bojowego, od pogromów, zamętu, od czarnych słońc, nekromantów, istot mroku, istot ciemności, sił zła, demonów, władców piekieł, diabłów stróżów, kainitów, Szatana, Lucyfera, Belzebuba, Kali, strzyg, istot i Dusz, jakie upadły, istot rogatych, krnąbrnych, agresywnych, napełnionych pychą, egoizmem i nie tylko oraz naszego a przez nas cudzego doświadczania tego wszelkich skutków
26. oraz naszego a przez nas cudzego z wszelkich przyczyn, wszelkimi sposobami m.in. bycia tymi, którzy w obliczu choroby raka u własnego dziecka, zostają brutalnie skonfrontowani z doświadczeniem absolutnej bezradności – takiej, w której nie działa medycyna, miłość, ani wysiłek, ani poświęcenie, ani „dobre intencje”; odpowiednio zderzania się z cierpieniem dziecka – istoty niewinnej, co uruchamia w psychice pytania, których wcześniej nie było jak postawić, ani wypowiedzieć – pytania o sens życia, śmierci, sprawiedliwości i granic odpowiedzialności; odpowiednio aktywowania się w rodzicach głębokiego, często nieuświadomionego poczucia winy egzystencjalnej – nie dlatego, że coś zrobili, lecz dlatego, że nie są w stanie ochronić, ani nie wiedzą co jeszcze mogli uczynić; odpowiednio przeżywania choroby dziecka jako oskarżenia wobec siebie: „jeśli dziecko cierpi, to znaczy, że świat jest okrutny, albo ja jestem niewystarczający”, albo ,,że moja wina jest bezsporna, choć dla mnie jeszcze ukryta; odpowiednio uruchamiania się zbiorowych, rodzinnych, a zwłaszcza karmicznych obrazów i wspomnień przemocy, śmierci, wojny, systemowego niszczenia życia – nie tylko jako konkretnej winy, lecz jako cienia ludzkości, z którym rodzic nigdy wcześniej nie musiał stanąć twarzą w twarz; odpowiednio rzucania tego cienia historii na siebie lub na los dziecka, kiedy psychika nie ma innego miejsca, w którym mogłaby pomieścić ogrom bólu, absurdu i niesprawiedliwości; odpowiednio próbowania nadać sens temu, jedynie poprzez narracje karmiczne, duchowe, historyczne, oraz rozpoznania nieuświadomionego konfliktu pomiędzy miłością do dziecka a przerażeniem wobec jego cierpienia i śmierci, które rodzą wewnętrzne rozszczepienie: „nie chcę na to patrzeć” i jednocześnie „muszę na to patrzeć”; odpowiednio doświadczania, że dziecko, a zwłaszcza jego Dusza, swoją chorobą nie tylko „naucza” i „rozlicza”, ale też obnaża granice ludzkiej kontroli, sprawczości i narracji o sensie obecnych i dawno minionych działań; oraz nierozpoznania, że dziecko nie musi, ale może nieść kamiczną winę lub przekaz, a rodzic styka się z własnym cieniem i karmą Duszy, z lękiem przed śmiercią, z własną opowieścią o przemocy świata; odpowiednio oddawania Bogu dawcy wszelkiego życia projekcji winy, sensu i rozliczeń, które zostały nałożone na dziecko i na rodziców w potrzebie zrozumienia, aby śmierć – jeśli przychodzi – nie była obciążona niezrozumiałym znaczeniem oraz stawania przed Bogiem z pytaniem o przyczyny, o to co i dlaczego zaistniało jako pierwotna przyczyna uwikłań, na przestrzeni wszystkich wymiarów, pokoleń, czasów i nie tylko, a to wszystko w zależności i odpowiednio w niezależności od m.in. woli, wytycznych, opinii, działań, poleceń, postanowień, podpowiedzi, inspiracji, łask, szczodrości i odpowiednio ich braku ze strony wszelkiego rodzaju, wielkości, rasy, znaczenia i płci m.in. seksoholików, lesbijek, gejów, transwestytów, gwałcicieli, sadomasochistów, celibantów, eunuchów, burdelmam, alfonsów, prostytutek, dewiantów, zboczeńców, pedofilów, zoofilów, koprofilów, koprofagów, kazirodców, panseksualistów, cykli hormonalnych, od chowu wsobnego i nie tylko oraz naszego a przez nas cudzego doświadczania tego wszelkich skutków
27. oraz naszego a przez nas cudzego z wszelkich przyczyn, wszelkimi sposobami m.in. bycia tymi, którzy w obliczu choroby raka u własnego dziecka, zostają brutalnie skonfrontowani z doświadczeniem absolutnej bezradności – takiej, w której nie działa medycyna, miłość, ani wysiłek, ani poświęcenie, ani „dobre intencje”; odpowiednio zderzania się z cierpieniem dziecka – istoty niewinnej, co uruchamia w psychice pytania, których wcześniej nie było jak postawić, ani wypowiedzieć – pytania o sens życia, śmierci, sprawiedliwości i granic odpowiedzialności; odpowiednio aktywowania się w rodzicach głębokiego, często nieuświadomionego poczucia winy egzystencjalnej – nie dlatego, że coś zrobili, lecz dlatego, że nie są w stanie ochronić, ani nie wiedzą co jeszcze mogli uczynić; odpowiednio przeżywania choroby dziecka jako oskarżenia wobec siebie: „jeśli dziecko cierpi, to znaczy, że świat jest okrutny, albo ja jestem niewystarczający”, albo ,,że moja wina jest bezsporna, choć dla mnie jeszcze ukryta; odpowiednio uruchamiania się zbiorowych, rodzinnych, a zwłaszcza karmicznych obrazów i wspomnień przemocy, śmierci, wojny, systemowego niszczenia życia – nie tylko jako konkretnej winy, lecz jako cienia ludzkości, z którym rodzic nigdy wcześniej nie musiał stanąć twarzą w twarz; odpowiednio rzucania tego cienia historii na siebie lub na los dziecka, kiedy psychika nie ma innego miejsca, w którym mogłaby pomieścić ogrom bólu, absurdu i niesprawiedliwości; odpowiednio próbowania nadać sens temu, jedynie poprzez narracje karmiczne, duchowe, historyczne, oraz rozpoznania nieuświadomionego konfliktu pomiędzy miłością do dziecka a przerażeniem wobec jego cierpienia i śmierci, które rodzą wewnętrzne rozszczepienie: „nie chcę na to patrzeć” i jednocześnie „muszę na to patrzeć”; odpowiednio doświadczania, że dziecko, a zwłaszcza jego Dusza, swoją chorobą nie tylko „naucza” i „rozlicza”, ale też obnaża granice ludzkiej kontroli, sprawczości i narracji o sensie obecnych i dawno minionych działań; oraz nierozpoznania, że dziecko nie musi, ale może nieść kamiczną winę lub przekaz, a rodzic styka się z własnym cieniem i karmą Duszy, z lękiem przed śmiercią, z własną opowieścią o przemocy świata; odpowiednio oddawania Bogu dawcy wszelkiego życia projekcji winy, sensu i rozliczeń, które zostały nałożone na dziecko i na rodziców w potrzebie zrozumienia, aby śmierć – jeśli przychodzi – nie była obciążona niezrozumiałym znaczeniem oraz stawania przed Bogiem z pytaniem o przyczyny, o to co i dlaczego zaistniało jako pierwotna przyczyna uwikłań, na przestrzeni wszystkich wymiarów, pokoleń, czasów i nie tylko, a to wszystko z powodu m.in. naszych i cudzych działań związanych z Końcem Świata, w okresie 2012 roku, z innymi Końcami Świata z poszukiwaniem Boga, z Apokalipsami, Armagedonami, z końcami cywilizacji i nie tylko oraz naszego a przez nas cudzego doświadczania tego wszelkich skutków
28. oraz naszego a przez nas cudzego z wszelkich przyczyn, wszelkimi sposobami m.in. bycia tymi, którzy w obliczu choroby raka u własnego dziecka, zostają brutalnie skonfrontowani z doświadczeniem absolutnej bezradności – takiej, w której nie działa medycyna, miłość, ani wysiłek, ani poświęcenie, ani „dobre intencje”; odpowiednio zderzania się z cierpieniem dziecka – istoty niewinnej, co uruchamia w psychice pytania, których wcześniej nie było jak postawić, ani wypowiedzieć – pytania o sens życia, śmierci, sprawiedliwości i granic odpowiedzialności; odpowiednio aktywowania się w rodzicach głębokiego, często nieuświadomionego poczucia winy egzystencjalnej – nie dlatego, że coś zrobili, lecz dlatego, że nie są w stanie ochronić, ani nie wiedzą co jeszcze mogli uczynić; odpowiednio przeżywania choroby dziecka jako oskarżenia wobec siebie: „jeśli dziecko cierpi, to znaczy, że świat jest okrutny, albo ja jestem niewystarczający”, albo ,,że moja wina jest bezsporna, choć dla mnie jeszcze ukryta; odpowiednio uruchamiania się zbiorowych, rodzinnych, a zwłaszcza karmicznych obrazów i wspomnień przemocy, śmierci, wojny, systemowego niszczenia życia – nie tylko jako konkretnej winy, lecz jako cienia ludzkości, z którym rodzic nigdy wcześniej nie musiał stanąć twarzą w twarz; odpowiednio rzucania tego cienia historii na siebie lub na los dziecka, kiedy psychika nie ma innego miejsca, w którym mogłaby pomieścić ogrom bólu, absurdu i niesprawiedliwości; odpowiednio próbowania nadać sens temu, jedynie poprzez narracje karmiczne, duchowe, historyczne, oraz rozpoznania nieuświadomionego konfliktu pomiędzy miłością do dziecka a przerażeniem wobec jego cierpienia i śmierci, które rodzą wewnętrzne rozszczepienie: „nie chcę na to patrzeć” i jednocześnie „muszę na to patrzeć”; odpowiednio doświadczania, że dziecko, a zwłaszcza jego Dusza, swoją chorobą nie tylko „naucza” i „rozlicza”, ale też obnaża granice ludzkiej kontroli, sprawczości i narracji o sensie obecnych i dawno minionych działań; oraz nierozpoznania, że dziecko nie musi, ale może nieść kamiczną winę lub przekaz, a rodzic styka się z własnym cieniem i karmą Duszy, z lękiem przed śmiercią, z własną opowieścią o przemocy świata; odpowiednio oddawania Bogu dawcy wszelkiego życia projekcji winy, sensu i rozliczeń, które zostały nałożone na dziecko i na rodziców w potrzebie zrozumienia, aby śmierć – jeśli przychodzi – nie była obciążona niezrozumiałym znaczeniem oraz stawania przed Bogiem z pytaniem o przyczyny, o to co i dlaczego zaistniało jako pierwotna przyczyna uwikłań, na przestrzeni wszystkich wymiarów, pokoleń, czasów i nie tylko, a to wszystko w zależności i odpowiednio w niezależności od m.in. woli, wytycznych, opinii, działań, poleceń, postanowień, podpowiedzi, inspiracji, łask, szczodrości i odpowiednio ich braku ze strony m.in. naszej duszy, całej naszej istoty i nie tylko oraz od bycia zdrowymi, lub chorymi fizycznie, energetycznie, rozchwianymi lub chorymi psychicznie-umysłowo, chorymi uleczalnie, lub przewlekle, lub nieuleczalnie oraz od bycia osobami kalekimi, osobami z urazami, osobami niedomagającymi, chorymi bezpośrednio lub posiadającymi objawy lub skutki karmiczne, wsobne m.in. rozmaitych chorób, dolegliwości, ułomność i nie tylko oraz naszego a przez nas cudzego doświadczania tego wszelkich skutków
Opublikowano: 31/01/2026
Autor: Sławomir Majda
Kateogrie: Niemiecka III Resza. Karmiczne SS i Gestapo, Rak, wychodzenie z choroby raka. Węże astralne.


Komentarze