Ten serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na ich zapis lub odczyt wg ustawień przeglądarki.


Modlitwa Inna Niż Wszystkie

Możliwość rozpoznania prawdy i przemiany w małżeństwie – intencje

Opracowali: Sławomir Majda, Małgorzata Krata, Adam Żak. Identyczny, powtarzający się fragment, stanowiący rdzeń idei, brzmi następująco: ,,znajdowania się w relacji rodzinnej, w której jedna osoba podejmuje wysiłek odbudowy więzi, podczas gdy druga pozostaje emocjonalnie wycofana, zamknięta lub obojętna, oraz angażowania się w rozmowy, próby naprawy, w terapię, refleksję i zmianę, przy jednoczesnym braku odpowiedzi lub minimalnym udziale drugiej strony; odpowiednio doświadczania sytuacji, w której cała energia relacji płynie z jednej strony, a druga jedynie „znosi” jej istnienie, oraz życia w napięciu między nadzieją a rzeczywistością, między tym, co mogłoby być, a tym, co faktycznie jest; odpowiednio próbowania utrzymania relacji poprzez większy wysiłek, większe zrozumienie, większe poświęcenie, oraz ,,tonięcia w relacji”, stopniowego wyczerpywania się emocjonalnego osoby, która niesie relację sama, rozpoznając, że relacja nie może istnieć jako projekt jednej osoby, że miłość wymaga obecności dwóch stron, a nie jednostronnego podtrzymywania, dążąc do odzyskania prawa do decyzji o własnym życiu; odpowiednio oddawania Bogu przekonania, że jeśli jeszcze coś czuję, to relacja nadal istnieje, że jeśli będę wystarczająco się starać, druga osoba wróci do konstruktywnych i przytomnych relacji, w intencji przywrócenia porządku, w którym relacja opiera się na wzajemnym zaangażowaniu, a ciężar więzi nie spoczywa na jednej osobie, aby energia relacji mogła zostać zobaczona w prawdzie; odpowiednio pozostawania w relacji mimo sygnałów wycofania drugiej strony, interpretując brak twórczej odpowiedzi jako chwilowy kryzys, a nie jako trwała zmiana; odpowiednio budowania nadziei na przyszłość w oparciu o przeszłość, o wspomnienia lub potencjał, odkładając moment uznania rzeczywistości, aby nie zmierzyć się z bólem straty, kiedy nie można chcieć relacji za dwoje; odpowiednio stawania wobec prawdy o stanie swojego małżeństwa, rodziny bez ucieczki i bez iluzji, dla rozpoznania, czy relacja wymaga odbudowy, czy też została już faktycznie zakończona na poziomie więzi, oraz odzyskiwania zdolności wyboru: wejścia na drogę świadomej pracy nad relacją albo uznania jej końca, z otwieraniem się na rozmowę, konfrontację i nazwanie rzeczy po imieniu; odpowiednio przyjmowania odpowiedzialności za własną część relacji i wychodzenia z biernego trwania do świadomego działania; oraz rozpoznania, że życie relacji nie zależy od samej formy, lecz od obecności obu stron, uznając, że prawda – nawet trudna – jest początkiem uzdrowienia; odpowiednio oddawania Bogu przekonania, że lepiej trwać w pustce niż zmierzyć się z rzeczywistością, w intencji przywrócenia porządku, w którym relacje są wybierane świadomie, więź jest żywa albo uczciwie uznana jako zakończona, a życie nie jest zamrażane w strukturach bez treści, aby każdy mógł odzyskać kontakt z prawdą o swojej relacji, aby możliwe było albo odnowienie więzi, albo wyjście z iluzji, aby miłość nie była zastępowana samym trwaniem ze sobą na przestrzeni wszystkich wymiarów, czasów”.

Zorganizowane uwalnianie się od ciężarów – linki do tekstów, informacje o nagraniach, praca z intencjami, technika smyczkowa > Link.

Kwestie techniczne dotyczące idei i konstrukcji zdań podczas pracy z intencjami.
Sztuka. 
„800 intencji oczyszczających” Link . „Schemat jednozdaniowy dla intencji”. Link . Film „Ukłon po wykonaniu intencji”. Link . 

Słowo „–nie” dodane do jakiegoś słowa podczas pracy z intencjami oznacza, że ​​warto wyrazić je również w jego przeciwstawieniu, a nawet znaleźć i wypowiedzieć na głos wszelkie synonimy, które przychodzą na myśl wraz z ich przeciwieństwami. Na przykład — mówiąc: być biednym, być chorym , dobrze jest powiedzieć to również z jego przeciwieństwem: być biednym, być chorym, nie być biednym, nie być chorym. Pozwala to na możliwie najszersze rozciągnięcie danego wzorca, dotykając różnych aspektów, w tym jego przeciwieństwa. Warto również wiedzieć, że dusze często myślą lub twierdzą, że nie mają takich przeciwstawnych wzorców — na przykład, że nie są bałwochwalcami w danym przypadku (w danym słowie). Inny przykład:
dusza kobiety zaprzecza, że ​​kiedykolwiek była złą matką. Dlatego dodanie tutaj formy przeczącej — 
nie być złą matką — może pozwolić jej zrozumieć stan, w jakim się znajduje.
Bycie złą matką, —nie być złą matką — „—Och, absolutnie nie, nigdy w życiu! To z pewnością nie są moje wzorce. To, co robię, jest moją prywatną sprawą”. [—Dusza bardzo często tak o sobie mówi i myśli.

1. Naszego a przez nas cudzego z wszelkich przyczyn, wszelkimi sposobami m.in. znajdowania się w relacji rodzinnej, w której jedna osoba podejmuje wysiłek odbudowy więzi, podczas gdy druga pozostaje emocjonalnie wycofana, zamknięta lub obojętna, oraz angażowania się w rozmowy, próby naprawy, w terapię, refleksję i zmianę, przy jednoczesnym braku odpowiedzi lub minimalnym udziale drugiej strony; odpowiednio doświadczania sytuacji, w której cała energia relacji płynie z jednej strony, a druga jedynie „znosi” jej istnienie, oraz życia w napięciu między nadzieją a rzeczywistością, między tym, co mogłoby być, a tym, co faktycznie jest; odpowiednio próbowania utrzymania relacji poprzez większy wysiłek, większe zrozumienie, większe poświęcenie, oraz ,,tonięcia w relacji”, stopniowego wyczerpywania się emocjonalnego osoby, która niesie relację sama, rozpoznając, że relacja nie może istnieć jako projekt jednej osoby, że miłość wymaga obecności dwóch stron, a nie jednostronnego podtrzymywania, dążąc do odzyskania prawa do decyzji o własnym życiu; odpowiednio oddawania Bogu przekonania, że jeśli jeszcze coś czuję, to relacja nadal istnieje, że jeśli będę wystarczająco się starać, druga osoba wróci do konstruktywnych i przytomnych relacji, w intencji przywrócenia porządku, w którym relacja opiera się na wzajemnym zaangażowaniu, a ciężar więzi nie spoczywa na jednej osobie, aby energia relacji mogła zostać zobaczona w prawdzie; odpowiednio pozostawania w relacji mimo sygnałów wycofania drugiej strony, interpretując brak twórczej odpowiedzi jako chwilowy kryzys, a nie jako trwała zmiana; odpowiednio budowania nadziei na przyszłość w oparciu o przeszłość, o wspomnienia lub potencjał, odkładając moment uznania rzeczywistości, aby nie zmierzyć się z bólem straty, kiedy nie można chcieć relacji za dwoje; odpowiednio stawania wobec prawdy o stanie swojego małżeństwa, rodziny bez ucieczki i bez iluzji, dla rozpoznania, czy relacja wymaga odbudowy, czy też została już faktycznie zakończona na poziomie więzi, oraz odzyskiwania zdolności wyboru: wejścia na drogę świadomej pracy nad relacją albo uznania jej końca, z otwieraniem się na rozmowę, konfrontację i nazwanie rzeczy po imieniu; odpowiednio przyjmowania odpowiedzialności za własną część relacji i wychodzenia z biernego trwania do świadomego działania; oraz rozpoznania, że życie relacji nie zależy od samej formy, lecz od obecności obu stron, uznając, że prawda – nawet trudna – jest początkiem uzdrowienia; odpowiednio oddawania Bogu przekonania, że lepiej trwać w pustce niż zmierzyć się z rzeczywistością, w intencji przywrócenia porządku, w którym relacje są wybierane świadomie, więź jest żywa albo uczciwie uznana jako zakończona, a życie nie jest zamrażane w strukturach bez treści, aby każdy mógł odzyskać kontakt z prawdą o swojej relacji, aby możliwe było albo odnowienie więzi, albo wyjście z iluzji, aby miłość nie była zastępowana samym trwaniem ze sobą na przestrzeni wszystkich wymiarów, czasów i nie tylko, a to wszystko w zależności i odpowiednio w niezależności od m.in. woli, wytycznych, opinii, działań, zaufania, poleceń, postanowień, podpowiedzi, inspiracji, łask, szczodrości i odpowiednio ich braku ze strony samego Boga oraz naszego a przez nas cudzego doświadczania tego wszelkich skutków
2. oraz naszego a przez nas cudzego z wszelkich przyczyn, wszelkimi sposobami m.in. znajdowania się w relacji rodzinnej, w której jedna osoba podejmuje wysiłek odbudowy więzi, podczas gdy druga pozostaje emocjonalnie wycofana, zamknięta lub obojętna, oraz angażowania się w rozmowy, próby naprawy, w terapię, refleksję i zmianę, przy jednoczesnym braku odpowiedzi lub minimalnym udziale drugiej strony; odpowiednio doświadczania sytuacji, w której cała energia relacji płynie z jednej strony, a druga jedynie „znosi” jej istnienie, oraz życia w napięciu między nadzieją a rzeczywistością, między tym, co mogłoby być, a tym, co faktycznie jest; odpowiednio próbowania utrzymania relacji poprzez większy wysiłek, większe zrozumienie, większe poświęcenie, oraz ,,tonięcia w relacji”, stopniowego wyczerpywania się emocjonalnego osoby, która niesie relację sama, rozpoznając, że relacja nie może istnieć jako projekt jednej osoby, że miłość wymaga obecności dwóch stron, a nie jednostronnego podtrzymywania, dążąc do odzyskania prawa do decyzji o własnym życiu; odpowiednio oddawania Bogu przekonania, że jeśli jeszcze coś czuję, to relacja nadal istnieje, że jeśli będę wystarczająco się starać, druga osoba wróci do konstruktywnych i przytomnych relacji, w intencji przywrócenia porządku, w którym relacja opiera się na wzajemnym zaangażowaniu, a ciężar więzi nie spoczywa na jednej osobie, aby energia relacji mogła zostać zobaczona w prawdzie; odpowiednio pozostawania w relacji mimo sygnałów wycofania drugiej strony, interpretując brak twórczej odpowiedzi jako chwilowy kryzys, a nie jako trwała zmiana; odpowiednio budowania nadziei na przyszłość w oparciu o przeszłość, o wspomnienia lub potencjał, odkładając moment uznania rzeczywistości, aby nie zmierzyć się z bólem straty, kiedy nie można chcieć relacji za dwoje; odpowiednio stawania wobec prawdy o stanie swojego małżeństwa, rodziny bez ucieczki i bez iluzji, dla rozpoznania, czy relacja wymaga odbudowy, czy też została już faktycznie zakończona na poziomie więzi, oraz odzyskiwania zdolności wyboru: wejścia na drogę świadomej pracy nad relacją albo uznania jej końca, z otwieraniem się na rozmowę, konfrontację i nazwanie rzeczy po imieniu; odpowiednio przyjmowania odpowiedzialności za własną część relacji i wychodzenia z biernego trwania do świadomego działania; oraz rozpoznania, że życie relacji nie zależy od samej formy, lecz od obecności obu stron, uznając, że prawda – nawet trudna – jest początkiem uzdrowienia; odpowiednio oddawania Bogu przekonania, że lepiej trwać w pustce niż zmierzyć się z rzeczywistością, w intencji przywrócenia porządku, w którym relacje są wybierane świadomie, więź jest żywa albo uczciwie uznana jako zakończona, a życie nie jest zamrażane w strukturach bez treści, aby każdy mógł odzyskać kontakt z prawdą o swojej relacji, aby możliwe było albo odnowienie więzi, albo wyjście z iluzji, aby miłość nie była zastępowana samym trwaniem ze sobą na przestrzeni wszystkich wymiarów, czasów i nie tylko, a to wszystko w zależności i odpowiednio w niezależności od m.in. woli, wytycznych, opinii, działań, poleceń, postanowień, podpowiedzi, inspiracji, łask, szczodrości i odpowiednio ich braku ze strony wszelkich płci ludzi, Dusz, istot, bytów, tworów, zwierząt, roślin, kosmitów i nie tylko oraz naszego a przez nas cudzego doświadczania tego wszelkich skutków
3. oraz naszego a przez nas cudzego z wszelkich przyczyn, wszelkimi sposobami m.in. znajdowania się w relacji rodzinnej, w której jedna osoba podejmuje wysiłek odbudowy więzi, podczas gdy druga pozostaje emocjonalnie wycofana, zamknięta lub obojętna, oraz angażowania się w rozmowy, próby naprawy, w terapię, refleksję i zmianę, przy jednoczesnym braku odpowiedzi lub minimalnym udziale drugiej strony; odpowiednio doświadczania sytuacji, w której cała energia relacji płynie z jednej strony, a druga jedynie „znosi” jej istnienie, oraz życia w napięciu między nadzieją a rzeczywistością, między tym, co mogłoby być, a tym, co faktycznie jest; odpowiednio próbowania utrzymania relacji poprzez większy wysiłek, większe zrozumienie, większe poświęcenie, oraz ,,tonięcia w relacji”, stopniowego wyczerpywania się emocjonalnego osoby, która niesie relację sama, rozpoznając, że relacja nie może istnieć jako projekt jednej osoby, że miłość wymaga obecności dwóch stron, a nie jednostronnego podtrzymywania, dążąc do odzyskania prawa do decyzji o własnym życiu; odpowiednio oddawania Bogu przekonania, że jeśli jeszcze coś czuję, to relacja nadal istnieje, że jeśli będę wystarczająco się starać, druga osoba wróci do konstruktywnych i przytomnych relacji, w intencji przywrócenia porządku, w którym relacja opiera się na wzajemnym zaangażowaniu, a ciężar więzi nie spoczywa na jednej osobie, aby energia relacji mogła zostać zobaczona w prawdzie; odpowiednio pozostawania w relacji mimo sygnałów wycofania drugiej strony, interpretując brak twórczej odpowiedzi jako chwilowy kryzys, a nie jako trwała zmiana; odpowiednio budowania nadziei na przyszłość w oparciu o przeszłość, o wspomnienia lub potencjał, odkładając moment uznania rzeczywistości, aby nie zmierzyć się z bólem straty, kiedy nie można chcieć relacji za dwoje; odpowiednio stawania wobec prawdy o stanie swojego małżeństwa, rodziny bez ucieczki i bez iluzji, dla rozpoznania, czy relacja wymaga odbudowy, czy też została już faktycznie zakończona na poziomie więzi, oraz odzyskiwania zdolności wyboru: wejścia na drogę świadomej pracy nad relacją albo uznania jej końca, z otwieraniem się na rozmowę, konfrontację i nazwanie rzeczy po imieniu; odpowiednio przyjmowania odpowiedzialności za własną część relacji i wychodzenia z biernego trwania do świadomego działania; oraz rozpoznania, że życie relacji nie zależy od samej formy, lecz od obecności obu stron, uznając, że prawda – nawet trudna – jest początkiem uzdrowienia; odpowiednio oddawania Bogu przekonania, że lepiej trwać w pustce niż zmierzyć się z rzeczywistością, w intencji przywrócenia porządku, w którym relacje są wybierane świadomie, więź jest żywa albo uczciwie uznana jako zakończona, a życie nie jest zamrażane w strukturach bez treści, aby każdy mógł odzyskać kontakt z prawdą o swojej relacji, aby możliwe było albo odnowienie więzi, albo wyjście z iluzji, aby miłość nie była zastępowana samym trwaniem ze sobą na przestrzeni wszystkich wymiarów, czasów i nie tylko, a to wszystko w zależności i odpowiednio w niezależności od m.in. woli, wytycznych, opinii, działań, poleceń, postanowień, podpowiedzi, inspiracji, łask, szczodrości i odpowiednio ich braku ze strony m.in. wszelkiego rodzaju, znaczenia, gatunku, płci i form istnienia m.in. aktywnych i nieaktywnych bóstw, bogiń, boskich matek, boskich ojców, boskich synów, boskich córek, boskich rodzin, Goauldów, koleżków Boga, bogów, półbogów, Asurów, Świętych, guru, mistrzów, nauczycieli, Mesjaszy, aniołów, a w tym astralnych m.in. Archaniołów, cherubinów, serafinów, astrali, władców, zarządców, właściciel i twórców światów astralnych i drzew dusz, proroków oraz środowisk działających samodzielnie lub poprzez pośredników i nie tylko oraz naszego a przez nas cudzego doświadczania tego wszelkich skutków
4. oraz naszego a przez nas cudzego z wszelkich przyczyn, wszelkimi sposobami m.in. znajdowania się w relacji rodzinnej, w której jedna osoba podejmuje wysiłek odbudowy więzi, podczas gdy druga pozostaje emocjonalnie wycofana, zamknięta lub obojętna, oraz angażowania się w rozmowy, próby naprawy, w terapię, refleksję i zmianę, przy jednoczesnym braku odpowiedzi lub minimalnym udziale drugiej strony; odpowiednio doświadczania sytuacji, w której cała energia relacji płynie z jednej strony, a druga jedynie „znosi” jej istnienie, oraz życia w napięciu między nadzieją a rzeczywistością, między tym, co mogłoby być, a tym, co faktycznie jest; odpowiednio próbowania utrzymania relacji poprzez większy wysiłek, większe zrozumienie, większe poświęcenie, oraz ,,tonięcia w relacji”, stopniowego wyczerpywania się emocjonalnego osoby, która niesie relację sama, rozpoznając, że relacja nie może istnieć jako projekt jednej osoby, że miłość wymaga obecności dwóch stron, a nie jednostronnego podtrzymywania, dążąc do odzyskania prawa do decyzji o własnym życiu; odpowiednio oddawania Bogu przekonania, że jeśli jeszcze coś czuję, to relacja nadal istnieje, że jeśli będę wystarczająco się starać, druga osoba wróci do konstruktywnych i przytomnych relacji, w intencji przywrócenia porządku, w którym relacja opiera się na wzajemnym zaangażowaniu, a ciężar więzi nie spoczywa na jednej osobie, aby energia relacji mogła zostać zobaczona w prawdzie; odpowiednio pozostawania w relacji mimo sygnałów wycofania drugiej strony, interpretując brak twórczej odpowiedzi jako chwilowy kryzys, a nie jako trwała zmiana; odpowiednio budowania nadziei na przyszłość w oparciu o przeszłość, o wspomnienia lub potencjał, odkładając moment uznania rzeczywistości, aby nie zmierzyć się z bólem straty, kiedy nie można chcieć relacji za dwoje; odpowiednio stawania wobec prawdy o stanie swojego małżeństwa, rodziny bez ucieczki i bez iluzji, dla rozpoznania, czy relacja wymaga odbudowy, czy też została już faktycznie zakończona na poziomie więzi, oraz odzyskiwania zdolności wyboru: wejścia na drogę świadomej pracy nad relacją albo uznania jej końca, z otwieraniem się na rozmowę, konfrontację i nazwanie rzeczy po imieniu; odpowiednio przyjmowania odpowiedzialności za własną część relacji i wychodzenia z biernego trwania do świadomego działania; oraz rozpoznania, że życie relacji nie zależy od samej formy, lecz od obecności obu stron, uznając, że prawda – nawet trudna – jest początkiem uzdrowienia; odpowiednio oddawania Bogu przekonania, że lepiej trwać w pustce niż zmierzyć się z rzeczywistością, w intencji przywrócenia porządku, w którym relacje są wybierane świadomie, więź jest żywa albo uczciwie uznana jako zakończona, a życie nie jest zamrażane w strukturach bez treści, aby każdy mógł odzyskać kontakt z prawdą o swojej relacji, aby możliwe było albo odnowienie więzi, albo wyjście z iluzji, aby miłość nie była zastępowana samym trwaniem ze sobą na przestrzeni wszystkich wymiarów, czasów i nie tylko, a to wszystko w zależności i odpowiednio w niezależności od m.in. woli, wytycznych, opinii, działań, poleceń, postanowień, podpowiedzi, inspiracji, łask, szczodrości i odpowiednio ich braku ze strony m.in. fizycznych i astralnych węży, robaków, drapieżników, wirusów, szkodników, grzybów, pleśni, owadów, drobnoustrojów, bakterii, mikroorganizmów i makroorganizmów, jaszczurów, pasożytów, symbiontów, lokatorów naszej i cudzej energetyki oraz ze strony m.in. wszelkich duchów, demonów, strzyg, istot opętujących, mitycznych stworzeń, mitycznych istot i nie tylko oraz naszego a przez nas cudzego doświadczania tego wszelkich skutków
5. oraz naszego a przez nas cudzego z wszelkich przyczyn, wszelkimi sposobami m.in. znajdowania się w relacji rodzinnej, w której jedna osoba podejmuje wysiłek odbudowy więzi, podczas gdy druga pozostaje emocjonalnie wycofana, zamknięta lub obojętna, oraz angażowania się w rozmowy, próby naprawy, w terapię, refleksję i zmianę, przy jednoczesnym braku odpowiedzi lub minimalnym udziale drugiej strony; odpowiednio doświadczania sytuacji, w której cała energia relacji płynie z jednej strony, a druga jedynie „znosi” jej istnienie, oraz życia w napięciu między nadzieją a rzeczywistością, między tym, co mogłoby być, a tym, co faktycznie jest; odpowiednio próbowania utrzymania relacji poprzez większy wysiłek, większe zrozumienie, większe poświęcenie, oraz ,,tonięcia w relacji”, stopniowego wyczerpywania się emocjonalnego osoby, która niesie relację sama, rozpoznając, że relacja nie może istnieć jako projekt jednej osoby, że miłość wymaga obecności dwóch stron, a nie jednostronnego podtrzymywania, dążąc do odzyskania prawa do decyzji o własnym życiu; odpowiednio oddawania Bogu przekonania, że jeśli jeszcze coś czuję, to relacja nadal istnieje, że jeśli będę wystarczająco się starać, druga osoba wróci do konstruktywnych i przytomnych relacji, w intencji przywrócenia porządku, w którym relacja opiera się na wzajemnym zaangażowaniu, a ciężar więzi nie spoczywa na jednej osobie, aby energia relacji mogła zostać zobaczona w prawdzie; odpowiednio pozostawania w relacji mimo sygnałów wycofania drugiej strony, interpretując brak twórczej odpowiedzi jako chwilowy kryzys, a nie jako trwała zmiana; odpowiednio budowania nadziei na przyszłość w oparciu o przeszłość, o wspomnienia lub potencjał, odkładając moment uznania rzeczywistości, aby nie zmierzyć się z bólem straty, kiedy nie można chcieć relacji za dwoje; odpowiednio stawania wobec prawdy o stanie swojego małżeństwa, rodziny bez ucieczki i bez iluzji, dla rozpoznania, czy relacja wymaga odbudowy, czy też została już faktycznie zakończona na poziomie więzi, oraz odzyskiwania zdolności wyboru: wejścia na drogę świadomej pracy nad relacją albo uznania jej końca, z otwieraniem się na rozmowę, konfrontację i nazwanie rzeczy po imieniu; odpowiednio przyjmowania odpowiedzialności za własną część relacji i wychodzenia z biernego trwania do świadomego działania; oraz rozpoznania, że życie relacji nie zależy od samej formy, lecz od obecności obu stron, uznając, że prawda – nawet trudna – jest początkiem uzdrowienia; odpowiednio oddawania Bogu przekonania, że lepiej trwać w pustce niż zmierzyć się z rzeczywistością, w intencji przywrócenia porządku, w którym relacje są wybierane świadomie, więź jest żywa albo uczciwie uznana jako zakończona, a życie nie jest zamrażane w strukturach bez treści, aby każdy mógł odzyskać kontakt z prawdą o swojej relacji, aby możliwe było albo odnowienie więzi, albo wyjście z iluzji, aby miłość nie była zastępowana samym trwaniem ze sobą na przestrzeni wszystkich wymiarów, czasów i nie tylko, a to wszystko w zależności i odpowiednio w niezależności od m.in. woli, wytycznych, opinii, działań, poleceń, postanowień, podpowiedzi, inspiracji, łask, szczodrości i odpowiednio ich braku ze strony m.in. naszych i cudzych wszelkiego rodzaju cudotwórców, uzdrowicieli, znachorów, bioenergoterapeutów, lekarzy ciała i Duszy, od cudownych boskich uzdrowień, od właścicieli, zarządców, fanatyków i struktur różnych praktyk inicjacyjnych m.in. religijnych, parareligijnych oraz takich jak Reiki, od wiedźm, magów, szamanów, wizjonerów, wyroczni, od znaków na niebie i ziemi, od czarownic, czarowników, od magii, od żywiołów, joginów, tantryków, i nie tylko oraz naszego a przez nas cudzego doświadczania tego wszelkich skutków
6. oraz naszego a przez nas cudzego z wszelkich przyczyn, wszelkimi sposobami m.in. znajdowania się w relacji rodzinnej, w której jedna osoba podejmuje wysiłek odbudowy więzi, podczas gdy druga pozostaje emocjonalnie wycofana, zamknięta lub obojętna, oraz angażowania się w rozmowy, próby naprawy, w terapię, refleksję i zmianę, przy jednoczesnym braku odpowiedzi lub minimalnym udziale drugiej strony; odpowiednio doświadczania sytuacji, w której cała energia relacji płynie z jednej strony, a druga jedynie „znosi” jej istnienie, oraz życia w napięciu między nadzieją a rzeczywistością, między tym, co mogłoby być, a tym, co faktycznie jest; odpowiednio próbowania utrzymania relacji poprzez większy wysiłek, większe zrozumienie, większe poświęcenie, oraz ,,tonięcia w relacji”, stopniowego wyczerpywania się emocjonalnego osoby, która niesie relację sama, rozpoznając, że relacja nie może istnieć jako projekt jednej osoby, że miłość wymaga obecności dwóch stron, a nie jednostronnego podtrzymywania, dążąc do odzyskania prawa do decyzji o własnym życiu; odpowiednio oddawania Bogu przekonania, że jeśli jeszcze coś czuję, to relacja nadal istnieje, że jeśli będę wystarczająco się starać, druga osoba wróci do konstruktywnych i przytomnych relacji, w intencji przywrócenia porządku, w którym relacja opiera się na wzajemnym zaangażowaniu, a ciężar więzi nie spoczywa na jednej osobie, aby energia relacji mogła zostać zobaczona w prawdzie; odpowiednio pozostawania w relacji mimo sygnałów wycofania drugiej strony, interpretując brak twórczej odpowiedzi jako chwilowy kryzys, a nie jako trwała zmiana; odpowiednio budowania nadziei na przyszłość w oparciu o przeszłość, o wspomnienia lub potencjał, odkładając moment uznania rzeczywistości, aby nie zmierzyć się z bólem straty, kiedy nie można chcieć relacji za dwoje; odpowiednio stawania wobec prawdy o stanie swojego małżeństwa, rodziny bez ucieczki i bez iluzji, dla rozpoznania, czy relacja wymaga odbudowy, czy też została już faktycznie zakończona na poziomie więzi, oraz odzyskiwania zdolności wyboru: wejścia na drogę świadomej pracy nad relacją albo uznania jej końca, z otwieraniem się na rozmowę, konfrontację i nazwanie rzeczy po imieniu; odpowiednio przyjmowania odpowiedzialności za własną część relacji i wychodzenia z biernego trwania do świadomego działania; oraz rozpoznania, że życie relacji nie zależy od samej formy, lecz od obecności obu stron, uznając, że prawda – nawet trudna – jest początkiem uzdrowienia; odpowiednio oddawania Bogu przekonania, że lepiej trwać w pustce niż zmierzyć się z rzeczywistością, w intencji przywrócenia porządku, w którym relacje są wybierane świadomie, więź jest żywa albo uczciwie uznana jako zakończona, a życie nie jest zamrażane w strukturach bez treści, aby każdy mógł odzyskać kontakt z prawdą o swojej relacji, aby możliwe było albo odnowienie więzi, albo wyjście z iluzji, aby miłość nie była zastępowana samym trwaniem ze sobą na przestrzeni wszystkich wymiarów, czasów i nie tylko, a to wszystko w zależności i odpowiednio w niezależności od m.in. woli, wytycznych, opinii, działań, poleceń, postanowień, podpowiedzi, inspiracji, łask, szczodrości i odpowiednio ich braku ze strony m.in. wszelkich ustanawiających kryteria czystości, winy, zasługi i gotowości, a w tym oświeconych, oświecających, wybielających i odpowiednio zaczerniających siebie i innych m.in. ludzi, Dusz, istot, części naszej i cudzej Duszy i istoty, od tych dążących do nirwany, do zbawienia, wyzwolenia, odkupienia osiągających je, od wielbicieli i twórców wszelkich kompresji astralnych, wszelkich niebios, piekieł, rajów, czyśćców, światów astralnych i nie tylko oraz naszego a przez nas cudzego doświadczania tego wszelkich skutków
7. oraz naszego a przez nas cudzego z wszelkich przyczyn, wszelkimi sposobami m.in. znajdowania się w relacji rodzinnej, w której jedna osoba podejmuje wysiłek odbudowy więzi, podczas gdy druga pozostaje emocjonalnie wycofana, zamknięta lub obojętna, oraz angażowania się w rozmowy, próby naprawy, w terapię, refleksję i zmianę, przy jednoczesnym braku odpowiedzi lub minimalnym udziale drugiej strony; odpowiednio doświadczania sytuacji, w której cała energia relacji płynie z jednej strony, a druga jedynie „znosi” jej istnienie, oraz życia w napięciu między nadzieją a rzeczywistością, między tym, co mogłoby być, a tym, co faktycznie jest; odpowiednio próbowania utrzymania relacji poprzez większy wysiłek, większe zrozumienie, większe poświęcenie, oraz ,,tonięcia w relacji”, stopniowego wyczerpywania się emocjonalnego osoby, która niesie relację sama, rozpoznając, że relacja nie może istnieć jako projekt jednej osoby, że miłość wymaga obecności dwóch stron, a nie jednostronnego podtrzymywania, dążąc do odzyskania prawa do decyzji o własnym życiu; odpowiednio oddawania Bogu przekonania, że jeśli jeszcze coś czuję, to relacja nadal istnieje, że jeśli będę wystarczająco się starać, druga osoba wróci do konstruktywnych i przytomnych relacji, w intencji przywrócenia porządku, w którym relacja opiera się na wzajemnym zaangażowaniu, a ciężar więzi nie spoczywa na jednej osobie, aby energia relacji mogła zostać zobaczona w prawdzie; odpowiednio pozostawania w relacji mimo sygnałów wycofania drugiej strony, interpretując brak twórczej odpowiedzi jako chwilowy kryzys, a nie jako trwała zmiana; odpowiednio budowania nadziei na przyszłość w oparciu o przeszłość, o wspomnienia lub potencjał, odkładając moment uznania rzeczywistości, aby nie zmierzyć się z bólem straty, kiedy nie można chcieć relacji za dwoje; odpowiednio stawania wobec prawdy o stanie swojego małżeństwa, rodziny bez ucieczki i bez iluzji, dla rozpoznania, czy relacja wymaga odbudowy, czy też została już faktycznie zakończona na poziomie więzi, oraz odzyskiwania zdolności wyboru: wejścia na drogę świadomej pracy nad relacją albo uznania jej końca, z otwieraniem się na rozmowę, konfrontację i nazwanie rzeczy po imieniu; odpowiednio przyjmowania odpowiedzialności za własną część relacji i wychodzenia z biernego trwania do świadomego działania; oraz rozpoznania, że życie relacji nie zależy od samej formy, lecz od obecności obu stron, uznając, że prawda – nawet trudna – jest początkiem uzdrowienia; odpowiednio oddawania Bogu przekonania, że lepiej trwać w pustce niż zmierzyć się z rzeczywistością, w intencji przywrócenia porządku, w którym relacje są wybierane świadomie, więź jest żywa albo uczciwie uznana jako zakończona, a życie nie jest zamrażane w strukturach bez treści, aby każdy mógł odzyskać kontakt z prawdą o swojej relacji, aby możliwe było albo odnowienie więzi, albo wyjście z iluzji, aby miłość nie była zastępowana samym trwaniem ze sobą na przestrzeni wszystkich wymiarów, czasów i nie tylko, a to wszystko w zależności i odpowiednio w niezależności od m.in. woli, wytycznych, opinii, działań, poleceń, postanowień, podpowiedzi, inspiracji, łask, szczodrości i odpowiednio ich braku ze strony m.in. wszelkich ateistów, agnostyków, heretyków, wyznawców bahaizmu, religii plemiennych, wielobustwa, animizmu, totemizmu, taoizmu, shintō, sikhizmu, dżinizmu, ahinsa, ayyavazhi, wyznawców Wicca, wyznawców buddyzmu, druidyzmu, voodoo, theravady, mahajany, chan, zen, sŏn, amidyzmu, Szkoły Czystej Krainy, tendai, shingon, buddyzmu tybetańskiego, ningma, kagju, sakja, dzionangu, gelug, Bon i nie tylko oraz od ich kapłanów, twórców, wyznawców, promotorów i nie tylko oraz naszego a przez nas cudzego doświadczania tego wszelkich skutków
8. oraz naszego a przez nas cudzego z wszelkich przyczyn, wszelkimi sposobami m.in. znajdowania się w relacji rodzinnej, w której jedna osoba podejmuje wysiłek odbudowy więzi, podczas gdy druga pozostaje emocjonalnie wycofana, zamknięta lub obojętna, oraz angażowania się w rozmowy, próby naprawy, w terapię, refleksję i zmianę, przy jednoczesnym braku odpowiedzi lub minimalnym udziale drugiej strony; odpowiednio doświadczania sytuacji, w której cała energia relacji płynie z jednej strony, a druga jedynie „znosi” jej istnienie, oraz życia w napięciu między nadzieją a rzeczywistością, między tym, co mogłoby być, a tym, co faktycznie jest; odpowiednio próbowania utrzymania relacji poprzez większy wysiłek, większe zrozumienie, większe poświęcenie, oraz ,,tonięcia w relacji”, stopniowego wyczerpywania się emocjonalnego osoby, która niesie relację sama, rozpoznając, że relacja nie może istnieć jako projekt jednej osoby, że miłość wymaga obecności dwóch stron, a nie jednostronnego podtrzymywania, dążąc do odzyskania prawa do decyzji o własnym życiu; odpowiednio oddawania Bogu przekonania, że jeśli jeszcze coś czuję, to relacja nadal istnieje, że jeśli będę wystarczająco się starać, druga osoba wróci do konstruktywnych i przytomnych relacji, w intencji przywrócenia porządku, w którym relacja opiera się na wzajemnym zaangażowaniu, a ciężar więzi nie spoczywa na jednej osobie, aby energia relacji mogła zostać zobaczona w prawdzie; odpowiednio pozostawania w relacji mimo sygnałów wycofania drugiej strony, interpretując brak twórczej odpowiedzi jako chwilowy kryzys, a nie jako trwała zmiana; odpowiednio budowania nadziei na przyszłość w oparciu o przeszłość, o wspomnienia lub potencjał, odkładając moment uznania rzeczywistości, aby nie zmierzyć się z bólem straty, kiedy nie można chcieć relacji za dwoje; odpowiednio stawania wobec prawdy o stanie swojego małżeństwa, rodziny bez ucieczki i bez iluzji, dla rozpoznania, czy relacja wymaga odbudowy, czy też została już faktycznie zakończona na poziomie więzi, oraz odzyskiwania zdolności wyboru: wejścia na drogę świadomej pracy nad relacją albo uznania jej końca, z otwieraniem się na rozmowę, konfrontację i nazwanie rzeczy po imieniu; odpowiednio przyjmowania odpowiedzialności za własną część relacji i wychodzenia z biernego trwania do świadomego działania; oraz rozpoznania, że życie relacji nie zależy od samej formy, lecz od obecności obu stron, uznając, że prawda – nawet trudna – jest początkiem uzdrowienia; odpowiednio oddawania Bogu przekonania, że lepiej trwać w pustce niż zmierzyć się z rzeczywistością, w intencji przywrócenia porządku, w którym relacje są wybierane świadomie, więź jest żywa albo uczciwie uznana jako zakończona, a życie nie jest zamrażane w strukturach bez treści, aby każdy mógł odzyskać kontakt z prawdą o swojej relacji, aby możliwe było albo odnowienie więzi, albo wyjście z iluzji, aby miłość nie była zastępowana samym trwaniem ze sobą na przestrzeni wszystkich wymiarów, czasów i nie tylko, a to wszystko w zależności i odpowiednio w niezależności od m.in. woli, wytycznych, opinii, działań, poleceń, postanowień, podpowiedzi, inspiracji, łask, szczodrości i odpowiednio ich braku ze strony m.in. Jezusa, Apostołów, ojców kościoła, Wszystkich Świętych, Ojcze Nasz, Ducha Świętego, jak również m.in. wyznawców, twórców, kapłanów i zarządców wszelkich sekt chrześcijańskich m.in. starokatolicyzmu, kościołów utrechckich, kościołów narodowych, mariawityzmu, katolicyzmu, wschodniego katolicyzmu, grekokatolicyzmu, kościoła rzymskokatolickiego, sedewakantyzmu, konklawizmu, palmariznizmu, lefebrystów, anglikanizmu, prawosławia, od kościołów bizantyjskich, cerkwi prawosławnych, staroobrzędowców, popowców, bezpopowców, skopców, starokalendarzowców, kościołów orientalnych, koptów, Syryjczyków, kościołów asyryjskich, adwentystów, milleryzmu, anabaptyzmu, wyznawców arianizmu, baptyzmu, braci morawskich, braci polymuckich, husytyzmu, kalwinizmu, kongregacjonizmu, prezbiterianizmu, kwakrów, luteranizmu, monnonityzmu, metodyzmu, pentekostalizmu, salwacjonizmu, unitarianizmu, waldensów, amiszów, restoracjoizmu, ruchu babackiego, Świadków Jehowy, Zrzeszenia Wolnych Badaczy Pisma Świętego, Świętych Ruchów Misyjnych, wyznawców unitaryzmu, mormonów, Kościołów Jezusa Chrystusa w Dniach ostatnich, Społeczności Chrystusa, afrochrześcijaństwa jak aladury, harrizmu, kimbangizmu, lumby i nie tylko oraz naszego a przez nas cudzego doświadczania tego wszelkich skutków
9. oraz naszego a przez nas cudzego z wszelkich przyczyn, wszelkimi sposobami m.in. znajdowania się w relacji rodzinnej, w której jedna osoba podejmuje wysiłek odbudowy więzi, podczas gdy druga pozostaje emocjonalnie wycofana, zamknięta lub obojętna, oraz angażowania się w rozmowy, próby naprawy, w terapię, refleksję i zmianę, przy jednoczesnym braku odpowiedzi lub minimalnym udziale drugiej strony; odpowiednio doświadczania sytuacji, w której cała energia relacji płynie z jednej strony, a druga jedynie „znosi” jej istnienie, oraz życia w napięciu między nadzieją a rzeczywistością, między tym, co mogłoby być, a tym, co faktycznie jest; odpowiednio próbowania utrzymania relacji poprzez większy wysiłek, większe zrozumienie, większe poświęcenie, oraz ,,tonięcia w relacji”, stopniowego wyczerpywania się emocjonalnego osoby, która niesie relację sama, rozpoznając, że relacja nie może istnieć jako projekt jednej osoby, że miłość wymaga obecności dwóch stron, a nie jednostronnego podtrzymywania, dążąc do odzyskania prawa do decyzji o własnym życiu; odpowiednio oddawania Bogu przekonania, że jeśli jeszcze coś czuję, to relacja nadal istnieje, że jeśli będę wystarczająco się starać, druga osoba wróci do konstruktywnych i przytomnych relacji, w intencji przywrócenia porządku, w którym relacja opiera się na wzajemnym zaangażowaniu, a ciężar więzi nie spoczywa na jednej osobie, aby energia relacji mogła zostać zobaczona w prawdzie; odpowiednio pozostawania w relacji mimo sygnałów wycofania drugiej strony, interpretując brak twórczej odpowiedzi jako chwilowy kryzys, a nie jako trwała zmiana; odpowiednio budowania nadziei na przyszłość w oparciu o przeszłość, o wspomnienia lub potencjał, odkładając moment uznania rzeczywistości, aby nie zmierzyć się z bólem straty, kiedy nie można chcieć relacji za dwoje; odpowiednio stawania wobec prawdy o stanie swojego małżeństwa, rodziny bez ucieczki i bez iluzji, dla rozpoznania, czy relacja wymaga odbudowy, czy też została już faktycznie zakończona na poziomie więzi, oraz odzyskiwania zdolności wyboru: wejścia na drogę świadomej pracy nad relacją albo uznania jej końca, z otwieraniem się na rozmowę, konfrontację i nazwanie rzeczy po imieniu; odpowiednio przyjmowania odpowiedzialności za własną część relacji i wychodzenia z biernego trwania do świadomego działania; oraz rozpoznania, że życie relacji nie zależy od samej formy, lecz od obecności obu stron, uznając, że prawda – nawet trudna – jest początkiem uzdrowienia; odpowiednio oddawania Bogu przekonania, że lepiej trwać w pustce niż zmierzyć się z rzeczywistością, w intencji przywrócenia porządku, w którym relacje są wybierane świadomie, więź jest żywa albo uczciwie uznana jako zakończona, a życie nie jest zamrażane w strukturach bez treści, aby każdy mógł odzyskać kontakt z prawdą o swojej relacji, aby możliwe było albo odnowienie więzi, albo wyjście z iluzji, aby miłość nie była zastępowana samym trwaniem ze sobą na przestrzeni wszystkich wymiarów, czasów i nie tylko, a to wszystko w zależności i odpowiednio w niezależności od m.in. woli, wytycznych, opinii, działań, poleceń, postanowień, podpowiedzi, inspiracji, łask, szczodrości i odpowiednio ich braku ze strony m.in. wyznawców, twórców, kapłanów i zarządców m.in. kosmologi, praktyk ascetycznych, koncepcji czystości i skażenia, zniewolenia a w tym m.in. dżinizmu, digambarów, sthankawasi, śwetambarów, gnostyków, wyznawców manicheizmu, mandeizmu, ze strony wszelkich odłamów i sekt m.in. wiszniuzmu, krysznaizmu, śiwaizmu, lingajatów, śaktyzmu, mazdaizmu, religii perskich, mazdakizmu, mitraizmu i nie tylko oraz naszego a przez nas cudzego doświadczania tego wszelkich skutków
10. oraz naszego a przez nas cudzego z wszelkich przyczyn, wszelkimi sposobami m.in. znajdowania się w relacji rodzinnej, w której jedna osoba podejmuje wysiłek odbudowy więzi, podczas gdy druga pozostaje emocjonalnie wycofana, zamknięta lub obojętna, oraz angażowania się w rozmowy, próby naprawy, w terapię, refleksję i zmianę, przy jednoczesnym braku odpowiedzi lub minimalnym udziale drugiej strony; odpowiednio doświadczania sytuacji, w której cała energia relacji płynie z jednej strony, a druga jedynie „znosi” jej istnienie, oraz życia w napięciu między nadzieją a rzeczywistością, między tym, co mogłoby być, a tym, co faktycznie jest; odpowiednio próbowania utrzymania relacji poprzez większy wysiłek, większe zrozumienie, większe poświęcenie, oraz ,,tonięcia w relacji”, stopniowego wyczerpywania się emocjonalnego osoby, która niesie relację sama, rozpoznając, że relacja nie może istnieć jako projekt jednej osoby, że miłość wymaga obecności dwóch stron, a nie jednostronnego podtrzymywania, dążąc do odzyskania prawa do decyzji o własnym życiu; odpowiednio oddawania Bogu przekonania, że jeśli jeszcze coś czuję, to relacja nadal istnieje, że jeśli będę wystarczająco się starać, druga osoba wróci do konstruktywnych i przytomnych relacji, w intencji przywrócenia porządku, w którym relacja opiera się na wzajemnym zaangażowaniu, a ciężar więzi nie spoczywa na jednej osobie, aby energia relacji mogła zostać zobaczona w prawdzie; odpowiednio pozostawania w relacji mimo sygnałów wycofania drugiej strony, interpretując brak twórczej odpowiedzi jako chwilowy kryzys, a nie jako trwała zmiana; odpowiednio budowania nadziei na przyszłość w oparciu o przeszłość, o wspomnienia lub potencjał, odkładając moment uznania rzeczywistości, aby nie zmierzyć się z bólem straty, kiedy nie można chcieć relacji za dwoje; odpowiednio stawania wobec prawdy o stanie swojego małżeństwa, rodziny bez ucieczki i bez iluzji, dla rozpoznania, czy relacja wymaga odbudowy, czy też została już faktycznie zakończona na poziomie więzi, oraz odzyskiwania zdolności wyboru: wejścia na drogę świadomej pracy nad relacją albo uznania jej końca, z otwieraniem się na rozmowę, konfrontację i nazwanie rzeczy po imieniu; odpowiednio przyjmowania odpowiedzialności za własną część relacji i wychodzenia z biernego trwania do świadomego działania; oraz rozpoznania, że życie relacji nie zależy od samej formy, lecz od obecności obu stron, uznając, że prawda – nawet trudna – jest początkiem uzdrowienia; odpowiednio oddawania Bogu przekonania, że lepiej trwać w pustce niż zmierzyć się z rzeczywistością, w intencji przywrócenia porządku, w którym relacje są wybierane świadomie, więź jest żywa albo uczciwie uznana jako zakończona, a życie nie jest zamrażane w strukturach bez treści, aby każdy mógł odzyskać kontakt z prawdą o swojej relacji, aby możliwe było albo odnowienie więzi, albo wyjście z iluzji, aby miłość nie była zastępowana samym trwaniem ze sobą na przestrzeni wszystkich wymiarów, czasów i nie tylko, a to wszystko w zależności i odpowiednio w niezależności od m.in. woli, wytycznych, opinii, działań, poleceń, postanowień, podpowiedzi, inspiracji, łask, szczodrości i odpowiednio ich braku ze strony wyznawców, twórców, kapłanów i zarządców świata Islamu m.in. alawitów, alewitów, charydżytów, sunnitów, szyitów, immaitów, ismalitów, zajdytów, wyznawców sufizmu, Ahmadiyya, czarnego islamu, Maurów, Narodu islamu, drudyzmu, ahl-e-hakk, zikrytów, skrypturalizmu, koranizmu, jezydyzmu i nie tylko oraz naszego a przez nas cudzego doświadczania tego wszelkich skutków
11. oraz naszego a przez nas cudzego z wszelkich przyczyn, wszelkimi sposobami m.in. znajdowania się w relacji rodzinnej, w której jedna osoba podejmuje wysiłek odbudowy więzi, podczas gdy druga pozostaje emocjonalnie wycofana, zamknięta lub obojętna, oraz angażowania się w rozmowy, próby naprawy, w terapię, refleksję i zmianę, przy jednoczesnym braku odpowiedzi lub minimalnym udziale drugiej strony; odpowiednio doświadczania sytuacji, w której cała energia relacji płynie z jednej strony, a druga jedynie „znosi” jej istnienie, oraz życia w napięciu między nadzieją a rzeczywistością, między tym, co mogłoby być, a tym, co faktycznie jest; odpowiednio próbowania utrzymania relacji poprzez większy wysiłek, większe zrozumienie, większe poświęcenie, oraz ,,tonięcia w relacji”, stopniowego wyczerpywania się emocjonalnego osoby, która niesie relację sama, rozpoznając, że relacja nie może istnieć jako projekt jednej osoby, że miłość wymaga obecności dwóch stron, a nie jednostronnego podtrzymywania, dążąc do odzyskania prawa do decyzji o własnym życiu; odpowiednio oddawania Bogu przekonania, że jeśli jeszcze coś czuję, to relacja nadal istnieje, że jeśli będę wystarczająco się starać, druga osoba wróci do konstruktywnych i przytomnych relacji, w intencji przywrócenia porządku, w którym relacja opiera się na wzajemnym zaangażowaniu, a ciężar więzi nie spoczywa na jednej osobie, aby energia relacji mogła zostać zobaczona w prawdzie; odpowiednio pozostawania w relacji mimo sygnałów wycofania drugiej strony, interpretując brak twórczej odpowiedzi jako chwilowy kryzys, a nie jako trwała zmiana; odpowiednio budowania nadziei na przyszłość w oparciu o przeszłość, o wspomnienia lub potencjał, odkładając moment uznania rzeczywistości, aby nie zmierzyć się z bólem straty, kiedy nie można chcieć relacji za dwoje; odpowiednio stawania wobec prawdy o stanie swojego małżeństwa, rodziny bez ucieczki i bez iluzji, dla rozpoznania, czy relacja wymaga odbudowy, czy też została już faktycznie zakończona na poziomie więzi, oraz odzyskiwania zdolności wyboru: wejścia na drogę świadomej pracy nad relacją albo uznania jej końca, z otwieraniem się na rozmowę, konfrontację i nazwanie rzeczy po imieniu; odpowiednio przyjmowania odpowiedzialności za własną część relacji i wychodzenia z biernego trwania do świadomego działania; oraz rozpoznania, że życie relacji nie zależy od samej formy, lecz od obecności obu stron, uznając, że prawda – nawet trudna – jest początkiem uzdrowienia; odpowiednio oddawania Bogu przekonania, że lepiej trwać w pustce niż zmierzyć się z rzeczywistością, w intencji przywrócenia porządku, w którym relacje są wybierane świadomie, więź jest żywa albo uczciwie uznana jako zakończona, a życie nie jest zamrażane w strukturach bez treści, aby każdy mógł odzyskać kontakt z prawdą o swojej relacji, aby możliwe było albo odnowienie więzi, albo wyjście z iluzji, aby miłość nie była zastępowana samym trwaniem ze sobą na przestrzeni wszystkich wymiarów, czasów i nie tylko, a to wszystko w zależności i odpowiednio w niezależności od m.in. woli, wytycznych, opinii, działań, poleceń, postanowień, podpowiedzi, inspiracji, łask, szczodrości i odpowiednio ich braku ze strony m.in. promotorów, twórców, kapłanów i wyznawców wszelkich sekt i frakcji judaizmu: m.in. felaszów zwanych czarnymi żydami, judaizmu mesjanistycznego a w tym chasydzkiego, judaizmu konserwatywnego, ortodoksyjnego, postępowego, rekonstrukcjonistycznego, karaimizmu, mozaizmu, samarytanizmu i nie tylko oraz naszego a przez nas cudzego doświadczania tego wszelkich skutków
12. oraz naszego a przez nas cudzego z wszelkich przyczyn, wszelkimi sposobami m.in. znajdowania się w relacji rodzinnej, w której jedna osoba podejmuje wysiłek odbudowy więzi, podczas gdy druga pozostaje emocjonalnie wycofana, zamknięta lub obojętna, oraz angażowania się w rozmowy, próby naprawy, w terapię, refleksję i zmianę, przy jednoczesnym braku odpowiedzi lub minimalnym udziale drugiej strony; odpowiednio doświadczania sytuacji, w której cała energia relacji płynie z jednej strony, a druga jedynie „znosi” jej istnienie, oraz życia w napięciu między nadzieją a rzeczywistością, między tym, co mogłoby być, a tym, co faktycznie jest; odpowiednio próbowania utrzymania relacji poprzez większy wysiłek, większe zrozumienie, większe poświęcenie, oraz ,,tonięcia w relacji”, stopniowego wyczerpywania się emocjonalnego osoby, która niesie relację sama, rozpoznając, że relacja nie może istnieć jako projekt jednej osoby, że miłość wymaga obecności dwóch stron, a nie jednostronnego podtrzymywania, dążąc do odzyskania prawa do decyzji o własnym życiu; odpowiednio oddawania Bogu przekonania, że jeśli jeszcze coś czuję, to relacja nadal istnieje, że jeśli będę wystarczająco się starać, druga osoba wróci do konstruktywnych i przytomnych relacji, w intencji przywrócenia porządku, w którym relacja opiera się na wzajemnym zaangażowaniu, a ciężar więzi nie spoczywa na jednej osobie, aby energia relacji mogła zostać zobaczona w prawdzie; odpowiednio pozostawania w relacji mimo sygnałów wycofania drugiej strony, interpretując brak twórczej odpowiedzi jako chwilowy kryzys, a nie jako trwała zmiana; odpowiednio budowania nadziei na przyszłość w oparciu o przeszłość, o wspomnienia lub potencjał, odkładając moment uznania rzeczywistości, aby nie zmierzyć się z bólem straty, kiedy nie można chcieć relacji za dwoje; odpowiednio stawania wobec prawdy o stanie swojego małżeństwa, rodziny bez ucieczki i bez iluzji, dla rozpoznania, czy relacja wymaga odbudowy, czy też została już faktycznie zakończona na poziomie więzi, oraz odzyskiwania zdolności wyboru: wejścia na drogę świadomej pracy nad relacją albo uznania jej końca, z otwieraniem się na rozmowę, konfrontację i nazwanie rzeczy po imieniu; odpowiednio przyjmowania odpowiedzialności za własną część relacji i wychodzenia z biernego trwania do świadomego działania; oraz rozpoznania, że życie relacji nie zależy od samej formy, lecz od obecności obu stron, uznając, że prawda – nawet trudna – jest początkiem uzdrowienia; odpowiednio oddawania Bogu przekonania, że lepiej trwać w pustce niż zmierzyć się z rzeczywistością, w intencji przywrócenia porządku, w którym relacje są wybierane świadomie, więź jest żywa albo uczciwie uznana jako zakończona, a życie nie jest zamrażane w strukturach bez treści, aby każdy mógł odzyskać kontakt z prawdą o swojej relacji, aby możliwe było albo odnowienie więzi, albo wyjście z iluzji, aby miłość nie była zastępowana samym trwaniem ze sobą na przestrzeni wszystkich wymiarów, czasów i nie tylko, a to wszystko w zależności i odpowiednio w niezależności od m.in. woli, wytycznych, opinii, działań, poleceń, postanowień, podpowiedzi, inspiracji, łask, szczodrości i odpowiednio ich braku ze strony m.in. twórców, organizatorów, zarządców i wyznawców tzw. nowych ruchów religijnych, duchowych i parareligijnych, charyzmatycznych jak m.in. babizmu, bahaizmu, czeondoizmu, kaodaizmu, szejkersów, Kultów cargo, Falun Gong, Modekngei, New Age, Realizm, Rastafari, Scjentologi, Metody Quan Yin, Wicca, „Jam Jest”, Asatriuzmu, Hellenizmu, Słowanowierstwa, Inteligentnej Jogi Międzynarodowej, Medytacji Transcendentalnej, Misji Boskiego Światła, Międzynarodowego Towarzystwa Świadomości Kryszny, Neo-Sannyasmu (Osho), Radha Soami, Sathya Sai Baby, Swaminaryan Faith, Harrizmu, konfucjanizmu, santerii, sikhizmu, shinto, taoizmu, zaratusztrianizmu i nie tylko oraz naszego a przez nas cudzego doświadczania tego wszelkich skutków
13 oraz naszego a przez nas cudzego z wszelkich przyczyn, wszelkimi sposobami m.in. znajdowania się w relacji rodzinnej, w której jedna osoba podejmuje wysiłek odbudowy więzi, podczas gdy druga pozostaje emocjonalnie wycofana, zamknięta lub obojętna, oraz angażowania się w rozmowy, próby naprawy, w terapię, refleksję i zmianę, przy jednoczesnym braku odpowiedzi lub minimalnym udziale drugiej strony; odpowiednio doświadczania sytuacji, w której cała energia relacji płynie z jednej strony, a druga jedynie „znosi” jej istnienie, oraz życia w napięciu między nadzieją a rzeczywistością, między tym, co mogłoby być, a tym, co faktycznie jest; odpowiednio próbowania utrzymania relacji poprzez większy wysiłek, większe zrozumienie, większe poświęcenie, oraz ,,tonięcia w relacji”, stopniowego wyczerpywania się emocjonalnego osoby, która niesie relację sama, rozpoznając, że relacja nie może istnieć jako projekt jednej osoby, że miłość wymaga obecności dwóch stron, a nie jednostronnego podtrzymywania, dążąc do odzyskania prawa do decyzji o własnym życiu; odpowiednio oddawania Bogu przekonania, że jeśli jeszcze coś czuję, to relacja nadal istnieje, że jeśli będę wystarczająco się starać, druga osoba wróci do konstruktywnych i przytomnych relacji, w intencji przywrócenia porządku, w którym relacja opiera się na wzajemnym zaangażowaniu, a ciężar więzi nie spoczywa na jednej osobie, aby energia relacji mogła zostać zobaczona w prawdzie; odpowiednio pozostawania w relacji mimo sygnałów wycofania drugiej strony, interpretując brak twórczej odpowiedzi jako chwilowy kryzys, a nie jako trwała zmiana; odpowiednio budowania nadziei na przyszłość w oparciu o przeszłość, o wspomnienia lub potencjał, odkładając moment uznania rzeczywistości, aby nie zmierzyć się z bólem straty, kiedy nie można chcieć relacji za dwoje; odpowiednio stawania wobec prawdy o stanie swojego małżeństwa, rodziny bez ucieczki i bez iluzji, dla rozpoznania, czy relacja wymaga odbudowy, czy też została już faktycznie zakończona na poziomie więzi, oraz odzyskiwania zdolności wyboru: wejścia na drogę świadomej pracy nad relacją albo uznania jej końca, z otwieraniem się na rozmowę, konfrontację i nazwanie rzeczy po imieniu; odpowiednio przyjmowania odpowiedzialności za własną część relacji i wychodzenia z biernego trwania do świadomego działania; oraz rozpoznania, że życie relacji nie zależy od samej formy, lecz od obecności obu stron, uznając, że prawda – nawet trudna – jest początkiem uzdrowienia; odpowiednio oddawania Bogu przekonania, że lepiej trwać w pustce niż zmierzyć się z rzeczywistością, w intencji przywrócenia porządku, w którym relacje są wybierane świadomie, więź jest żywa albo uczciwie uznana jako zakończona, a życie nie jest zamrażane w strukturach bez treści, aby każdy mógł odzyskać kontakt z prawdą o swojej relacji, aby możliwe było albo odnowienie więzi, albo wyjście z iluzji, aby miłość nie była zastępowana samym trwaniem ze sobą na przestrzeni wszystkich wymiarów, czasów i nie tylko, a to wszystko w zależności i odpowiednio w niezależności od m.in. woli, wytycznych, opinii, działań, poleceń, postanowień, podpowiedzi, inspiracji, łask, szczodrości i odpowiednio ich braku ze strony promotorów, twórców, kapłanów, zarządców i wyznawców wszelkich m.in. wierzeń, religii, sekt i frakcji oraz mieszkańców Superkontynentów, kontynentów oraz prehistorycznych, pierwotnych i mitycznych krain takich jak m.in., jak Pangea, Gondwana, Atlantyda, Lemuria, Mu, Gobi, religii rodzimych Afryki, Australii, Oceanii, Azji, Europy, obu Ameryk i innych miejsc na Ziemi, i nie tylko oraz naszego a przez nas cudzego doświadczania tego wszelkich skutków
14. oraz naszego a przez nas cudzego z wszelkich przyczyn, wszelkimi sposobami m.in. znajdowania się w relacji rodzinnej, w której jedna osoba podejmuje wysiłek odbudowy więzi, podczas gdy druga pozostaje emocjonalnie wycofana, zamknięta lub obojętna, oraz angażowania się w rozmowy, próby naprawy, w terapię, refleksję i zmianę, przy jednoczesnym braku odpowiedzi lub minimalnym udziale drugiej strony; odpowiednio doświadczania sytuacji, w której cała energia relacji płynie z jednej strony, a druga jedynie „znosi” jej istnienie, oraz życia w napięciu między nadzieją a rzeczywistością, między tym, co mogłoby być, a tym, co faktycznie jest; odpowiednio próbowania utrzymania relacji poprzez większy wysiłek, większe zrozumienie, większe poświęcenie, oraz ,,tonięcia w relacji”, stopniowego wyczerpywania się emocjonalnego osoby, która niesie relację sama, rozpoznając, że relacja nie może istnieć jako projekt jednej osoby, że miłość wymaga obecności dwóch stron, a nie jednostronnego podtrzymywania, dążąc do odzyskania prawa do decyzji o własnym życiu; odpowiednio oddawania Bogu przekonania, że jeśli jeszcze coś czuję, to relacja nadal istnieje, że jeśli będę wystarczająco się starać, druga osoba wróci do konstruktywnych i przytomnych relacji, w intencji przywrócenia porządku, w którym relacja opiera się na wzajemnym zaangażowaniu, a ciężar więzi nie spoczywa na jednej osobie, aby energia relacji mogła zostać zobaczona w prawdzie; odpowiednio pozostawania w relacji mimo sygnałów wycofania drugiej strony, interpretując brak twórczej odpowiedzi jako chwilowy kryzys, a nie jako trwała zmiana; odpowiednio budowania nadziei na przyszłość w oparciu o przeszłość, o wspomnienia lub potencjał, odkładając moment uznania rzeczywistości, aby nie zmierzyć się z bólem straty, kiedy nie można chcieć relacji za dwoje; odpowiednio stawania wobec prawdy o stanie swojego małżeństwa, rodziny bez ucieczki i bez iluzji, dla rozpoznania, czy relacja wymaga odbudowy, czy też została już faktycznie zakończona na poziomie więzi, oraz odzyskiwania zdolności wyboru: wejścia na drogę świadomej pracy nad relacją albo uznania jej końca, z otwieraniem się na rozmowę, konfrontację i nazwanie rzeczy po imieniu; odpowiednio przyjmowania odpowiedzialności za własną część relacji i wychodzenia z biernego trwania do świadomego działania; oraz rozpoznania, że życie relacji nie zależy od samej formy, lecz od obecności obu stron, uznając, że prawda – nawet trudna – jest początkiem uzdrowienia; odpowiednio oddawania Bogu przekonania, że lepiej trwać w pustce niż zmierzyć się z rzeczywistością, w intencji przywrócenia porządku, w którym relacje są wybierane świadomie, więź jest żywa albo uczciwie uznana jako zakończona, a życie nie jest zamrażane w strukturach bez treści, aby każdy mógł odzyskać kontakt z prawdą o swojej relacji, aby możliwe było albo odnowienie więzi, albo wyjście z iluzji, aby miłość nie była zastępowana samym trwaniem ze sobą na przestrzeni wszystkich wymiarów, czasów i nie tylko, a to wszystko w zależności i odpowiednio w niezależności od m.in. woli, wytycznych, opinii, działań, poleceń, postanowień, podpowiedzi, inspiracji, łask, szczodrości i odpowiednio ich braku ze strony m.in. wszelkiego rodzaju m.in. tyranów, despotów, socjopatów, katów, terrorystów, szantażystów, sędziów, prawników, prokuratorów, oskarżycieli, panów, władców, zwierzchników, przełożonych, pracodawców, współpracowników, klientów, płatników, manipulatorów, hipnotyzerów, królów, książąt, dworów, doradców, posłańców, notariuszy, sekretarzy, struktur władzy państwowej, religijnej, administracyjnej oraz ze strony wszelkich twórców, promotorów rozmaitych destrukcyjnych wynalazków i praktyk a w tym takich jak wszczepienne substancje, wirusy, pasożyty, bio-roboty, artefakty, jak gry i zabawy takie jak Jumanji, Kamienie Nieskończoności, Pierścienie władzy, Gry o Tron i nie tylko oraz naszego a przez nas cudzego doświadczania tego wszelkich skutków
15. oraz naszego a przez nas cudzego z wszelkich przyczyn, wszelkimi sposobami m.in. znajdowania się w relacji rodzinnej, w której jedna osoba podejmuje wysiłek odbudowy więzi, podczas gdy druga pozostaje emocjonalnie wycofana, zamknięta lub obojętna, oraz angażowania się w rozmowy, próby naprawy, w terapię, refleksję i zmianę, przy jednoczesnym braku odpowiedzi lub minimalnym udziale drugiej strony; odpowiednio doświadczania sytuacji, w której cała energia relacji płynie z jednej strony, a druga jedynie „znosi” jej istnienie, oraz życia w napięciu między nadzieją a rzeczywistością, między tym, co mogłoby być, a tym, co faktycznie jest; odpowiednio próbowania utrzymania relacji poprzez większy wysiłek, większe zrozumienie, większe poświęcenie, oraz ,,tonięcia w relacji”, stopniowego wyczerpywania się emocjonalnego osoby, która niesie relację sama, rozpoznając, że relacja nie może istnieć jako projekt jednej osoby, że miłość wymaga obecności dwóch stron, a nie jednostronnego podtrzymywania, dążąc do odzyskania prawa do decyzji o własnym życiu; odpowiednio oddawania Bogu przekonania, że jeśli jeszcze coś czuję, to relacja nadal istnieje, że jeśli będę wystarczająco się starać, druga osoba wróci do konstruktywnych i przytomnych relacji, w intencji przywrócenia porządku, w którym relacja opiera się na wzajemnym zaangażowaniu, a ciężar więzi nie spoczywa na jednej osobie, aby energia relacji mogła zostać zobaczona w prawdzie; odpowiednio pozostawania w relacji mimo sygnałów wycofania drugiej strony, interpretując brak twórczej odpowiedzi jako chwilowy kryzys, a nie jako trwała zmiana; odpowiednio budowania nadziei na przyszłość w oparciu o przeszłość, o wspomnienia lub potencjał, odkładając moment uznania rzeczywistości, aby nie zmierzyć się z bólem straty, kiedy nie można chcieć relacji za dwoje; odpowiednio stawania wobec prawdy o stanie swojego małżeństwa, rodziny bez ucieczki i bez iluzji, dla rozpoznania, czy relacja wymaga odbudowy, czy też została już faktycznie zakończona na poziomie więzi, oraz odzyskiwania zdolności wyboru: wejścia na drogę świadomej pracy nad relacją albo uznania jej końca, z otwieraniem się na rozmowę, konfrontację i nazwanie rzeczy po imieniu; odpowiednio przyjmowania odpowiedzialności za własną część relacji i wychodzenia z biernego trwania do świadomego działania; oraz rozpoznania, że życie relacji nie zależy od samej formy, lecz od obecności obu stron, uznając, że prawda – nawet trudna – jest początkiem uzdrowienia; odpowiednio oddawania Bogu przekonania, że lepiej trwać w pustce niż zmierzyć się z rzeczywistością, w intencji przywrócenia porządku, w którym relacje są wybierane świadomie, więź jest żywa albo uczciwie uznana jako zakończona, a życie nie jest zamrażane w strukturach bez treści, aby każdy mógł odzyskać kontakt z prawdą o swojej relacji, aby możliwe było albo odnowienie więzi, albo wyjście z iluzji, aby miłość nie była zastępowana samym trwaniem ze sobą na przestrzeni wszystkich wymiarów, czasów i nie tylko, a to wszystko w zależności i odpowiednio w niezależności od m.in. woli, wytycznych, opinii, działań, poleceń, postanowień, podpowiedzi, inspiracji, łask, szczodrości i odpowiednio ich braku ze strony wszelkiego rodzaju cywilizacji m.in. węglowych, krzemowych, kryształowych, energetycznych, materialnych oraz

m.in. wszelkich planet, konstelacji, kosmosu, gwiazd, księżyców, komet, asteroid, galaktyk, pyłu kosmicznego, czarnych dziur, słońc, ciał niebieskich od ich ruchów, położenia, oddziaływań m.in. grawitacyjnych, energetycznych, promieniotwórczych i symbolicznych oraz ich wszelkich m.in. właścicieli, zarządców, twórców, najemców, użytkowników i nie tylko oraz naszego a przez nas cudzego doświadczania tego wszelkich skutków
16. oraz naszego a przez nas cudzego z wszelkich przyczyn, wszelkimi sposobami m.in. znajdowania się w relacji rodzinnej, w której jedna osoba podejmuje wysiłek odbudowy więzi, podczas gdy druga pozostaje emocjonalnie wycofana, zamknięta lub obojętna, oraz angażowania się w rozmowy, próby naprawy, w terapię, refleksję i zmianę, przy jednoczesnym braku odpowiedzi lub minimalnym udziale drugiej strony; odpowiednio doświadczania sytuacji, w której cała energia relacji płynie z jednej strony, a druga jedynie „znosi” jej istnienie, oraz życia w napięciu między nadzieją a rzeczywistością, między tym, co mogłoby być, a tym, co faktycznie jest; odpowiednio próbowania utrzymania relacji poprzez większy wysiłek, większe zrozumienie, większe poświęcenie, oraz ,,tonięcia w relacji”, stopniowego wyczerpywania się emocjonalnego osoby, która niesie relację sama, rozpoznając, że relacja nie może istnieć jako projekt jednej osoby, że miłość wymaga obecności dwóch stron, a nie jednostronnego podtrzymywania, dążąc do odzyskania prawa do decyzji o własnym życiu; odpowiednio oddawania Bogu przekonania, że jeśli jeszcze coś czuję, to relacja nadal istnieje, że jeśli będę wystarczająco się starać, druga osoba wróci do konstruktywnych i przytomnych relacji, w intencji przywrócenia porządku, w którym relacja opiera się na wzajemnym zaangażowaniu, a ciężar więzi nie spoczywa na jednej osobie, aby energia relacji mogła zostać zobaczona w prawdzie; odpowiednio pozostawania w relacji mimo sygnałów wycofania drugiej strony, interpretując brak twórczej odpowiedzi jako chwilowy kryzys, a nie jako trwała zmiana; odpowiednio budowania nadziei na przyszłość w oparciu o przeszłość, o wspomnienia lub potencjał, odkładając moment uznania rzeczywistości, aby nie zmierzyć się z bólem straty, kiedy nie można chcieć relacji za dwoje; odpowiednio stawania wobec prawdy o stanie swojego małżeństwa, rodziny bez ucieczki i bez iluzji, dla rozpoznania, czy relacja wymaga odbudowy, czy też została już faktycznie zakończona na poziomie więzi, oraz odzyskiwania zdolności wyboru: wejścia na drogę świadomej pracy nad relacją albo uznania jej końca, z otwieraniem się na rozmowę, konfrontację i nazwanie rzeczy po imieniu; odpowiednio przyjmowania odpowiedzialności za własną część relacji i wychodzenia z biernego trwania do świadomego działania; oraz rozpoznania, że życie relacji nie zależy od samej formy, lecz od obecności obu stron, uznając, że prawda – nawet trudna – jest początkiem uzdrowienia; odpowiednio oddawania Bogu przekonania, że lepiej trwać w pustce niż zmierzyć się z rzeczywistością, w intencji przywrócenia porządku, w którym relacje są wybierane świadomie, więź jest żywa albo uczciwie uznana jako zakończona, a życie nie jest zamrażane w strukturach bez treści, aby każdy mógł odzyskać kontakt z prawdą o swojej relacji, aby możliwe było albo odnowienie więzi, albo wyjście z iluzji, aby miłość nie była zastępowana samym trwaniem ze sobą na przestrzeni wszystkich wymiarów, czasów i nie tylko, a to wszystko w zależności i odpowiednio w niezależności od m.in. woli, wytycznych, opinii, działań, poleceń, postanowień, podpowiedzi, inspiracji, łask, szczodrości i odpowiednio ich braku ze strony wszelkiego rodzaju, wielkości, znaczenia naszych i cudzych m.in. amuletów, talizmanów, strojów, artefaktów, gadżetów, przedmiotów oraz instrumentów plazmowych, muzycznych, magicznych i niemagicznych, od pierścieni, pieczęci, różdżek, eliksirów, ziół, dymów, kadzideł, pieśni, mantr, Świętych tekstów, roślin, zwierząt, metod wróżbiarskich, obrzędów, zabobonów, od komunii Świętych, od ofiar składanych komuś/czemuś, dewocjonaliów, obrazów, figur, rzeźb, malowideł, stanów odurzenia, sakramentów, narkotyków, słodyczy, uzależnień, alkoholi, ekstaz duchowych i fizycznych, szamanizmu, mistycyzmu, wszelkich utopii, ucieczki od rzeczywistości lub podporządkowania się obietnicom spełnienia, zbawienia, mocy lub doskonałości i nie tylko oraz m.in. ich wszelkiego rodzaju twórców, promotorów, właścicieli, użytkowników, beneficjentów, i nie tylko oraz naszego a przez nas cudzego doświadczania tego wszelkich skutków
17. oraz naszego a przez nas cudzego z wszelkich przyczyn, wszelkimi sposobami m.in. znajdowania się w relacji rodzinnej, w której jedna osoba podejmuje wysiłek odbudowy więzi, podczas gdy druga pozostaje emocjonalnie wycofana, zamknięta lub obojętna, oraz angażowania się w rozmowy, próby naprawy, w terapię, refleksję i zmianę, przy jednoczesnym braku odpowiedzi lub minimalnym udziale drugiej strony; odpowiednio doświadczania sytuacji, w której cała energia relacji płynie z jednej strony, a druga jedynie „znosi” jej istnienie, oraz życia w napięciu między nadzieją a rzeczywistością, między tym, co mogłoby być, a tym, co faktycznie jest; odpowiednio próbowania utrzymania relacji poprzez większy wysiłek, większe zrozumienie, większe poświęcenie, oraz ,,tonięcia w relacji”, stopniowego wyczerpywania się emocjonalnego osoby, która niesie relację sama, rozpoznając, że relacja nie może istnieć jako projekt jednej osoby, że miłość wymaga obecności dwóch stron, a nie jednostronnego podtrzymywania, dążąc do odzyskania prawa do decyzji o własnym życiu; odpowiednio oddawania Bogu przekonania, że jeśli jeszcze coś czuję, to relacja nadal istnieje, że jeśli będę wystarczająco się starać, druga osoba wróci do konstruktywnych i przytomnych relacji, w intencji przywrócenia porządku, w którym relacja opiera się na wzajemnym zaangażowaniu, a ciężar więzi nie spoczywa na jednej osobie, aby energia relacji mogła zostać zobaczona w prawdzie; odpowiednio pozostawania w relacji mimo sygnałów wycofania drugiej strony, interpretując brak twórczej odpowiedzi jako chwilowy kryzys, a nie jako trwała zmiana; odpowiednio budowania nadziei na przyszłość w oparciu o przeszłość, o wspomnienia lub potencjał, odkładając moment uznania rzeczywistości, aby nie zmierzyć się z bólem straty, kiedy nie można chcieć relacji za dwoje; odpowiednio stawania wobec prawdy o stanie swojego małżeństwa, rodziny bez ucieczki i bez iluzji, dla rozpoznania, czy relacja wymaga odbudowy, czy też została już faktycznie zakończona na poziomie więzi, oraz odzyskiwania zdolności wyboru: wejścia na drogę świadomej pracy nad relacją albo uznania jej końca, z otwieraniem się na rozmowę, konfrontację i nazwanie rzeczy po imieniu; odpowiednio przyjmowania odpowiedzialności za własną część relacji i wychodzenia z biernego trwania do świadomego działania; oraz rozpoznania, że życie relacji nie zależy od samej formy, lecz od obecności obu stron, uznając, że prawda – nawet trudna – jest początkiem uzdrowienia; odpowiednio oddawania Bogu przekonania, że lepiej trwać w pustce niż zmierzyć się z rzeczywistością, w intencji przywrócenia porządku, w którym relacje są wybierane świadomie, więź jest żywa albo uczciwie uznana jako zakończona, a życie nie jest zamrażane w strukturach bez treści, aby każdy mógł odzyskać kontakt z prawdą o swojej relacji, aby możliwe było albo odnowienie więzi, albo wyjście z iluzji, aby miłość nie była zastępowana samym trwaniem ze sobą na przestrzeni wszystkich wymiarów, czasów i nie tylko, a to wszystko w zależności i odpowiednio w niezależności od m.in. woli, wytycznych, opinii, działań, poleceń, postanowień, podpowiedzi, inspiracji, łask, szczodrości i odpowiednio ich braku ze strony wszelkiego rodzaju, wielkości, znaczenia m.in. wszelkich form i przyczyn zniewoleń, uwięzi, uwikłań jak m.in. sieci, lin, kajdan, smyczy, obroży, karcerów, więzień, klatek, haków, dybów, ośmiorniczek, piramid, protomolekuły, struktur działających jawnie lub skrycie, tymczasowo lub trwale, punktowo lub systemowo, ich odpowiedników, zamienników i nie tylko oraz ich wszystkich m.in. entuzjastów, twórców, promotorów, beneficjentów, ofiar, strażników, świadków i wyznawców i nie tylko oraz naszego a przez nas cudzego doświadczania tego wszelkich skutków
18. oraz naszego a przez nas cudzego z wszelkich przyczyn, wszelkimi sposobami m.in. znajdowania się w relacji rodzinnej, w której jedna osoba podejmuje wysiłek odbudowy więzi, podczas gdy druga pozostaje emocjonalnie wycofana, zamknięta lub obojętna, oraz angażowania się w rozmowy, próby naprawy, w terapię, refleksję i zmianę, przy jednoczesnym braku odpowiedzi lub minimalnym udziale drugiej strony; odpowiednio doświadczania sytuacji, w której cała energia relacji płynie z jednej strony, a druga jedynie „znosi” jej istnienie, oraz życia w napięciu między nadzieją a rzeczywistością, między tym, co mogłoby być, a tym, co faktycznie jest; odpowiednio próbowania utrzymania relacji poprzez większy wysiłek, większe zrozumienie, większe poświęcenie, oraz ,,tonięcia w relacji”, stopniowego wyczerpywania się emocjonalnego osoby, która niesie relację sama, rozpoznając, że relacja nie może istnieć jako projekt jednej osoby, że miłość wymaga obecności dwóch stron, a nie jednostronnego podtrzymywania, dążąc do odzyskania prawa do decyzji o własnym życiu; odpowiednio oddawania Bogu przekonania, że jeśli jeszcze coś czuję, to relacja nadal istnieje, że jeśli będę wystarczająco się starać, druga osoba wróci do konstruktywnych i przytomnych relacji, w intencji przywrócenia porządku, w którym relacja opiera się na wzajemnym zaangażowaniu, a ciężar więzi nie spoczywa na jednej osobie, aby energia relacji mogła zostać zobaczona w prawdzie; odpowiednio pozostawania w relacji mimo sygnałów wycofania drugiej strony, interpretując brak twórczej odpowiedzi jako chwilowy kryzys, a nie jako trwała zmiana; odpowiednio budowania nadziei na przyszłość w oparciu o przeszłość, o wspomnienia lub potencjał, odkładając moment uznania rzeczywistości, aby nie zmierzyć się z bólem straty, kiedy nie można chcieć relacji za dwoje; odpowiednio stawania wobec prawdy o stanie swojego małżeństwa, rodziny bez ucieczki i bez iluzji, dla rozpoznania, czy relacja wymaga odbudowy, czy też została już faktycznie zakończona na poziomie więzi, oraz odzyskiwania zdolności wyboru: wejścia na drogę świadomej pracy nad relacją albo uznania jej końca, z otwieraniem się na rozmowę, konfrontację i nazwanie rzeczy po imieniu; odpowiednio przyjmowania odpowiedzialności za własną część relacji i wychodzenia z biernego trwania do świadomego działania; oraz rozpoznania, że życie relacji nie zależy od samej formy, lecz od obecności obu stron, uznając, że prawda – nawet trudna – jest początkiem uzdrowienia; odpowiednio oddawania Bogu przekonania, że lepiej trwać w pustce niż zmierzyć się z rzeczywistością, w intencji przywrócenia porządku, w którym relacje są wybierane świadomie, więź jest żywa albo uczciwie uznana jako zakończona, a życie nie jest zamrażane w strukturach bez treści, aby każdy mógł odzyskać kontakt z prawdą o swojej relacji, aby możliwe było albo odnowienie więzi, albo wyjście z iluzji, aby miłość nie była zastępowana samym trwaniem ze sobą na przestrzeni wszystkich wymiarów, czasów i nie tylko, a to wszystko w zależności i odpowiednio w niezależności od m.in. woli, wytycznych, opinii, działań, poleceń, postanowień, podpowiedzi, inspiracji, łask, szczodrości i odpowiednio ich braku ze strony wszelkiego rodzaju, wielkości m.in. obrzędów, kultów, nominacji, namaszczeń, pozwoleń, wytycznych, umów, przysiąg, przyrzeczeń, kontraktów, nakazów, zakazów, cyrografów, misji, ślubowań, paktów, aktów, porozumień, traktatów, innych form formalnego lub symbolicznego wiązania woli – funkcjonujących poprzez nadawanie mocy zobowiązującej danemu słowu, gestowi lub aktowi, przez sankcjonowanie posłuszeństwa i nieposłuszeństwa, regulowanie dostępu, statusu i odpowiedzialności, utrwalanie zależności poprzez obietnicę, groźbę, nagrodę lub karę oraz normalizowania podporządkowania jako prawa, obowiązku, misji lub przeznaczenia i nie tylko oraz tego wszelkich m.in. twórców, promotorów, beneficjentów, kapłanów, strażników, ofiar, świadków i wyznawców i nie tylko oraz naszego a przez nas cudzego doświadczania tego wszelkich skutków

19. oraz naszego a przez nas cudzego z wszelkich przyczyn, wszelkimi sposobami m.in. znajdowania się w relacji rodzinnej, w której jedna osoba podejmuje wysiłek odbudowy więzi, podczas gdy druga pozostaje emocjonalnie wycofana, zamknięta lub obojętna, oraz angażowania się w rozmowy, próby naprawy, w terapię, refleksję i zmianę, przy jednoczesnym braku odpowiedzi lub minimalnym udziale drugiej strony; odpowiednio doświadczania sytuacji, w której cała energia relacji płynie z jednej strony, a druga jedynie „znosi” jej istnienie, oraz życia w napięciu między nadzieją a rzeczywistością, między tym, co mogłoby być, a tym, co faktycznie jest; odpowiednio próbowania utrzymania relacji poprzez większy wysiłek, większe zrozumienie, większe poświęcenie, oraz ,,tonięcia w relacji”, stopniowego wyczerpywania się emocjonalnego osoby, która niesie relację sama, rozpoznając, że relacja nie może istnieć jako projekt jednej osoby, że miłość wymaga obecności dwóch stron, a nie jednostronnego podtrzymywania, dążąc do odzyskania prawa do decyzji o własnym życiu; odpowiednio oddawania Bogu przekonania, że jeśli jeszcze coś czuję, to relacja nadal istnieje, że jeśli będę wystarczająco się starać, druga osoba wróci do konstruktywnych i przytomnych relacji, w intencji przywrócenia porządku, w którym relacja opiera się na wzajemnym zaangażowaniu, a ciężar więzi nie spoczywa na jednej osobie, aby energia relacji mogła zostać zobaczona w prawdzie; odpowiednio pozostawania w relacji mimo sygnałów wycofania drugiej strony, interpretując brak twórczej odpowiedzi jako chwilowy kryzys, a nie jako trwała zmiana; odpowiednio budowania nadziei na przyszłość w oparciu o przeszłość, o wspomnienia lub potencjał, odkładając moment uznania rzeczywistości, aby nie zmierzyć się z bólem straty, kiedy nie można chcieć relacji za dwoje; odpowiednio stawania wobec prawdy o stanie swojego małżeństwa, rodziny bez ucieczki i bez iluzji, dla rozpoznania, czy relacja wymaga odbudowy, czy też została już faktycznie zakończona na poziomie więzi, oraz odzyskiwania zdolności wyboru: wejścia na drogę świadomej pracy nad relacją albo uznania jej końca, z otwieraniem się na rozmowę, konfrontację i nazwanie rzeczy po imieniu; odpowiednio przyjmowania odpowiedzialności za własną część relacji i wychodzenia z biernego trwania do świadomego działania; oraz rozpoznania, że życie relacji nie zależy od samej formy, lecz od obecności obu stron, uznając, że prawda – nawet trudna – jest początkiem uzdrowienia; odpowiednio oddawania Bogu przekonania, że lepiej trwać w pustce niż zmierzyć się z rzeczywistością, w intencji przywrócenia porządku, w którym relacje są wybierane świadomie, więź jest żywa albo uczciwie uznana jako zakończona, a życie nie jest zamrażane w strukturach bez treści, aby każdy mógł odzyskać kontakt z prawdą o swojej relacji, aby możliwe było albo odnowienie więzi, albo wyjście z iluzji, aby miłość nie była zastępowana samym trwaniem ze sobą na przestrzeni wszystkich wymiarów, czasów i nie tylko, a to wszystko w zależności i odpowiednio w niezależności od m.in. woli, wytycznych, opinii, działań, poleceń, postanowień, podpowiedzi, inspiracji, łask, szczodrości i odpowiednio ich braku ze strony naszych i cudzych, a w tym również licencjonowanych m.in. strażników, weryfikatorów, windykatorów, mediatorów, komorników, pośredników, świadków, twórców, założycieli, ochroniarzy, przedstawicieli opozycji, cenzorów, promotorów, beneficjentów, ofiar naszych i cudzych działań, zamiarów, przejawień i nie tylko oraz naszego a przez nas cudzego doświadczania tego wszelkich skutków
20. oraz naszego a przez nas cudzego z wszelkich przyczyn, wszelkimi sposobami m.in. znajdowania się w relacji rodzinnej, w której jedna osoba podejmuje wysiłek odbudowy więzi, podczas gdy druga pozostaje emocjonalnie wycofana, zamknięta lub obojętna, oraz angażowania się w rozmowy, próby naprawy, w terapię, refleksję i zmianę, przy jednoczesnym braku odpowiedzi lub minimalnym udziale drugiej strony; odpowiednio doświadczania sytuacji, w której cała energia relacji płynie z jednej strony, a druga jedynie „znosi” jej istnienie, oraz życia w napięciu między nadzieją a rzeczywistością, między tym, co mogłoby być, a tym, co faktycznie jest; odpowiednio próbowania utrzymania relacji poprzez większy wysiłek, większe zrozumienie, większe poświęcenie, oraz ,,tonięcia w relacji”, stopniowego wyczerpywania się emocjonalnego osoby, która niesie relację sama, rozpoznając, że relacja nie może istnieć jako projekt jednej osoby, że miłość wymaga obecności dwóch stron, a nie jednostronnego podtrzymywania, dążąc do odzyskania prawa do decyzji o własnym życiu; odpowiednio oddawania Bogu przekonania, że jeśli jeszcze coś czuję, to relacja nadal istnieje, że jeśli będę wystarczająco się starać, druga osoba wróci do konstruktywnych i przytomnych relacji, w intencji przywrócenia porządku, w którym relacja opiera się na wzajemnym zaangażowaniu, a ciężar więzi nie spoczywa na jednej osobie, aby energia relacji mogła zostać zobaczona w prawdzie; odpowiednio pozostawania w relacji mimo sygnałów wycofania drugiej strony, interpretując brak twórczej odpowiedzi jako chwilowy kryzys, a nie jako trwała zmiana; odpowiednio budowania nadziei na przyszłość w oparciu o przeszłość, o wspomnienia lub potencjał, odkładając moment uznania rzeczywistości, aby nie zmierzyć się z bólem straty, kiedy nie można chcieć relacji za dwoje; odpowiednio stawania wobec prawdy o stanie swojego małżeństwa, rodziny bez ucieczki i bez iluzji, dla rozpoznania, czy relacja wymaga odbudowy, czy też została już faktycznie zakończona na poziomie więzi, oraz odzyskiwania zdolności wyboru: wejścia na drogę świadomej pracy nad relacją albo uznania jej końca, z otwieraniem się na rozmowę, konfrontację i nazwanie rzeczy po imieniu; odpowiednio przyjmowania odpowiedzialności za własną część relacji i wychodzenia z biernego trwania do świadomego działania; oraz rozpoznania, że życie relacji nie zależy od samej formy, lecz od obecności obu stron, uznając, że prawda – nawet trudna – jest początkiem uzdrowienia; odpowiednio oddawania Bogu przekonania, że lepiej trwać w pustce niż zmierzyć się z rzeczywistością, w intencji przywrócenia porządku, w którym relacje są wybierane świadomie, więź jest żywa albo uczciwie uznana jako zakończona, a życie nie jest zamrażane w strukturach bez treści, aby każdy mógł odzyskać kontakt z prawdą o swojej relacji, aby możliwe było albo odnowienie więzi, albo wyjście z iluzji, aby miłość nie była zastępowana samym trwaniem ze sobą na przestrzeni wszystkich wymiarów, czasów i nie tylko, a to wszystko w zależności i odpowiednio w niezależności od m.in. woli, wytycznych, opinii, działań, poleceń, postanowień, podpowiedzi, inspiracji, łask, szczodrości i odpowiednio ich braku ze strony m.in. wszelkiego rodzaju, wielkości, znaczenia, płci, rasy, gatunku m.in. rodziców, wychowawców, wychowanków, nauczycieli, małżonków, kochanków, dzieci, rodzeństwa, sióstr, braci, cioć, wujków, kuzynów, całych rodów, rodzin, społeczności, warstw społecznych, dziadków, babć, krewnych i niespokrewnionych, od osób tej samej lub odmiennej płci oraz ze strony naszych i cudzych m.in. elementów budowy fizycznej i energetycznej, narządów, tkanek, komórek, atomów, przetworników, układów i zespołów biologicznych, fizycznych, chemicznych, energetycznych, zegarowych, cyfrowych, ich mechanizmów działania, sprzężeń zwrotnych i stanów granicznych, wszelkich programów sterujących nimi na wszystkich poziomach, przestrzeniach, płaszczyznach, elementach i nie tylko oraz naszego a przez nas cudzego doświadczania tego wszelkich skutków
21. oraz naszego a przez nas cudzego z wszelkich przyczyn, wszelkimi sposobami m.in. znajdowania się w relacji rodzinnej, w której jedna osoba podejmuje wysiłek odbudowy więzi, podczas gdy druga pozostaje emocjonalnie wycofana, zamknięta lub obojętna, oraz angażowania się w rozmowy, próby naprawy, w terapię, refleksję i zmianę, przy jednoczesnym braku odpowiedzi lub minimalnym udziale drugiej strony; odpowiednio doświadczania sytuacji, w której cała energia relacji płynie z jednej strony, a druga jedynie „znosi” jej istnienie, oraz życia w napięciu między nadzieją a rzeczywistością, między tym, co mogłoby być, a tym, co faktycznie jest; odpowiednio próbowania utrzymania relacji poprzez większy wysiłek, większe zrozumienie, większe poświęcenie, oraz ,,tonięcia w relacji”, stopniowego wyczerpywania się emocjonalnego osoby, która niesie relację sama, rozpoznając, że relacja nie może istnieć jako projekt jednej osoby, że miłość wymaga obecności dwóch stron, a nie jednostronnego podtrzymywania, dążąc do odzyskania prawa do decyzji o własnym życiu; odpowiednio oddawania Bogu przekonania, że jeśli jeszcze coś czuję, to relacja nadal istnieje, że jeśli będę wystarczająco się starać, druga osoba wróci do konstruktywnych i przytomnych relacji, w intencji przywrócenia porządku, w którym relacja opiera się na wzajemnym zaangażowaniu, a ciężar więzi nie spoczywa na jednej osobie, aby energia relacji mogła zostać zobaczona w prawdzie; odpowiednio pozostawania w relacji mimo sygnałów wycofania drugiej strony, interpretując brak twórczej odpowiedzi jako chwilowy kryzys, a nie jako trwała zmiana; odpowiednio budowania nadziei na przyszłość w oparciu o przeszłość, o wspomnienia lub potencjał, odkładając moment uznania rzeczywistości, aby nie zmierzyć się z bólem straty, kiedy nie można chcieć relacji za dwoje; odpowiednio stawania wobec prawdy o stanie swojego małżeństwa, rodziny bez ucieczki i bez iluzji, dla rozpoznania, czy relacja wymaga odbudowy, czy też została już faktycznie zakończona na poziomie więzi, oraz odzyskiwania zdolności wyboru: wejścia na drogę świadomej pracy nad relacją albo uznania jej końca, z otwieraniem się na rozmowę, konfrontację i nazwanie rzeczy po imieniu; odpowiednio przyjmowania odpowiedzialności za własną część relacji i wychodzenia z biernego trwania do świadomego działania; oraz rozpoznania, że życie relacji nie zależy od samej formy, lecz od obecności obu stron, uznając, że prawda – nawet trudna – jest początkiem uzdrowienia; odpowiednio oddawania Bogu przekonania, że lepiej trwać w pustce niż zmierzyć się z rzeczywistością, w intencji przywrócenia porządku, w którym relacje są wybierane świadomie, więź jest żywa albo uczciwie uznana jako zakończona, a życie nie jest zamrażane w strukturach bez treści, aby każdy mógł odzyskać kontakt z prawdą o swojej relacji, aby możliwe było albo odnowienie więzi, albo wyjście z iluzji, aby miłość nie była zastępowana samym trwaniem ze sobą na przestrzeni wszystkich wymiarów, czasów i nie tylko, a to wszystko w zależności i odpowiednio w niezależności od m.in. woli, wytycznych, opinii, działań, poleceń, postanowień, przekonań, podpowiedzi, inspiracji, łask, szczodrości i odpowiednio ich braku ze strony wszelkiego rodzaju, znaczenia, rangi, poziomu, płci m.in. stowarzyszeń, bractw, wspólnot, komun, szkół, związków, organizacji, struktur zbiorowych a w tym m.in. administracyjnych, wojskowych, cywilnych, świeckich, medycznych, finansowych, religijnych, mesjanistycznych, duchowych, gospodarczych, publicznych, politycznych, przestępczych, wywiadowczych, seksualnych, narkomańskich, pijackich, państwowych, globalnych, kosmicznych, wielowymiarowych, czasoprzestrzennych i nie tylko oraz naszego a przez nas cudzego doświadczania tego wszelkich skutków
22. oraz naszego a przez nas cudzego z wszelkich przyczyn, wszelkimi sposobami m.in. znajdowania się w relacji rodzinnej, w której jedna osoba podejmuje wysiłek odbudowy więzi, podczas gdy druga pozostaje emocjonalnie wycofana, zamknięta lub obojętna, oraz angażowania się w rozmowy, próby naprawy, w terapię, refleksję i zmianę, przy jednoczesnym braku odpowiedzi lub minimalnym udziale drugiej strony; odpowiednio doświadczania sytuacji, w której cała energia relacji płynie z jednej strony, a druga jedynie „znosi” jej istnienie, oraz życia w napięciu między nadzieją a rzeczywistością, między tym, co mogłoby być, a tym, co faktycznie jest; odpowiednio próbowania utrzymania relacji poprzez większy wysiłek, większe zrozumienie, większe poświęcenie, oraz ,,tonięcia w relacji”, stopniowego wyczerpywania się emocjonalnego osoby, która niesie relację sama, rozpoznając, że relacja nie może istnieć jako projekt jednej osoby, że miłość wymaga obecności dwóch stron, a nie jednostronnego podtrzymywania, dążąc do odzyskania prawa do decyzji o własnym życiu; odpowiednio oddawania Bogu przekonania, że jeśli jeszcze coś czuję, to relacja nadal istnieje, że jeśli będę wystarczająco się starać, druga osoba wróci do konstruktywnych i przytomnych relacji, w intencji przywrócenia porządku, w którym relacja opiera się na wzajemnym zaangażowaniu, a ciężar więzi nie spoczywa na jednej osobie, aby energia relacji mogła zostać zobaczona w prawdzie; odpowiednio pozostawania w relacji mimo sygnałów wycofania drugiej strony, interpretując brak twórczej odpowiedzi jako chwilowy kryzys, a nie jako trwała zmiana; odpowiednio budowania nadziei na przyszłość w oparciu o przeszłość, o wspomnienia lub potencjał, odkładając moment uznania rzeczywistości, aby nie zmierzyć się z bólem straty, kiedy nie można chcieć relacji za dwoje; odpowiednio stawania wobec prawdy o stanie swojego małżeństwa, rodziny bez ucieczki i bez iluzji, dla rozpoznania, czy relacja wymaga odbudowy, czy też została już faktycznie zakończona na poziomie więzi, oraz odzyskiwania zdolności wyboru: wejścia na drogę świadomej pracy nad relacją albo uznania jej końca, z otwieraniem się na rozmowę, konfrontację i nazwanie rzeczy po imieniu; odpowiednio przyjmowania odpowiedzialności za własną część relacji i wychodzenia z biernego trwania do świadomego działania; oraz rozpoznania, że życie relacji nie zależy od samej formy, lecz od obecności obu stron, uznając, że prawda – nawet trudna – jest początkiem uzdrowienia; odpowiednio oddawania Bogu przekonania, że lepiej trwać w pustce niż zmierzyć się z rzeczywistością, w intencji przywrócenia porządku, w którym relacje są wybierane świadomie, więź jest żywa albo uczciwie uznana jako zakończona, a życie nie jest zamrażane w strukturach bez treści, aby każdy mógł odzyskać kontakt z prawdą o swojej relacji, aby możliwe było albo odnowienie więzi, albo wyjście z iluzji, aby miłość nie była zastępowana samym trwaniem ze sobą na przestrzeni wszystkich wymiarów, czasów i nie tylko, a to wszystko w zależności i odpowiednio w niezależności od m.in. woli, wytycznych, opinii, działań, poleceń, postanowień, podpowiedzi, inspiracji, łask, szczodrości i odpowiednio ich braku ze strony m.in. pogody, przyrody, żywiołów, pory dnia i nocy, pory roku, daty, kalendarzy. astrologii, astronomii, numerologii, meteorologii, temperatury otoczenia, ciśnienia, częstotliwości, cykli, kolorów, dźwięków, rytmów, wibracji, wilgotności, wysokości Słońca na niebie, od czynnika czasu i nie tylko oraz naszego a przez nas cudzego doświadczania tego wszelkich skutków
23. oraz naszego a przez nas cudzego z wszelkich przyczyn, wszelkimi sposobami m.in. znajdowania się w relacji rodzinnej, w której jedna osoba podejmuje wysiłek odbudowy więzi, podczas gdy druga pozostaje emocjonalnie wycofana, zamknięta lub obojętna, oraz angażowania się w rozmowy, próby naprawy, w terapię, refleksję i zmianę, przy jednoczesnym braku odpowiedzi lub minimalnym udziale drugiej strony; odpowiednio doświadczania sytuacji, w której cała energia relacji płynie z jednej strony, a druga jedynie „znosi” jej istnienie, oraz życia w napięciu między nadzieją a rzeczywistością, między tym, co mogłoby być, a tym, co faktycznie jest; odpowiednio próbowania utrzymania relacji poprzez większy wysiłek, większe zrozumienie, większe poświęcenie, oraz ,,tonięcia w relacji”, stopniowego wyczerpywania się emocjonalnego osoby, która niesie relację sama, rozpoznając, że relacja nie może istnieć jako projekt jednej osoby, że miłość wymaga obecności dwóch stron, a nie jednostronnego podtrzymywania, dążąc do odzyskania prawa do decyzji o własnym życiu; odpowiednio oddawania Bogu przekonania, że jeśli jeszcze coś czuję, to relacja nadal istnieje, że jeśli będę wystarczająco się starać, druga osoba wróci do konstruktywnych i przytomnych relacji, w intencji przywrócenia porządku, w którym relacja opiera się na wzajemnym zaangażowaniu, a ciężar więzi nie spoczywa na jednej osobie, aby energia relacji mogła zostać zobaczona w prawdzie; odpowiednio pozostawania w relacji mimo sygnałów wycofania drugiej strony, interpretując brak twórczej odpowiedzi jako chwilowy kryzys, a nie jako trwała zmiana; odpowiednio budowania nadziei na przyszłość w oparciu o przeszłość, o wspomnienia lub potencjał, odkładając moment uznania rzeczywistości, aby nie zmierzyć się z bólem straty, kiedy nie można chcieć relacji za dwoje; odpowiednio stawania wobec prawdy o stanie swojego małżeństwa, rodziny bez ucieczki i bez iluzji, dla rozpoznania, czy relacja wymaga odbudowy, czy też została już faktycznie zakończona na poziomie więzi, oraz odzyskiwania zdolności wyboru: wejścia na drogę świadomej pracy nad relacją albo uznania jej końca, z otwieraniem się na rozmowę, konfrontację i nazwanie rzeczy po imieniu; odpowiednio przyjmowania odpowiedzialności za własną część relacji i wychodzenia z biernego trwania do świadomego działania; oraz rozpoznania, że życie relacji nie zależy od samej formy, lecz od obecności obu stron, uznając, że prawda – nawet trudna – jest początkiem uzdrowienia; odpowiednio oddawania Bogu przekonania, że lepiej trwać w pustce niż zmierzyć się z rzeczywistością, w intencji przywrócenia porządku, w którym relacje są wybierane świadomie, więź jest żywa albo uczciwie uznana jako zakończona, a życie nie jest zamrażane w strukturach bez treści, aby każdy mógł odzyskać kontakt z prawdą o swojej relacji, aby możliwe było albo odnowienie więzi, albo wyjście z iluzji, aby miłość nie była zastępowana samym trwaniem ze sobą na przestrzeni wszystkich wymiarów, czasów i nie tylko, a to wszystko w zależności i odpowiednio w niezależności od m.in. woli, wytycznych, opinii, działań, poleceń, postanowień, podpowiedzi, inspiracji, łask, szczodrości i odpowiednio ich braku ze strony m.in. naszych i cudzych kodowań, od myślokształtów, blokad, obciążeń, wzorców, punktów widzenia, sposobów rozumienia, od uwikłań, krzyży i węzłów karmicznych, od karmicznych postaci, relacji, schematów, od zmów milczenia, od cykli planetarnych, od koła karmy, od koła fortuny, od figur geometrycznych płaskich, przestrzennych, od anomalii, od lustrzanych odbić, od losu, przypadku, kumulacji, od loterii, statystyki, sprzężeń zwrotnych, od szczęścia, pecha, klątw, uroków, liter, słów, znaków, symboli, cyfr, liczb, alfabetów, mandal, tatuaży, od efektów potwierdzenia, od magazynów obciążeń i wzorców, od wyznaczników, ozdobników, czipów, urazów, kalectw, chorób, od pustki, próżni, nicości w umyśle i życiu oraz od ich wytwórców, promotorów, ofiar, beneficjentów i nie tylko oraz naszego a przez nas cudzego doświadczania tego wszelkich skutków

24. oraz naszego a przez nas cudzego z wszelkich przyczyn, wszelkimi sposobami m.in. znajdowania się w relacji rodzinnej, w której jedna osoba podejmuje wysiłek odbudowy więzi, podczas gdy druga pozostaje emocjonalnie wycofana, zamknięta lub obojętna, oraz angażowania się w rozmowy, próby naprawy, w terapię, refleksję i zmianę, przy jednoczesnym braku odpowiedzi lub minimalnym udziale drugiej strony; odpowiednio doświadczania sytuacji, w której cała energia relacji płynie z jednej strony, a druga jedynie „znosi” jej istnienie, oraz życia w napięciu między nadzieją a rzeczywistością, między tym, co mogłoby być, a tym, co faktycznie jest; odpowiednio próbowania utrzymania relacji poprzez większy wysiłek, większe zrozumienie, większe poświęcenie, oraz ,,tonięcia w relacji”, stopniowego wyczerpywania się emocjonalnego osoby, która niesie relację sama, rozpoznając, że relacja nie może istnieć jako projekt jednej osoby, że miłość wymaga obecności dwóch stron, a nie jednostronnego podtrzymywania, dążąc do odzyskania prawa do decyzji o własnym życiu; odpowiednio oddawania Bogu przekonania, że jeśli jeszcze coś czuję, to relacja nadal istnieje, że jeśli będę wystarczająco się starać, druga osoba wróci do konstruktywnych i przytomnych relacji, w intencji przywrócenia porządku, w którym relacja opiera się na wzajemnym zaangażowaniu, a ciężar więzi nie spoczywa na jednej osobie, aby energia relacji mogła zostać zobaczona w prawdzie; odpowiednio pozostawania w relacji mimo sygnałów wycofania drugiej strony, interpretując brak twórczej odpowiedzi jako chwilowy kryzys, a nie jako trwała zmiana; odpowiednio budowania nadziei na przyszłość w oparciu o przeszłość, o wspomnienia lub potencjał, odkładając moment uznania rzeczywistości, aby nie zmierzyć się z bólem straty, kiedy nie można chcieć relacji za dwoje; odpowiednio stawania wobec prawdy o stanie swojego małżeństwa, rodziny bez ucieczki i bez iluzji, dla rozpoznania, czy relacja wymaga odbudowy, czy też została już faktycznie zakończona na poziomie więzi, oraz odzyskiwania zdolności wyboru: wejścia na drogę świadomej pracy nad relacją albo uznania jej końca, z otwieraniem się na rozmowę, konfrontację i nazwanie rzeczy po imieniu; odpowiednio przyjmowania odpowiedzialności za własną część relacji i wychodzenia z biernego trwania do świadomego działania; oraz rozpoznania, że życie relacji nie zależy od samej formy, lecz od obecności obu stron, uznając, że prawda – nawet trudna – jest początkiem uzdrowienia; odpowiednio oddawania Bogu przekonania, że lepiej trwać w pustce niż zmierzyć się z rzeczywistością, w intencji przywrócenia porządku, w którym relacje są wybierane świadomie, więź jest żywa albo uczciwie uznana jako zakończona, a życie nie jest zamrażane w strukturach bez treści, aby każdy mógł odzyskać kontakt z prawdą o swojej relacji, aby możliwe było albo odnowienie więzi, albo wyjście z iluzji, aby miłość nie była zastępowana samym trwaniem ze sobą na przestrzeni wszystkich wymiarów, czasów i nie tylko, a to wszystko poprzez normalizację roli człowieka i Duszy jako obiektu kultu w zależności i odpowiednio w niezależności od m.in. woli, wytycznych, opinii, działań, poleceń, postanowień, podpowiedzi, inspiracji, łask, szczodrości, zamysłów i odpowiednio ich braku ze strony m.in. naszych a przez nas cudzych wszelkich bałwochwalczych postaci, czynów, intencji, zamysłów, wzorców, nawyków oraz ze strony tych, co modlą się do nas jak do bogów, do bóstw, do istot nie z tego świata, do mistrzów, Świętych, do oświeconych, do istot astralnych; oraz ze strony traktujących nas, lub innych jako pośredników do Boga, pośredników do wszelkich bóstw, bogiń; oraz ze strony czczących nas, wychwalających nas, wielbiących nas; oraz ze strony tych, którzy modlą się za nas do bóstw, bogiń, kosmitów w naszym imieniu, w naszych sprawach, dla dobra naszego i odpowiednio ze strony tych, którzy w modlitwach nam złorzeczą, rzucają klątwy i uroki, którzy chcą się mścić na wszelkie sposoby i nie tylko oraz naszego a przez nas cudzego doświadczania tego wszelkich skutków
25. oraz naszego a przez nas cudzego z wszelkich przyczyn, wszelkimi sposobami m.in. znajdowania się w relacji rodzinnej, w której jedna osoba podejmuje wysiłek odbudowy więzi, podczas gdy druga pozostaje emocjonalnie wycofana, zamknięta lub obojętna, oraz angażowania się w rozmowy, próby naprawy, w terapię, refleksję i zmianę, przy jednoczesnym braku odpowiedzi lub minimalnym udziale drugiej strony; odpowiednio doświadczania sytuacji, w której cała energia relacji płynie z jednej strony, a druga jedynie „znosi” jej istnienie, oraz życia w napięciu między nadzieją a rzeczywistością, między tym, co mogłoby być, a tym, co faktycznie jest; odpowiednio próbowania utrzymania relacji poprzez większy wysiłek, większe zrozumienie, większe poświęcenie, oraz ,,tonięcia w relacji”, stopniowego wyczerpywania się emocjonalnego osoby, która niesie relację sama, rozpoznając, że relacja nie może istnieć jako projekt jednej osoby, że miłość wymaga obecności dwóch stron, a nie jednostronnego podtrzymywania, dążąc do odzyskania prawa do decyzji o własnym życiu; odpowiednio oddawania Bogu przekonania, że jeśli jeszcze coś czuję, to relacja nadal istnieje, że jeśli będę wystarczająco się starać, druga osoba wróci do konstruktywnych i przytomnych relacji, w intencji przywrócenia porządku, w którym relacja opiera się na wzajemnym zaangażowaniu, a ciężar więzi nie spoczywa na jednej osobie, aby energia relacji mogła zostać zobaczona w prawdzie; odpowiednio pozostawania w relacji mimo sygnałów wycofania drugiej strony, interpretując brak twórczej odpowiedzi jako chwilowy kryzys, a nie jako trwała zmiana; odpowiednio budowania nadziei na przyszłość w oparciu o przeszłość, o wspomnienia lub potencjał, odkładając moment uznania rzeczywistości, aby nie zmierzyć się z bólem straty, kiedy nie można chcieć relacji za dwoje; odpowiednio stawania wobec prawdy o stanie swojego małżeństwa, rodziny bez ucieczki i bez iluzji, dla rozpoznania, czy relacja wymaga odbudowy, czy też została już faktycznie zakończona na poziomie więzi, oraz odzyskiwania zdolności wyboru: wejścia na drogę świadomej pracy nad relacją albo uznania jej końca, z otwieraniem się na rozmowę, konfrontację i nazwanie rzeczy po imieniu; odpowiednio przyjmowania odpowiedzialności za własną część relacji i wychodzenia z biernego trwania do świadomego działania; oraz rozpoznania, że życie relacji nie zależy od samej formy, lecz od obecności obu stron, uznając, że prawda – nawet trudna – jest początkiem uzdrowienia; odpowiednio oddawania Bogu przekonania, że lepiej trwać w pustce niż zmierzyć się z rzeczywistością, w intencji przywrócenia porządku, w którym relacje są wybierane świadomie, więź jest żywa albo uczciwie uznana jako zakończona, a życie nie jest zamrażane w strukturach bez treści, aby każdy mógł odzyskać kontakt z prawdą o swojej relacji, aby możliwe było albo odnowienie więzi, albo wyjście z iluzji, aby miłość nie była zastępowana samym trwaniem ze sobą na przestrzeni wszystkich wymiarów, czasów i nie tylko, a to wszystko w zależności i odpowiednio w niezależności od m.in. woli, wytycznych, opinii, działań, poleceń, postanowień, podpowiedzi, inspiracji, łask, szczodrości i odpowiednio ich braku ze strony wszelkich m.in. odmian, stowarzyszeń, grup, kręgów, nurtów ideologicznych, rytualnych i operacyjnych m.in. demonicznych, satanistycznych, lucyferańskich, wojennych, wojskowych, magicznych, czarno-magicznych, tantrycznych, czarno-tantrycznych, biało-astralnych, grup płomieni, Ścieżki Lewej Ręki oraz od m.in. szoku bojowego, od pogromów, zamętu, od czarnych słońc, nekromantów, istot mroku, istot ciemności, sił zła, demonów, władców piekieł, diabłów stróżów, kainitów, Szatana, Lucyfera, Belzebuba, Kali, strzyg, istot i Dusz jakie upadły, istot rogatych, krnąbrnych, kłamliwych, agresywnych, napełnionych pychą, egoizmem, i nie tylko oraz naszego a przez nas cudzego doświadczania tego wszelkich skutków
26. oraz naszego a przez nas cudzego z wszelkich przyczyn, wszelkimi sposobami m.in. znajdowania się w relacji rodzinnej, w której jedna osoba podejmuje wysiłek odbudowy więzi, podczas gdy druga pozostaje emocjonalnie wycofana, zamknięta lub obojętna, oraz angażowania się w rozmowy, próby naprawy, w terapię, refleksję i zmianę, przy jednoczesnym braku odpowiedzi lub minimalnym udziale drugiej strony; odpowiednio doświadczania sytuacji, w której cała energia relacji płynie z jednej strony, a druga jedynie „znosi” jej istnienie, oraz życia w napięciu między nadzieją a rzeczywistością, między tym, co mogłoby być, a tym, co faktycznie jest; odpowiednio próbowania utrzymania relacji poprzez większy wysiłek, większe zrozumienie, większe poświęcenie, oraz ,,tonięcia w relacji”, stopniowego wyczerpywania się emocjonalnego osoby, która niesie relację sama, rozpoznając, że relacja nie może istnieć jako projekt jednej osoby, że miłość wymaga obecności dwóch stron, a nie jednostronnego podtrzymywania, dążąc do odzyskania prawa do decyzji o własnym życiu; odpowiednio oddawania Bogu przekonania, że jeśli jeszcze coś czuję, to relacja nadal istnieje, że jeśli będę wystarczająco się starać, druga osoba wróci do konstruktywnych i przytomnych relacji, w intencji przywrócenia porządku, w którym relacja opiera się na wzajemnym zaangażowaniu, a ciężar więzi nie spoczywa na jednej osobie, aby energia relacji mogła zostać zobaczona w prawdzie; odpowiednio pozostawania w relacji mimo sygnałów wycofania drugiej strony, interpretując brak twórczej odpowiedzi jako chwilowy kryzys, a nie jako trwała zmiana; odpowiednio budowania nadziei na przyszłość w oparciu o przeszłość, o wspomnienia lub potencjał, odkładając moment uznania rzeczywistości, aby nie zmierzyć się z bólem straty, kiedy nie można chcieć relacji za dwoje; odpowiednio stawania wobec prawdy o stanie swojego małżeństwa, rodziny bez ucieczki i bez iluzji, dla rozpoznania, czy relacja wymaga odbudowy, czy też została już faktycznie zakończona na poziomie więzi, oraz odzyskiwania zdolności wyboru: wejścia na drogę świadomej pracy nad relacją albo uznania jej końca, z otwieraniem się na rozmowę, konfrontację i nazwanie rzeczy po imieniu; odpowiednio przyjmowania odpowiedzialności za własną część relacji i wychodzenia z biernego trwania do świadomego działania; oraz rozpoznania, że życie relacji nie zależy od samej formy, lecz od obecności obu stron, uznając, że prawda – nawet trudna – jest początkiem uzdrowienia; odpowiednio oddawania Bogu przekonania, że lepiej trwać w pustce niż zmierzyć się z rzeczywistością, w intencji przywrócenia porządku, w którym relacje są wybierane świadomie, więź jest żywa albo uczciwie uznana jako zakończona, a życie nie jest zamrażane w strukturach bez treści, aby każdy mógł odzyskać kontakt z prawdą o swojej relacji, aby możliwe było albo odnowienie więzi, albo wyjście z iluzji, aby miłość nie była zastępowana samym trwaniem ze sobą na przestrzeni wszystkich wymiarów, czasów i nie tylko, a to wszystko w zależności i odpowiednio w niezależności od m.in. woli, wytycznych, opinii, działań, poleceń, postanowień, podpowiedzi, inspiracji, łask, szczodrości i odpowiednio ich braku ze strony wszelkiego rodzaju, wielkości, rasy, znaczenia i płci uwarunkowań związanych z seksualnością, popędem, rolą i zachowaniem, a w tym m.in. seksoholików, lesbijek, gejów, transwestytów, gwałcicieli, sadomasochistów, celibantów, eunuchów, burdelmam, alfonsów, prostytutek, dewiantów, zboczeńców, pedofilów, zoofilów, koprofilów, koprofagów, kazirodców, panseksualistów, cykli hormonalnych, od chowu wsobnego i nie tylko oraz naszego a przez nas cudzego doświadczania tego wszelkich skutków
27. oraz naszego a przez nas cudzego z wszelkich przyczyn, wszelkimi sposobami m.in. znajdowania się w relacji rodzinnej, w której jedna osoba podejmuje wysiłek odbudowy więzi, podczas gdy druga pozostaje emocjonalnie wycofana, zamknięta lub obojętna, oraz angażowania się w rozmowy, próby naprawy, w terapię, refleksję i zmianę, przy jednoczesnym braku odpowiedzi lub minimalnym udziale drugiej strony; odpowiednio doświadczania sytuacji, w której cała energia relacji płynie z jednej strony, a druga jedynie „znosi” jej istnienie, oraz życia w napięciu między nadzieją a rzeczywistością, między tym, co mogłoby być, a tym, co faktycznie jest; odpowiednio próbowania utrzymania relacji poprzez większy wysiłek, większe zrozumienie, większe poświęcenie, oraz ,,tonięcia w relacji”, stopniowego wyczerpywania się emocjonalnego osoby, która niesie relację sama, rozpoznając, że relacja nie może istnieć jako projekt jednej osoby, że miłość wymaga obecności dwóch stron, a nie jednostronnego podtrzymywania, dążąc do odzyskania prawa do decyzji o własnym życiu; odpowiednio oddawania Bogu przekonania, że jeśli jeszcze coś czuję, to relacja nadal istnieje, że jeśli będę wystarczająco się starać, druga osoba wróci do konstruktywnych i przytomnych relacji, w intencji przywrócenia porządku, w którym relacja opiera się na wzajemnym zaangażowaniu, a ciężar więzi nie spoczywa na jednej osobie, aby energia relacji mogła zostać zobaczona w prawdzie; odpowiednio pozostawania w relacji mimo sygnałów wycofania drugiej strony, interpretując brak twórczej odpowiedzi jako chwilowy kryzys, a nie jako trwała zmiana; odpowiednio budowania nadziei na przyszłość w oparciu o przeszłość, o wspomnienia lub potencjał, odkładając moment uznania rzeczywistości, aby nie zmierzyć się z bólem straty, kiedy nie można chcieć relacji za dwoje; odpowiednio stawania wobec prawdy o stanie swojego małżeństwa, rodziny bez ucieczki i bez iluzji, dla rozpoznania, czy relacja wymaga odbudowy, czy też została już faktycznie zakończona na poziomie więzi, oraz odzyskiwania zdolności wyboru: wejścia na drogę świadomej pracy nad relacją albo uznania jej końca, z otwieraniem się na rozmowę, konfrontację i nazwanie rzeczy po imieniu; odpowiednio przyjmowania odpowiedzialności za własną część relacji i wychodzenia z biernego trwania do świadomego działania; oraz rozpoznania, że życie relacji nie zależy od samej formy, lecz od obecności obu stron, uznając, że prawda – nawet trudna – jest początkiem uzdrowienia; odpowiednio oddawania Bogu przekonania, że lepiej trwać w pustce niż zmierzyć się z rzeczywistością, w intencji przywrócenia porządku, w którym relacje są wybierane świadomie, więź jest żywa albo uczciwie uznana jako zakończona, a życie nie jest zamrażane w strukturach bez treści, aby każdy mógł odzyskać kontakt z prawdą o swojej relacji, aby możliwe było albo odnowienie więzi, albo wyjście z iluzji, aby miłość nie była zastępowana samym trwaniem ze sobą na przestrzeni wszystkich wymiarów, czasów i nie tylko, a to wszystko z powodu m.in. naszych i cudzych działań związanych z Końcem Świata, w okresie 2012 roku, z innymi Końcami Świata z poszukiwaniem Boga i sensu ostatecznego, z Apokalipsami, Armagedonami, z końcami cywilizacji, epok, porządków, z działaniami naszymi i Boga w obszarze kosmicznego jaja i w trakcie kolejnych Eonów, z tworzeniem lub z blokowaniem działań nadzwyczajnych, a także poprzez cykliczne resetowanie znaczeń, odpowiedzialności i tożsamości w obliczu oczekiwanego lub odraczającego się kresu, nowego początku lub ponownych narodzin i nie tylko oraz naszego a przez nas cudzego doświadczania tego wszelkich skutków
28. oraz naszego a przez nas cudzego z wszelkich przyczyn, wszelkimi sposobami m.in. znajdowania się w relacji rodzinnej, w której jedna osoba podejmuje wysiłek odbudowy więzi, podczas gdy druga pozostaje emocjonalnie wycofana, zamknięta lub obojętna, oraz angażowania się w rozmowy, próby naprawy, w terapię, refleksję i zmianę, przy jednoczesnym braku odpowiedzi lub minimalnym udziale drugiej strony; odpowiednio doświadczania sytuacji, w której cała energia relacji płynie z jednej strony, a druga jedynie „znosi” jej istnienie, oraz życia w napięciu między nadzieją a rzeczywistością, między tym, co mogłoby być, a tym, co faktycznie jest; odpowiednio próbowania utrzymania relacji poprzez większy wysiłek, większe zrozumienie, większe poświęcenie, oraz ,,tonięcia w relacji”, stopniowego wyczerpywania się emocjonalnego osoby, która niesie relację sama, rozpoznając, że relacja nie może istnieć jako projekt jednej osoby, że miłość wymaga obecności dwóch stron, a nie jednostronnego podtrzymywania, dążąc do odzyskania prawa do decyzji o własnym życiu; odpowiednio oddawania Bogu przekonania, że jeśli jeszcze coś czuję, to relacja nadal istnieje, że jeśli będę wystarczająco się starać, druga osoba wróci do konstruktywnych i przytomnych relacji, w intencji przywrócenia porządku, w którym relacja opiera się na wzajemnym zaangażowaniu, a ciężar więzi nie spoczywa na jednej osobie, aby energia relacji mogła zostać zobaczona w prawdzie; odpowiednio pozostawania w relacji mimo sygnałów wycofania drugiej strony, interpretując brak twórczej odpowiedzi jako chwilowy kryzys, a nie jako trwała zmiana; odpowiednio budowania nadziei na przyszłość w oparciu o przeszłość, o wspomnienia lub potencjał, odkładając moment uznania rzeczywistości, aby nie zmierzyć się z bólem straty, kiedy nie można chcieć relacji za dwoje; odpowiednio stawania wobec prawdy o stanie swojego małżeństwa, rodziny bez ucieczki i bez iluzji, dla rozpoznania, czy relacja wymaga odbudowy, czy też została już faktycznie zakończona na poziomie więzi, oraz odzyskiwania zdolności wyboru: wejścia na drogę świadomej pracy nad relacją albo uznania jej końca, z otwieraniem się na rozmowę, konfrontację i nazwanie rzeczy po imieniu; odpowiednio przyjmowania odpowiedzialności za własną część relacji i wychodzenia z biernego trwania do świadomego działania; oraz rozpoznania, że życie relacji nie zależy od samej formy, lecz od obecności obu stron, uznając, że prawda – nawet trudna – jest początkiem uzdrowienia; odpowiednio oddawania Bogu przekonania, że lepiej trwać w pustce niż zmierzyć się z rzeczywistością, w intencji przywrócenia porządku, w którym relacje są wybierane świadomie, więź jest żywa albo uczciwie uznana jako zakończona, a życie nie jest zamrażane w strukturach bez treści, aby każdy mógł odzyskać kontakt z prawdą o swojej relacji, aby możliwe było albo odnowienie więzi, albo wyjście z iluzji, aby miłość nie była zastępowana samym trwaniem ze sobą na przestrzeni wszystkich wymiarów, czasów i nie tylko, a to wszystko w zależności i odpowiednio w niezależności od m.in. woli, wytycznych, opinii, działań, poleceń, postanowień, podpowiedzi, inspiracji, łask, szczodrości i odpowiednio ich braku ze strony m.in. naszej duszy, całej naszej istoty i nie tylko oraz od bycia zdrowymi, lub chorymi fizycznie, energetycznie, stabilnymi lub rozchwianymi lub chorymi psychicznie-umysłowo, chorymi uleczalnie, lub przewlekle, lub nieuleczalnie oraz od bycia osobami kalekimi, osobami z urazami, osobami niedomagającymi, chorymi bezpośrednio lub posiadającymi objawy lub skutki karmiczne, skutki wsobne m.in. rozmaitych chorób, dolegliwości, ułomności, od obciążeń genetycznych, epigenetycznych, środowiskowych i nie tylko oraz naszego a przez nas cudzego doświadczania tego wszelkich skutków


Opublikowano: 25/04/2026
Autor: Sławomir Majda
Kateogrie: Kobieta i mężczyzna we wzajemnych relacjach


Komentarze

Dodaj komentarz