Ten serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na ich zapis lub odczyt wg ustawień przeglądarki.


Modlitwa Inna Niż Wszystkie

Tworzenie transu relacyjnego – intencje

Opracowali: Sławomir Majda, Małgorzata Krata, Adam Żak. Identyczny, powtarzający się fragment, stanowiący rdzeń idei, brzmi następująco: ,,bycia tymi, którzy przez powtarzalny kontakt z określonym tonem głosu, spojrzeniem, rytmem obecności, systemem kar i nagród, wycofaniem czułości lub warunkowym dopuszczaniem do bliskości zostali wprowadzeni w stan zależności podobny do transu i hipnozy, oraz doświadczania, tworzenia relacji, w których jedna osoba raz daje ciepło, zachwyt, uwagę i poczucie wyjątkowości, a innym razem odbiera je, pozostawiając drugą stronę w lęku, głodzie i gotowości do spełnienia warunków powrotu do „miłości”; odpowiednio zapisywania w układzie nerwowym wzorców, w których zaczyna się żyć od dawki uwięzienia do kolejnej dawki uwikłań, od aprobaty do aprobaty, od spojrzenia do spojrzenia, oraz wchodzenia, trwania w mechanizmach, w których najważniejsze staje się odzyskanie kontaktu, zgody, ciepła i dopuszczenia, nawet za cenę porzucenia własnego zdania, potrzeb i granic; odpowiednio przyjmowania sugestii w stanie osłabionego rozeznania, gdy lęk przed utratą więzi staje się większy niż wierność sobie, oraz poddawania się nie tylko pojedynczym komunikatom, ale całemu polu relacyjnemu, które mówi: „beze mnie nie wiesz”, „beze mnie nie jesteś kochany”, „beze mnie nie przetrwasz, będziesz samotnikiem”, „jeśli mnie stracisz, to stracisz wszystko inne”; a odpowiednio rozwijania uzależnienia od relacyjnej amplitudy, w której cierpienie, ulga, bliskość, odrzucenie i powrót tworzą cykl i transy coraz głębiej wiążące psychikę z osobą dominującą, oraz mylenia silnego przywiązania i trudności w odejściu z dowodem wyjątkowości więzi i wspaniałości osoby hipnotyzującej; odpowiednio rozpoznania, że trans relacyjny i hipnotyczny często powstają nie przez jedno wydarzenie, lecz przez setki drobnych aktów wpływu, powtórzeń i warunkowania, oraz uznania, że człowiek i Dusza mogą zostać psychicznie „uśpieni” przez rytm więzi, nawet jeśli formalnie wszystko wygląda zwyczajnie; odpowiednio bycia tymi, którzy wychodzą ze stanu relacyjnego uśpienia i zaczynają odzyskiwać jasność widzenia, pamięć siebie, kontakt z sumieniem i zdolność rozróżniania, oraz przechodzenia procesu odczarowania więzi, w którym to, co dotąd wydawało się absolutne, wyjątkowe, nie do opuszczenia lub święte, zaczyna być widziane w prawdzie, na trzeźwo i przytomnie; odpowiednio odzyskiwania własnej woli, własnego języka, własnego odczuwania i prawa do niezgody, oraz odkrywania, że wyjście z transu nie zawsze oznacza natychmiastowe ustanie uczuć, lecz powrót świadomości silniejszej niż obce wpływy i hipnozy; odpowiednio uznawania, że wolność może wracać etapami przez nazwanie mechanizmu, odzyskanie granic, przyjęcie wsparcia, odróżnienie miłości od zniewolenia i ponowne nauczenie się ufać sobie; odpowiednio oddawania Bogu przekonania, że skoro wracamy do sprawcy mimo bólu, to znaczy, że ta więź jest nam przeznaczona, w intencji przywrócenia porządku, w którym, powtarzalny wpływ przestaje mieć władzę nad przytomną wolą, emocjonalne uzależnienie zostaje oddzielone od miłości, a więź nie jest budowana na amplitudzie bólu i ulgi, aby układ nerwowy mógł wyjść z warunkowania, aby jednostka mogła rozpoznać mechanizm, a nie tylko jego emocjonalne skutki, aby to, co wyglądało jak przeznaczenie, mogło zostać zobaczone jako pętla wpływu, na przestrzeni wszystkich wymiarów, czasów;”.

Zorganizowane uwalnianie się od ciężarów – linki do tekstów, informacje o nagraniach, praca z intencjami, technika smyczkowa > Link.

Kwestie techniczne dotyczące idei i konstrukcji zdań podczas pracy z intencjami.
Sztuka. 
„800 intencji oczyszczających” Link . „Schemat jednozdaniowy dla intencji”. Link . Film „Ukłon po wykonaniu intencji”. Link . 

Słowo „–nie” dodane do jakiegoś słowa podczas pracy z intencjami oznacza, że ​​warto wyrazić je również w jego przeciwstawieniu, a nawet znaleźć i wypowiedzieć na głos wszelkie synonimy, które przychodzą na myśl wraz z ich przeciwieństwami. Na przykład — mówiąc: być biednym, być chorym , dobrze jest powiedzieć to również z jego przeciwieństwem: być biednym, być chorym, nie być biednym, nie być chorym. Pozwala to na możliwie najszersze rozciągnięcie danego wzorca, dotykając różnych aspektów, w tym jego przeciwieństwa. Warto również wiedzieć, że dusze często myślą lub twierdzą, że nie mają takich przeciwstawnych wzorców — na przykład, że nie są bałwochwalcami w danym przypadku (w danym słowie). Inny przykład:
dusza kobiety zaprzecza, że ​​kiedykolwiek była złą matką. Dlatego dodanie tutaj formy przeczącej — 
nie być złą matką — może pozwolić jej zrozumieć stan, w jakim się znajduje.
Bycie złą matką, —nie być złą matką — „—Och, absolutnie nie, nigdy w życiu! To z pewnością nie są moje wzorce. To, co robię, jest moją prywatną sprawą”. [—Dusza bardzo często tak o sobie mówi i myśli.

1. Naszego a przez nas cudzego z wszelkich przyczyn, wszelkimi sposobami m.in. bycia tymi, którzy w relacji stopniowo przestają ufać własnemu osądowi, pamięci, odczuciom i intuicji, oraz usprawiedliwiania zachowań, które rozpoznane są jako przemocowe, manipulacyjne, poniżające lub niszczące; odpowiednio trwania w przekonaniu, że druga strona „ma rację głębiej”, „wie lepiej”, „czuje bardziej”, „widzi prawdę”, nawet jeśli skutkiem jest chaos, lęk i pomniejszenie własnej osoby, wykonywanie zadań, decyzji i poświęceń nie z wolności, lecz z wewnętrznego przymusu utrzymania więzi, odzyskania aprobaty lub uniknięcia odrzucenia, oraz oddawania czasu, pracy, pieniędzy, ciała, lojalności, milczenia lub społecznego wsparcia pod wpływem relacyjnego zaprogramowania; odpowiednio organizowania małżeństw, związków, a czasem nawet cudzych relacji według wzorca wpływu, zależności i zawieszenia wolności, jakby to było naturalne lub konieczne, tracenia przy tym kontaktu z pytaniem: „czego ja chcę?”, „co jest prawdziwe?”, „czy to jest dobre?”, „czy mam zgodę sumienia?”, oraz życia w stanie, w którym człowiek bardziej boi się rozczarować hipnotyzera relacyjnego niż zdradzić samego siebie; odpowiednio uznawania własnego wyczerpania za dowód miłości, a własnej uległości za cnotę, oraz rozpoznania, że jednym z najgłębszych znaków transu relacyjnego i hipnotycznego jest utrata zdolności widzenia własnego zniewolenia; oraz rozumienia, że wykonywanie cudzej woli „bez względu na cenę” nie jest owocem miłości, lecz zawężenia świadomości i złamania granic; odpowiednio oddawania Bogu przekonania, że jeśli kocham, to muszę zgadzać się na wszystko, w intencji przywrócenia porządku, w którym sumienie wraca na swoje miejsce, granice odzyskują ważność, a zgoda człowieka przestaje być przejmowana przez lęk lub wpływ, aby własne „tak” i „nie” mogło znów należeć do osoby, która je wypowiada, aby miłość została oddzielona od posłuszeństwa wymuszonego, aby relacja przestała być polem wykonywania cudzej woli; odpowiednio rozpoznania, że prawdziwa miłość nie boi się przebudzenia świadomości drugiej osoby, oraz uznania, że wszystko, co wymaga uśpienia przytomnego myślenia, nie pochodzi z porządku miłości; odpowiednio oddawania Bogu przekonania, że wyjście z takiej więzi oznacza zdradę, winę albo utratę sensu życia, w intencji przywrócenia porządku, w którym świadomość wraca do światła, wola wraca do osoby, do której należy, a więź zostaje poddana prawdzie, aby każdy mógł kochać bez transu, aby relacja mogła albo zostać oczyszczona, albo zakończona w prawdzie, aby żadne słowo, dotyk, sugestia ani zależność nie miały większej władzy niż wolność dana przez Boga, na przestrzeni wszystkich wymiarów, czasów i nie tylko, a to wszystko w zależności i odpowiednio w niezależności od m.in. woli, wytycznych, opinii, działań, zaufania, poleceń, postanowień, podpowiedzi, inspiracji, łask, szczodrości i odpowiednio ich braku ze strony samego Boga oraz naszego a przez nas cudzego doświadczania tego wszelkich skutków
2. oraz naszego a przez nas cudzego z wszelkich przyczyn, wszelkimi sposobami m.in. bycia tymi, którzy w relacji stopniowo przestają ufać własnemu osądowi, pamięci, odczuciom i intuicji, oraz usprawiedliwiania zachowań, które rozpoznane są jako przemocowe, manipulacyjne, poniżające lub niszczące; odpowiednio trwania w przekonaniu, że druga strona „ma rację głębiej”, „wie lepiej”, „czuje bardziej”, „widzi prawdę”, nawet jeśli skutkiem jest chaos, lęk i pomniejszenie własnej osoby, wykonywanie zadań, decyzji i poświęceń nie z wolności, lecz z wewnętrznego przymusu utrzymania więzi, odzyskania aprobaty lub uniknięcia odrzucenia, oraz oddawania czasu, pracy, pieniędzy, ciała, lojalności, milczenia lub społecznego wsparcia pod wpływem relacyjnego zaprogramowania; odpowiednio organizowania małżeństw, związków, a czasem nawet cudzych relacji według wzorca wpływu, zależności i zawieszenia wolności, jakby to było naturalne lub konieczne, tracenia przy tym kontaktu z pytaniem: „czego ja chcę?”, „co jest prawdziwe?”, „czy to jest dobre?”, „czy mam zgodę sumienia?”, oraz życia w stanie, w którym człowiek bardziej boi się rozczarować hipnotyzera relacyjnego niż zdradzić samego siebie; odpowiednio uznawania własnego wyczerpania za dowód miłości, a własnej uległości za cnotę, oraz rozpoznania, że jednym z najgłębszych znaków transu relacyjnego i hipnotycznego jest utrata zdolności widzenia własnego zniewolenia; oraz rozumienia, że wykonywanie cudzej woli „bez względu na cenę” nie jest owocem miłości, lecz zawężenia świadomości i złamania granic; odpowiednio oddawania Bogu przekonania, że jeśli kocham, to muszę zgadzać się na wszystko, w intencji przywrócenia porządku, w którym sumienie wraca na swoje miejsce, granice odzyskują ważność, a zgoda człowieka przestaje być przejmowana przez lęk lub wpływ, aby własne „tak” i „nie” mogło znów należeć do osoby, która je wypowiada, aby miłość została oddzielona od posłuszeństwa wymuszonego, aby relacja przestała być polem wykonywania cudzej woli; odpowiednio rozpoznania, że prawdziwa miłość nie boi się przebudzenia świadomości drugiej osoby, oraz uznania, że wszystko, co wymaga uśpienia przytomnego myślenia, nie pochodzi z porządku miłości; odpowiednio oddawania Bogu przekonania, że wyjście z takiej więzi oznacza zdradę, winę albo utratę sensu życia, w intencji przywrócenia porządku, w którym świadomość wraca do światła, wola wraca do osoby, do której należy, a więź zostaje poddana prawdzie, aby każdy mógł kochać bez transu, aby relacja mogła albo zostać oczyszczona, albo zakończona w prawdzie, aby żadne słowo, dotyk, sugestia ani zależność nie miały większej władzy niż wolność dana przez Boga, na przestrzeni wszystkich wymiarów, czasów i nie tylko, a to wszystko w zależności i odpowiednio w niezależności od m.in. woli, wytycznych, opinii, działań, poleceń, postanowień, podpowiedzi, inspiracji, łask, szczodrości i odpowiednio ich braku ze strony wszelkich płci ludzi, Dusz, istot, bytów, tworów, zwierząt, roślin, kosmitów i nie tylko oraz naszego a przez nas cudzego doświadczania tego wszelkich skutków
3. oraz naszego a przez nas cudzego z wszelkich przyczyn, wszelkimi sposobami m.in. bycia tymi, którzy w relacji stopniowo przestają ufać własnemu osądowi, pamięci, odczuciom i intuicji, oraz usprawiedliwiania zachowań, które rozpoznane są jako przemocowe, manipulacyjne, poniżające lub niszczące; odpowiednio trwania w przekonaniu, że druga strona „ma rację głębiej”, „wie lepiej”, „czuje bardziej”, „widzi prawdę”, nawet jeśli skutkiem jest chaos, lęk i pomniejszenie własnej osoby, wykonywanie zadań, decyzji i poświęceń nie z wolności, lecz z wewnętrznego przymusu utrzymania więzi, odzyskania aprobaty lub uniknięcia odrzucenia, oraz oddawania czasu, pracy, pieniędzy, ciała, lojalności, milczenia lub społecznego wsparcia pod wpływem relacyjnego zaprogramowania; odpowiednio organizowania małżeństw, związków, a czasem nawet cudzych relacji według wzorca wpływu, zależności i zawieszenia wolności, jakby to było naturalne lub konieczne, tracenia przy tym kontaktu z pytaniem: „czego ja chcę?”, „co jest prawdziwe?”, „czy to jest dobre?”, „czy mam zgodę sumienia?”, oraz życia w stanie, w którym człowiek bardziej boi się rozczarować hipnotyzera relacyjnego niż zdradzić samego siebie; odpowiednio uznawania własnego wyczerpania za dowód miłości, a własnej uległości za cnotę, oraz rozpoznania, że jednym z najgłębszych znaków transu relacyjnego i hipnotycznego jest utrata zdolności widzenia własnego zniewolenia; oraz rozumienia, że wykonywanie cudzej woli „bez względu na cenę” nie jest owocem miłości, lecz zawężenia świadomości i złamania granic; odpowiednio oddawania Bogu przekonania, że jeśli kocham, to muszę zgadzać się na wszystko, w intencji przywrócenia porządku, w którym sumienie wraca na swoje miejsce, granice odzyskują ważność, a zgoda człowieka przestaje być przejmowana przez lęk lub wpływ, aby własne „tak” i „nie” mogło znów należeć do osoby, która je wypowiada, aby miłość została oddzielona od posłuszeństwa wymuszonego, aby relacja przestała być polem wykonywania cudzej woli; odpowiednio rozpoznania, że prawdziwa miłość nie boi się przebudzenia świadomości drugiej osoby, oraz uznania, że wszystko, co wymaga uśpienia przytomnego myślenia, nie pochodzi z porządku miłości; odpowiednio oddawania Bogu przekonania, że wyjście z takiej więzi oznacza zdradę, winę albo utratę sensu życia, w intencji przywrócenia porządku, w którym świadomość wraca do światła, wola wraca do osoby, do której należy, a więź zostaje poddana prawdzie, aby każdy mógł kochać bez transu, aby relacja mogła albo zostać oczyszczona, albo zakończona w prawdzie, aby żadne słowo, dotyk, sugestia ani zależność nie miały większej władzy niż wolność dana przez Boga, na przestrzeni wszystkich wymiarów, czasów i nie tylko, a to wszystko w zależności i odpowiednio w niezależności od m.in. woli, wytycznych, opinii, działań, poleceń, postanowień, podpowiedzi, inspiracji, łask, szczodrości i odpowiednio ich braku ze strony m.in. wszelkiego rodzaju, znaczenia, gatunku, płci i form istnienia m.in. aktywnych i nieaktywnych bóstw, bogiń, boskich matek, boskich ojców, boskich synów, boskich córek, boskich rodzin, Goauldów, koleżków Boga, bogów, półbogów, Asurów, Świętych, guru, mistrzów, nauczycieli, Mesjaszy, aniołów, a w tym astralnych m.in. Archaniołów, cherubinów, serafinów, astrali, władców, zarządców, właściciel i twórców światów astralnych i drzew dusz, proroków oraz środowisk działających samodzielnie lub poprzez pośredników i nie tylko oraz naszego a przez nas cudzego doświadczania tego wszelkich skutków
4. oraz naszego a przez nas cudzego z wszelkich przyczyn, wszelkimi sposobami m.in. bycia tymi, którzy w relacji stopniowo przestają ufać własnemu osądowi, pamięci, odczuciom i intuicji, oraz usprawiedliwiania zachowań, które rozpoznane są jako przemocowe, manipulacyjne, poniżające lub niszczące; odpowiednio trwania w przekonaniu, że druga strona „ma rację głębiej”, „wie lepiej”, „czuje bardziej”, „widzi prawdę”, nawet jeśli skutkiem jest chaos, lęk i pomniejszenie własnej osoby, wykonywanie zadań, decyzji i poświęceń nie z wolności, lecz z wewnętrznego przymusu utrzymania więzi, odzyskania aprobaty lub uniknięcia odrzucenia, oraz oddawania czasu, pracy, pieniędzy, ciała, lojalności, milczenia lub społecznego wsparcia pod wpływem relacyjnego zaprogramowania; odpowiednio organizowania małżeństw, związków, a czasem nawet cudzych relacji według wzorca wpływu, zależności i zawieszenia wolności, jakby to było naturalne lub konieczne, tracenia przy tym kontaktu z pytaniem: „czego ja chcę?”, „co jest prawdziwe?”, „czy to jest dobre?”, „czy mam zgodę sumienia?”, oraz życia w stanie, w którym człowiek bardziej boi się rozczarować hipnotyzera relacyjnego niż zdradzić samego siebie; odpowiednio uznawania własnego wyczerpania za dowód miłości, a własnej uległości za cnotę, oraz rozpoznania, że jednym z najgłębszych znaków transu relacyjnego i hipnotycznego jest utrata zdolności widzenia własnego zniewolenia; oraz rozumienia, że wykonywanie cudzej woli „bez względu na cenę” nie jest owocem miłości, lecz zawężenia świadomości i złamania granic; odpowiednio oddawania Bogu przekonania, że jeśli kocham, to muszę zgadzać się na wszystko, w intencji przywrócenia porządku, w którym sumienie wraca na swoje miejsce, granice odzyskują ważność, a zgoda człowieka przestaje być przejmowana przez lęk lub wpływ, aby własne „tak” i „nie” mogło znów należeć do osoby, która je wypowiada, aby miłość została oddzielona od posłuszeństwa wymuszonego, aby relacja przestała być polem wykonywania cudzej woli; odpowiednio rozpoznania, że prawdziwa miłość nie boi się przebudzenia świadomości drugiej osoby, oraz uznania, że wszystko, co wymaga uśpienia przytomnego myślenia, nie pochodzi z porządku miłości; odpowiednio oddawania Bogu przekonania, że wyjście z takiej więzi oznacza zdradę, winę albo utratę sensu życia, w intencji przywrócenia porządku, w którym świadomość wraca do światła, wola wraca do osoby, do której należy, a więź zostaje poddana prawdzie, aby każdy mógł kochać bez transu, aby relacja mogła albo zostać oczyszczona, albo zakończona w prawdzie, aby żadne słowo, dotyk, sugestia ani zależność nie miały większej władzy niż wolność dana przez Boga, na przestrzeni wszystkich wymiarów, czasów i nie tylko, a to wszystko w zależności i odpowiednio w niezależności od m.in. woli, wytycznych, opinii, działań, poleceń, postanowień, podpowiedzi, inspiracji, łask, szczodrości i odpowiednio ich braku ze strony m.in. fizycznych i astralnych węży, robaków, drapieżników, wirusów, szkodników, grzybów, pleśni, owadów, drobnoustrojów, bakterii, mikroorganizmów i makroorganizmów, jaszczurów, pasożytów, symbiontów, lokatorów naszej i cudzej energetyki oraz ze strony m.in. wszelkich duchów, demonów, strzyg, istot opętujących, mitycznych stworzeń, mitycznych istot i nie tylko oraz naszego a przez nas cudzego doświadczania tego wszelkich skutków
5. oraz naszego a przez nas cudzego z wszelkich przyczyn, wszelkimi sposobami m.in. bycia tymi, którzy w relacji stopniowo przestają ufać własnemu osądowi, pamięci, odczuciom i intuicji, oraz usprawiedliwiania zachowań, które rozpoznane są jako przemocowe, manipulacyjne, poniżające lub niszczące; odpowiednio trwania w przekonaniu, że druga strona „ma rację głębiej”, „wie lepiej”, „czuje bardziej”, „widzi prawdę”, nawet jeśli skutkiem jest chaos, lęk i pomniejszenie własnej osoby, wykonywanie zadań, decyzji i poświęceń nie z wolności, lecz z wewnętrznego przymusu utrzymania więzi, odzyskania aprobaty lub uniknięcia odrzucenia, oraz oddawania czasu, pracy, pieniędzy, ciała, lojalności, milczenia lub społecznego wsparcia pod wpływem relacyjnego zaprogramowania; odpowiednio organizowania małżeństw, związków, a czasem nawet cudzych relacji według wzorca wpływu, zależności i zawieszenia wolności, jakby to było naturalne lub konieczne, tracenia przy tym kontaktu z pytaniem: „czego ja chcę?”, „co jest prawdziwe?”, „czy to jest dobre?”, „czy mam zgodę sumienia?”, oraz życia w stanie, w którym człowiek bardziej boi się rozczarować hipnotyzera relacyjnego niż zdradzić samego siebie; odpowiednio uznawania własnego wyczerpania za dowód miłości, a własnej uległości za cnotę, oraz rozpoznania, że jednym z najgłębszych znaków transu relacyjnego i hipnotycznego jest utrata zdolności widzenia własnego zniewolenia; oraz rozumienia, że wykonywanie cudzej woli „bez względu na cenę” nie jest owocem miłości, lecz zawężenia świadomości i złamania granic; odpowiednio oddawania Bogu przekonania, że jeśli kocham, to muszę zgadzać się na wszystko, w intencji przywrócenia porządku, w którym sumienie wraca na swoje miejsce, granice odzyskują ważność, a zgoda człowieka przestaje być przejmowana przez lęk lub wpływ, aby własne „tak” i „nie” mogło znów należeć do osoby, która je wypowiada, aby miłość została oddzielona od posłuszeństwa wymuszonego, aby relacja przestała być polem wykonywania cudzej woli; odpowiednio rozpoznania, że prawdziwa miłość nie boi się przebudzenia świadomości drugiej osoby, oraz uznania, że wszystko, co wymaga uśpienia przytomnego myślenia, nie pochodzi z porządku miłości; odpowiednio oddawania Bogu przekonania, że wyjście z takiej więzi oznacza zdradę, winę albo utratę sensu życia, w intencji przywrócenia porządku, w którym świadomość wraca do światła, wola wraca do osoby, do której należy, a więź zostaje poddana prawdzie, aby każdy mógł kochać bez transu, aby relacja mogła albo zostać oczyszczona, albo zakończona w prawdzie, aby żadne słowo, dotyk, sugestia ani zależność nie miały większej władzy niż wolność dana przez Boga, na przestrzeni wszystkich wymiarów, czasów i nie tylko, a to wszystko w zależności i odpowiednio w niezależności od m.in. woli, wytycznych, opinii, działań, poleceń, postanowień, podpowiedzi, inspiracji, łask, szczodrości i odpowiednio ich braku ze strony m.in. naszych i cudzych wszelkiego rodzaju cudotwórców, uzdrowicieli, znachorów, bioenergoterapeutów, lekarzy ciała i Duszy, od cudownych boskich uzdrowień, od właścicieli, zarządców, fanatyków i struktur różnych praktyk inicjacyjnych m.in. religijnych, parareligijnych oraz takich jak Reiki, od wiedźm, magów, szamanów, wizjonerów, wyroczni, od znaków na niebie i ziemi, od czarownic, czarowników, od magii, od żywiołów, joginów, tantryków, i nie tylko oraz naszego a przez nas cudzego doświadczania tego wszelkich skutków
6. oraz naszego a przez nas cudzego z wszelkich przyczyn, wszelkimi sposobami m.in. bycia tymi, którzy w relacji stopniowo przestają ufać własnemu osądowi, pamięci, odczuciom i intuicji, oraz usprawiedliwiania zachowań, które rozpoznane są jako przemocowe, manipulacyjne, poniżające lub niszczące; odpowiednio trwania w przekonaniu, że druga strona „ma rację głębiej”, „wie lepiej”, „czuje bardziej”, „widzi prawdę”, nawet jeśli skutkiem jest chaos, lęk i pomniejszenie własnej osoby, wykonywanie zadań, decyzji i poświęceń nie z wolności, lecz z wewnętrznego przymusu utrzymania więzi, odzyskania aprobaty lub uniknięcia odrzucenia, oraz oddawania czasu, pracy, pieniędzy, ciała, lojalności, milczenia lub społecznego wsparcia pod wpływem relacyjnego zaprogramowania; odpowiednio organizowania małżeństw, związków, a czasem nawet cudzych relacji według wzorca wpływu, zależności i zawieszenia wolności, jakby to było naturalne lub konieczne, tracenia przy tym kontaktu z pytaniem: „czego ja chcę?”, „co jest prawdziwe?”, „czy to jest dobre?”, „czy mam zgodę sumienia?”, oraz życia w stanie, w którym człowiek bardziej boi się rozczarować hipnotyzera relacyjnego niż zdradzić samego siebie; odpowiednio uznawania własnego wyczerpania za dowód miłości, a własnej uległości za cnotę, oraz rozpoznania, że jednym z najgłębszych znaków transu relacyjnego i hipnotycznego jest utrata zdolności widzenia własnego zniewolenia; oraz rozumienia, że wykonywanie cudzej woli „bez względu na cenę” nie jest owocem miłości, lecz zawężenia świadomości i złamania granic; odpowiednio oddawania Bogu przekonania, że jeśli kocham, to muszę zgadzać się na wszystko, w intencji przywrócenia porządku, w którym sumienie wraca na swoje miejsce, granice odzyskują ważność, a zgoda człowieka przestaje być przejmowana przez lęk lub wpływ, aby własne „tak” i „nie” mogło znów należeć do osoby, która je wypowiada, aby miłość została oddzielona od posłuszeństwa wymuszonego, aby relacja przestała być polem wykonywania cudzej woli; odpowiednio rozpoznania, że prawdziwa miłość nie boi się przebudzenia świadomości drugiej osoby, oraz uznania, że wszystko, co wymaga uśpienia przytomnego myślenia, nie pochodzi z porządku miłości; odpowiednio oddawania Bogu przekonania, że wyjście z takiej więzi oznacza zdradę, winę albo utratę sensu życia, w intencji przywrócenia porządku, w którym świadomość wraca do światła, wola wraca do osoby, do której należy, a więź zostaje poddana prawdzie, aby każdy mógł kochać bez transu, aby relacja mogła albo zostać oczyszczona, albo zakończona w prawdzie, aby żadne słowo, dotyk, sugestia ani zależność nie miały większej władzy niż wolność dana przez Boga, na przestrzeni wszystkich wymiarów, czasów i nie tylko, a to wszystko w zależności i odpowiednio w niezależności od m.in. woli, wytycznych, opinii, działań, poleceń, postanowień, podpowiedzi, inspiracji, łask, szczodrości i odpowiednio ich braku ze strony m.in. wszelkich ustanawiających kryteria czystości, winy, zasługi i gotowości, a w tym oświeconych, oświecających, wybielających i odpowiednio zaczerniających siebie i innych m.in. ludzi, Dusz, istot, części naszej i cudzej Duszy i istoty, od tych dążących do nirwany, do zbawienia, wyzwolenia, odkupienia osiągających je, od wielbicieli i twórców wszelkich kompresji astralnych, wszelkich niebios, piekieł, rajów, czyśćców, światów astralnych i nie tylko oraz naszego a przez nas cudzego doświadczania tego wszelkich skutków
7. oraz naszego a przez nas cudzego z wszelkich przyczyn, wszelkimi sposobami m.in. bycia tymi, którzy w relacji stopniowo przestają ufać własnemu osądowi, pamięci, odczuciom i intuicji, oraz usprawiedliwiania zachowań, które rozpoznane są jako przemocowe, manipulacyjne, poniżające lub niszczące; odpowiednio trwania w przekonaniu, że druga strona „ma rację głębiej”, „wie lepiej”, „czuje bardziej”, „widzi prawdę”, nawet jeśli skutkiem jest chaos, lęk i pomniejszenie własnej osoby, wykonywanie zadań, decyzji i poświęceń nie z wolności, lecz z wewnętrznego przymusu utrzymania więzi, odzyskania aprobaty lub uniknięcia odrzucenia, oraz oddawania czasu, pracy, pieniędzy, ciała, lojalności, milczenia lub społecznego wsparcia pod wpływem relacyjnego zaprogramowania; odpowiednio organizowania małżeństw, związków, a czasem nawet cudzych relacji według wzorca wpływu, zależności i zawieszenia wolności, jakby to było naturalne lub konieczne, tracenia przy tym kontaktu z pytaniem: „czego ja chcę?”, „co jest prawdziwe?”, „czy to jest dobre?”, „czy mam zgodę sumienia?”, oraz życia w stanie, w którym człowiek bardziej boi się rozczarować hipnotyzera relacyjnego niż zdradzić samego siebie; odpowiednio uznawania własnego wyczerpania za dowód miłości, a własnej uległości za cnotę, oraz rozpoznania, że jednym z najgłębszych znaków transu relacyjnego i hipnotycznego jest utrata zdolności widzenia własnego zniewolenia; oraz rozumienia, że wykonywanie cudzej woli „bez względu na cenę” nie jest owocem miłości, lecz zawężenia świadomości i złamania granic; odpowiednio oddawania Bogu przekonania, że jeśli kocham, to muszę zgadzać się na wszystko, w intencji przywrócenia porządku, w którym sumienie wraca na swoje miejsce, granice odzyskują ważność, a zgoda człowieka przestaje być przejmowana przez lęk lub wpływ, aby własne „tak” i „nie” mogło znów należeć do osoby, która je wypowiada, aby miłość została oddzielona od posłuszeństwa wymuszonego, aby relacja przestała być polem wykonywania cudzej woli; odpowiednio rozpoznania, że prawdziwa miłość nie boi się przebudzenia świadomości drugiej osoby, oraz uznania, że wszystko, co wymaga uśpienia przytomnego myślenia, nie pochodzi z porządku miłości; odpowiednio oddawania Bogu przekonania, że wyjście z takiej więzi oznacza zdradę, winę albo utratę sensu życia, w intencji przywrócenia porządku, w którym świadomość wraca do światła, wola wraca do osoby, do której należy, a więź zostaje poddana prawdzie, aby każdy mógł kochać bez transu, aby relacja mogła albo zostać oczyszczona, albo zakończona w prawdzie, aby żadne słowo, dotyk, sugestia ani zależność nie miały większej władzy niż wolność dana przez Boga, na przestrzeni wszystkich wymiarów, czasów i nie tylko, a to wszystko w zależności i odpowiednio w niezależności od m.in. woli, wytycznych, opinii, działań, poleceń, postanowień, podpowiedzi, inspiracji, łask, szczodrości i odpowiednio ich braku ze strony m.in. wszelkich ateistów, agnostyków, heretyków, wyznawców bahaizmu, religii plemiennych, wielobustwa, animizmu, totemizmu, taoizmu, shintō, sikhizmu, dżinizmu, ahinsa, ayyavazhi, wyznawców Wicca, wyznawców buddyzmu, druidyzmu, voodoo, theravady, mahajany, chan, zen, sŏn, amidyzmu, Szkoły Czystej Krainy, tendai, shingon, buddyzmu tybetańskiego, ningma, kagju, sakja, dzionangu, gelug, Bon i nie tylko oraz od ich kapłanów, twórców, wyznawców, promotorów i nie tylko oraz naszego a przez nas cudzego doświadczania tego wszelkich skutków
8. oraz naszego a przez nas cudzego z wszelkich przyczyn, wszelkimi sposobami m.in. bycia tymi, którzy w relacji stopniowo przestają ufać własnemu osądowi, pamięci, odczuciom i intuicji, oraz usprawiedliwiania zachowań, które rozpoznane są jako przemocowe, manipulacyjne, poniżające lub niszczące; odpowiednio trwania w przekonaniu, że druga strona „ma rację głębiej”, „wie lepiej”, „czuje bardziej”, „widzi prawdę”, nawet jeśli skutkiem jest chaos, lęk i pomniejszenie własnej osoby, wykonywanie zadań, decyzji i poświęceń nie z wolności, lecz z wewnętrznego przymusu utrzymania więzi, odzyskania aprobaty lub uniknięcia odrzucenia, oraz oddawania czasu, pracy, pieniędzy, ciała, lojalności, milczenia lub społecznego wsparcia pod wpływem relacyjnego zaprogramowania; odpowiednio organizowania małżeństw, związków, a czasem nawet cudzych relacji według wzorca wpływu, zależności i zawieszenia wolności, jakby to było naturalne lub konieczne, tracenia przy tym kontaktu z pytaniem: „czego ja chcę?”, „co jest prawdziwe?”, „czy to jest dobre?”, „czy mam zgodę sumienia?”, oraz życia w stanie, w którym człowiek bardziej boi się rozczarować hipnotyzera relacyjnego niż zdradzić samego siebie; odpowiednio uznawania własnego wyczerpania za dowód miłości, a własnej uległości za cnotę, oraz rozpoznania, że jednym z najgłębszych znaków transu relacyjnego i hipnotycznego jest utrata zdolności widzenia własnego zniewolenia; oraz rozumienia, że wykonywanie cudzej woli „bez względu na cenę” nie jest owocem miłości, lecz zawężenia świadomości i złamania granic; odpowiednio oddawania Bogu przekonania, że jeśli kocham, to muszę zgadzać się na wszystko, w intencji przywrócenia porządku, w którym sumienie wraca na swoje miejsce, granice odzyskują ważność, a zgoda człowieka przestaje być przejmowana przez lęk lub wpływ, aby własne „tak” i „nie” mogło znów należeć do osoby, która je wypowiada, aby miłość została oddzielona od posłuszeństwa wymuszonego, aby relacja przestała być polem wykonywania cudzej woli; odpowiednio rozpoznania, że prawdziwa miłość nie boi się przebudzenia świadomości drugiej osoby, oraz uznania, że wszystko, co wymaga uśpienia przytomnego myślenia, nie pochodzi z porządku miłości; odpowiednio oddawania Bogu przekonania, że wyjście z takiej więzi oznacza zdradę, winę albo utratę sensu życia, w intencji przywrócenia porządku, w którym świadomość wraca do światła, wola wraca do osoby, do której należy, a więź zostaje poddana prawdzie, aby każdy mógł kochać bez transu, aby relacja mogła albo zostać oczyszczona, albo zakończona w prawdzie, aby żadne słowo, dotyk, sugestia ani zależność nie miały większej władzy niż wolność dana przez Boga, na przestrzeni wszystkich wymiarów, czasów i nie tylko, a to wszystko w zależności i odpowiednio w niezależności od m.in. woli, wytycznych, opinii, działań, poleceń, postanowień, podpowiedzi, inspiracji, łask, szczodrości i odpowiednio ich braku ze strony m.in. Jezusa, Apostołów, ojców kościoła, Wszystkich Świętych, Ojcze Nasz, Ducha Świętego, jak również m.in. wyznawców, twórców, kapłanów i zarządców wszelkich sekt chrześcijańskich m.in. starokatolicyzmu, kościołów utrechckich, kościołów narodowych, mariawityzmu, katolicyzmu, wschodniego katolicyzmu, grekokatolicyzmu, kościoła rzymskokatolickiego, sedewakantyzmu, konklawizmu, palmariznizmu, lefebrystów, anglikanizmu, prawosławia, od kościołów bizantyjskich, cerkwi prawosławnych, staroobrzędowców, popowców, bezpopowców, skopców, starokalendarzowców, kościołów orientalnych, koptów, Syryjczyków, kościołów asyryjskich, adwentystów, milleryzmu, anabaptyzmu, wyznawców arianizmu, baptyzmu, braci morawskich, braci polymuckich, husytyzmu, kalwinizmu, kongregacjonizmu, prezbiterianizmu, kwakrów, luteranizmu, monnonityzmu, metodyzmu, pentekostalizmu, salwacjonizmu, unitarianizmu, waldensów, amiszów, restoracjoizmu, ruchu babackiego, Świadków Jehowy, Zrzeszenia Wolnych Badaczy Pisma Świętego, Świętych Ruchów Misyjnych, wyznawców unitaryzmu, mormonów, Kościołów Jezusa Chrystusa w Dniach ostatnich, Społeczności Chrystusa, afrochrześcijaństwa jak aladury, harrizmu, kimbangizmu, lumby i nie tylko oraz naszego a przez nas cudzego doświadczania tego wszelkich skutków
9. oraz naszego a przez nas cudzego z wszelkich przyczyn, wszelkimi sposobami m.in. bycia tymi, którzy w relacji stopniowo przestają ufać własnemu osądowi, pamięci, odczuciom i intuicji, oraz usprawiedliwiania zachowań, które rozpoznane są jako przemocowe, manipulacyjne, poniżające lub niszczące; odpowiednio trwania w przekonaniu, że druga strona „ma rację głębiej”, „wie lepiej”, „czuje bardziej”, „widzi prawdę”, nawet jeśli skutkiem jest chaos, lęk i pomniejszenie własnej osoby, wykonywanie zadań, decyzji i poświęceń nie z wolności, lecz z wewnętrznego przymusu utrzymania więzi, odzyskania aprobaty lub uniknięcia odrzucenia, oraz oddawania czasu, pracy, pieniędzy, ciała, lojalności, milczenia lub społecznego wsparcia pod wpływem relacyjnego zaprogramowania; odpowiednio organizowania małżeństw, związków, a czasem nawet cudzych relacji według wzorca wpływu, zależności i zawieszenia wolności, jakby to było naturalne lub konieczne, tracenia przy tym kontaktu z pytaniem: „czego ja chcę?”, „co jest prawdziwe?”, „czy to jest dobre?”, „czy mam zgodę sumienia?”, oraz życia w stanie, w którym człowiek bardziej boi się rozczarować hipnotyzera relacyjnego niż zdradzić samego siebie; odpowiednio uznawania własnego wyczerpania za dowód miłości, a własnej uległości za cnotę, oraz rozpoznania, że jednym z najgłębszych znaków transu relacyjnego i hipnotycznego jest utrata zdolności widzenia własnego zniewolenia; oraz rozumienia, że wykonywanie cudzej woli „bez względu na cenę” nie jest owocem miłości, lecz zawężenia świadomości i złamania granic; odpowiednio oddawania Bogu przekonania, że jeśli kocham, to muszę zgadzać się na wszystko, w intencji przywrócenia porządku, w którym sumienie wraca na swoje miejsce, granice odzyskują ważność, a zgoda człowieka przestaje być przejmowana przez lęk lub wpływ, aby własne „tak” i „nie” mogło znów należeć do osoby, która je wypowiada, aby miłość została oddzielona od posłuszeństwa wymuszonego, aby relacja przestała być polem wykonywania cudzej woli; odpowiednio rozpoznania, że prawdziwa miłość nie boi się przebudzenia świadomości drugiej osoby, oraz uznania, że wszystko, co wymaga uśpienia przytomnego myślenia, nie pochodzi z porządku miłości; odpowiednio oddawania Bogu przekonania, że wyjście z takiej więzi oznacza zdradę, winę albo utratę sensu życia, w intencji przywrócenia porządku, w którym świadomość wraca do światła, wola wraca do osoby, do której należy, a więź zostaje poddana prawdzie, aby każdy mógł kochać bez transu, aby relacja mogła albo zostać oczyszczona, albo zakończona w prawdzie, aby żadne słowo, dotyk, sugestia ani zależność nie miały większej władzy niż wolność dana przez Boga, na przestrzeni wszystkich wymiarów, czasów i nie tylko, a to wszystko w zależności i odpowiednio w niezależności od m.in. woli, wytycznych, opinii, działań, poleceń, postanowień, podpowiedzi, inspiracji, łask, szczodrości i odpowiednio ich braku ze strony m.in. wyznawców, twórców, kapłanów i zarządców m.in. kosmologi, praktyk ascetycznych, koncepcji czystości i skażenia, zniewolenia a w tym m.in. dżinizmu, digambarów, sthankawasi, śwetambarów, gnostyków, wyznawców manicheizmu, mandeizmu, ze strony wszelkich odłamów i sekt m.in. wiszniuzmu, krysznaizmu, śiwaizmu, lingajatów, śaktyzmu, mazdaizmu, religii perskich, mazdakizmu, mitraizmu i nie tylko oraz naszego a przez nas cudzego doświadczania tego wszelkich skutków
10. oraz naszego a przez nas cudzego z wszelkich przyczyn, wszelkimi sposobami m.in. bycia tymi, którzy w relacji stopniowo przestają ufać własnemu osądowi, pamięci, odczuciom i intuicji, oraz usprawiedliwiania zachowań, które rozpoznane są jako przemocowe, manipulacyjne, poniżające lub niszczące; odpowiednio trwania w przekonaniu, że druga strona „ma rację głębiej”, „wie lepiej”, „czuje bardziej”, „widzi prawdę”, nawet jeśli skutkiem jest chaos, lęk i pomniejszenie własnej osoby, wykonywanie zadań, decyzji i poświęceń nie z wolności, lecz z wewnętrznego przymusu utrzymania więzi, odzyskania aprobaty lub uniknięcia odrzucenia, oraz oddawania czasu, pracy, pieniędzy, ciała, lojalności, milczenia lub społecznego wsparcia pod wpływem relacyjnego zaprogramowania; odpowiednio organizowania małżeństw, związków, a czasem nawet cudzych relacji według wzorca wpływu, zależności i zawieszenia wolności, jakby to było naturalne lub konieczne, tracenia przy tym kontaktu z pytaniem: „czego ja chcę?”, „co jest prawdziwe?”, „czy to jest dobre?”, „czy mam zgodę sumienia?”, oraz życia w stanie, w którym człowiek bardziej boi się rozczarować hipnotyzera relacyjnego niż zdradzić samego siebie; odpowiednio uznawania własnego wyczerpania za dowód miłości, a własnej uległości za cnotę, oraz rozpoznania, że jednym z najgłębszych znaków transu relacyjnego i hipnotycznego jest utrata zdolności widzenia własnego zniewolenia; oraz rozumienia, że wykonywanie cudzej woli „bez względu na cenę” nie jest owocem miłości, lecz zawężenia świadomości i złamania granic; odpowiednio oddawania Bogu przekonania, że jeśli kocham, to muszę zgadzać się na wszystko, w intencji przywrócenia porządku, w którym sumienie wraca na swoje miejsce, granice odzyskują ważność, a zgoda człowieka przestaje być przejmowana przez lęk lub wpływ, aby własne „tak” i „nie” mogło znów należeć do osoby, która je wypowiada, aby miłość została oddzielona od posłuszeństwa wymuszonego, aby relacja przestała być polem wykonywania cudzej woli; odpowiednio rozpoznania, że prawdziwa miłość nie boi się przebudzenia świadomości drugiej osoby, oraz uznania, że wszystko, co wymaga uśpienia przytomnego myślenia, nie pochodzi z porządku miłości; odpowiednio oddawania Bogu przekonania, że wyjście z takiej więzi oznacza zdradę, winę albo utratę sensu życia, w intencji przywrócenia porządku, w którym świadomość wraca do światła, wola wraca do osoby, do której należy, a więź zostaje poddana prawdzie, aby każdy mógł kochać bez transu, aby relacja mogła albo zostać oczyszczona, albo zakończona w prawdzie, aby żadne słowo, dotyk, sugestia ani zależność nie miały większej władzy niż wolność dana przez Boga, na przestrzeni wszystkich wymiarów, czasów i nie tylko, a to wszystko w zależności i odpowiednio w niezależności od m.in. woli, wytycznych, opinii, działań, poleceń, postanowień, podpowiedzi, inspiracji, łask, szczodrości i odpowiednio ich braku ze strony wyznawców, twórców, kapłanów i zarządców świata Islamu m.in. alawitów, alewitów, charydżytów, sunnitów, szyitów, immaitów, ismalitów, zajdytów, wyznawców sufizmu, Ahmadiyya, czarnego islamu, Maurów, Narodu islamu, drudyzmu, ahl-e-hakk, zikrytów, skrypturalizmu, koranizmu, jezydyzmu i nie tylko oraz naszego a przez nas cudzego doświadczania tego wszelkich skutków
11. oraz naszego a przez nas cudzego z wszelkich przyczyn, wszelkimi sposobami m.in. bycia tymi, którzy w relacji stopniowo przestają ufać własnemu osądowi, pamięci, odczuciom i intuicji, oraz usprawiedliwiania zachowań, które rozpoznane są jako przemocowe, manipulacyjne, poniżające lub niszczące; odpowiednio trwania w przekonaniu, że druga strona „ma rację głębiej”, „wie lepiej”, „czuje bardziej”, „widzi prawdę”, nawet jeśli skutkiem jest chaos, lęk i pomniejszenie własnej osoby, wykonywanie zadań, decyzji i poświęceń nie z wolności, lecz z wewnętrznego przymusu utrzymania więzi, odzyskania aprobaty lub uniknięcia odrzucenia, oraz oddawania czasu, pracy, pieniędzy, ciała, lojalności, milczenia lub społecznego wsparcia pod wpływem relacyjnego zaprogramowania; odpowiednio organizowania małżeństw, związków, a czasem nawet cudzych relacji według wzorca wpływu, zależności i zawieszenia wolności, jakby to było naturalne lub konieczne, tracenia przy tym kontaktu z pytaniem: „czego ja chcę?”, „co jest prawdziwe?”, „czy to jest dobre?”, „czy mam zgodę sumienia?”, oraz życia w stanie, w którym człowiek bardziej boi się rozczarować hipnotyzera relacyjnego niż zdradzić samego siebie; odpowiednio uznawania własnego wyczerpania za dowód miłości, a własnej uległości za cnotę, oraz rozpoznania, że jednym z najgłębszych znaków transu relacyjnego i hipnotycznego jest utrata zdolności widzenia własnego zniewolenia; oraz rozumienia, że wykonywanie cudzej woli „bez względu na cenę” nie jest owocem miłości, lecz zawężenia świadomości i złamania granic; odpowiednio oddawania Bogu przekonania, że jeśli kocham, to muszę zgadzać się na wszystko, w intencji przywrócenia porządku, w którym sumienie wraca na swoje miejsce, granice odzyskują ważność, a zgoda człowieka przestaje być przejmowana przez lęk lub wpływ, aby własne „tak” i „nie” mogło znów należeć do osoby, która je wypowiada, aby miłość została oddzielona od posłuszeństwa wymuszonego, aby relacja przestała być polem wykonywania cudzej woli; odpowiednio rozpoznania, że prawdziwa miłość nie boi się przebudzenia świadomości drugiej osoby, oraz uznania, że wszystko, co wymaga uśpienia przytomnego myślenia, nie pochodzi z porządku miłości; odpowiednio oddawania Bogu przekonania, że wyjście z takiej więzi oznacza zdradę, winę albo utratę sensu życia, w intencji przywrócenia porządku, w którym świadomość wraca do światła, wola wraca do osoby, do której należy, a więź zostaje poddana prawdzie, aby każdy mógł kochać bez transu, aby relacja mogła albo zostać oczyszczona, albo zakończona w prawdzie, aby żadne słowo, dotyk, sugestia ani zależność nie miały większej władzy niż wolność dana przez Boga, na przestrzeni wszystkich wymiarów, czasów i nie tylko, a to wszystko w zależności i odpowiednio w niezależności od m.in. woli, wytycznych, opinii, działań, poleceń, postanowień, podpowiedzi, inspiracji, łask, szczodrości i odpowiednio ich braku ze strony m.in. promotorów, twórców, kapłanów i wyznawców wszelkich sekt i frakcji judaizmu: m.in. felaszów zwanych czarnymi żydami, judaizmu mesjanistycznego a w tym chasydzkiego, judaizmu konserwatywnego, ortodoksyjnego, postępowego, rekonstrukcjonistycznego, karaimizmu, mozaizmu, samarytanizmu i nie tylko oraz naszego a przez nas cudzego doświadczania tego wszelkich skutków
12. oraz naszego a przez nas cudzego z wszelkich przyczyn, wszelkimi sposobami m.in. bycia tymi, którzy w relacji stopniowo przestają ufać własnemu osądowi, pamięci, odczuciom i intuicji, oraz usprawiedliwiania zachowań, które rozpoznane są jako przemocowe, manipulacyjne, poniżające lub niszczące; odpowiednio trwania w przekonaniu, że druga strona „ma rację głębiej”, „wie lepiej”, „czuje bardziej”, „widzi prawdę”, nawet jeśli skutkiem jest chaos, lęk i pomniejszenie własnej osoby, wykonywanie zadań, decyzji i poświęceń nie z wolności, lecz z wewnętrznego przymusu utrzymania więzi, odzyskania aprobaty lub uniknięcia odrzucenia, oraz oddawania czasu, pracy, pieniędzy, ciała, lojalności, milczenia lub społecznego wsparcia pod wpływem relacyjnego zaprogramowania; odpowiednio organizowania małżeństw, związków, a czasem nawet cudzych relacji według wzorca wpływu, zależności i zawieszenia wolności, jakby to było naturalne lub konieczne, tracenia przy tym kontaktu z pytaniem: „czego ja chcę?”, „co jest prawdziwe?”, „czy to jest dobre?”, „czy mam zgodę sumienia?”, oraz życia w stanie, w którym człowiek bardziej boi się rozczarować hipnotyzera relacyjnego niż zdradzić samego siebie; odpowiednio uznawania własnego wyczerpania za dowód miłości, a własnej uległości za cnotę, oraz rozpoznania, że jednym z najgłębszych znaków transu relacyjnego i hipnotycznego jest utrata zdolności widzenia własnego zniewolenia; oraz rozumienia, że wykonywanie cudzej woli „bez względu na cenę” nie jest owocem miłości, lecz zawężenia świadomości i złamania granic; odpowiednio oddawania Bogu przekonania, że jeśli kocham, to muszę zgadzać się na wszystko, w intencji przywrócenia porządku, w którym sumienie wraca na swoje miejsce, granice odzyskują ważność, a zgoda człowieka przestaje być przejmowana przez lęk lub wpływ, aby własne „tak” i „nie” mogło znów należeć do osoby, która je wypowiada, aby miłość została oddzielona od posłuszeństwa wymuszonego, aby relacja przestała być polem wykonywania cudzej woli; odpowiednio rozpoznania, że prawdziwa miłość nie boi się przebudzenia świadomości drugiej osoby, oraz uznania, że wszystko, co wymaga uśpienia przytomnego myślenia, nie pochodzi z porządku miłości; odpowiednio oddawania Bogu przekonania, że wyjście z takiej więzi oznacza zdradę, winę albo utratę sensu życia, w intencji przywrócenia porządku, w którym świadomość wraca do światła, wola wraca do osoby, do której należy, a więź zostaje poddana prawdzie, aby każdy mógł kochać bez transu, aby relacja mogła albo zostać oczyszczona, albo zakończona w prawdzie, aby żadne słowo, dotyk, sugestia ani zależność nie miały większej władzy niż wolność dana przez Boga, na przestrzeni wszystkich wymiarów, czasów i nie tylko, a to wszystko w zależności i odpowiednio w niezależności od m.in. woli, wytycznych, opinii, działań, poleceń, postanowień, podpowiedzi, inspiracji, łask, szczodrości i odpowiednio ich braku ze strony m.in. twórców, organizatorów, zarządców i wyznawców tzw. nowych ruchów religijnych,duchowych i parareligijnych, charyzmatycznych jak m.in. babizmu, bahaizmu, czeondoizmu, kaodaizmu, szejkersów, Kultów cargo, Falun Gong, Modekngei, New Age, Realizm, Rastafari, Scjentologi, Metody Quan Yin, Wicca, „Jam Jest”, Asatriuzmu, Hellenizmu, Słowanowierstwa, Inteligentnej Jogi Międzynarodowej, Medytacji Transcendentalnej, Misji Boskiego Światła, Międzynarodowego Towarzystwa Świadomości Kryszny, Neo-Sannyasmu (Osho), Radha Soami, Sathya Sai Baby, Swaminaryan Faith, Harrizmu, konfucjanizmu, santerii, sikhizmu, shinto, taoizmu, zaratusztrianizmu i nie tylko oraz naszego a przez nas cudzego doświadczania tego wszelkich skutków
13 oraz naszego a przez nas cudzego z wszelkich przyczyn, wszelkimi sposobami m.in. bycia tymi, którzy w relacji stopniowo przestają ufać własnemu osądowi, pamięci, odczuciom i intuicji, oraz usprawiedliwiania zachowań, które rozpoznane są jako przemocowe, manipulacyjne, poniżające lub niszczące; odpowiednio trwania w przekonaniu, że druga strona „ma rację głębiej”, „wie lepiej”, „czuje bardziej”, „widzi prawdę”, nawet jeśli skutkiem jest chaos, lęk i pomniejszenie własnej osoby, wykonywanie zadań, decyzji i poświęceń nie z wolności, lecz z wewnętrznego przymusu utrzymania więzi, odzyskania aprobaty lub uniknięcia odrzucenia, oraz oddawania czasu, pracy, pieniędzy, ciała, lojalności, milczenia lub społecznego wsparcia pod wpływem relacyjnego zaprogramowania; odpowiednio organizowania małżeństw, związków, a czasem nawet cudzych relacji według wzorca wpływu, zależności i zawieszenia wolności, jakby to było naturalne lub konieczne, tracenia przy tym kontaktu z pytaniem: „czego ja chcę?”, „co jest prawdziwe?”, „czy to jest dobre?”, „czy mam zgodę sumienia?”, oraz życia w stanie, w którym człowiek bardziej boi się rozczarować hipnotyzera relacyjnego niż zdradzić samego siebie; odpowiednio uznawania własnego wyczerpania za dowód miłości, a własnej uległości za cnotę, oraz rozpoznania, że jednym z najgłębszych znaków transu relacyjnego i hipnotycznego jest utrata zdolności widzenia własnego zniewolenia; oraz rozumienia, że wykonywanie cudzej woli „bez względu na cenę” nie jest owocem miłości, lecz zawężenia świadomości i złamania granic; odpowiednio oddawania Bogu przekonania, że jeśli kocham, to muszę zgadzać się na wszystko, w intencji przywrócenia porządku, w którym sumienie wraca na swoje miejsce, granice odzyskują ważność, a zgoda człowieka przestaje być przejmowana przez lęk lub wpływ, aby własne „tak” i „nie” mogło znów należeć do osoby, która je wypowiada, aby miłość została oddzielona od posłuszeństwa wymuszonego, aby relacja przestała być polem wykonywania cudzej woli; odpowiednio rozpoznania, że prawdziwa miłość nie boi się przebudzenia świadomości drugiej osoby, oraz uznania, że wszystko, co wymaga uśpienia przytomnego myślenia, nie pochodzi z porządku miłości; odpowiednio oddawania Bogu przekonania, że wyjście z takiej więzi oznacza zdradę, winę albo utratę sensu życia, w intencji przywrócenia porządku, w którym świadomość wraca do światła, wola wraca do osoby, do której należy, a więź zostaje poddana prawdzie, aby każdy mógł kochać bez transu, aby relacja mogła albo zostać oczyszczona, albo zakończona w prawdzie, aby żadne słowo, dotyk, sugestia ani zależność nie miały większej władzy niż wolność dana przez Boga, na przestrzeni wszystkich wymiarów, czasów i nie tylko, a to wszystko w zależności i odpowiednio w niezależności od m.in. woli, wytycznych, opinii, działań, poleceń, postanowień, podpowiedzi, inspiracji, łask, szczodrości i odpowiednio ich braku ze strony promotorów, twórców, kapłanów, zarządców i wyznawców wszelkich m.in. wierzeń, religii, sekt i frakcji oraz mieszkańców Superkontynentów, kontynentów oraz prehistorycznych, pierwotnych i mitycznych krain takich jak m.in., jak Pangea, Gondwana, Atlantyda, Lemuria, Mu, Gobi, religii rodzimych Afryki, Australii, Oceanii, Azji, Europy, obu Ameryk i innych miejsc na Ziemi, i nie tylko oraz naszego a przez nas cudzego doświadczania tego wszelkich skutków
14. oraz naszego a przez nas cudzego z wszelkich przyczyn, wszelkimi sposobami m.in. bycia tymi, którzy w relacji stopniowo przestają ufać własnemu osądowi, pamięci, odczuciom i intuicji, oraz usprawiedliwiania zachowań, które rozpoznane są jako przemocowe, manipulacyjne, poniżające lub niszczące; odpowiednio trwania w przekonaniu, że druga strona „ma rację głębiej”, „wie lepiej”, „czuje bardziej”, „widzi prawdę”, nawet jeśli skutkiem jest chaos, lęk i pomniejszenie własnej osoby, wykonywanie zadań, decyzji i poświęceń nie z wolności, lecz z wewnętrznego przymusu utrzymania więzi, odzyskania aprobaty lub uniknięcia odrzucenia, oraz oddawania czasu, pracy, pieniędzy, ciała, lojalności, milczenia lub społecznego wsparcia pod wpływem relacyjnego zaprogramowania; odpowiednio organizowania małżeństw, związków, a czasem nawet cudzych relacji według wzorca wpływu, zależności i zawieszenia wolności, jakby to było naturalne lub konieczne, tracenia przy tym kontaktu z pytaniem: „czego ja chcę?”, „co jest prawdziwe?”, „czy to jest dobre?”, „czy mam zgodę sumienia?”, oraz życia w stanie, w którym człowiek bardziej boi się rozczarować hipnotyzera relacyjnego niż zdradzić samego siebie; odpowiednio uznawania własnego wyczerpania za dowód miłości, a własnej uległości za cnotę, oraz rozpoznania, że jednym z najgłębszych znaków transu relacyjnego i hipnotycznego jest utrata zdolności widzenia własnego zniewolenia; oraz rozumienia, że wykonywanie cudzej woli „bez względu na cenę” nie jest owocem miłości, lecz zawężenia świadomości i złamania granic; odpowiednio oddawania Bogu przekonania, że jeśli kocham, to muszę zgadzać się na wszystko, w intencji przywrócenia porządku, w którym sumienie wraca na swoje miejsce, granice odzyskują ważność, a zgoda człowieka przestaje być przejmowana przez lęk lub wpływ, aby własne „tak” i „nie” mogło znów należeć do osoby, która je wypowiada, aby miłość została oddzielona od posłuszeństwa wymuszonego, aby relacja przestała być polem wykonywania cudzej woli; odpowiednio rozpoznania, że prawdziwa miłość nie boi się przebudzenia świadomości drugiej osoby, oraz uznania, że wszystko, co wymaga uśpienia przytomnego myślenia, nie pochodzi z porządku miłości; odpowiednio oddawania Bogu przekonania, że wyjście z takiej więzi oznacza zdradę, winę albo utratę sensu życia, w intencji przywrócenia porządku, w którym świadomość wraca do światła, wola wraca do osoby, do której należy, a więź zostaje poddana prawdzie, aby każdy mógł kochać bez transu, aby relacja mogła albo zostać oczyszczona, albo zakończona w prawdzie, aby żadne słowo, dotyk, sugestia ani zależność nie miały większej władzy niż wolność dana przez Boga, na przestrzeni wszystkich wymiarów, czasów i nie tylko, a to wszystko w zależności i odpowiednio w niezależności od m.in. woli, wytycznych, opinii, działań, poleceń, postanowień, podpowiedzi, inspiracji, łask, szczodrości i odpowiednio ich braku ze strony m.in. wszelkiego rodzaju m.in. tyranów, despotów, socjopatów, katów, terrorystów, szantażystów, sędziów, prawników, prokuratorów, oskarżycieli, panów, władców, zwierzchników, przełożonych, pracodawców, współpracowników, klientów, płatników, manipulatorów, hipnotyzerów, królów, książąt, dworów, doradców, posłańców, notariuszy, sekretarzy, struktur władzy państwowej, religijnej, administracyjnej oraz ze strony wszelkich twórców, promotorów rozmaitych destrukcyjnych wynalazków i praktyk a w tym takich jak wszczepienne substancje, wirusy, pasożyty, bio-roboty, artefakty, jak gry i zabawy takie jak Jumanji, Kamienie Nieskończoności, Pierścienie władzy, Gry o Tron i nie tylko oraz naszego a przez nas cudzego doświadczania tego wszelkich skutków
15. oraz naszego a przez nas cudzego z wszelkich przyczyn, wszelkimi sposobami m.in. bycia tymi, którzy w relacji stopniowo przestają ufać własnemu osądowi, pamięci, odczuciom i intuicji, oraz usprawiedliwiania zachowań, które rozpoznane są jako przemocowe, manipulacyjne, poniżające lub niszczące; odpowiednio trwania w przekonaniu, że druga strona „ma rację głębiej”, „wie lepiej”, „czuje bardziej”, „widzi prawdę”, nawet jeśli skutkiem jest chaos, lęk i pomniejszenie własnej osoby, wykonywanie zadań, decyzji i poświęceń nie z wolności, lecz z wewnętrznego przymusu utrzymania więzi, odzyskania aprobaty lub uniknięcia odrzucenia, oraz oddawania czasu, pracy, pieniędzy, ciała, lojalności, milczenia lub społecznego wsparcia pod wpływem relacyjnego zaprogramowania; odpowiednio organizowania małżeństw, związków, a czasem nawet cudzych relacji według wzorca wpływu, zależności i zawieszenia wolności, jakby to było naturalne lub konieczne, tracenia przy tym kontaktu z pytaniem: „czego ja chcę?”, „co jest prawdziwe?”, „czy to jest dobre?”, „czy mam zgodę sumienia?”, oraz życia w stanie, w którym człowiek bardziej boi się rozczarować hipnotyzera relacyjnego niż zdradzić samego siebie; odpowiednio uznawania własnego wyczerpania za dowód miłości, a własnej uległości za cnotę, oraz rozpoznania, że jednym z najgłębszych znaków transu relacyjnego i hipnotycznego jest utrata zdolności widzenia własnego zniewolenia; oraz rozumienia, że wykonywanie cudzej woli „bez względu na cenę” nie jest owocem miłości, lecz zawężenia świadomości i złamania granic; odpowiednio oddawania Bogu przekonania, że jeśli kocham, to muszę zgadzać się na wszystko, w intencji przywrócenia porządku, w którym sumienie wraca na swoje miejsce, granice odzyskują ważność, a zgoda człowieka przestaje być przejmowana przez lęk lub wpływ, aby własne „tak” i „nie” mogło znów należeć do osoby, która je wypowiada, aby miłość została oddzielona od posłuszeństwa wymuszonego, aby relacja przestała być polem wykonywania cudzej woli; odpowiednio rozpoznania, że prawdziwa miłość nie boi się przebudzenia świadomości drugiej osoby, oraz uznania, że wszystko, co wymaga uśpienia przytomnego myślenia, nie pochodzi z porządku miłości; odpowiednio oddawania Bogu przekonania, że wyjście z takiej więzi oznacza zdradę, winę albo utratę sensu życia, w intencji przywrócenia porządku, w którym świadomość wraca do światła, wola wraca do osoby, do której należy, a więź zostaje poddana prawdzie, aby każdy mógł kochać bez transu, aby relacja mogła albo zostać oczyszczona, albo zakończona w prawdzie, aby żadne słowo, dotyk, sugestia ani zależność nie miały większej władzy niż wolność dana przez Boga, na przestrzeni wszystkich wymiarów, czasów i nie tylko, a to wszystko w zależności i odpowiednio w niezależności od m.in. woli, wytycznych, opinii, działań, poleceń, postanowień, podpowiedzi, inspiracji, łask, szczodrości i odpowiednio ich braku ze strony m.in. wszelkich planet, konstelacji, kosmosu, gwiazd, księżyców, komet, asteroid, galaktyk, pyłu kosmicznego, czarnych dziur, słońc, ciał niebieskich od ich ruchów, położenia, oddziaływań m.in. grawitacyjnych, energetycznych, promieniotwórczych i symbolicznych oraz ich wszelkich m.in. właścicieli, zarządców, twórców, najemców, użytkowników i nie tylko oraz naszego a przez nas cudzego doświadczania tego wszelkich skutków
16. oraz naszego a przez nas cudzego z wszelkich przyczyn, wszelkimi sposobami m.in. bycia tymi, którzy w relacji stopniowo przestają ufać własnemu osądowi, pamięci, odczuciom i intuicji, oraz usprawiedliwiania zachowań, które rozpoznane są jako przemocowe, manipulacyjne, poniżające lub niszczące; odpowiednio trwania w przekonaniu, że druga strona „ma rację głębiej”, „wie lepiej”, „czuje bardziej”, „widzi prawdę”, nawet jeśli skutkiem jest chaos, lęk i pomniejszenie własnej osoby, wykonywanie zadań, decyzji i poświęceń nie z wolności, lecz z wewnętrznego przymusu utrzymania więzi, odzyskania aprobaty lub uniknięcia odrzucenia, oraz oddawania czasu, pracy, pieniędzy, ciała, lojalności, milczenia lub społecznego wsparcia pod wpływem relacyjnego zaprogramowania; odpowiednio organizowania małżeństw, związków, a czasem nawet cudzych relacji według wzorca wpływu, zależności i zawieszenia wolności, jakby to było naturalne lub konieczne, tracenia przy tym kontaktu z pytaniem: „czego ja chcę?”, „co jest prawdziwe?”, „czy to jest dobre?”, „czy mam zgodę sumienia?”, oraz życia w stanie, w którym człowiek bardziej boi się rozczarować hipnotyzera relacyjnego niż zdradzić samego siebie; odpowiednio uznawania własnego wyczerpania za dowód miłości, a własnej uległości za cnotę, oraz rozpoznania, że jednym z najgłębszych znaków transu relacyjnego i hipnotycznego jest utrata zdolności widzenia własnego zniewolenia; oraz rozumienia, że wykonywanie cudzej woli „bez względu na cenę” nie jest owocem miłości, lecz zawężenia świadomości i złamania granic; odpowiednio oddawania Bogu przekonania, że jeśli kocham, to muszę zgadzać się na wszystko, w intencji przywrócenia porządku, w którym sumienie wraca na swoje miejsce, granice odzyskują ważność, a zgoda człowieka przestaje być przejmowana przez lęk lub wpływ, aby własne „tak” i „nie” mogło znów należeć do osoby, która je wypowiada, aby miłość została oddzielona od posłuszeństwa wymuszonego, aby relacja przestała być polem wykonywania cudzej woli; odpowiednio rozpoznania, że prawdziwa miłość nie boi się przebudzenia świadomości drugiej osoby, oraz uznania, że wszystko, co wymaga uśpienia przytomnego myślenia, nie pochodzi z porządku miłości; odpowiednio oddawania Bogu przekonania, że wyjście z takiej więzi oznacza zdradę, winę albo utratę sensu życia, w intencji przywrócenia porządku, w którym świadomość wraca do światła, wola wraca do osoby, do której należy, a więź zostaje poddana prawdzie, aby każdy mógł kochać bez transu, aby relacja mogła albo zostać oczyszczona, albo zakończona w prawdzie, aby żadne słowo, dotyk, sugestia ani zależność nie miały większej władzy niż wolność dana przez Boga, na przestrzeni wszystkich wymiarów, czasów i nie tylko, a to wszystko w zależności i odpowiednio w niezależności od m.in. woli, wytycznych, opinii, działań, poleceń, postanowień, podpowiedzi, inspiracji, łask, szczodrości i odpowiednio ich braku ze strony wszelkiego rodzaju, wielkości, znaczenia naszych i cudzych m.in. amuletów, talizmanów, strojów, artefaktów, gadżetów, przedmiotów oraz instrumentów plazmowych, muzycznych, magicznych i niemagicznych, od pierścieni, pieczęci, różdżek, eliksirów, ziół, dymów, kadzideł, pieśni, mantr, Świętych tekstów, roślin, zwierząt, metod wróżbiarskich, obrzędów, zabobonów, od komunii Świętych, od ofiar składanych komuś/czemuś, dewocjonaliów, obrazów, figur, rzeźb, malowideł, stanów odurzenia, sakramentów, narkotyków, słodyczy, uzależnień, alkoholi, ekstaz duchowych i fizycznych, szamanizmu, mistycyzmu, wszelkich utopii, ucieczki od rzeczywistości lub podporządkowania się obietnicom spełnienia, zbawienia, mocy lub doskonałości i nie tylko oraz m.in. ich wszelkiego rodzaju twórców, promotorów, właścicieli, użytkowników, beneficjentów, i nie tylko oraz naszego a przez nas cudzego doświadczania tego wszelkich skutków
17. oraz naszego a przez nas cudzego z wszelkich przyczyn, wszelkimi sposobami m.in. bycia tymi, którzy w relacji stopniowo przestają ufać własnemu osądowi, pamięci, odczuciom i intuicji, oraz usprawiedliwiania zachowań, które rozpoznane są jako przemocowe, manipulacyjne, poniżające lub niszczące; odpowiednio trwania w przekonaniu, że druga strona „ma rację głębiej”, „wie lepiej”, „czuje bardziej”, „widzi prawdę”, nawet jeśli skutkiem jest chaos, lęk i pomniejszenie własnej osoby, wykonywanie zadań, decyzji i poświęceń nie z wolności, lecz z wewnętrznego przymusu utrzymania więzi, odzyskania aprobaty lub uniknięcia odrzucenia, oraz oddawania czasu, pracy, pieniędzy, ciała, lojalności, milczenia lub społecznego wsparcia pod wpływem relacyjnego zaprogramowania; odpowiednio organizowania małżeństw, związków, a czasem nawet cudzych relacji według wzorca wpływu, zależności i zawieszenia wolności, jakby to było naturalne lub konieczne, tracenia przy tym kontaktu z pytaniem: „czego ja chcę?”, „co jest prawdziwe?”, „czy to jest dobre?”, „czy mam zgodę sumienia?”, oraz życia w stanie, w którym człowiek bardziej boi się rozczarować hipnotyzera relacyjnego niż zdradzić samego siebie; odpowiednio uznawania własnego wyczerpania za dowód miłości, a własnej uległości za cnotę, oraz rozpoznania, że jednym z najgłębszych znaków transu relacyjnego i hipnotycznego jest utrata zdolności widzenia własnego zniewolenia; oraz rozumienia, że wykonywanie cudzej woli „bez względu na cenę” nie jest owocem miłości, lecz zawężenia świadomości i złamania granic; odpowiednio oddawania Bogu przekonania, że jeśli kocham, to muszę zgadzać się na wszystko, w intencji przywrócenia porządku, w którym sumienie wraca na swoje miejsce, granice odzyskują ważność, a zgoda człowieka przestaje być przejmowana przez lęk lub wpływ, aby własne „tak” i „nie” mogło znów należeć do osoby, która je wypowiada, aby miłość została oddzielona od posłuszeństwa wymuszonego, aby relacja przestała być polem wykonywania cudzej woli; odpowiednio rozpoznania, że prawdziwa miłość nie boi się przebudzenia świadomości drugiej osoby, oraz uznania, że wszystko, co wymaga uśpienia przytomnego myślenia, nie pochodzi z porządku miłości; odpowiednio oddawania Bogu przekonania, że wyjście z takiej więzi oznacza zdradę, winę albo utratę sensu życia, w intencji przywrócenia porządku, w którym świadomość wraca do światła, wola wraca do osoby, do której należy, a więź zostaje poddana prawdzie, aby każdy mógł kochać bez transu, aby relacja mogła albo zostać oczyszczona, albo zakończona w prawdzie, aby żadne słowo, dotyk, sugestia ani zależność nie miały większej władzy niż wolność dana przez Boga, na przestrzeni wszystkich wymiarów, czasów i nie tylko, a to wszystko w zależności i odpowiednio w niezależności od m.in. woli, wytycznych, opinii, działań, poleceń, postanowień, podpowiedzi, inspiracji, łask, szczodrości i odpowiednio ich braku ze strony wszelkiego rodzaju, wielkości, znaczenia m.in. wszelkich form i przyczyn zniewoleń, uwięzi, uwikłań jak m.in. sieci, lin, kajdan, smyczy, obroży, karcerów, więzień, klatek, haków, dybów, ośmiorniczek, piramid, protomolekuły, struktur działających jawnie lub skrycie, tymczasowo lub trwale, punktowo lub systemowo, ich odpowiedników, zamienników i nie tylko oraz ich wszystkich m.in. entuzjastów, twórców, promotorów, beneficjentów, ofiar, strażników, świadków i wyznawców i nie tylko oraz naszego a przez nas cudzego doświadczania tego wszelkich skutków
18. oraz naszego a przez nas cudzego z wszelkich przyczyn, wszelkimi sposobami m.in. bycia tymi, którzy w relacji stopniowo przestają ufać własnemu osądowi, pamięci, odczuciom i intuicji, oraz usprawiedliwiania zachowań, które rozpoznane są jako przemocowe, manipulacyjne, poniżające lub niszczące; odpowiednio trwania w przekonaniu, że druga strona „ma rację głębiej”, „wie lepiej”, „czuje bardziej”, „widzi prawdę”, nawet jeśli skutkiem jest chaos, lęk i pomniejszenie własnej osoby, wykonywanie zadań, decyzji i poświęceń nie z wolności, lecz z wewnętrznego przymusu utrzymania więzi, odzyskania aprobaty lub uniknięcia odrzucenia, oraz oddawania czasu, pracy, pieniędzy, ciała, lojalności, milczenia lub społecznego wsparcia pod wpływem relacyjnego zaprogramowania; odpowiednio organizowania małżeństw, związków, a czasem nawet cudzych relacji według wzorca wpływu, zależności i zawieszenia wolności, jakby to było naturalne lub konieczne, tracenia przy tym kontaktu z pytaniem: „czego ja chcę?”, „co jest prawdziwe?”, „czy to jest dobre?”, „czy mam zgodę sumienia?”, oraz życia w stanie, w którym człowiek bardziej boi się rozczarować hipnotyzera relacyjnego niż zdradzić samego siebie; odpowiednio uznawania własnego wyczerpania za dowód miłości, a własnej uległości za cnotę, oraz rozpoznania, że jednym z najgłębszych znaków transu relacyjnego i hipnotycznego jest utrata zdolności widzenia własnego zniewolenia; oraz rozumienia, że wykonywanie cudzej woli „bez względu na cenę” nie jest owocem miłości, lecz zawężenia świadomości i złamania granic; odpowiednio oddawania Bogu przekonania, że jeśli kocham, to muszę zgadzać się na wszystko, w intencji przywrócenia porządku, w którym sumienie wraca na swoje miejsce, granice odzyskują ważność, a zgoda człowieka przestaje być przejmowana przez lęk lub wpływ, aby własne „tak” i „nie” mogło znów należeć do osoby, która je wypowiada, aby miłość została oddzielona od posłuszeństwa wymuszonego, aby relacja przestała być polem wykonywania cudzej woli; odpowiednio rozpoznania, że prawdziwa miłość nie boi się przebudzenia świadomości drugiej osoby, oraz uznania, że wszystko, co wymaga uśpienia przytomnego myślenia, nie pochodzi z porządku miłości; odpowiednio oddawania Bogu przekonania, że wyjście z takiej więzi oznacza zdradę, winę albo utratę sensu życia, w intencji przywrócenia porządku, w którym świadomość wraca do światła, wola wraca do osoby, do której należy, a więź zostaje poddana prawdzie, aby każdy mógł kochać bez transu, aby relacja mogła albo zostać oczyszczona, albo zakończona w prawdzie, aby żadne słowo, dotyk, sugestia ani zależność nie miały większej władzy niż wolność dana przez Boga, na przestrzeni wszystkich wymiarów, czasów i nie tylko, a to wszystko w zależności i odpowiednio w niezależności od m.in. woli, wytycznych, opinii, działań, poleceń, postanowień, podpowiedzi, inspiracji, łask, szczodrości i odpowiednio ich braku ze strony wszelkiego rodzaju, wielkości m.in. obrzędów, kultów, nominacji, namaszczeń, pozwoleń, wytycznych, umów, przysiąg, przyrzeczeń, kontraktów, nakazów, zakazów, cyrografów, misji, ślubowań, paktów, aktów, porozumień, traktatów, innych form formalnego lub symbolicznego wiązania woli – funkcjonujących poprzez nadawanie mocy zobowiązującej danemu słowu, gestowi lub aktowi, przez sankcjonowanie posłuszeństwa i nieposłuszeństwa, regulowanie dostępu, statusu i odpowiedzialności, utrwalanie zależności poprzez obietnicę, groźbę, nagrodę lub karę oraz normalizowania podporządkowania jako prawa, obowiązku, misji lub przeznaczenia i nie tylko oraz tego wszelkich m.in. twórców, promotorów, beneficjentów, kapłanów, strażników, ofiar, świadków i wyznawców i nie tylko oraz naszego a przez nas cudzego doświadczania tego wszelkich skutków

19. oraz naszego a przez nas cudzego z wszelkich przyczyn, wszelkimi sposobami m.in. bycia tymi, którzy w relacji stopniowo przestają ufać własnemu osądowi, pamięci, odczuciom i intuicji, oraz usprawiedliwiania zachowań, które rozpoznane są jako przemocowe, manipulacyjne, poniżające lub niszczące; odpowiednio trwania w przekonaniu, że druga strona „ma rację głębiej”, „wie lepiej”, „czuje bardziej”, „widzi prawdę”, nawet jeśli skutkiem jest chaos, lęk i pomniejszenie własnej osoby, wykonywanie zadań, decyzji i poświęceń nie z wolności, lecz z wewnętrznego przymusu utrzymania więzi, odzyskania aprobaty lub uniknięcia odrzucenia, oraz oddawania czasu, pracy, pieniędzy, ciała, lojalności, milczenia lub społecznego wsparcia pod wpływem relacyjnego zaprogramowania; odpowiednio organizowania małżeństw, związków, a czasem nawet cudzych relacji według wzorca wpływu, zależności i zawieszenia wolności, jakby to było naturalne lub konieczne, tracenia przy tym kontaktu z pytaniem: „czego ja chcę?”, „co jest prawdziwe?”, „czy to jest dobre?”, „czy mam zgodę sumienia?”, oraz życia w stanie, w którym człowiek bardziej boi się rozczarować hipnotyzera relacyjnego niż zdradzić samego siebie; odpowiednio uznawania własnego wyczerpania za dowód miłości, a własnej uległości za cnotę, oraz rozpoznania, że jednym z najgłębszych znaków transu relacyjnego i hipnotycznego jest utrata zdolności widzenia własnego zniewolenia; oraz rozumienia, że wykonywanie cudzej woli „bez względu na cenę” nie jest owocem miłości, lecz zawężenia świadomości i złamania granic; odpowiednio oddawania Bogu przekonania, że jeśli kocham, to muszę zgadzać się na wszystko, w intencji przywrócenia porządku, w którym sumienie wraca na swoje miejsce, granice odzyskują ważność, a zgoda człowieka przestaje być przejmowana przez lęk lub wpływ, aby własne „tak” i „nie” mogło znów należeć do osoby, która je wypowiada, aby miłość została oddzielona od posłuszeństwa wymuszonego, aby relacja przestała być polem wykonywania cudzej woli; odpowiednio rozpoznania, że prawdziwa miłość nie boi się przebudzenia świadomości drugiej osoby, oraz uznania, że wszystko, co wymaga uśpienia przytomnego myślenia, nie pochodzi z porządku miłości; odpowiednio oddawania Bogu przekonania, że wyjście z takiej więzi oznacza zdradę, winę albo utratę sensu życia, w intencji przywrócenia porządku, w którym świadomość wraca do światła, wola wraca do osoby, do której należy, a więź zostaje poddana prawdzie, aby każdy mógł kochać bez transu, aby relacja mogła albo zostać oczyszczona, albo zakończona w prawdzie, aby żadne słowo, dotyk, sugestia ani zależność nie miały większej władzy niż wolność dana przez Boga, na przestrzeni wszystkich wymiarów, czasów i nie tylko, a to wszystko w zależności i odpowiednio w niezależności od m.in. woli, wytycznych, opinii, działań, poleceń, postanowień, podpowiedzi, inspiracji, łask, szczodrości i odpowiednio ich braku ze strony naszych i cudzych, a w tym również licencjonowanych m.in. strażników, weryfikatorów, windykatorów, mediatorów, komorników, pośredników, świadków, twórców, założycieli, ochroniarzy, przedstawicieli opozycji, cenzorów, promotorów, beneficjentów, ofiar naszych i cudzych działań, zamiarów, przejawień i nie tylko oraz naszego a przez nas cudzego doświadczania tego wszelkich skutków
20. oraz naszego a przez nas cudzego z wszelkich przyczyn, wszelkimi sposobami m.in. bycia tymi, którzy w relacji stopniowo przestają ufać własnemu osądowi, pamięci, odczuciom i intuicji, oraz usprawiedliwiania zachowań, które rozpoznane są jako przemocowe, manipulacyjne, poniżające lub niszczące; odpowiednio trwania w przekonaniu, że druga strona „ma rację głębiej”, „wie lepiej”, „czuje bardziej”, „widzi prawdę”, nawet jeśli skutkiem jest chaos, lęk i pomniejszenie własnej osoby, wykonywanie zadań, decyzji i poświęceń nie z wolności, lecz z wewnętrznego przymusu utrzymania więzi, odzyskania aprobaty lub uniknięcia odrzucenia, oraz oddawania czasu, pracy, pieniędzy, ciała, lojalności, milczenia lub społecznego wsparcia pod wpływem relacyjnego zaprogramowania; odpowiednio organizowania małżeństw, związków, a czasem nawet cudzych relacji według wzorca wpływu, zależności i zawieszenia wolności, jakby to było naturalne lub konieczne, tracenia przy tym kontaktu z pytaniem: „czego ja chcę?”, „co jest prawdziwe?”, „czy to jest dobre?”, „czy mam zgodę sumienia?”, oraz życia w stanie, w którym człowiek bardziej boi się rozczarować hipnotyzera relacyjnego niż zdradzić samego siebie; odpowiednio uznawania własnego wyczerpania za dowód miłości, a własnej uległości za cnotę, oraz rozpoznania, że jednym z najgłębszych znaków transu relacyjnego i hipnotycznego jest utrata zdolności widzenia własnego zniewolenia; oraz rozumienia, że wykonywanie cudzej woli „bez względu na cenę” nie jest owocem miłości, lecz zawężenia świadomości i złamania granic; odpowiednio oddawania Bogu przekonania, że jeśli kocham, to muszę zgadzać się na wszystko, w intencji przywrócenia porządku, w którym sumienie wraca na swoje miejsce, granice odzyskują ważność, a zgoda człowieka przestaje być przejmowana przez lęk lub wpływ, aby własne „tak” i „nie” mogło znów należeć do osoby, która je wypowiada, aby miłość została oddzielona od posłuszeństwa wymuszonego, aby relacja przestała być polem wykonywania cudzej woli; odpowiednio rozpoznania, że prawdziwa miłość nie boi się przebudzenia świadomości drugiej osoby, oraz uznania, że wszystko, co wymaga uśpienia przytomnego myślenia, nie pochodzi z porządku miłości; odpowiednio oddawania Bogu przekonania, że wyjście z takiej więzi oznacza zdradę, winę albo utratę sensu życia, w intencji przywrócenia porządku, w którym świadomość wraca do światła, wola wraca do osoby, do której należy, a więź zostaje poddana prawdzie, aby każdy mógł kochać bez transu, aby relacja mogła albo zostać oczyszczona, albo zakończona w prawdzie, aby żadne słowo, dotyk, sugestia ani zależność nie miały większej władzy niż wolność dana przez Boga, na przestrzeni wszystkich wymiarów, czasów i nie tylko, a to wszystko w zależności i odpowiednio w niezależności od m.in. woli, wytycznych, opinii, działań, poleceń, postanowień, podpowiedzi, inspiracji, łask, szczodrości i odpowiednio ich braku ze strony m.in. wszelkiego rodzaju, wielkości, znaczenia, płci, rasy, gatunku m.in. rodziców, wychowawców, wychowanków, nauczycieli, małżonków, kochanków, dzieci, rodzeństwa, sióstr, braci, cioć, wujków, kuzynów, całych rodów, rodzin, społeczności, warstw społecznych, dziadków, babć, krewnych i niespokrewnionych, od osób tej samej lub odmiennej płci oraz ze strony naszych i cudzych m.in. elementów budowy fizycznej i energetycznej, narządów, tkanek, komórek, atomów, przetworników, układów i zespołów biologicznych, fizycznych, chemicznych, energetycznych, zegarowych, cyfrowych, ich mechanizmów działania, sprzężeń zwrotnych i stanów granicznych, wszelkich programów sterujących nimi na wszystkich poziomach, przestrzeniach, płaszczyznach, elementach i nie tylko oraz naszego a przez nas cudzego doświadczania tego wszelkich skutków
21. oraz naszego a przez nas cudzego z wszelkich przyczyn, wszelkimi sposobami m.in. bycia tymi, którzy w relacji stopniowo przestają ufać własnemu osądowi, pamięci, odczuciom i intuicji, oraz usprawiedliwiania zachowań, które rozpoznane są jako przemocowe, manipulacyjne, poniżające lub niszczące; odpowiednio trwania w przekonaniu, że druga strona „ma rację głębiej”, „wie lepiej”, „czuje bardziej”, „widzi prawdę”, nawet jeśli skutkiem jest chaos, lęk i pomniejszenie własnej osoby, wykonywanie zadań, decyzji i poświęceń nie z wolności, lecz z wewnętrznego przymusu utrzymania więzi, odzyskania aprobaty lub uniknięcia odrzucenia, oraz oddawania czasu, pracy, pieniędzy, ciała, lojalności, milczenia lub społecznego wsparcia pod wpływem relacyjnego zaprogramowania; odpowiednio organizowania małżeństw, związków, a czasem nawet cudzych relacji według wzorca wpływu, zależności i zawieszenia wolności, jakby to było naturalne lub konieczne, tracenia przy tym kontaktu z pytaniem: „czego ja chcę?”, „co jest prawdziwe?”, „czy to jest dobre?”, „czy mam zgodę sumienia?”, oraz życia w stanie, w którym człowiek bardziej boi się rozczarować hipnotyzera relacyjnego niż zdradzić samego siebie; odpowiednio uznawania własnego wyczerpania za dowód miłości, a własnej uległości za cnotę, oraz rozpoznania, że jednym z najgłębszych znaków transu relacyjnego i hipnotycznego jest utrata zdolności widzenia własnego zniewolenia; oraz rozumienia, że wykonywanie cudzej woli „bez względu na cenę” nie jest owocem miłości, lecz zawężenia świadomości i złamania granic; odpowiednio oddawania Bogu przekonania, że jeśli kocham, to muszę zgadzać się na wszystko, w intencji przywrócenia porządku, w którym sumienie wraca na swoje miejsce, granice odzyskują ważność, a zgoda człowieka przestaje być przejmowana przez lęk lub wpływ, aby własne „tak” i „nie” mogło znów należeć do osoby, która je wypowiada, aby miłość została oddzielona od posłuszeństwa wymuszonego, aby relacja przestała być polem wykonywania cudzej woli; odpowiednio rozpoznania, że prawdziwa miłość nie boi się przebudzenia świadomości drugiej osoby, oraz uznania, że wszystko, co wymaga uśpienia przytomnego myślenia, nie pochodzi z porządku miłości; odpowiednio oddawania Bogu przekonania, że wyjście z takiej więzi oznacza zdradę, winę albo utratę sensu życia, w intencji przywrócenia porządku, w którym świadomość wraca do światła, wola wraca do osoby, do której należy, a więź zostaje poddana prawdzie, aby każdy mógł kochać bez transu, aby relacja mogła albo zostać oczyszczona, albo zakończona w prawdzie, aby żadne słowo, dotyk, sugestia ani zależność nie miały większej władzy niż wolność dana przez Boga, na przestrzeni wszystkich wymiarów, czasów i nie tylko, a to wszystko w zależności i odpowiednio w niezależności od m.in. woli, wytycznych, opinii, działań, poleceń, postanowień, przekonań, podpowiedzi, inspiracji, łask, szczodrości i odpowiednio ich braku ze strony wszelkiego rodzaju, znaczenia, rangi, poziomu, płci m.in. stowarzyszeń, bractw, wspólnot, komun, szkół, związków, organizacji, struktur zbiorowych a w tym m.in. administracyjnych, wojskowych, cywilnych, świeckich, medycznych, finansowych, religijnych, mesjanistycznych, duchowych, gospodarczych, publicznych, politycznych, przestępczych, wywiadowczych, seksualnych, narkomańskich, pijackich, państwowych, globalnych, kosmicznych, wielowymiarowych, czasoprzestrzennych i nie tylko oraz naszego a przez nas cudzego doświadczania tego wszelkich skutków
22. oraz naszego a przez nas cudzego z wszelkich przyczyn, wszelkimi sposobami m.in. bycia tymi, którzy w relacji stopniowo przestają ufać własnemu osądowi, pamięci, odczuciom i intuicji, oraz usprawiedliwiania zachowań, które rozpoznane są jako przemocowe, manipulacyjne, poniżające lub niszczące; odpowiednio trwania w przekonaniu, że druga strona „ma rację głębiej”, „wie lepiej”, „czuje bardziej”, „widzi prawdę”, nawet jeśli skutkiem jest chaos, lęk i pomniejszenie własnej osoby, wykonywanie zadań, decyzji i poświęceń nie z wolności, lecz z wewnętrznego przymusu utrzymania więzi, odzyskania aprobaty lub uniknięcia odrzucenia, oraz oddawania czasu, pracy, pieniędzy, ciała, lojalności, milczenia lub społecznego wsparcia pod wpływem relacyjnego zaprogramowania; odpowiednio organizowania małżeństw, związków, a czasem nawet cudzych relacji według wzorca wpływu, zależności i zawieszenia wolności, jakby to było naturalne lub konieczne, tracenia przy tym kontaktu z pytaniem: „czego ja chcę?”, „co jest prawdziwe?”, „czy to jest dobre?”, „czy mam zgodę sumienia?”, oraz życia w stanie, w którym człowiek bardziej boi się rozczarować hipnotyzera relacyjnego niż zdradzić samego siebie; odpowiednio uznawania własnego wyczerpania za dowód miłości, a własnej uległości za cnotę, oraz rozpoznania, że jednym z najgłębszych znaków transu relacyjnego i hipnotycznego jest utrata zdolności widzenia własnego zniewolenia; oraz rozumienia, że wykonywanie cudzej woli „bez względu na cenę” nie jest owocem miłości, lecz zawężenia świadomości i złamania granic; odpowiednio oddawania Bogu przekonania, że jeśli kocham, to muszę zgadzać się na wszystko, w intencji przywrócenia porządku, w którym sumienie wraca na swoje miejsce, granice odzyskują ważność, a zgoda człowieka przestaje być przejmowana przez lęk lub wpływ, aby własne „tak” i „nie” mogło znów należeć do osoby, która je wypowiada, aby miłość została oddzielona od posłuszeństwa wymuszonego, aby relacja przestała być polem wykonywania cudzej woli; odpowiednio rozpoznania, że prawdziwa miłość nie boi się przebudzenia świadomości drugiej osoby, oraz uznania, że wszystko, co wymaga uśpienia przytomnego myślenia, nie pochodzi z porządku miłości; odpowiednio oddawania Bogu przekonania, że wyjście z takiej więzi oznacza zdradę, winę albo utratę sensu życia, w intencji przywrócenia porządku, w którym świadomość wraca do światła, wola wraca do osoby, do której należy, a więź zostaje poddana prawdzie, aby każdy mógł kochać bez transu, aby relacja mogła albo zostać oczyszczona, albo zakończona w prawdzie, aby żadne słowo, dotyk, sugestia ani zależność nie miały większej władzy niż wolność dana przez Boga, na przestrzeni wszystkich wymiarów, czasów i nie tylko, a to wszystko w zależności i odpowiednio w niezależności od m.in. woli, wytycznych, opinii, działań, poleceń, postanowień, podpowiedzi, inspiracji, łask, szczodrości i odpowiednio ich braku ze strony m.in. pogody, przyrody, żywiołów, pory dnia i nocy, pory roku, daty, kalendarzy. astrologii, astronomii, numerologii, meteorologii, temperatury otoczenia, ciśnienia, częstotliwości, kolorów, dźwięków, rytmów, wibracji, wilgotności, wysokości Słońca na niebie, od czynnika czasu i nie tylko oraz naszego a przez nas cudzego doświadczania tego wszelkich skutków
23. oraz naszego a przez nas cudzego z wszelkich przyczyn, wszelkimi sposobami m.in. bycia tymi, którzy w relacji stopniowo przestają ufać własnemu osądowi, pamięci, odczuciom i intuicji, oraz usprawiedliwiania zachowań, które rozpoznane są jako przemocowe, manipulacyjne, poniżające lub niszczące; odpowiednio trwania w przekonaniu, że druga strona „ma rację głębiej”, „wie lepiej”, „czuje bardziej”, „widzi prawdę”, nawet jeśli skutkiem jest chaos, lęk i pomniejszenie własnej osoby, wykonywanie zadań, decyzji i poświęceń nie z wolności, lecz z wewnętrznego przymusu utrzymania więzi, odzyskania aprobaty lub uniknięcia odrzucenia, oraz oddawania czasu, pracy, pieniędzy, ciała, lojalności, milczenia lub społecznego wsparcia pod wpływem relacyjnego zaprogramowania; odpowiednio organizowania małżeństw, związków, a czasem nawet cudzych relacji według wzorca wpływu, zależności i zawieszenia wolności, jakby to było naturalne lub konieczne, tracenia przy tym kontaktu z pytaniem: „czego ja chcę?”, „co jest prawdziwe?”, „czy to jest dobre?”, „czy mam zgodę sumienia?”, oraz życia w stanie, w którym człowiek bardziej boi się rozczarować hipnotyzera relacyjnego niż zdradzić samego siebie; odpowiednio uznawania własnego wyczerpania za dowód miłości, a własnej uległości za cnotę, oraz rozpoznania, że jednym z najgłębszych znaków transu relacyjnego i hipnotycznego jest utrata zdolności widzenia własnego zniewolenia; oraz rozumienia, że wykonywanie cudzej woli „bez względu na cenę” nie jest owocem miłości, lecz zawężenia świadomości i złamania granic; odpowiednio oddawania Bogu przekonania, że jeśli kocham, to muszę zgadzać się na wszystko, w intencji przywrócenia porządku, w którym sumienie wraca na swoje miejsce, granice odzyskują ważność, a zgoda człowieka przestaje być przejmowana przez lęk lub wpływ, aby własne „tak” i „nie” mogło znów należeć do osoby, która je wypowiada, aby miłość została oddzielona od posłuszeństwa wymuszonego, aby relacja przestała być polem wykonywania cudzej woli; odpowiednio rozpoznania, że prawdziwa miłość nie boi się przebudzenia świadomości drugiej osoby, oraz uznania, że wszystko, co wymaga uśpienia przytomnego myślenia, nie pochodzi z porządku miłości; odpowiednio oddawania Bogu przekonania, że wyjście z takiej więzi oznacza zdradę, winę albo utratę sensu życia, w intencji przywrócenia porządku, w którym świadomość wraca do światła, wola wraca do osoby, do której należy, a więź zostaje poddana prawdzie, aby każdy mógł kochać bez transu, aby relacja mogła albo zostać oczyszczona, albo zakończona w prawdzie, aby żadne słowo, dotyk, sugestia ani zależność nie miały większej władzy niż wolność dana przez Boga, na przestrzeni wszystkich wymiarów, czasów i nie tylko, a to wszystko w zależności i odpowiednio w niezależności od m.in. woli, wytycznych, opinii, działań, poleceń, postanowień, podpowiedzi, inspiracji, łask, szczodrości i odpowiednio ich braku ze strony m.in. naszych i cudzych kodowań, od myślokształtów, blokad, obciążeń, wzorców, punktów widzenia, sposobów rozumienia, od uwikłań, krzyży i węzłów karmicznych, od karmicznych postaci, relacji, schematów, od zmów milczenia, od cykli planetarnych, od koła karmy, od koła fortuny, od figur geometrycznych płaskich, przestrzennych, od anomalii, od lustrzanych odbić, od losu, przypadku, kumulacji, od loterii, statystyki, sprzężeń zwrotnych, od szczęścia, pecha, klątw, uroków, liter, słów, znaków, symboli, cyfr, liczb, alfabetów, mandal, tatuaży, od efektów potwierdzenia, od magazynów obciążeń i wzorców, od wyznaczników, ozdobników, czipów, urazów, kalectw, chorób, od pustki, próżni, nicości w umyśle i życiu oraz od ich wytwórców, promotorów, ofiar i beneficjentów i nie tylko oraz naszego a przez nas cudzego doświadczania tego wszelkich skutków

24. oraz naszego a przez nas cudzego z wszelkich przyczyn, wszelkimi sposobami m.in. bycia tymi, którzy w relacji stopniowo przestają ufać własnemu osądowi, pamięci, odczuciom i intuicji, oraz usprawiedliwiania zachowań, które rozpoznane są jako przemocowe, manipulacyjne, poniżające lub niszczące; odpowiednio trwania w przekonaniu, że druga strona „ma rację głębiej”, „wie lepiej”, „czuje bardziej”, „widzi prawdę”, nawet jeśli skutkiem jest chaos, lęk i pomniejszenie własnej osoby, wykonywanie zadań, decyzji i poświęceń nie z wolności, lecz z wewnętrznego przymusu utrzymania więzi, odzyskania aprobaty lub uniknięcia odrzucenia, oraz oddawania czasu, pracy, pieniędzy, ciała, lojalności, milczenia lub społecznego wsparcia pod wpływem relacyjnego zaprogramowania; odpowiednio organizowania małżeństw, związków, a czasem nawet cudzych relacji według wzorca wpływu, zależności i zawieszenia wolności, jakby to było naturalne lub konieczne, tracenia przy tym kontaktu z pytaniem: „czego ja chcę?”, „co jest prawdziwe?”, „czy to jest dobre?”, „czy mam zgodę sumienia?”, oraz życia w stanie, w którym człowiek bardziej boi się rozczarować hipnotyzera relacyjnego niż zdradzić samego siebie; odpowiednio uznawania własnego wyczerpania za dowód miłości, a własnej uległości za cnotę, oraz rozpoznania, że jednym z najgłębszych znaków transu relacyjnego i hipnotycznego jest utrata zdolności widzenia własnego zniewolenia; oraz rozumienia, że wykonywanie cudzej woli „bez względu na cenę” nie jest owocem miłości, lecz zawężenia świadomości i złamania granic; odpowiednio oddawania Bogu przekonania, że jeśli kocham, to muszę zgadzać się na wszystko, w intencji przywrócenia porządku, w którym sumienie wraca na swoje miejsce, granice odzyskują ważność, a zgoda człowieka przestaje być przejmowana przez lęk lub wpływ, aby własne „tak” i „nie” mogło znów należeć do osoby, która je wypowiada, aby miłość została oddzielona od posłuszeństwa wymuszonego, aby relacja przestała być polem wykonywania cudzej woli; odpowiednio rozpoznania, że prawdziwa miłość nie boi się przebudzenia świadomości drugiej osoby, oraz uznania, że wszystko, co wymaga uśpienia przytomnego myślenia, nie pochodzi z porządku miłości; odpowiednio oddawania Bogu przekonania, że wyjście z takiej więzi oznacza zdradę, winę albo utratę sensu życia, w intencji przywrócenia porządku, w którym świadomość wraca do światła, wola wraca do osoby, do której należy, a więź zostaje poddana prawdzie, aby każdy mógł kochać bez transu, aby relacja mogła albo zostać oczyszczona, albo zakończona w prawdzie, aby żadne słowo, dotyk, sugestia ani zależność nie miały większej władzy niż wolność dana przez Boga, na przestrzeni wszystkich wymiarów, czasów i nie tylko, a to wszystko poprzez normalizację roli człowieka i Duszy jako obiektu kultu w zależności i odpowiednio w niezależności od m.in. woli, wytycznych, opinii, działań, poleceń, postanowień, podpowiedzi, inspiracji, łask, szczodrości, zamysłów i odpowiednio ich braku ze strony m.in. naszych a przez nas cudzych wszelkich bałwochwalczych postaci, czynów, intencji, zamysłów, wzorców, nawyków oraz ze strony tych, co modlą się do nas jak do bogów, do bóstw, do istot nie z tego świata, do mistrzów, Świętych, do oświeconych, do istot astralnych; oraz ze strony traktujących nas, lub innych jako pośredników do Boga, pośredników do wszelkich bóstw, bogiń; oraz ze strony czczących nas, wychwalających nas, wielbiących nas; oraz ze strony tych, którzy modlą się za nas do bóstw, bogiń, kosmitów w naszym imieniu, w naszych sprawach, dla dobra naszego i odpowiednio ze strony tych, którzy w modlitwach nam złorzeczą, rzucają klątwy i uroki, którzy chcą się mścić na wszelkie sposoby i nie tylko oraz naszego a przez nas cudzego doświadczania tego wszelkich skutków
25. oraz naszego a przez nas cudzego z wszelkich przyczyn, wszelkimi sposobami m.in. bycia tymi, którzy w relacji stopniowo przestają ufać własnemu osądowi, pamięci, odczuciom i intuicji, oraz usprawiedliwiania zachowań, które rozpoznane są jako przemocowe, manipulacyjne, poniżające lub niszczące; odpowiednio trwania w przekonaniu, że druga strona „ma rację głębiej”, „wie lepiej”, „czuje bardziej”, „widzi prawdę”, nawet jeśli skutkiem jest chaos, lęk i pomniejszenie własnej osoby, wykonywanie zadań, decyzji i poświęceń nie z wolności, lecz z wewnętrznego przymusu utrzymania więzi, odzyskania aprobaty lub uniknięcia odrzucenia, oraz oddawania czasu, pracy, pieniędzy, ciała, lojalności, milczenia lub społecznego wsparcia pod wpływem relacyjnego zaprogramowania; odpowiednio organizowania małżeństw, związków, a czasem nawet cudzych relacji według wzorca wpływu, zależności i zawieszenia wolności, jakby to było naturalne lub konieczne, tracenia przy tym kontaktu z pytaniem: „czego ja chcę?”, „co jest prawdziwe?”, „czy to jest dobre?”, „czy mam zgodę sumienia?”, oraz życia w stanie, w którym człowiek bardziej boi się rozczarować hipnotyzera relacyjnego niż zdradzić samego siebie; odpowiednio uznawania własnego wyczerpania za dowód miłości, a własnej uległości za cnotę, oraz rozpoznania, że jednym z najgłębszych znaków transu relacyjnego i hipnotycznego jest utrata zdolności widzenia własnego zniewolenia; oraz rozumienia, że wykonywanie cudzej woli „bez względu na cenę” nie jest owocem miłości, lecz zawężenia świadomości i złamania granic; odpowiednio oddawania Bogu przekonania, że jeśli kocham, to muszę zgadzać się na wszystko, w intencji przywrócenia porządku, w którym sumienie wraca na swoje miejsce, granice odzyskują ważność, a zgoda człowieka przestaje być przejmowana przez lęk lub wpływ, aby własne „tak” i „nie” mogło znów należeć do osoby, która je wypowiada, aby miłość została oddzielona od posłuszeństwa wymuszonego, aby relacja przestała być polem wykonywania cudzej woli; odpowiednio rozpoznania, że prawdziwa miłość nie boi się przebudzenia świadomości drugiej osoby, oraz uznania, że wszystko, co wymaga uśpienia przytomnego myślenia, nie pochodzi z porządku miłości; odpowiednio oddawania Bogu przekonania, że wyjście z takiej więzi oznacza zdradę, winę albo utratę sensu życia, w intencji przywrócenia porządku, w którym świadomość wraca do światła, wola wraca do osoby, do której należy, a więź zostaje poddana prawdzie, aby każdy mógł kochać bez transu, aby relacja mogła albo zostać oczyszczona, albo zakończona w prawdzie, aby żadne słowo, dotyk, sugestia ani zależność nie miały większej władzy niż wolność dana przez Boga, na przestrzeni wszystkich wymiarów, czasów i nie tylko, a to wszystko w zależności i odpowiednio w niezależności od m.in. woli, wytycznych, opinii, działań, poleceń, postanowień, podpowiedzi, inspiracji, łask, szczodrości i odpowiednio ich braku ze strony wszelkich m.in. odmian, stowarzyszeń, grup, kręgów, nurtów ideologicznych, rytualnych i operacyjnych m.in. demonicznych, satanistycznych, lucyferańskich, wojennych, wojskowych, magicznych, czarno-magicznych, tantrycznych, czarno-tantrycznych, biało-astralnych, grup płomieni, Ścieżki Lewej Ręki oraz od m.in. szoku bojowego, od pogromów, zamętu, od czarnych słońc, nekromantów, istot mroku, istot ciemności, sił zła, demonów, władców piekieł, diabłów stróżów, kainitów, Szatana, Lucyfera, Belzebuba, Kali, strzyg, istot i Dusz, jakie upadły, istot rogatych, krnąbrnych, agresywnych, napełnionych pychą, egoizmem, i nie tylko oraz naszego a przez nas cudzego doświadczania tego wszelkich skutków
26. oraz naszego a przez nas cudzego z wszelkich przyczyn, wszelkimi sposobami m.in. bycia tymi, którzy w relacji stopniowo przestają ufać własnemu osądowi, pamięci, odczuciom i intuicji, oraz usprawiedliwiania zachowań, które rozpoznane są jako przemocowe, manipulacyjne, poniżające lub niszczące; odpowiednio trwania w przekonaniu, że druga strona „ma rację głębiej”, „wie lepiej”, „czuje bardziej”, „widzi prawdę”, nawet jeśli skutkiem jest chaos, lęk i pomniejszenie własnej osoby, wykonywanie zadań, decyzji i poświęceń nie z wolności, lecz z wewnętrznego przymusu utrzymania więzi, odzyskania aprobaty lub uniknięcia odrzucenia, oraz oddawania czasu, pracy, pieniędzy, ciała, lojalności, milczenia lub społecznego wsparcia pod wpływem relacyjnego zaprogramowania; odpowiednio organizowania małżeństw, związków, a czasem nawet cudzych relacji według wzorca wpływu, zależności i zawieszenia wolności, jakby to było naturalne lub konieczne, tracenia przy tym kontaktu z pytaniem: „czego ja chcę?”, „co jest prawdziwe?”, „czy to jest dobre?”, „czy mam zgodę sumienia?”, oraz życia w stanie, w którym człowiek bardziej boi się rozczarować hipnotyzera relacyjnego niż zdradzić samego siebie; odpowiednio uznawania własnego wyczerpania za dowód miłości, a własnej uległości za cnotę, oraz rozpoznania, że jednym z najgłębszych znaków transu relacyjnego i hipnotycznego jest utrata zdolności widzenia własnego zniewolenia; oraz rozumienia, że wykonywanie cudzej woli „bez względu na cenę” nie jest owocem miłości, lecz zawężenia świadomości i złamania granic; odpowiednio oddawania Bogu przekonania, że jeśli kocham, to muszę zgadzać się na wszystko, w intencji przywrócenia porządku, w którym sumienie wraca na swoje miejsce, granice odzyskują ważność, a zgoda człowieka przestaje być przejmowana przez lęk lub wpływ, aby własne „tak” i „nie” mogło znów należeć do osoby, która je wypowiada, aby miłość została oddzielona od posłuszeństwa wymuszonego, aby relacja przestała być polem wykonywania cudzej woli; odpowiednio rozpoznania, że prawdziwa miłość nie boi się przebudzenia świadomości drugiej osoby, oraz uznania, że wszystko, co wymaga uśpienia przytomnego myślenia, nie pochodzi z porządku miłości; odpowiednio oddawania Bogu przekonania, że wyjście z takiej więzi oznacza zdradę, winę albo utratę sensu życia, w intencji przywrócenia porządku, w którym świadomość wraca do światła, wola wraca do osoby, do której należy, a więź zostaje poddana prawdzie, aby każdy mógł kochać bez transu, aby relacja mogła albo zostać oczyszczona, albo zakończona w prawdzie, aby żadne słowo, dotyk, sugestia ani zależność nie miały większej władzy niż wolność dana przez Boga, na przestrzeni wszystkich wymiarów, czasów i nie tylko, a to wszystko w zależności i odpowiednio w niezależności od m.in. woli, wytycznych, opinii, działań, poleceń, postanowień, podpowiedzi, inspiracji, łask, szczodrości i odpowiednio ich braku ze strony wszelkiego rodzaju, wielkości, rasy, znaczenia i płci uwarunkowań związanych z seksualnością, popędem, rolą i zachowaniem, a w tym m.in. seksoholików, lesbijek, gejów, transwestytów, gwałcicieli, sadomasochistów, celibantów, eunuchów, burdelmam, alfonsów, prostytutek, dewiantów, zboczeńców, pedofilów, zoofilów, koprofilów, koprofagów, kazirodców, panseksualistów, cykli hormonalnych, od chowu wsobnego i nie tylko oraz naszego a przez nas cudzego doświadczania tego wszelkich skutków
27. oraz naszego a przez nas cudzego z wszelkich przyczyn, wszelkimi sposobami m.in. bycia tymi, którzy w relacji stopniowo przestają ufać własnemu osądowi, pamięci, odczuciom i intuicji, oraz usprawiedliwiania zachowań, które rozpoznane są jako przemocowe, manipulacyjne, poniżające lub niszczące; odpowiednio trwania w przekonaniu, że druga strona „ma rację głębiej”, „wie lepiej”, „czuje bardziej”, „widzi prawdę”, nawet jeśli skutkiem jest chaos, lęk i pomniejszenie własnej osoby, wykonywanie zadań, decyzji i poświęceń nie z wolności, lecz z wewnętrznego przymusu utrzymania więzi, odzyskania aprobaty lub uniknięcia odrzucenia, oraz oddawania czasu, pracy, pieniędzy, ciała, lojalności, milczenia lub społecznego wsparcia pod wpływem relacyjnego zaprogramowania; odpowiednio organizowania małżeństw, związków, a czasem nawet cudzych relacji według wzorca wpływu, zależności i zawieszenia wolności, jakby to było naturalne lub konieczne, tracenia przy tym kontaktu z pytaniem: „czego ja chcę?”, „co jest prawdziwe?”, „czy to jest dobre?”, „czy mam zgodę sumienia?”, oraz życia w stanie, w którym człowiek bardziej boi się rozczarować hipnotyzera relacyjnego niż zdradzić samego siebie; odpowiednio uznawania własnego wyczerpania za dowód miłości, a własnej uległości za cnotę, oraz rozpoznania, że jednym z najgłębszych znaków transu relacyjnego i hipnotycznego jest utrata zdolności widzenia własnego zniewolenia; oraz rozumienia, że wykonywanie cudzej woli „bez względu na cenę” nie jest owocem miłości, lecz zawężenia świadomości i złamania granic; odpowiednio oddawania Bogu przekonania, że jeśli kocham, to muszę zgadzać się na wszystko, w intencji przywrócenia porządku, w którym sumienie wraca na swoje miejsce, granice odzyskują ważność, a zgoda człowieka przestaje być przejmowana przez lęk lub wpływ, aby własne „tak” i „nie” mogło znów należeć do osoby, która je wypowiada, aby miłość została oddzielona od posłuszeństwa wymuszonego, aby relacja przestała być polem wykonywania cudzej woli; odpowiednio rozpoznania, że prawdziwa miłość nie boi się przebudzenia świadomości drugiej osoby, oraz uznania, że wszystko, co wymaga uśpienia przytomnego myślenia, nie pochodzi z porządku miłości; odpowiednio oddawania Bogu przekonania, że wyjście z takiej więzi oznacza zdradę, winę albo utratę sensu życia, w intencji przywrócenia porządku, w którym świadomość wraca do światła, wola wraca do osoby, do której należy, a więź zostaje poddana prawdzie, aby każdy mógł kochać bez transu, aby relacja mogła albo zostać oczyszczona, albo zakończona w prawdzie, aby żadne słowo, dotyk, sugestia ani zależność nie miały większej władzy niż wolność dana przez Boga, na przestrzeni wszystkich wymiarów, czasów i nie tylko, a to wszystko z powodu m.in. naszych i cudzych działań związanych z Końcem Świata, w okresie 2012 roku, z innymi Końcami Świata z poszukiwaniem Boga i sensu ostatecznego, z Apokalipsami, Armagedonami, z końcami cywilizacji, epok, porządków, z działaniami naszymi i Boga w obszarze kosmicznego jaja i w trakcie kolejnych Eonów, z tworzeniem lub z blokowaniem działań nadzwyczajnych, a także poprzez cykliczne resetowanie znaczeń, odpowiedzialności i tożsamości w obliczu oczekiwanego lub odraczającego się kresu, nowego początku lub ponownych narodzin i nie tylko oraz naszego a przez nas cudzego doświadczania tego wszelkich skutków
28. oraz naszego a przez nas cudzego z wszelkich przyczyn, wszelkimi sposobami m.in. bycia tymi, którzy w relacji stopniowo przestają ufać własnemu osądowi, pamięci, odczuciom i intuicji, oraz usprawiedliwiania zachowań, które rozpoznane są jako przemocowe, manipulacyjne, poniżające lub niszczące; odpowiednio trwania w przekonaniu, że druga strona „ma rację głębiej”, „wie lepiej”, „czuje bardziej”, „widzi prawdę”, nawet jeśli skutkiem jest chaos, lęk i pomniejszenie własnej osoby, wykonywanie zadań, decyzji i poświęceń nie z wolności, lecz z wewnętrznego przymusu utrzymania więzi, odzyskania aprobaty lub uniknięcia odrzucenia, oraz oddawania czasu, pracy, pieniędzy, ciała, lojalności, milczenia lub społecznego wsparcia pod wpływem relacyjnego zaprogramowania; odpowiednio organizowania małżeństw, związków, a czasem nawet cudzych relacji według wzorca wpływu, zależności i zawieszenia wolności, jakby to było naturalne lub konieczne, tracenia przy tym kontaktu z pytaniem: „czego ja chcę?”, „co jest prawdziwe?”, „czy to jest dobre?”, „czy mam zgodę sumienia?”, oraz życia w stanie, w którym człowiek bardziej boi się rozczarować hipnotyzera relacyjnego niż zdradzić samego siebie; odpowiednio uznawania własnego wyczerpania za dowód miłości, a własnej uległości za cnotę, oraz rozpoznania, że jednym z najgłębszych znaków transu relacyjnego i hipnotycznego jest utrata zdolności widzenia własnego zniewolenia; oraz rozumienia, że wykonywanie cudzej woli „bez względu na cenę” nie jest owocem miłości, lecz zawężenia świadomości i złamania granic; odpowiednio oddawania Bogu przekonania, że jeśli kocham, to muszę zgadzać się na wszystko, w intencji przywrócenia porządku, w którym sumienie wraca na swoje miejsce, granice odzyskują ważność, a zgoda człowieka przestaje być przejmowana przez lęk lub wpływ, aby własne „tak” i „nie” mogło znów należeć do osoby, która je wypowiada, aby miłość została oddzielona od posłuszeństwa wymuszonego, aby relacja przestała być polem wykonywania cudzej woli; odpowiednio rozpoznania, że prawdziwa miłość nie boi się przebudzenia świadomości drugiej osoby, oraz uznania, że wszystko, co wymaga uśpienia przytomnego myślenia, nie pochodzi z porządku miłości; odpowiednio oddawania Bogu przekonania, że wyjście z takiej więzi oznacza zdradę, winę albo utratę sensu życia, w intencji przywrócenia porządku, w którym świadomość wraca do światła, wola wraca do osoby, do której należy, a więź zostaje poddana prawdzie, aby każdy mógł kochać bez transu, aby relacja mogła albo zostać oczyszczona, albo zakończona w prawdzie, aby żadne słowo, dotyk, sugestia ani zależność nie miały większej władzy niż wolność dana przez Boga, na przestrzeni wszystkich wymiarów, czasów i nie tylko, a to wszystko w zależności i odpowiednio w niezależności od m.in. woli, wytycznych, opinii, działań, poleceń, postanowień, podpowiedzi, inspiracji, łask, szczodrości i odpowiednio ich braku ze strony m.in. naszej duszy, całej naszej istoty i nie tylko oraz od bycia zdrowymi, lub chorymi fizycznie, energetycznie, stabilnymi lub rozchwianymi lub chorymi psychicznie-umysłowo, chorymi uleczalnie, lub przewlekle, lub nieuleczalnie oraz od bycia osobami kalekimi, osobami z urazami, osobami niedomagającymi, chorymi bezpośrednio lub posiadającymi objawy lub skutki karmiczne, skutki wsobne m.in. rozmaitych chorób, dolegliwości, ułomności, od obciążeń genetycznych, epigenetycznych, środowiskowych i nie tylko oraz naszego a przez nas cudzego doświadczania tego wszelkich skutków


Opublikowano: 20/03/2026
Autor: Sławomir Majda
Kateogrie: Kobieta i mężczyzna we wzajemnych relacjach, Psychologia - bycie sobą


Komentarze

Dodaj komentarz